Ma 6 lat i ma tak od ok.2 tygodni. Ciało ma bardzo ciepłe, prawie gorące
/zrzucałam to na karb upałów/ - wtedy zmierzyłam jej temperaturę
/elektronicznym/ i była w normie. Więc zapomniałam o problemie.
Dziś znów zmierzyłam i wyszło, że wg elektronicznego jest 36,4 ale wg
rtęciowego 37 /mierzyłam dwukrotnie by się upewnić/. Nie mam podstaw, by
elektronicznemu nie wierzyć /mam trzy

/, ale dlaczego jest ponad pół stopnia
różnicy między nim a rtęciowym? Mierzę góra 7 minut /staram się 4-5/.
Nie zauważyłam nic niepokojacego, nic ją nie boli, apetyt jak zawsze, moze
jedynie bardziej marudna - nie bardzo ma ochotę na chodzenie do przedszkola.
I teraz nie wiem - zawracać głowę pediatrze? Gdyby była to infekcja w obrębie
ukł. moczowego, przez 2 tygodnie nie stała by przecież w miejscu, ale stan
małej by się pogarszał, a nic takiego nie zauważyłam. 25 czerwca miała badany
mocz i krew /kontrolne tydzień po przeziębieniu/ - jedynie jakieś drobne
odstępstwa /wbc 5(4-15). Wiem, wyniki mogą się zmieniać z dnia na dzień