Dodaj do ulubionych

Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci?

07.11.06, 22:15
Czy czytałyście wypowiedź kaga-1 w wątku
• Re: szukam pomocy zmarł mi syn w szpitalu

Jej wypowiedź skłoniła mnie wkońcu do napisania poniższego.


Poruszam pewną kwestię, ktora jak podejrzewam nie tylko mnie dręczy. Ale
zanim to zrobię, zacznę od:

Mam synka który ma ataki duszność spowodowane obturacją oskrzeli. Pierwszy
raz było gdy miał około roku. Całą niedzielę był taki osowiały, leżący,
senny, bez apetytu i pragnienia.
Miał nietypowe ruchy brzuszka, i regularny odruch wymiotny. Myślałam że coś
mu na żołądku leży więc pod koniec dnia włożyłam mu palec do buzi, by
pobudzić wreszcie te wymioty. Ale nic się nie stało.
W nocy pojechaliśmy do szpitala. Lekarka powiedziała, że zabieraja synka. My,
że absolutnie - no jak to tak. Ona na to, że syn jest w strasznym stanie, ma
zagrażającą życiu saturacje. Niewiele zrozumiałam i gotowi byliśmy uciec
stamtąd. Lekarka ostro do nas: Pani nie zdaje sobie sprawy w jakiej kondycji
jest Pani syn, on się dusi, dusi od conajmniej 14-stu godzin.. i jeszcze
trochę i się udusi. Dziecko zostaje czy Państwo tego chcecie czy nie. Ja je
zabieram. Oniemiałam. Mąż też. Dziecko zostało. (Wiem że mogła policję
wezwać, a potem dostać od jakiegoś dyżurnego lekarza zgodę na zabranie
dziecka bez zgody rodziców)

Ataki się ponawiają ale potrafie je poznać.I albo podaję leki, albo jadę do
szpitala i ZOSTAWIAM im dziecko.

I tu dopiero przechodzę do sedna sprawy. Uczą na szkole rodzenia jak rodzić i
jak się małym opiekować i pielęgnować. OK. Czytamy poradniki i takie tam. OK.
Ale to niewystarczająca wiedza dla rodziców moim zdaniem. Powinny być jakieś
zajęcia medyczne o objawach chorób, o reakcjach na nie oraz o możliwości
leczenia.

Ile tu czytam: co zrobić jak gorączkuje? Dałam co kazał lekarz, ale to nie
działa? Co zrobić jak boli brzuch? Dziecko wymiotuje czy już jechać do
szpitala?

Czy i wy nie uwazacie, że rodzice powinni mieć minimalną wiedzę medyczną?
Nie zawsze mozemy udać się do lekarza, nie zawsze podejrzewamy cokolwiek poza
złym humorem dziecka. Myślę, że lekarz dałby nam do wiwatu za cotygodniowe
wizyty z pierdółkami, nazywając nas przerważliwionymi.

Jakie jest wasze zdanie?

Obserwuj wątek
    • teletombola1 Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 00:34
      W zupełności się zgadzam! A tak na dobrą sprawę to umiałybyście zrobić dziecku
      w razie potrzeby sztuczne oddychanie, albo masaż serca, bo ja z przerażeniem
      stwierdzam, że nie!
      • iljana Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 08:40
        ALBO tracheotomię - jak w przypadku reakcji uczuleniowej na jad osy/pszczoły
        przy ukąszeniu w okolicach ust/gardła (aktorka Sałacka)
        Ja sie przymierzam nauczyć, i chciałabym obejrzec w internecie instruktarzowy
        film.
        Reanimacji bym profesjonalnie nie zrobiła, ale wogóle to zrobiłabym.
        • dagny71 Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 22:34
          TRACHEOTOMIA jest zabiegiem chirurgicznym przeprowadzanym w znieczuleniu ogólnym
          na sali operacyjnej przez chirurga. Zabiegiem doraźnym polegającym na
          przecięciu więzadła pierścienno-tarczowego tchawicy jest tzw. KONIKOTOMIA.
          • iljana Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 23:46
            Tak racja czyli minitracheotomia. Mówię tylko o sobie, ale chciałabym się tego
            nauczyć.. to moze skrzywienie moje bo ja niedoszły medyk jestemsad

            www.apteka2000.com.pl/pomoc/zachl.html
    • olamad Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 00:58
      No nie przesadzajmy - większosć dolegliwości zagrazajacych życiem nie
      przechodzi bezobjawowo.
      Najważniejsze to nie popadać w paranoję - ja mam taką teorię, że jeśli nie
      działają na dziecko moje zabiegi, to albo dzwonię na pogotowie (tam zawsze coś
      poradzą), albo biorę d... w troki i jadę do szpitala.
      Przypadki, gdy normalnie zdrowe dzieci, nagle stają na krawędzi życia i śmierci
      są naprawdę sporadyczne. Co innego dzieci przewlekle chore - rodzice muszą
      wiedzieć, co robić by uratować swoje dziecko (vide specjalne traktowanie
      gorączkujacych dzieci skłonnych do drgawek).
      Jak nie wiesz co robić - to do szpitala - taka moja rada.
      • kiniamum Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 01:03
        dlatego postanowilam poszukac malemu pediatry ktory o kazdej porze dnia i nocy
        odbierze telefon.. wiem ze nie kazda mama moze sobie na to pozwolic, dlatego
        podpisuje sie rekoma i nogami pod autorka tego postu.. ja profilaktycznie
        kupilam ksiazke o pierwszej pomocy dziecku no i wnikliwie studiuje internetowe
        informacje na ten temat.. z reszta ja mam latwiej, bo u mnie w rodzinie jest
        kilku lekarzy i medycyna (chce czy nie chce) nie jest mi tak do konca obojetna.
        wierze jednak ze kazda z nas ma instynkt macierzynski i nawet w najbardziej
        ekstremalnej sytuacji bedzie potrafila pomoc swojemu dziecku..
      • madziulec Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 07:04
        Do najblizszego DZIECIECEGO szpitala mam 30 km.
        I powiem Ci, ze mimo calego mojego opanowania tez nie wiedzialam co robic. Dziecko raptem dostalo w nocy 41,6. Zaznaczam, ze w dzien mialo goraczke ok. 38.
        W takich sytuacjach czlowiek glupieje, naprawde. Robi jesli cos to bardzo machinalnie
        • gofer73 Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 08:47
          jedyny sposób to znaleźć kogoś kto nas nauczy zasad pierwszej pomocy np.
          ratownika medycznego. My tak zrobiliśmy - zebraliśmy cała rodzinę i
          zaprosilismy ratownika własnie do domu aby zrobił nam szkolenie (no oczywiscie
          nie za darmo). Pan poświęcił nam dwa dni, ćwiczylismy pierwszą pomoc na
          fantomach. Koszt w Warszawie - 500 zł za 2dni po 6 godzin szkolenia. Naprawdę
          polecam! My nieoczekiwanie musileiśmy resucsytować własne dziecko i dlatego
          wiemy że taka wiedza jest BARDZO BARDZO WAŻNA.
          • iljana Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 09:15
            Warto wiedzieć gofer, zainteresuję się.

            Podam jeszcze jeden przykład tragicznej sytuacji dziecka, na szczęście nic się
            nie stało:
            Bliska koleżanka poszła do szpitala ze skurczami rodzić synka. Miala oczywiście
            opłaconą położną.
            Położne na dyżurze nie zaglądały do niej częściej jak do innych mam, i nie miał
            tu znaczenia fakt że była z nią jej położna.
            Podłączyli ktg... tętno skacze i skacze rozpietość między 140-170, a ona myśli
            ale dziecko się denerwuje. Jej położna wyszła, w jakiejś sprawie.. a koleżanka
            patrzy jak wartości się stabilizują (dziecko się uspakaja) i normalizuje
            utrzymując stały poziom około 100. Cieszy się!! Wraca położna i taki raban że
            koleżanka w 5 min cesarkę ma. Zszokowana: Ale co się dzieje? Czy to źle.

            Po cesarce: Boże nie wiedzialam, myślałam ze tak być powinno to i nikogo nie
            wołałam. Cieszyłam się.
      • iljana Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 08:42
        Nie do końca się zgodzę. Pierwszy atak krtani skończyl się u lekarza ktroy mial
        takze ambulatorium i mógł jakieś zabiegi robić. Kolejny atak wybudził nas w
        nocy i było już strasznie. Karetka przyjechała po 15 minutach albo i dłuzej. 15
        min to wystarczający czas na to by było po dziecku.
        • iljana Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 08:48
          powyższy post odniosłam do wypowiedzi:
          olamad 08.11.06, 00:58

          "No nie przesadzajmy - większosć dolegliwości zagrazajacych życiem nie
          przechodzi bezobjawowo.
          to albo dzwonię na pogotowie (tam zawsze coś
          poradzą), albo biorę d... w troki i jadę do szpitala. "


          Jak widac wiele chorób przychodzi bezobjawowo.
          Atak krtani
          obturacja oskrzeli
          wygłobienie jelita
          inne?
          Bezobjawowo moze oznaczac także banalnie, jak w przypadku ostatniego, brak
          apetytu. Dopiero gdy nastąpiły chlustajace wymioty i krew w kale, mama
          pojechala do szpitala. I czytałaś: jeszcze tylko 2 godziny, i byłoby po
          wszystkim.
          BTW ja trafiłam w wieku 18 lat w podobną diagnozą zapętlenia.. ale rozpędzili
          to lekami, bo był to początek. Tak twierdzili lekarze. Objaw - zatwardzenie, i
          brak apetytu. Kogo to nie dopada? A kto ma z tego zapętlenie, zagrażające życiu?
          • jedynataka1 Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 09:04
            to fakt niestety!! dużo edukowałam się sama, dużo nauczyło nas życie- jak
            właśnie postępować przy nagłej duszności itp. , syn też mi się kiedyś solidnie
            zakrztusił. We wszystkich tych sytuacjach poradziliśmy sobie, zachowaliśmy
            zimną krew i działając trochę instynktonie wyszliśmy z opresji ale uważam,że
            powinna być większa edukacja wsród całego społeczeństwa w kierunku pierwszej
            pomocy. Nawet się ostatnio zastanawiałam czy Panie u mojego syna w przedszkolu
            poradziłyby sobie w jakiejś trudnej sytuacji- czy czekałyby na pogotowie....
            Wiem , nie ma co popadać w paranoję ale lepiej byśmy się czuli wiedząc- umiejąc
            rozpoznać chorobę- czy wystarczy tylko paracetamol czy już gnać do szpitala
            albo np. jak zrobić sztuczne oddychanie....
            • iljana Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 09:20
              Znów się wetknę.

              Paracetamol... lakarka mówiła że takie leki mogą maskować coś bardzo poważnego.
              Ból brzucha bólowi brzucha nierówny. A jednak lekarze proponują podawać. Jak
              mój maluch się skarży, to kładę go i każę mu noge do góry podnieść. Jak nie
              boli, to ok. Jak boli to - pewnie wyrostek. A nie kazdego przy wyrostku
              przeszywająco boli. Moja ciocia 2 dni chodziła, i trzeciego pojechała maluchem
              do szpitala. Lekarze byli zaskoczeni jej postawą.
    • iljana Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 09:01
      No więc wlaśnie! czy nie powinna być poza szkołą rodzenia, szkoła
      o..zagadnieniach medycznych - czyli choroby nie koniecznie pokroju ospy, zap.
      oskrzeli, ale właśnie o chorobach zdradliwych, o chorobach popularnych nie
      leczonych antybiotykiem, typu ból głowy i brzucha u malucha (wyrostek),
      złamania, zachłyśnięcia, niebezpieczne reakcje poszczepienne, o ratownictwie
      ogólnie.

      Znajomej syn udusił się pestką śliwki w wieku 6 lat w przedszkolu.
      Dziewczynka zmarła w wyniku reakcji poszczepiennej - niekrzepliwość krwi.

      Czy mama LEKARZ nie znalazlaby objawów tej reakcji i nie zareagowala, czy
      pielęgniarka w przedszkolu nie umialaby zrobić reanimacji/tracheotomii temu
      chłopcu?

      Nie polegalabym na karetkach aż tak! Raz że ja czekałam na karetke 15 minut,
      dwea -sanitariusze powiedzieli że nie są przygotowani do zabiegow na tak malym
      dziecku, ani lekow ani sprzętu odpowiedniego nie mają. Dobrze, że reakcja
      szokowa na trzech czerwonych dryblasów odetkała krtań mojego malucha!

      Samodzielny dojazd do szpitala, ok, ale i tam można się naczekać, az lekarz
      zejdzie do pokoju lekarskiego. Tak było w przypadku pierwszej obturacji
      oskrzeli syna, o której pisalam w pierwszym swoim poście. Lekarka się nie
      śpieszyła, ale po zbadaniu dziecka było: RUCHY, RUCHY Ludzie!

      W lakarzach też nie pokładałabym zawsze 100% zaufania, przepraszam jeśli urażę
      jakiegoś medyka. Ale przykładem są stracone dzieci, przez zaniechanie i
      niewiedzę medyczną lekarzy.

      O ile bardziej zdesperowany rodzic jest w stanie pomóc dziecku niż lekarz.
      przykłady? Choćby tzw. olej lorenca, czy inne znane wynalazki rodziców. Ale to
      już poza tematem. Tylko tyle by pokazać zaangażowanie rodzica.

      • gofer73 Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 21:01
        na Służbę zdrowia też bym uważała. Dziś rano pisałam jakie to ważne umieć pomóc
        własnemu dziecku a już po południu znow się o tym przekonałam. Mąż pojechał z
        synkiem do Centrum Zdrowia Dziecka na badania polegające min na podaniu
        kontrastu. I Szymon sie nim zaksztusił tak że wpadł w bezdech. I zgadnicie kto
        mu udzielił pierwszej pomocy? Pielęgniarki obecne podczas zabiegu? Nie! Mój
        Mąż. Ich jedyna pomoc ograniczyła się do wezwania anestezjologa z OIOM a ten
        dobiegł jak już było po wszystkim. Liczcie tylko na siebie i swoją intuicję! Ta
        prawie nigdy nie zawodzi!
    • kiniamum Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 11:22
      www.ratownictwo.waw.pl/strona_glowna.html POZWALAM WKLEIC SOBIE LINK,
      KTORY CHOC TROSZKE UCZY JAK RATOWAC.. napisalam juz do tworcow tej strony aby
      utworzyli link z pierwsza pomoca dla malutkich dzieci.. jesli tylko odpisza
      umieszcze na swoim forum link do tych informacji.. zapraszam wiec do siebie-na
      forum "pierwsze dziecko" link w sygnaturce.
    • olamad Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 12:00
      W moim poście powyzej zupełnie nie miałam na mysli kompletnej ignorancji w
      sprawach pierwszej pomocy naszym dzieciom. Doskonale zdaję sobie sprawę, ze
      polska służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia, więc tak jak i Wy robię co
      mogę by nie byc w tej dziedzinie kompletnym ignorantem. Moja mama była
      lekarzem, brat mojego męża i jego żona takze są medykami, wiec temat lecznictwa
      jakoby mam we krwi, przez co zawsze trzymam oczy i uszy otwarte. I mam
      nadzieję, ze to wystarczy: potrafię zrobić masaż serca, wiem, w którym miejscu
      należy przebic krtań w razie obrzęku (inne pytanie, czy potrafiłabym to
      zastosować w rzeczywistości? eeeee...), nie tracę zimnej krwi, gdy moje dziecko
      się np zakrztusi. Uważam, ze ta wiedza mi w zupełnosci wystarczy. Oczywiście
      super by było, bysmy wszyscy mieli umiejętności bliskie lekarzom medycyny, i
      nie tracili zimnej krwi w sytuacjach podbramkowych, ale niestety tak nie jest.
      I trzeba sie z tym pogodzić, że nie wszystko jesteśmy w stanie sami zrobić, i
      że czasami jednak trzeba będzie z usług naszej ukochanej służby zdrowia
      skorzystać.
      Pozdrawiam,
      • iljana Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 12:07
        jakoby mam we krwi, przez co zawsze trzymam oczy i uszy otwarte. I mam
        > nadzieję, ze to wystarczy: potrafię zrobić masaż serca, wiem, w którym
        miejscu
        > należy przebic krtań w razie obrzęku (inne pytanie, czy potrafiłabym to
        > zastosować w rzeczywistości? eeeee...), nie tracę zimnej krwi, gdy moje
        dziecko
        >
        > się np zakrztusi.

        I może dlatego ze właśnie masz tę znajomość nie tracisz zimnej krwi. Czujesz
        się pewniej. Ponadto zawsze do kogos z rodziny możesz zadzownić.

        Ja też wiem wiecej jak dotąd i daje mi to pewien spokoj. Ale np o niedrozności
        jelit nie miałam dużego pojęcia. Przebić krtani też nie potrafię bo nie wiem
        gdzie. Ale nie zawachałabym się tego zrobić mając minimalna wiedzę, ale jednak
        jakąś.
    • kerry_weaver Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 12:07
      Uratowałam moje dziecko kiedy się zadławiło.
      madziulec ma rację, zrobiłam to całkiem machinalnie, kiedy wreszcie wypluła to
      czym się dławiła, stałam z nią już na klatce schodowej gotowa do biegu do
      szpitala, lekarza, kogokolwiek. Nie wiem jak i kiedy wybiegłam z nią z
      mieszkania.
      Oczywiście trzeba znać zasady 1. pomocy, heimlicha, umieć zatamować krwotok -
      ale w pozostałych przypadkach jednak pogotowie, nie wszystko da się
      przewidzieć, nauczyć, zastosować. Ty wreszcie zabrałaś dziecko do szpitala bo
      intuicyjnie coś Ci nie pasowało. Ja moje dziecko z "rotawirusem" intuicyjnie
      zabrałam do szpitala i następnego dnia wycięli mu wyrostek w stanie zapalnym,
      tylko intuicja, nie miał typowych objawów ale COŚ mnie niepokoiło a USG
      potwierdziło obawy.
      Sama staram się panować nad moją hipochondrią i raczej nie przyswajać więcej
      wiedzy medycznej niż jest mi absolutnie niezbędne do codziennej obsługi
      zdrowych dzieci. Wiem że posiadaną wiedzę wykorzystuję w najgorszy możliwy
      sposób - wyszukując sobie i dzieciom choroby.
      • iljana Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 12:28
        Intuicja dobra rzecz, ale czasem, czasem zawodzi... a uważam ze na taki luksus
        niedopatrzenia a tym samym sad(( matki nie mogą sobie pozowolić.

        Niemniej jednak co można zrobić poza samodokształcaniem i wypytywaniem lekarzy,
        czy też myszkowaniem na forum.

        Twoja sygnaturka... bardziej mi się skojarzyła z nagłymi wypadkami u dzieci niż
        tym serialem.
        smile)
        • kk1962 Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 13:34
          Moje dwa grosze:
          jak moje dzieci byly malutkie mieszkalismy w Kalifornii.
          Na pierwszej wizycie u pediatry (to byl zespol bodaj 5 pediatrow)
          wreczono nam broszurke (broszure, bo dosc gruba), podpisana przez
          wszystkich tych lekarzy, w ktorej napisane bylo co robic i jak postepowac
          przy najczestszych objawach.

          Przy objawach bylo napisane, czy:
          a) wzywac natychmiasz pogotowie,
          b) dzwonic natychmiast (czyli o 3 nad ranem tez) do lekarza - w Polsce nie
          mamy tej mozliwosci,
          c) poczekac do rana/nastepnego dnia (co na polskie warunki tlumaczy
          sie jako "rano do przychodni"),
          d) zadnego lekarza nie alarmowac, leczyc domowymi sposobami, zobaczyc
          co bedzie nastepnego dnia.

          Aha no i bylo jeszcze napisane - jezeli masz watpliwosci - zawsze zadzwon.

          Mam te broszurke do dzis. Dodam, ze w mysl zalecen zdarzylo nam
          sie i wzywac pogotowie, i szukac pomocy w srodku weekendu Thanksgiving
          (to tak jakby w nasze Boze Narodzenie), jak rowniez leczyc domowo.

          Moze by tak samo i u nas...

          Pozdrawiam,
          Kasia

          • czarna_maruda Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 08.11.06, 13:45
            Często czytam wątki typu "zabrałam dziecko ze szpitala czy dobrze zrobiłam?"
            Wiekszość odpowiedzi to "tak, tak oczywiście że dobrze, przecież tam mogłoby
            się czymś jeszcze zarazić" i wielki pokalask "brawo, brawo za odwagę -
            najlepiej wyleczysz dziecko sama w domu"
            Nigdy nie zabrałabym chorego dziecka ze szpitala na własną prośbę(a leżałyśmy
            kilka razy i wiem jaka to udręka), o jego pobyciena oddziale decyduje lekarz.
            Bałabym się leczyć dziecko na własną rękę w domu - skoro lekarze zadecydowali,
            że wymaga pobytu w szpitalu.
        • szeniaa Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 09.11.06, 13:53
          no właśnie na intuicji można się niestety przejechac
          moja córka zadławiła się kiedyś cukierkiem aż się sina zrobiła
          trzepałam we plecy, ściskałam od tyłu za żebra jak na filmach robią i
          wrzeszczałam ze strachu
          na szczęście ten wrzask usłyszała sąsiadka, przybiegła i uratowała mi dziecko
          gdyby nie ona to moje dziecko by się udusiło bo ja nie potrafiłam jej pomóc
          potrafiłam tylko panikować, mimo że nie jestem histeryczką.
          powiem szczerze
          NIE UMIEM URATOWAĆ SWOICH DZIECI
          smutna prawda
          nie mam w rodzinie lekarzy
          nie jestem wykształcona
          cała moja wiedza na temat pomocy pochodzi z poczty pantoflowej co samo w sobie
          dowodzi że to żadna wiedza
          od niedawna mam internet i przyznam też smutno że to właśnie jest dla mnie
          jedyne żródło informacji, ale to wciąż sucha teoria
          bardzo by się przydało jakieś pseudopodstawowe przeszkolenie medyczne dla
          każdych rodziców właśnie co do reanimacji, odksztuszania , czy innych opisanych
          wcześniej przypadków
          pozdrawiam
          • iljana Re: Szenia 09.11.06, 23:26
            Ujęłaś całe sedno sprawy.
            Bardzo prawdziwy jest twój post i taka rzeczywistość jest udziałem wielu mam,
            niestety. Najgorsze co jest dla mnie, to fakt że matki mogą sobie zawsze przy
            chorobie dziecka zarzucać niedopatrzenie, zbyt małe zainteresowanie, nie
            zrobienie wszystkiego, co mogły itp.

            Wiem, nie dajmy się zwariować.. ale ryzyko jest tak duże.

            Tym wątkiem chciałam zainteresować także mamy z edziecko - i tam zamieściłam
            fragment twojej wypowiedzi, mam nadzieję że się nie gniewasz.

            BTW. Co zrobiła sąsiadka, czego ty nie mogłaś próbując "odksztusić" dziecko?
            • szeniaa Re: Szenia 10.11.06, 10:03
              nie nie gniewam się
              nawet cieszę się że ten temat jest poruszony
              a co do pomocy sąsiadki to nadal nie do końca wiem czemu jej udało się
              może dlatego że ona odwróciła małą brzychem do podłogi ( w powietrzu)i uderzała
              w plecki
              nie wiem czy to pozycja czy też po prostu mocniej trzepła...
              fakt że cukierek wyleciał
              a ja nie potrafiłam tego zrobić
              pozdrawiam
              • joanna1982 Re: pomoc 10.11.06, 21:06
                Witam!
                Ja też sie podpisuję. Brakuje czegoś takiego u nas. Lepiej byłoby wiedzieć co
                zrobić gdy coś sie z dieckiem dzieje, bo nie raz decydują minuty.
                Jeśli chodzi o sztuczne oddychanie to dziecku obejmuje się usta i nosek a masaż
                serca robi się dwoma palcami a nie całą dłonią. Też nie mam lekarzy w rodzinie
                ale zawsze sie interesowałam medycyną i pierwszej pomocy - ogólnej takiej
                uczyłam sie w podstawówce i jeżdziłam na konkursy z tym związane.
                Córeczke też uratowałam jak się dławiła. Trzeba dziecko klepac w plecy ale
                mocno przechylić do przudu a nieraz przełożyć przez kolano mocno głową w dół.

                Powinny być jakieś kursy przy szkołach rodzenia z pierwszej pomocy
                niemowlaczkom i małym dzieciom.
                Pozdrawiam
                Asia, mama 2,5 letniej Natalki i 11 m-cznego Piotrusia
    • kiniamum mam link do pierwszej pomocy dzieciom 10.11.06, 21:39
      free.polbox.pl/g/gracz123/ dla wszystkich zainteresowanychsmile oby sie nie
      przydalo...
      • podyanty Re: mam link do pierwszej pomocy dzieciom 13.11.06, 13:36
        Link amerykanski (z wideo)
        depts.washington.edu/learncpr/quickcpr.html
        oraz australijski
        www.rav.vic.gov.au/media/CPRChart.pdf
        Wazne :
        No matter what, NAJPIERW WZYWASZ KARETKE !!!
        Potem przystepujesz do reanimacji.
        Nasz znajomy (lekarz chirurg, nb) uratowal zycie swojej 11-letniej corce. Dziewczynka zeszla
        wieczorem do kuchni, zeby sie napic wody i stracila przytomnosc. Ojciec wezwal karetke i do jej
        przyjazdu robil CPR. Okazalo sie, ze dziewczynka miala wylew.

        A tutaj niedawne zdarzenie : 3, 5 -letnia Abby doznala ataku serca. Na szczescie wsrod sasiadow byla
        pielegniarka i paramedic, ktorzy natychmiast zaczeli reanimacje. Serce zaczelo bic po 45 minutach
        akcji reanimacyjnej. Dziewczynce wszczepiono rozrusznik serca
        www.news.com.au/heraldsun/story/0,,20586617-24331,00.html
        A ponizej historia mamusi narkomanki (na programie metadonowym - to oddzielny rozdzial), ktorej
        dziecko byc moze by przezylo gdyby kobieta kontynuowala CPR czekajac na karetke (instrukcje
        dostawala przez telefon).
        Ale ona musiala sobie zapalic papierosa.

        www.smh.com.au/news/national/mum-stopped-cpr-to-have-a-smoke/2006/10/26/1161749196776.html
    • iljana Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 16.11.06, 00:28
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=51887220
      Link do podobnego tematu na edziecko, gdzie mamy inforumują iż są nawet
      bezpłatne kursy z zakresu pierwszej pomocy.

      • moni_flis Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 16.11.06, 12:09
        Dwa razy uratowałam zycie mojemu synowi, raz 30 letniemu kuzynkowi ktory
        zaczadził sie w wannie! Miłosz przestal oddychac majac miesiac, robilam mu
        sztuczne oddychanie do czasu pryzjazdu karetki! Moj maz nie pamietal nawet jaki
        nr jest na pogotowie. Malo pamietam z tego dnia! Wiem, ze krzyczalam, ze on nie
        zyje a mimo wszystko nie zaprzestawałam wentylacji pluc! Nie mam wyksztalcenia
        medycznego! A zasad pierwszej pomocy uczylam sie na wykladach z pilotazu
        wycieczek! Nigdy nie sadzilam, ze obecnoasc na tym wykladzie uratuje zycie
        mojemu synkowi! Mieiac pozniej sytuacja sie powtorzyla ( mały mial zapalenie
        pluc) Z tym,ze wyciagnalema juz wnioski: zapadanie sie klatki piersiowej dalo
        mi informacje, ze dzieje sie cos nie tak! Zadzwonilam po pediatre! W bezdech
        wpadl gdy bylismy jeszcze sami, jadacdo szpitala wentylowala go juz pediatra!
        Po tym wydarzeniu zakupilam ambu!!!!! Uratowalo ono zycie mojemu kuzynowi! Stan
        byl juz krytyczny! Wentylujac go chodzilo mi po glowie tylko pytanie: czy nie
        przywracam oddechu "roslinie" Udalo sie! Zyje i ma sie dobrze! A moj syn ma
        dzis 21 miesiacy i jest kochanym i zdrowym dzieckiem (od tamtego czasu nie
        przebyl zadnej infekcji)! czego boje sie najbardziej to zakrztuszenia! boje
        sie, ze nie potrafilabym zadzialac! Stadmoje dzieci nigdy nie dostaja:
        cukierkow, paluszkow, lizakow i jablka w calosci!
        Na reakcje jest naprawde tak malo czasu ;/

        Pozdrawiam
        • iljana Re: Czy umiemy U R A T O W A Ć nasze dzieci? 16.11.06, 22:53
          Moni spójrz na link poniżej o aparatach ambu. Czy masz któryś z
          przedstawionych. Czy ten który kupiłaś jest przeznaczony takze dla dzieci?
          Napisz coś więcej, moze to nie reklama - ale napisz jaki masz aparat (firmę) i
          czy kupiłaś na mieście czy w internecie.

          www.sklep-med.pl/index.php/cPath/84
          Dzięki!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka