Dodaj do ulubionych

Bliźniaki - dla mnie porażka...

    • croyance Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 06.01.09, 12:50

      Hey. Nie czytalam wszystkich odpowiedzi - dojechalam gdzies do
      polowy - ale nie rozumiem jednego.

      Zla matka, to taka, ktora dzieckiem sie nie zajmuje, zaniedbuje je,
      nie przejmuje sie nim. Jakich kryteriow uzyli ci z Was, piszac tak o
      Cyprysowej30?

      Kobieta robi, co tylko moze - moze bez zbednej czulosci, bo jest
      wykonczona i zasuwa jak robot - ale to nie o to chodzi, co czlowiek
      mowi, ale o to, co ROBI. A Cyprysowa wstaje w nocy, przewija, karmi,
      sprzata, zapewnia opieke - co wiecej, MARTWI sie tym, ze sobie nie
      daje rady, ze jest niedobra, pyta na publicznym forum o rade.

      I to jest IMHO wiecej warte niz jakas tam czulostkowosc cium cium
      moje dzidzi - teraz sa jakies nierealne wzorce traktujace
      miacierzynstwo jak Bog wie co, stawia sie rodzicom jakies
      niewiarygodne standardy, a oni potem czuja, ze nawalili: tak jak
      Cyprysowa, ktora uwaza sie za zla (!) matke, chociaz lata 24/7
      naokolo dzieci i troszczy sie o nie.

      Na 'Wychowaniu' bodajze jest dobra dyskusja na ten temat; jak
      znajde, wkleje link.

      Cyprysowa30, wcale nie musisz byc idealna: naucz sie opanowywac zle
      emocje, bo faktycznie mozesz zrobic cos glupiego, ale poza tym
      jestem pelna podziwu, jak ktos w ogole funkcjonuje w takiej
      sytuacji. Ja bym na pewno nie dala rady. A Ty jednak nie ucieklas,
      robisz dla dzieci wszystko - i to sie liczy, a nie czulostkowe
      gadanie.
      • nuria.1 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 11.01.09, 11:24
        Miałam wiele podobnych uczuć i ogromne wyrzuty sumienia, że nie zakochałam się w
        moich dzieciach od pierwszego wejrzenia. Jak ich zobaczyłam pierwszy raz , to
        nie poczułam niczego poza rozczarowaniem. W ciągu pierwszych tygodni wiele razy
        żartowałam, że oddam dwóch chłopców, prawie nieużywani, do tego dorzucę paczkę
        pieluch i wózek i czasami nie były to wcale żarty... Do opieki nad chłopcami też
        podchodziłem zadaniowo : jak postąpić, żeby zminimalizować ryczenie, żebym mogła
        choć pięć minut poleżeć.
        U mnie lepiej się zrobiło, kiedy chłopcy zaczęli się uśmiechać i dotarło do
        mnie, że oni wcale mnie nie nienawidzą (bo tak się czułam dostając od nich same
        wrzaski i ani cienia akceptacji).
        Początek jest zawsze trudny , a jeśli mamy za sobą jakieś przejścia w ciąży czy
        potem, to może być masakryczny. Nie wierzę, że którakolwiek z nas nie miała ani
        jednej chwili zwątpienia, kiedy chciała zostawić to wszystko, trzasnąć drzwiami
        i po prostu wyjść.
        Moje skarby mają teraz 7 miesięcy. W niedzielę po raz pierwszy od porodu
        spędziłam dzień i nocowałam poza domem, bo miałam szkolenie. Czekałam na ten
        dzień od momentu ich urodzenia i też miałam wyrzuty sumienia, ze taka ze mnie
        wyrodna matka, co ma takie marzenia. Tęskniłam za nimi cały czas i nie mogłam
        się na niczym skupić - więc nie taka ze mnie najwyrodniejsza.
        Nie oceniajmy nikogo, bo nikt nie jest idealny.
        Masz wiele odwagi, że nie bałaś się tego wszystkiego napisać, bo ja bałam się
        przyznać do moich uczuć przed kimkolwiek i szczerze mówiąc robię to pierwszy raz.
        Będzie lepiej jak dzieci będą bardziej kumate i zobaczysz, co dają Ci w zamian
        za obsługę.
    • pklimas Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 12:18
      oddaj do okienka życia, tyle osob czeka na adopcje
      • hermina5 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 12:36
        Szkoda, z e nie ma okienka z mózgami, przydałby ci sie tongue_out


        A do autorki tematu tylko tyle - 3maj się , zacisnij zeby i mysl o
        czymś miłym - chocby o tym, ze wiosną wezmiesz urlo tygodniowy TYLKO
        dla siebie, a dzieci zostawiasz z babką czy ojcem.
        To bardzo wazne, zeby to przeczekać - bo naprawde sytuacja sie
        poprawi u półrocznego dzieciaka, a roczny będzie już całkiem kumatysmile
        A u cibie podwójnie kumatysmile
    • naprawdetrzezwy No to już wiemy, że nie dorosłaś≥ 16.01.09, 13:01
      Dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę i zamiast rozmawiać z mężem,
      łazisz po forach Gazety i o tym opowiadasz.

      Jeszcze w maglu powiedz o tym.
      I broń boże najbliższym!


      cyprysowa30 napisała:

      > Wszystkie inne wypowiedzi matek o
      > cudzie macierzyństwa są dla mnie kłamstwem na które dałam się
      > nabrać.

      To, że ci nie pasuje, to nie znaczy, że inni kłamali.
      Jeśli dorośniesz, to zrozumiesz.
      • tutuna Re: No to już wiemy, że nie dorosłaś≥ 16.01.09, 17:30
        za to z twojego postu dojrzałość aż bije po oczach
    • e.milia Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 13:23
      To może być depresja poporodowa. Niektóre kobiety przechodzą przez taki stan,
      mniej lub bardziej nasilony. Czasami mija samo, po kilku miesiącach, czasami
      warto zgłosić się do psychologa, żeby otrzymać wsparcie. Zresztą wsparcie
      partnera, rodziny, przyjaciółek jest bardzo ważne w takim okresie.

      Artykuły o depresji poporodowej możesz poczytać tutaj:
      forum.darzycia.pl/index.php?topic=7668.0
      Polecam ten artykuł:
      www.edziecko.pl/ciaza_i_porod/1,79333,4858869.html
      Inne:
      wiadomosci.onet.pl/1488945,242,1,taka_smutna_choc_mama,kioskart.html
      www.charaktery.eu/artykuly/Rodzina/153/Smutne-mamy/
      kobieta.wp.pl/kat,26335,wid,8588085,wiadomosc.html?P[page]=3&ticaid=17556
      www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=312
    • zonkheer Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 13:26
      Droga Cyprysowa30,

      Twój stan to jakaś forma depresji poporodowej. Słowo depresja brzmi
      groźnie,jeżeli jest to choroba przewlekła faktycznie jest strasznym
      przeżyciem. Ta poporodowa, na szczęście mija, ma swoje źródło w:
      - utracie dotychczasowego komfortu życia
      - hormonach
      - zmęczeniu
      - poczuciu własnej bezradności
      - przytłaczającej świadomości zależności tych maluchów od nas

      Myśli, które się u Ciebie pojawiają są dość typowe i miewa je prawie
      każdy rodzic - z mniejszym lub większym natężeniem. Dlatego pierwsza
      moja rada jest taka - nie obwiniaj się. Im większe wyrzuty sumienia,
      tym częściej negatywne emocje będą pojawiać się w postaci agresji,
      złości, frustracji.Zaprzeczone i obarczone winą znajdują sobie ujście
      właśnie pod taką niechcianą postacią.

      Masz prawo się tak czuć, nie oznacza to, że zrobisz dzieciom jakąś
      krzywdę, nie oznacza to, że jesteś potworem.

      Druga rada jest taka - jeżeli po upływie jakiegoś czasu nie poprawi
      Ci się nastrój - szukaj pomocy specjalistów. Raczej psychiatry niż
      psychologa. Czasami lepiej wspomóc się chemią, niż cierpieć. Może jak
      porozmawiasz z lekarzem to pomoże Ci zracjonalizować te niezrozumiałe
      dla Ciebie emocje? Są też grupy wsparcia i aktywności dla młodych mam
      - poszukaj, może takie spotkania, rozmowa z innymi mamami Ci pomoże?

      Zgadzam się z Tobą, że pierwsze miesiące macierzyństwa są szokiem,
      przy bliźniakach szok jest podwójny. Zgadzam się z Tobą, nikt nas do
      tego nie przygotowuje. Wszystkie poradniki, książki, telewizja
      serwują nam obraz uśmiechniętej mamy, wzruszonego taty, pucułowatych
      bobasków. Trudno sprostać takiemu wzorcowi - tyle, że jest on
      sztuczny.

      Z doświadczenia wiem, że złe samopoczucie mija, że w momencie, kiedy
      maluchy zaczną się uśmiechać, kiedy staną się bardziej kontaktowe,
      dostarczą Ci więcej radości, poczucia szczęścia i dumy. Miłość
      macierzyńska również się pojawi, niektórym czasami zabiera to więcej
      czasuwink
      Trzymaj się, nie łam się, nie wiń się!
      Pozdrawiam


    • jurek.powiatowy Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 13:28

      Więc tak, najlepszy czas na poród dla kobiety to wówczas gdy ma 17-24 lata. Im
      później tym gorzej. I to nie tylko dla Ciała ale i psychiki. Wówczas coraz
      częściej zdarzają się tzw. niemowlęce smutki (baby blues), które niestety mogą
      być zaczątkiem depresji poporodowej.
      Dużo też zależy od osobowości. Jeżeli przed macierzyństwem żyłaś na pełnych
      obrotach, i pracowałaś niemal do ostatniego dnia przed porodem - to nagła zmiana
      w życiu też mogła wytrącić Cię z równowagi.
      Być może też mąż, nie daje Ci pełnego oparcia emocjonalnego. Istnieje wiele
      przyczyn takich zachowań, radziłbym na początek skontaktować się z lekarzem, czy
      nie ma żadnych somatycznych powodów twego stanu, a potem polecam konsultacje z
      psychologiem.
    • koteek1 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 13:32
      Kochana, tylko się nie łam. Miałam potwornie ciężki poród, popękało
      wszystko co mogło, dziecko za duże, ja za mała, syn od początku z
      tych płaczliwych, pierwsze miesiące TYLKO na rękach, pierwsza
      przespana noc w okolicach półtora roku od urodzenia, depresja
      poporodowa (ponad rok), zmiana pracy, straszliwy stres, niemożność
      związania końca z końcem... Myślałam tylko o tym, żeby gdzieś uciec!
      Agresja wobec dziecka, Boże jak teraz żałuję, że czas się nie
      cofnie! Syn kończy 4 lutego dwa lata.
      Moja walka, mój upór, pewnie trochę leki - dziś jestem MAMĄ, nic nie
      jest ważne, oprócz mojego dziecka, po pracy biegnę!!! do tramwaju,
      żeby szybciej go zobaczyć! Gotujemy razem, on siedząc u mnie na
      rękach wsypuje do garnka liść laurowy... Wyciąga z szuflady młotek
      żeby mi podać, bo chcę rozbić mięso... I mówi do mnie "tofam
      mamusia". I nic, że ciężko z kasą, co to fajny seks to nie wiem,
      wyjście gdziekolwiek - nie pamiętam, męża widziałam dziś rano przez
      chwilę, robił mi kanapkę do pracy, wróci jak będziemy spali.

      Ale już nigdy nie będę sama.

      Trzymaj się, wszystko wiem i rozumiem co czujesz. Daj sobie pomóc,
      rodzina, lekarz, ktoś kompetentny, bo ja wiem, poradnia rodzinna?

      Jestem z Tobą.

      Tylko się nie oskarżaj. I jak masz ochotę udusić małe, to lepiej idź
      do innego pomieszczenia i walnij ręką w ścianę, albo coś.
      • crises Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 17.01.09, 10:04
        Ciekawe, jakie prochy i w jakich dawkach trzeba brać, żeby być zadowolonym z
        życia w niedostatku, mijania się z partnerem w drzwiach, braku seksu i braku
        jakichkolwiek rozrywek. To coś legalnie dostępnego czy po prostu dajesz w żyłę?
    • pamana Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 14:01
      Z calym szacunkiem ale jak mozena po takiej argumentacji :moj wiek i prosby
      meza" decydowac sie na dziecko ???

      no bez jaj.

      nie chcialas -trzeba bylo nie ulaegac i kupic sobie rybki.
      p.
      • agniemarz Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 14:20
        Wiesz, załosne jest to, co napisałaś... Faktycznie szkoda, że dzieci
        maja taką matkę, taką rodzine - ja oddałabym wszystko, aby moje
        dzieci (raczej jedno bo drugie zdrowe) były zdrowe. tez nie jest mi
        łatwo bo rok różnicy miedzy nimi, ale nie narzekam i kocham je.
        Oddałabym za nie wszystko. Widzisz Ty masz 2 zdrowych dzieci,
        których nie chcesz bo ci przeszkadzają - masz brak wolnego czasu -
        egoizm z twojej strony. A co bys powiedziała, jakby jedno miało
        poważną wdę serduszka? Walczyłabys każdego dnia o nie? Chyba nie,
        napewno nie. Kiedys w mojej rozpaczy po porodzie jak wyszło na jaw,
        ze wada serca jest, pytałam dlaczego akurat ja. Usłyszałam wtedy
        mądra odpowiedź:" takie dzieci maja takich rodziców dlatego, bo
        chociaz mają szanse na jutrzejszy dień" To było piekne. Mysle, że
        pasuje to zdanie i do Ciebie i do mnie. ja je kocham i walcze o nie
        a Ty pewnie bys je przekresliła. Okrutne jest to, co piszesz,
        egoistyczne, mam ndzieje, że przemyslisz i zmienisz jeszcze zdanie
        bo kiedys dzieci nie podadza Ci ręki na starośc może nawet jak
        będziesz juz sama. I jeszcze jedno nie potrzasaj dziećmi bo
        wyrzadzasz im ogromna krzywdę....
        • wyjadacz_parkietuf Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 17:32
          BRAWO za Twoją wypowiedź. Bardzo piękna i doskonale oddaje istotę tego co
          naprawdę jest Wartością. Widzę po innych postach, że niektóre po prostu jeszcze
          nie dorosły do macierzyństwa i nie potrafią docenić tego, co już mają (w sensie:
          zdrowego dziecka/dzieci).

          agniemarz napisała:

          > Wiesz, załosne jest to, co napisałaś... Faktycznie szkoda, że dzieci
          > maja taką matkę, taką rodzine - ja oddałabym wszystko, aby moje
          > dzieci (raczej jedno bo drugie zdrowe) były zdrowe. tez nie jest mi
          > łatwo bo rok różnicy miedzy nimi, ale nie narzekam i kocham je.
          > Oddałabym za nie wszystko. Widzisz Ty masz 2 zdrowych dzieci,
          > których nie chcesz bo ci przeszkadzają - masz brak wolnego czasu -
          > egoizm z twojej strony. A co bys powiedziała, jakby jedno miało
          > poważną wdę serduszka? Walczyłabys każdego dnia o nie? Chyba nie,
          > napewno nie. Kiedys w mojej rozpaczy po porodzie jak wyszło na jaw,
          > ze wada serca jest, pytałam dlaczego akurat ja. Usłyszałam wtedy
          > mądra odpowiedź:" takie dzieci maja takich rodziców dlatego, bo
          > chociaz mają szanse na jutrzejszy dień" To było piekne. Mysle, że
          > pasuje to zdanie i do Ciebie i do mnie. ja je kocham i walcze o nie
          > a Ty pewnie bys je przekresliła. Okrutne jest to, co piszesz,
          > egoistyczne, mam ndzieje, że przemyslisz i zmienisz jeszcze zdanie
          > bo kiedys dzieci nie podadza Ci ręki na starośc może nawet jak
          > będziesz juz sama. I jeszcze jedno nie potrzasaj dziećmi bo
          > wyrzadzasz im ogromna krzywdę....
          • tutuna Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 17:35
            No gratuluję pokory Państwo Wszechwiedzący!!!
            Nie jedz tyle - drzazgi najwyraźniej ci szkodzą...
            • wyjadacz_parkietuf Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 17:45
              A dlaczego Pani się wypowiada, skoro moje słowa są nie do niej? Mamusia Papugę
              zatrudniła? OVER&OUT tudzież EOT bo NTG.

              tutuna napisała:

              > No gratuluję pokory Państwo Wszechwiedzący!!!
              > Nie jedz tyle - drzazgi najwyraźniej ci szkodzą...
              • tutuna Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 18:54
                Mam taki zwyczaj - reaguję na ewidentne chamstwo na forum...
                żegnaj dziecino
          • baterflau Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 18:49
            No coz by tu napisac ? kobieto trzymaj sie zaangazuj kogo sie tam
            da bys miala chwile oddechu dla siebie wink

            Ja majac corke juz zaszlam ponownie w ciaze swiadoma gdyz mial byc
            chlopak do pary i w 12 tyg. doznalam szoku totalnego ciaza
            blizniacza i wtedy uswiadomilam sobie ze to koniec ze nie
            nacieszylam sie corcia , blagalam w duchu by ktos mi je wyciagnol ze
            chce miec jedno dziecko 9 miesiecy tej znienawidzonej ciazy bylo
            koszmarem i po porodzie to dopiero byl szok nienawidzilam wlasnych
            dzieci mialam depresie chyba i to porzadna z zadnej strony wsparcia
            maz duzo pomagal ale co z tego ? jechal do roboty a ja zostawalam
            sama z trojka ogarow . dlugo to trwalo .ale z czasem uswiadomilam
            sobie jakie to szczescie miec zdrowe dzieci tym bardziej ze obok
            mnie byla przyjaciolka u ktorej stwierdzono ze niemoze miec dzieci ,
            i swiadomosc ze moja kochana prababcia nie miala tej szansy co ja bo
            jej blizniaki zmarly krotko po porodzie z powody braku wiedzy
            medycznej. Teraz maja po 6 lat i kocham je ponad wszystko sa madre
            kochane i zdrowe cale szczescie , wiadomo nie przez caly czas jest
            sielanka , bo potrafia dac w kosc i to tak ze czasami czlowiek sie
            pobeczy bo jest porostu bezsilny ale wtedy gdy juz sie wypalam wpada
            kolezanka pogadac , przyjacioka zaprosi do siebie albo wypad na
            miato z siostra i wracam do moich rojbrow z nowa energia , jak sobie
            czlowiek dobrze zorganizuje czas to zawsze sie znajdzie go troche
            dla siebie smile Zycze ci powodzenia i cierpliwosci nie daj sie smile
        • solaris1982 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 18:42
          Oj, to było niskie. Bardzo niskie. Nie wiesz, jak by ta kobieta się zachowała w
          analogicznej do Twojej sytuacji, więc się z łaski swojej nie baw we wróżkę.
          Ja daję jej kredyt zaufania zakładając, że szuka u osób z podobnymi
          doświadczeniami po prostu pomocy i rad, jak sobie z tym problemem poradzić.
          Gdyby NAPRAWDĘ chciałaby się tych dzieci hmm... pozbyć, to raczej nie trąbiłaby
          o tym na forum.

          Założycielka wątku nie ma obowiązku być wiecznie pełna energii i tryskać
          szczęściem przy dwójce małych dzieci. Jednak poczucie odpowiedzialności za te
          dzieci (nie mówię o miłości) wymagałoby zmierzenia się z tym problemem - tym
          bardziej, że stan ducha założycielki wątku naprawdę - patrząc z opisu - nie
          wygląda różowo.

          Radziłabym to, co większość - psycholog bądź psychiatra. Nie ze złośliwości
          tylko ze świadomością, że szwankującej woli nieraz trzeba pomóc - także
          farmakologicznie, jeżeli jest taka konieczność.

          Aha, i trzymam kciuki, żeby było lepiej.
        • solaris1982 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 18:47
          agniemarz napisała:


          > egoizm z twojej strony. A co bys powiedziała, jakby jedno miało
          > poważną wdę serduszka? Walczyłabys każdego dnia o nie? Chyba nie,
          > napewno nie. Kiedys w mojej rozpaczy po porodzie jak wyszło na jaw,
          > ze wada serca jest, pytałam dlaczego akurat ja. Usłyszałam wtedy
          > mądra odpowiedź:" takie dzieci maja takich rodziców dlatego, bo
          > chociaz mają szanse na jutrzejszy dień" To było piekne. Mysle, że
          > pasuje to zdanie i do Ciebie i do mnie. ja je kocham i walcze o nie
          > a Ty pewnie bys je przekresliła.

          Oj, to było niskie. Bardzo niskie. Nie wiesz, jak by ta kobieta się zachowała w
          analogicznej do Twojej sytuacji, więc się z łaski swojej nie baw we wróżkę.
          Ja daję jej kredyt zaufania zakładając, że szuka u osób z podobnymi
          doświadczeniami po prostu pomocy i rad, jak sobie z tym problemem poradzić.
          Gdyby NAPRAWDĘ chciałaby się tych dzieci hmm... pozbyć, to raczej nie trąbiłaby
          o tym na forum.

          Założycielka wątku nie ma obowiązku być wiecznie pełna energii i tryskać
          szczęściem przy dwójce małych dzieci. Jednak poczucie odpowiedzialności za te
          dzieci (nie mówię o miłości) wymagałoby zmierzenia się z tym problemem - tym
          bardziej, że stan ducha założycielki wątku naprawdę - patrząc z opisu - nie
          wygląda różowo.

          Radziłabym to, co większość - psycholog bądź psychiatra. Nie ze złośliwości
          tylko ze świadomością, że szwankującej woli nieraz trzeba pomóc - także
          farmakologicznie, jeżeli jest taka konieczność.

          Aha, i trzymam kciuki, żeby autorka wątku znalazła pozytywne rozwiązanie.
      • lliimmonka Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 17.01.09, 17:45
        można, bo nie zawsze kobieta chce dzieci a facet, a dwa jak się zbliżamy do
        trzydziestki to zaczynamy myśleć też , że nie ma co dłużej zwlekać...i często
        tak to wygląda. Tylko nie każda ma bliźniaki i dwa razy więcej obowiązków...
    • dadzia101 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 14:37
      rozumiem cię. podobnie się czułam, na poczatku w macierzyństwie trudno jest
      dostrzec coś naprawdę pozytywnego. mój syn cierpiał na straszne kolki, więc
      krzyczał strasznie,uspokajały go tylko długie spacery. nie miałam pomocy ani w
      rodzicach, ani w teściach, a ojciec dziecka bez przerwy przesiadywał w firmie.
      patrząc wstecz uważam, że pomoc innych jest bardzo potrzebna żeby nie zwariować.
      na szczęście później jest tylko lepiej - z tych wrzeszczących niemowlaków
      wyrosną wkrótce dwie pociechy, które przyjdą ci kiedyś do łóżka i wtulą się w
      ciebie szepcząc "mamusiu". zobaczysz.
    • mmerrique Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 14:45
      A ja gratuluję odwagi do przyznania się do tego, że macierzyństwo wcale nie jest
      takie świetne wink Jak widać, naprawdę nie każdy się do tego nadaję. Ja wiem, że
      się nie nadaję _-_
      I nie zamierzam tego sprawdzać empirycznie.
    • antonia-2 Jako lekarz powiem krótko 16.01.09, 15:10
      natychmiast zaprzestań potrząsania dziećmi i zacznij się leczyć u dobrego
      psychiatry. Twoje pociechy są zagrożone zespołem dziecka potrząsanego grożącym
      trwałymi zmianami w mózgu i kalectwem. Jeśli dobrze zrozumiałam, masz zawodową
      styczność ze służbą zdrowia, wykaż więc odrobinę rozsądku i na razie usuń się z
      samodzielnej opieki nad maluchami.
      • jajofka ja też tak miałam przez pół roku 16.01.09, 16:06
        przy dwójce malutkich, wiecznie wyjących dzieci, sama. cud, że nie
        zabiłam siebie lub ich.
        z perspektywy czasu, mogę powiedzieć jedno. wszystko co naprawde
        przepiękne w posiadaniu dzieci, jeszcze przed Tobą!! daję Ci na to
        słowo honoru!!
        dobrze byłoby zaliczyć poradę u psychologa - pomaga. trzymaj się!

      • vfib Lekarz? 17.01.09, 00:35
        Wolne żarty. taki lekarz, który człowiekowi w depresji mówi "weź się w garść".
        Na podobnej zasadzie, osobie z rozległym zawałem mięśnia sercowego mówi:
        "wstawaj stary i nie rozczulaj się nad sobą!". Jesli Ty naprawdę masz prawo
        wykonywania zawodu lekarza to...Boże chroń nas przed takimi...
    • sleepysheep A może to depresja? 16.01.09, 15:30
      Nie wiem, specjalistką nie jestem, dzieci własnych osobistych również nie mam,
      ale jak tak czytam to zastanawiam się, czy może po prostu nie powinnaś
      skonsultować się z psychologiem lub psychiatrą? Może po prostu cierpisz na
      depresję? Oczywiście, jest możliwość, że rzeczywiście "po prostu" nie byłaś
      przygotowana do roli matki, nie jesteś w stanie jej sprostać (teraz lub w ogóle
      - w końcu to, że kobieta ma macicę, nie znaczy, że koniecznie musi być matką i
      że na pewno będzie dobrą matką...cokolwiek to znaczy), a cała ta sytuacja tworzy
      teraz błędne koło i jest tylko gorzej. Jednak skoro piszesz, że nie masz
      nastroju, że jesteś sfrustrowana, masz ataki złości itd. to ja bym jednak
      koniecznie porozmawiała ze specjalistą (lub choćby z przyjaciółką lub mężem na
      dobry początek...choć skoro piszesz o problemie na forum, to może już to robiłaś
      albo nie jesteś w stanie tego zrobić). Na pewno dobre jest w tym wszystkim to,
      że zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji i tego, że ogólnie mówiąc nie jest
      dobrze. To najważniejsze. Spróbuj to jakoś ogarnąć i głowa do góry - będzie dobrze.

      ps. doskonale zdaję sobie sprawę, że są sytuacje, które przekraczają nasze
      granice wytrzymałości nerwowej i najchętniej wyładowalibyśmy się na
      czymkolwiek-co-jest-pod-ręką, ale to do niczego nie prowadzi. Nie będę też już
      rozpisywać się o tym, że absolutnie nie możesz wyładowywać się tak na dzieciach
      - końcem końców one niczemu nie zawiniły, bo przecież nie robią Ci na złość i
      nie płaczą specjalnie, żeby Cię zdenerwować. Jeśli poczujesz, że kres
      wytrzymałości jest bliski, to zostaw dzieci w bezpiecznym miejscu (kojec,
      podłoga z leżącymi poduszkami czy coś takiego) i wyjdź na kilka minut z pokoju i
      spróbuj się uspokoić. Nie Ciebie jedną spotyka taki problem, w końcu nie
      jesteśmy robotami, ale głowę mamy po to, by umieć sobie jakoś z tym radzić -
      będzie dobrzesmile Pozdrawiam.
    • pryywatny Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 15:43
      Proszę nie potrząsać dziecmi. Potrząsanie uszkadza komórki
      mózgowe. A nie chce Pani chyba zrobić z dzieci debili. Proszę
      skorzystać z pomocy psychologa.To trudny okres , ale jak
      dzieci troszeczkę podrosną, powinno być lepiej.No i
      koniecznie powinna Pani szczerze porozmawiać z mężem. Głowa
      do góry.
      • twixy Dalej ciągniecie ten wątek!? 16.01.09, 16:01
        Jakieś nowe gęby się przyszły powymądrzać?? Pocztę pantoflową macie
        jakąś!!! Ten wątek już chyba nie jest aktualny
    • bambambama Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 16:02
      depresja poporodowa
      • madine1 wystarczy poczytać posty w tym wątku... 16.01.09, 16:29
        Jako ojciec bliźniąt, których mama przechodziła (w nieco łagodniejszej chyba
        formie) depresję poporodową, mam kilka refleksji i rad dla Ciebie.
        1. BĘDZIE LEPIEJ! Naprawdę! Pamiętaj, że przed Tobą fantastyczna perspektywa.
        Bliźnięta, po pierwszym, wyczerpującym okresie, stają się dla rodziców znacznie
        mniejszym obciążeniem niż jedynak, bo po prostu mają zawsze kompana do zabawy.
        Ja uwielbiam spędzać czas z moimi dziećmi, ale kiedy potrzebuję go trochę dla
        siebie, to nie ma problemu. One bawią się ze sobą w swoim pokoju, pomagają sobie
        nawzajem w odrabianiu lekcji i.t.p. Nawet niespecjalnie lubią siedzieć przed
        telewizorem, bo jednak żywy człowiek jest ciekawszy... To jeszcze trochę potrwa,
        ale pozytywna zmiana będzie odczuwalna już gdzieś pod koniec drugiego roku ich
        życia.
        2. Depresja poporodowa, na którą ewidentnie cierpisz, nie daje się pokonać przy
        pomocy jednej poważnej rozmowy z mężem! To cały skomplikowany system uwarunkowań
        hormonalnych i psychicznych, a do tego jeszcze prawdopodobnie dochodzi poczucie
        stygmatyzacji przez otoczenie. Wystarczy poczytać posty różnych głąbów w tym
        wątku, żeby przekonać się, jak potwornie nieświadomi tego problemu są ludzie.
        3. Wydaje mi się, że przez jakiś czas, w trakcie terapii, będziesz musiała być
        oddzielona od dzieci a ciężar opieki nad nimi spadnie na twojego męża lub inną
        zaufaną osobę. Niech tak będzie. Nie daj sobie wmówić, że jesteś "wyrodną
        matką". To nie jest Twoja wina!
        4. Nawet jeśli nie podejmiesz terapii a z czasem poczujesz się lepiej, to
        koniecznie podejmij taką terapię w przyszłości. Niezałatwione sprawy z tego
        pierwszego okresu stały się po latach zarzewiem poważnego konfliktu w mojej
        rodzinie, który w efekcie doprowadził do rozstania w czasie, kiedy już żadnych
        realnych problemów nie było. Po takiej traumie pozostanie w tobie jakiś
        kompleks, jakiś wyrzut pod adresem własnym, męża i dzieci, i musisz to
        przepracować z terapeutą. Nie zwlekaj z tym.
        Jest taki niemiecki film, który można zdobyć na DVD, był też pokazywany w Polsce
        na festiwalach filmowych, nazywa się "Obce we mnie" (das Fremde in mir). Piękny,
        głęboki film opowiadający dokładnie o tym, przez co teraz przechodzisz. Spróbuj
        go może zdobyć na Amazonie i obejrzyj razem z mężem. To mu dużo wytłumaczy.
        Pozdrawiam, trzymaj się, nie odpuszczaj terapii i nie daj sobie wmówić, że
        jesteś złą matką. Jesteś po prostu w tej chwili osobą w depresji i nie do końca
        odpowiadasz za swoje zachowanie. Miej jednak na tyle rozsądku, żeby w tym
        trudnym stanie nie być sam na sam z dziećmi!
        ___
        Mądrość dedykowana braciom Kaczyńskim:
        Dwa półd*pki tworzą jedną d*pę, ale dwa półgłówki nie tworzą jednej głowy.
    • rufuska Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 16:14
      Hej,
      skąd jesteś? jeśli z Warszawy to możesz w wielu miejscach znaleźć wsparcie -
      zobacz tutaj: www.dobryrodzic.pl. To miejsce stworzone dla Ciebie, z tego co
      piszesz.
      Jeśli nie jesteś z Wawy, tam jest tez lista placowek z całej Polski, może
      znajdziesz coś blisko siebie.
      Pogadaj z jakimś psychologiem- jesteś w trudnej dla siebie sytuacji, i możesz
      otrzymać wsparcie.
      Trzymam kciukismile
    • martineu może 16.01.09, 17:39
      ukiś je z kapustą, zaraz Ci sie zyc zachce
      • tutuna Re: może 16.01.09, 18:55
        zacznij myśleć - może ci się spodoba
    • silling Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 17:59
      1. masz depresje poporodowa
      2. potrzebujesz kogos do kogo mozesz zadzwonic po pomoc kiedy czujesz ze masz
      dosc i kto szybko przyjedzie zeby dzieciom nie stala sie krzywda
      3. bedzie lepiej, nie kazda kobieta lubi niemowlaki, z wiekszymi jest latwiej i
      jest wiekszy kontakt
      4. co jakis czas przychodzi kryzys nawet jak nie masz depresji , po prostu
      brakuje energii, trzeba jakos przetrwac pierwszy rok potem jest duzo latwiej...
      5. przy blizniakach latwiej jest o depresje o ile statystyki nie klamia
      6. nikt nie ma lekko z dziciakami... wink
      7. powodzenia!
    • joanna_can Postpartum depression 16.01.09, 19:27
      Opis jak z podrecznika. Postpartum depression. (Ja po pojedynczej
      sztuce, przy ktorej przechodzilam podobne rzeczy nigdy juz nie
      odwazylam sie na powtorke). Szybkim marszem do lekarza po pomoc, bo
      pomoc - jest!!!!!

      Serdecznie pozdrawiam.
    • brodkins Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 20:07
      nam się drugie urodziło i nie jest takie słodkie i długośpiące jak pierwsze - w
      nocy trzeba je nosić na rekach 30min. żeby pospało 15. czasem je tak ściskam i
      potrząsam że sie sam siebie boję. ALE NOC MIJA, I NADCHODZI ZAWSZE CZAS ŻE SIE
      STRASZNIE MOIMI POCIECHAMI CIESZĘ I TĘSKNIĘ ZA NIMI " ODPOCZYWAJĄC" W PRACY.
      DUŻO ZDROWIA, BĘDĄ MIAŁY 1,5 ROKU BĘDZIESZ JE MIEĆ Z GŁOWY - SAME SIĘ SOBĄ ZAJMĄ.
      • jolkaaa2 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 20:29
        Moje bliźniaki już mają 18 lat smileGdy tylko się urodziły stosowaliśmy zasadę, że
        po kąpieli i uśpieniu dzieci jest czas dla nas. Gdy ja karmiłam (piersią!)
        bliźniaki mąż robił porządek po kąpieli, a gdy dzieci zasnęły mieliśmy
        obowiązkową godzinę odpoczynku - np. graliśmy w karty albo oglądaliśmy film. Nie
        wolno tylko było wykonywać żadnej pracy - a i nikt się do tego nie wyrywał
        wink.Jeśli nawet w ciągu dnia było ciężko to wiedziałam, że wieczorem odpocznę.
        Nigdy potem tyle nie grałam w wista co wtedy. Potem raz w tygodniu zaczęłam
        chodzić na aerobik... a potem dzieci dorosły smile
    • akae25 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 21:05
      witam.Mam taki sam problem co Ty.Tylko na szcescie nie posiadam blizniaków. Zdecydowałam się na 2 dziecko po 11 latach myśląć , ze jestem dojrzała a zdarzają mi sie te same rzeczy co Tobie.Przykro mi z 1 strony a z 2 mam tez serdecznie dosc
      mimo , ze mąz bardzo mnie wspiera i mi pomaga.Wracamm do pracy to pomoze na zmęczenie codziennością.Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie.Umordowana mama
    • mw-te Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 21:21
      cyprysowa30 napisała:

      > Po koszmarnej ciąży urodziłam w październiku bliźniaki.

      kobieto!!! nie ty jedna (niestety) , i teraz 40 milionowy naród meczy sie z
      parka rozkapryszonych bachorów wiec daj spokoj z narzekaniem smile))
    • gunik2000 Masz prawo... 16.01.09, 21:47
      Kochana, wiem jak się czujesz. Jakbyś opisywała mnie sprzed wielu miesięcy, a
      mnie i tak było łatwiej (nie jestem mamą bliźniaków, ale dwójki szkrabów z
      bardzo małą różnicą wieku). Jesteś bardzo zmęczona, masz do tego prawo. Nikt z
      nas (niezależnie od tego co piszą mądrale, którzy pewnie z dwójką malutkich
      dzieci nie spędzili kilku minut) nie wie, zanim mamy dzieci (zwłaszcza więcej
      niż jedno)jaka to harówka. A nie jesteśmy cyborgami, superheroes. Jesteśmy tylko
      ludźmi. Moja rada-proś o pomoc, żądaj i oczekuj pomocy. Nie miej ani jednego
      wyrzutu sumienia. Jesteś tylko człowiekiem, to co przechodzisz wcale nie jest
      nietypowe, wiele mam tak ma, tylko wstydzą się do tego przyznać. Świetnie sobie
      radzisz, ale potrzebujesz odpoczynku! Zwłaszcza, że jesteś po ciężkiej ciąży.
      Jak chcesz pogadać pisz do mnie na adres gazetowy. Będzie dobrze.
    • liliaveneda Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 21:55
      Witaj!

      Kiedy czytalam twoj list przez moment rozumialam Cie na calej lini. Jestesm mama 7 miesiecznego maluszka- wiercipietki z doma zabkami, ale zanim pokochalam moje malenstwo przezylam cos strasznego i myslalam, ze jestem nienormalna, a wszystko zaczelo sie pod koniec ciazy. Dowiedzialam sie,ze zostane mama jak bylam w drugim tygodniu ciazy, przezylam doglebne szczescie, cos nie do opisania poniewaz marzylam o tym od 10 lat. Zmienilam wszystko w swoim zyciu by maluch byl zdrowy,a ja jeszcze szczesliwsza przez 9 miesiecy mowilam do mojego brzucha, spiewalam mu, rozpieszczalam jak tylko sie dalo i w koncu nadszedl porod trwal 23 godziny. Pierwsze godziny bylam dzielna jak zolnierz, pozniej moj zachwyt malal, bol po kilku godzinach stal sie nieznosny, nie do opanowania. Po 16 godzinach krzyczalam do lekarza, ze ma mi zrobic cesarke, ze chce znieczulanie natychmiast a on sie nie zgodzil bo nie bylam jeszcze gotow na znieczulenie zew. oponowe, ani tez nie bylo wskazan do przeprowadzenia cesarki. Godziny ciagnely sie tego dnia potwornie. W mojej glowie zaczely sie dziac rozne rzeczy pamietam, ze nie chcialm juz tego malca, chcialam zeby juz wyszedl i bylo mi wszystko jedno co bedzie dalej... okazalo sie poporodzie,ze pirwsze trzy miesiace macierzynstwa byly najgorszym okresem jaki przezylam. Nie znosilam gdy plakal, niechetnie przykladalm go piersi, a czasami sie nawte bronilam usypiajac malucha. Dni, godziny, minuty zaminily sie wiezienie, na wlasna prosbe.
      Nienawidzilam siebie i moje bezbronne dziecko plakalm bez przerwy, a dla kontrastu mialam pot na plecach jak maly zakaslal albo ziewnal.

      Tak naprawde zaczelam kochac moje dziecko bardzo powoli i teraz nie wyobrazam sobie zycia bez Niego (tez cierpialam, ze ksiazki, znajomi, rozrywki, wyjazdy odeszly w zapomnienie)a teraz nie chce, ze bylo juz inaczej. Dziekuje Bogu za to ze moge byc z moja wiercipietka w domu i sama sie nim opiekowac. Na dowod tego pisze w pospiechu i koncze juz bo za chwile jak sie tyko zbudzi bedzie mnie potrzebowal. Warto wytrwac.
    • gunik2000 I mam pytanie 16.01.09, 22:01
      A własciwie kilka pytań do tych -nie waham się napisać-idiotów i prostych
      mędrków, którzy rzucali tu rady typu "uduś", "niedorosłaś" "jak możesz",
      "naogladałaś się reklam z bobaskami" i tym podobnych bredni
      -czy ktokolwiek z was mędrcy musiał opiekować się 24/godziny na dobę dwójką
      malutkich dzieci: karmił, przewijał, przebierał, kąpał i tak non stop?
      Przechodziliście w ogóle koło maleńkiego dziecka?
      -kto tak naprawdę wie jak wygląda opieka na dziećmi, zanim mamy swoje i w realu
      musimy się nim opiekować?
      -czy ktokolwiek z was mędrcy był na skraju przemęczenia fizycznego i
      psychicznego? Byliście? To jak zareagowalibyście na takie rady jakie sami daliście?
      To jest bardzo zmęczona dziewczyna, z mnóstwem wyrzutów sumienia, że nie jest
      dobrze naoliwioną maszynką, więc się zastanówcie trzy razy zanim coś napiszecie.
      A jak musicie wylać swoją nienawiść do innych (zwłaszcza matki "nieidealne" to
      piękny obiekt) to może lepiej idźcie np. na forum aktualności. Tam sobie można
      poużywać!
    • rusalka-0 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 22:49
      Nie wiem z jakiego miasta jesteś odezwij się do mnie pomogę Ci za
      darmo, mam 50 lat i chętnie będę przyszywana babią dla Twych
      dzieci.Ty masz silna depresje wiem coś na ten temat bo też ją
      miałam.Są wspaniałe leki po których będziesz się czuła wspaniale ,
      ponadto można przy ich braniu jeździc samochodem, nie otępiają i
      nieuzalezniają uwierz mi.Znam wspaniałego lekarza który Ci pomoże.
      Ponadto podejrzewam że jestes przemęczona , mało snu a pracy
      dużo.Kocham dzieci i chętnie pomoge by Cię odciążyc przemyśl to mój
      numer gg to 2001785 napisz proszę pozdrawiam gorąco PRZYSZYWANA BACIA
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka