Dodaj do ulubionych

dlaczego??

25.10.05, 02:09
w coraz większej ilości postów czytam że nie ufacie lekarzom... że nie
zgadzacie sie z ich sposobem leczenia...
poco w takim razie do nich chodzicie?? dla mnie taka sytuacja jest
nienormalna... nie można leczyć się u kogoś a zwłaszcza leczyć swojego
dziecka nie mając do niego zaufania!!!!!
Lekarze naprawde wiedzą co robią... najpierw studiowali 6 lat później mieli
rok stażu egzamin i około 5 lat nauki do pierwszej specjalizacji i nie rzadko
kolejne lata do drugiej... zawód lekarza wymaga satłego doksztqałcani9a i
naprawdę znaczna większość to robi...
znajdźcie dla siebie i swoich dzieci takiedo lekarza o którym będziecie
mogły/li powiedziećże mu ufacie... bo inaczej naprawde leczeni nie ma
sensu... poza wszystkim pacjent musi być pozytywnie nastawiony do kuracji a
nie sceptycznie....
pozdrawiam wink
Obserwuj wątek
    • zebra12 Re: dlaczego?? 25.10.05, 06:35
      Może się uczyli, ale błędy zdarzają się każdemu! To tylko ludzie, nie
      jasnowidze. Dlatego mam zwykle ograniczone zaufanie i zawsze obserwuję dziecko
      czy aby wszystko zgadza się wg tego, co lekarz przepisał czy zauważył. Podam Ci
      mój przypadek:
      Miałam siedmiomiesięczną wówczas córkę. Zaczęła chorować. Kaszlała. Poszłam do
      lekarza. Ten stwierdził, że to kaszel poinfekcyjny. Miał minąć, ale nie mijał.
      Chodziłam więc co kilka dni. Wszystko było oki, ale mnie to nie dawało spokoju.
      W końcu poszłam z nią do Instytutu Pediatrii po konsultację z innym lekarzem.
      Poszłam bez skierowania. Chciałam, żeby ktoś mi w końcu uwierzył, że coś jest
      nie tak. W końcu to ja jestem z dzieckiem 24 g/dobę i widzę. Zbadano ją,
      zrobiono rentgen płuc...Śródmiąższowe zapalenie płuc - bez gorączki i
      nieosłuchowe. Wiem, że ta lekarka z przychodni mogła nie wiedzieć, ale gdy
      matka tak ją nachodzi, gdy dziecko wciąż kaszle mogła skierować... Moja córka
      miała już powiększone zapalnie narządy wewnętrzne w tym prawą komorę serca,
      grasicę i śledzionę! Koleżanka zaś zaufała lekarce - dziecko w wieku lat 3
      zmarło na owo zapalenie płuc!
      A to tylko jeden przykład. Ostatnio byłam z ośmiolatka u ginekologa i mimo
      ostrego zapalenia pochwy ta nie zrobiła wymazu. Przepisała leki, jak to
      powiedziała: " Na wszystko". Tylko, że po tych lekach zaraz wszystko wróciło, a
      kilka dni po antybiotyku już wymazy nie do końca były miarodajne. Nie powiem
      już, że dziecko dodatkowo cierpiało i brało niepotrzebne leki!
      Przykładów takich mogę tylko z mojego własnego życia podac więcej!
      Zawsze trzeba być ostrożnym!
      • bb12 Re: dlaczego?? 25.10.05, 08:03
        Należę do tych "ufających".Uważam ,że moje dziecko jest pod opieka najlepszego
        alergologa,laryngologa ,obecnie gastroenterologa.
        ALE przez kilka lat leczyłam dziecko w poradni gastroenterologicznej w
        Jastrzębiu[nie miałam im nic do zarzucnia].Niestety nie zaobserwowałam poprawy
        przez ponad 4 lata.Gdy córka miała prawie 5 lat napisałam maila do lekarza
        gastroenterologa w Zabrzu-ŚCP- [opisałam problem].Lekarz zainteresował
        się.Okazało się ,że popełniono podstawowe błędy w sztuce lekarskiej.Teraz inni
        lekarze zajmują sie diagnostyką i leczeniem.Przez błędy innych,diagnostyka jest
        kosztowna i długotrwała.
    • mrozbasia Re: dlaczego?? 25.10.05, 07:55
      Dlaczego, dlatego, że lekarze nie leczą tylko wróżą z fusów. Nie zlecają
      podstawowych badań, najlepiej na chybił trafił. Nie chcę słyszeć, że nie
      pieniędzy na badania! Można pacjentowi powiedzieć, żeby zrobił takie badania! A
      z wróżeniem to jest bardzo różnie. Ja sama mogę podać tyle przykładów
      niekompetencji, że szkoda gadać. I wynika to ewidentnie z faktu, że olewają
      pacjenta. Matkę , która się martwi nazwą nadopiekuńczą. Ja sama po kilku latach
      trafiłam na dobrego lekarza. I wiesz co nie oczekiwałam nie wiadomo czego. Po
      prostu niech potraktują moje dziecko i mnie poważnie.
    • mama_misi Re: dlaczego?? 25.10.05, 09:22
      Nasi pediatrzy to rutyniarze. Zmiany na oskrzelach - antybiotyk, częste
      przeziębienia - alergia itp. Nie próbują znaleźć przyczyny! Bo im się nie chce?
      Moja córka chorowała od urodzenia bardzo często, robiła brzydkie kupki a
      pediatrzy (nie jeden kilku) stwierdzali alergię (na oko). Przez to ich leczenie
      dzieko mając półtora roku dochowało się trwałych zmian na płucach! A diagnoza
      to MUKOWISCYDOZA. Gdyby została zdiagnozowana wcześniej napewno byłaby w
      lepszym stanie niż jest. Ufam naszemu doktorowi z IMID i wszystko to co
      przepisuje nam pediatra na miejscu kosnultuję z nim.
      Ja sie nie dziwię, że wiele mam nie zgadza sie ze swoim lekarzemi i póbuje
      szukać sama choroby dziecku. Myślę, że trochę sceptycznego podejscia nie
      zaszkodzi.
    • maladorotka Re: dlaczego?? 25.10.05, 09:49
      NAWET mi sie nie chce pisac dlaczego. Ja sama chodzilam z moja 3 letnia wowczas
      coreczka od Ajnasza do kajfasza przez rok, trafilam do CZD i co? i guzik- jedna
      wielka pomylka. Nie wiem, czy oni sie nie ucza, nie rozwijaja, czy nie maja w
      sobie tego cos, co pozwala postawic diagnoze, czy moze poprostu brak im empatii?
      SAMA WYLECZYŁAM MOJĄ CÓRECZKE z przewleklego zapalenia pochwy i sromy E.coli.
      Stało sie tak dlatego, ze znalazlam pomoc na tym forum, ze jestem inteligentna,
      ze jestem bilogiem i mam hobby na punkcie medycyny. Nauczyłam sie osluchiwac
      nawet dziecko przez sluchawki, dawac zastrzyki itd. Chyba wystarczy?
      • izula75 Re: dlaczego?? 25.10.05, 10:05
        a dlatego że ja tez chodziłam z moją dwumiesieczną córką do pediatry że charczy
        jej cos w gardełku a ona osłuchiwała i nic. Podała kropelki do noska!!!-mimo ze
        nosek ok! i tyle. Oliwia dalej charczała więc poszliśmy prywatnie a pan doktor
        za głowę sie złapał że migdałki paskudne no i antybiotyk!! Zamiast zrobic wymaz
        z gardła i sprawdzić czy rzeczywiście są tam jakieś bakterie. Antybiotyk 10 dni
        podawalismy a niunia dalej charczy!! Po antybiotyku kazał wreszcie zrobić wymaz
        i antybiogram który tak jak się domyslałam nic nie wykazał. I Oliwka dalej
        charczy!
        Po prostu lekarze działaja po omacku i bez badań podają lekarstwa jakie im
        przedstawiciele handlowi wcisną.
    • pawel_zet Re: dlaczego?? 25.10.05, 10:14
      Wystarczy trochę poobserwować, w jaki sposób funkcjonują lekarze.
      Najpierw studiują - i tak jak w przypadku każdych studiów uczą się do
      egzaminów, by potem zapomnieć.
      Potem praktykują. I - oczywiście - dzięki praktyce są w stanie nieżle leczyć
      przypadki typowe. Gdy jednak trafi im się nieco bardziej skomplikowany
      przypadek, rutyna zwyczajnie musi zawieść. A ze studiów już niewiele pamiętają.
      Do tego dochodzi brak obowiązkowego ubezpieczenia OC, który sprawia, że
      środowisko lekarskie zachowuje się jak wojsko w oblężonej twierdzy,
      zaprzeczając swoim pomyłkom nawet wtedy, gdy są ewidentne. To nie sprzyja
      podwyższeniu jakości pracy.
      Osobiście mam do lekarzy ograniczone zaufanie i zawsze wolę sam ocenić, czy
      zastosowana metoda leczenia jest dobra. Niestety, lekarze w Polsce czasem
      odmawiają - zwłaszcza w szpitalach - podania szczegółowych informacji o
      metodach leczania. Boją się, że pacjent skontroluje, czy wybrany sposób
      leczenia jest właściwy. W razie błędów w sztuce nie będzie też można bezkarnie
      sfałszować dokumentacji medycznej.
      Bynajmniej nie generalizuję. Opisuję tylko dość często występujące zjawiska.
      Tymczasem dostęp do literatury medycznej i wiedzy medycznej - dzięki m. in.
      Internetowi - jest dzisiaj bardzo szeroki. W ciągu kilku godzin mogę o swojej
      chorobie dowiedzieć się więcej niż wie przeciętny lekarz. Wystarczy dość
      podstawowa wiedza biologiczna.
      • maladorotka Re: dlaczego?? 25.10.05, 10:17
        otoz to Pawel ma racje. To rutyna ich zabija i niechec do nauki.
        • mruwa9 Re: dlaczego?? 25.10.05, 10:39
          maladorotka napisała:

          > otoz to Pawel ma racje. To rutyna ich zabija i niechec do nauki

          To brak pieniedzy. Lekarze zarabiaja grosze, wiec ciagna po kilka etatow, gdzie
          sie da, zeby zwiazac koniec z koncem. Jednoczesnie atmosfera dla rozwoju
          podyplomowego lekarzy jest zadna: kursy i szkolenia trzeba oplacac sobie z
          wlasnej kieszeni i odbywac je w swoim prywatnym czasie, bo wiekszosc szefow nie
          wypuszcza personelu na kursy i staze w godzinach pracy, nie mowiac o czestej
          sytuacji, gdy szef nie dopuszcza, zeby mu konkurencja pod bokiem wyrosla
          (zdolniejszych utraci, nie pozwoli, zeby mlodzi za duzo umieli). Jednodniowy
          kurs kosztuje czasem pelna miesieczna pensje lekarska, czasem wiecej. Tak wiec
          polski lekarz to lekarz czesto niedouczony, bo nie ma ani kiedy, ani za co sie
          szkolic. Efekt wieloletniej polityki.
          • lol21ndm Re: dlaczego?? 26.10.05, 23:57
            Nie tylko polski... Tutaj (UK) niestety czasem jest podobnie...
    • kaka61 Re: dlaczego?? 25.10.05, 10:18
      Wezwałam lekarza do kaszlącego noworodka. Pszyszła pani doktor i stwierdziła,że
      dzidziuś ma chrypkę i kaszle, bo dużo płakał dnia poprzedniego(a dziecko
      spokojne jak aniołek) i zapisała nystatynę,a dla mnie melisę, wezwałam lekarza
      za dwa dni (przyszła ta sama) i rozpoznała zapalenie płuc i dała skierowanie do
      szpitala.
      W szpitalu doktor przyjmująca na izbie, stwierdziła,że byle kaszelek, a matki
      już do szpitala, a potem mniejsc nie ma.
    • zebra12 I co powiesz? 26.10.05, 18:28
      No Tygrysiątko co na to wszytsko powiesz? Sama byś zaufała lekarzowi po tym
      wszzystkim co dziewczyny opisały? Przemyśl to!
    • gandzia4 Zasada ograniczonego zaufania. 26.10.05, 22:32
      Gdy dostałam pierwszych bóli z Weroniką pojechałam do szpitala. Było rozwarcie
      na 2cm i skurcze się pisały na KTG, to była noc, nad ranem skurcze ucichły. Do
      terminu miałam 5 tygodni, w dzień nie robiono mi żadnego KTG, zrobiono USG i
      niby wszystko dobrze. W nocy znowu skurcze, ale nikomu nie chciało się mnie
      podłączyć do KTG. Rano na badaniu rozwarcie na 3cm i wypis do domu z
      tekstem: "może pani wróci za 3 godziny a może za kilka dni". Zaufałam dałam się
      wypisać. Wróciłam tego samego dnia wieczorem. Weronika urodziła się podduszona,
      z wrodzonym zapaleniem płuc (nałykała się wód płodowych), z powodu podduszenia
      miał też miejsce wylew na szczęście I stopnia. Nastąpiło przedwczesne
      odklejanie się łożyska. Wiem o tym z rozmowy położnych gdy oglądały łożysko,
      oraz z wypisu szpitalnego, który otrzymała klinika dziecięca, do której
      przeniesiono małą, po naszym żądaniu konsultacji z pediatrami spoza tego
      szpitala (unieśli się honorem, przenieśli z obrazą i to uratowało małą).

      Mam duże zaufanie do pediatry przez nas wybranej, ponieważ był moment gdy już
      nie miała pomysłu co może małej dolegać (podeszła niestandardowo i w pierwszej
      kolejności wykluczaliśmy mukowiscydozę, toksoplazmozę i inne, a wyszła
      standartowa alergia) powiedziała nam szczerze o tym i doradziła kilku lekarzy,
      do których możemy się udać na konsultacje (państwowo lub prywatnie). Wybraliśmy
      lekarza, którego polecała nam pediatra i u którego leczyli synka znajomi. Oboje
      lekarze wiedzą o tym, że Weronika jest prowadzona jakby podwójnie i nie
      przeszkadza im to nie podchodza do tego ambicjonalnie. Mieliśmy też sytuację
      gdy lekarz świadomie szkodził w szpitalu naszemu synkowi (przerwanie
      prawidłowego leczenia, odstawienie leków) by wymusić na nas łapówkę, sprawa
      oparła się o dyrektora szpitala i rzecznika praw pacjenta.
      Dlatego wyznaję zasadę ograniczonego zaufania. Mam nadzieję, że mój przykład
      wyjaśni Ci wątpliwości mam co do racji lekarza.
    • ania.76 Dlaczego - naiwne pytanie 27.10.05, 10:21
      Oj Tygrysiątko, Tygrysiątko! Albo jesteś bardzo młoda i naiwna, albo
      nie masz wiekszego doświadczenia z lekarzami (życzę tego z całego serca),
      albo też tak ślepo wierzysz w ich nieomylność i wszechwiedzę.
      Gdybym ja uwierzyła lekarzom i ich diagnozom, to nie wiem , co w tej chwili
      byłoby z moim dzieckiem. Kiedy mały się urodził lekarze pomoimo oczywistych
      objawów choroby wypisali nas do domu ze słowami "wspaniałe, zdrowe dziecko".
      Widzieliśmy i czuliśmy, że coś jest nie tak. W ciągu czterech miesięcy bylismy
      u kilkunastu lekarzy, którzy bagatelizowali nasze uwagi, spostrzeżenia i prawie
      błagania o skierowania na badania (większość zrobiliśmy sami na własną rękę,
      douczaliśmy się z podręczników medycznych) Od jednego z nich
      usłyszałam "Mam dość matek, które naoglądają się telewizji, naczytają książek i
      wydaje im się, że są najmądrzejsze".
      Po czterech miesiącach, tylko dzięki naszej determinacji trafilismy w końcu na
      lekarza który potraktował nas poważnie. Dziecko wymagało natychmiastowej
      operacji i to nie jednej. W niecałe pół roku mały przeszedł 4 poważne zabiegi
      operacyjne.
      Zaraz po urodzniu lekarze powinni zwrócić uwagę na kilka istotnych i gołym
      okiem widocznych objawów choroby, zlekceważyli je. Inni lekarze też je
      zlekceważyli, zapisiywali tony leków, oczywiście nieskutecznych, a na końcu
      wychodziło na to, że jestem przewrażliwioną kwoką.
      Mój synek jest obecnie zdrowy. Jest wspaniałym 2-latkiem. Ale z całą
      stanowczością stwierdzam, że to tylko dzięki naszej (mojej i męża)
      determinacji, uporowi i intuicji.
      Tygrysiątko napisało "lekarze naprawdę wiedzą co robią".
      Owszem, ale nieliczni.
      A po co w takim razie do nich chodzimy? Idiotyczne pytanie.
      Pozdrawiam, Ania
    • agamonia jak można być tak naiwnym, by zadać takie pytanie? 27.10.05, 10:27

      • bb12 dlaczego krytyka zadawania pytań ? 27.10.05, 22:08
        Takie pytanie może być diagnozą potrzeb potencjalnych pacjentów.


        • ania.76 do BB12 28.10.05, 10:30
          ha, ha, ha, proszę, nie rozwalaj mnie
          • bb12 Re: do BB12 28.10.05, 13:31
            Miła dziewczyna studiująca medycynę zadała pytanie ,a Wy jak hieny rzucacie
            się na nią.

            Mam nadzieję ,że Cię nie rozwaliłam aniu.76.
            • ania.76 Re: do BB12 28.10.05, 14:40
              Przepraszam, nie za bardzo Cię rozumiem.
              Nie wydaje mi się, aby ktokolwiek z nas "rzucał się na nią".
              Każdy ma swoje zdanie - zapytała, dostała odpowiedź, proste.
              Skoro "studentka medycyny" ( z kąd ja mam to wiedzieć?!)
              chciała chciała znać nasze zdanie, proszę bardzo.
              Tak, rozwaliłaś mnie do końca pisząc słowa "wy hieny" - brawo!!!
              Życzę miłego weekendu, pozdrawiam.
              A tak w ogóle jetseś jej obrońcą? Tygrysiątko jakoś nie zabrało
              więcej głosu, zadało tylko pytanie, więc nie rozumiem Twoich komentarzy.


    • tygrysiatko1 Re: dlaczego?? 28.10.05, 15:18
      więc wytłumaczę Wam dlaczego zadałam takie pytanie... sama jestem studentką AM
      tyle że położnictwa... moi rodzice są lekarzami, pracują w szpitalu
      klinicznym... widzę na codzień ich życie... moja mama pracuje w zawodzie 25
      lat, ale stale się uczy, prenumeruje pisma z najnowszymi nowinkami ze świata
      medycyny, jeździ na szkolenia konferencje międzynarodowe za które nikt jaj nie
      zapłaci musi to finansować ze swojej kieszeni... zarobki są takie a nie inne
      (pod warunkiem, że dany lekarz nie bierze łapówek, a uwierzcie nie wszycy to
      robią)... wiem, że jak mama ma ciężko chorego pacjenta od swoją opieką w
      szpitalu (a jest chirurgiem dziecięcym więc zdaża się to dość często zwłaszcza,
      że zajmuje się oparzeniami) wychodząc z pracy nie przestaje o nim myśleć, wiem
      jak bardzo sie przejmuje stanem zdrowia swoich małych pacjentów... wiem
      również, że czasami rodzice dziecka lekarza mogą doprowadzić do skrajności
      swoją nieomylnością poprawianiem i nauczaniem...
      żeby nie było mimo, że pochodzęz takiej a nie innej rodziny miałam również
      przykre doświadczenia z lekarzami - lekarz pogotowia przyczynił sie do smierci
      mojej babci mimo, że mogła przżyć...
      mimo tego nie generalizuje i nie uogólniam bo wiem, jak bardzo można skrzywdzic
      człowieka postępując w ten sposób... wiem, że nie tylko deobrzy lekarza pracują
      w naszym kraju, ale wiem również, że tych dobrych jest baaaaaaaaaarrrrrrdzo
      dużo... i z tego powodu nie rozumiem jak można nie znaleć pediatry dla dziecka,
      takiego któremu by się ufało i wiedziało, że decyzje, które podejmuje są dobre
      dla dziecka i prowadzą do jego wyleczenia...
      • lol21ndm Re: dlaczego?? 28.10.05, 21:13
        OK, chcialabym tez Ci odpowiedziec... (- bo niejako chyba zadalas pytanie po
        przeczytaniu mojej wypowiedzi w innym watku).

        Tydzien temu moj syn mial operacje. Od poniedzialku jego stan zaczal sie
        pogarszac. Jeden lekarz stwierdzil infekcje, ale dal antybiotyk, ktory mogl
        wywolac alergie (chociaz prosilam, by zmienil, by wzial pod uwage owo ryzyko
        alergii). Nastepnego dnia poszlam do innego, by sie skonsultowac. Okazalo sie,
        ze dobrze, ze nie dalam. Pani byla chetna przepisac cos, co byloby
        bezpieczniejsze, ale w miedzyczasie stwierdzila, ze infekcji nie ma.
        Poniewaz stan sie nadal pogarszal, ta sama pani kolejnego dnia potwierdzila, ze
        infekcji nie ma.
        Wczoraj syn dostal krwotoku i zabralam go na ostry dyzur. Tam wciaz twierdzono,
        ze infekcji nie widac, ale poniewaz pewnie ma, to dano antybiotyk. Wzieto nawet
        pod uwage moje uwagi o alergii i dano mu inny antybiotyk. Pan lekarz wypisal
        dawkowanie: 1 lyzka stolowa cztery razy dziennie przez siedem dni. Poniewaz owa
        lyzka stolowa mnie zdziwila (zwykle w takich wypadkach pisza trzy lyzeczki 5ml)
        to pytalam go dwukrotnie, czy wlasnie stolowa mial na mysli. Za drugim razem
        nawet powiedzialam: czy to znaczy, ze rownowartosc trzech 5ml? - za kazdym
        razem odpowiedzial twierdzaco.
        Po powrocie do domu na spokojnie przeczytalam ulotke. Wychodzilo z niej, ze
        dziecku do osmiu lat daje sie 5ml cztery razy dziennie (czyli mala lyzeczka). W
        dodatku, gdybym miala dawac lek wg lyzki stolowej, to nie tylko nie starczyloby
        na siedem dni, ale pewnie i na dwa nie. Poniewaz bylo pozno, dalam owa ulotkowa
        dawke, a dzis rano popedzilam do apteki (u nas farmaceutow traktuje sie w
        sprawie dawkowania bardzo powaznie) i okazalo sie, ze mialam racje.
        Dopuszczalna dawka w tym wieku to max. 1 gram (czyli rownowartosc czterech 5ml
        lyzeczek dziennie). Malo tego, nawet dajac 5ml cztery razy dziennie nie starczy
        mi leku na siedem dni.
        Zadzwonilam do szpitala i zadalam to samo pytanie, co w aptece. Pani ze mna
        rozmawiajaca pogratulowala mi przytomnosci umyslu. Gdyby nie to, ze zauwazylam,
        ze cos jest nie tak, syna czekalyby kolejne komplikacje.

        Zakoncze w ten sposob: "No comment".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka