Kiedys juz rozmawialysmy na ten temat. Zmienilo sie Wasze zdanie na ten temat? Ja wczesniej pisalam, ze generalnie jestem przeciwna dla malych dzieci, jesli sa przez wiekszosc tygodnia w placowkach i generalnie nie zmnielam zdania, jednak corka coraz bardziej marudzi o zajecia, na ktore chodza inne dzieci, a nawet o swietlice, bo tam podobno tak fajnie. A ja poki co ograniczylam jej godziny w szkole i zabiera dwa dni w tygodniu po obiedzie, zeby moc z nia spedzic troche czasu sam na sam.
Na dzien dzisiejszy chodzi na lekcje plywania, dla mnie to koniecznosc, bo duzo spedzamy czasu nad woda i wszystkim to uprzyjemnia i ulatwia zycie jesli dzieci umieja plywac, nie mowiac juz o bezpieczenstwie. I ugielam sie i zapisalam ja na gimnastyke akrobatyczna. Przekonalalm sie do tego, bo sama bylam zawsze tym dzieckiem, ktore ze wszelkich sil unikalo aktywnosci fizycznej, w szkole blagalo o zwolnienia z wuefu itd. I teraz dopiero widze, jak ciezko mi jest dojsc do formy fizycznej, ktora bym chciala, ile trudu musialam wlozyc, zeby rozgrysc najprostsze cwiczenia... Nie tylko moje miesnie, ale i mozg byl zupelnie zaniedbany w tym zakresie

Wiec na sportowe zajecia sie zdecydowalam, szczegolnie takie, ktore fajnie wzmacniaja i daja sporo orientacje w swoim ciele. A akurat o tych znam bardzo dobre opinie mojej fizjoterapeutki i trenerki, ktorych dzieci tez tam chodza. Na balety i zajecia jezykowe sie nie zgodze, bo nie widze sensu, ale z drugiej strony sa bardzo fajne u nas zajecia z ratownictwa, na ktorych dzieciaki robia swietne rzeczy i to glownie na swiezym powietrzu, na plazy, w morzu, bardzo fajne sa zajecia teatralno muzyczne. Corka chcialaby na wszystko, wedlug mnie jest przestymulowana i przemeczona szkola. Wole, zeby miala czas wolny i 'sie ponudzila'. Widze jednak, ze z czasem trudniej bedzie ogranczac takie atrakcje.