Hej.
Właśnie dziś się dowiedziałam, że mam lamblie...
A od wakacji męczę się z nasilonym AZS. W zasadzie erytrodermia pełna, z całym
asortymentem objawów dodatkowych - okropny świąd, rozdrażnienie, bóle głowy,
marznięcie stóp i rąk, drgawki, podwyższona temperatura, pokrzywki, nacieki
podskórne, opryszczki, grzybice etc etc... można by wymieniać w nieskończoność.
Lekarze oczywiście na to jedno: musi się Pani nauczyć z tym żyć.
Ale ja nie daję za wygraną, bo pamiętam czasy gdy miałam idealną skórę i chcę
do tego wrócić.
Zarzuciłam sterydy, zarzuciłam leki antyhistaminowe, maści typu protopic bo
obecnie nic nie dają. Przez tygodnie przebywałam w szpitalu... - podawali mi
Metypred który wręcz później pogorszył mój stan.
Obecnie jestem na diecie bez cukru, słodkich owoców, glutenu, produktów
mlecznych...
Stosuję suplementację w postaci Lacidofilu, Pau d'Arco, wit c, wit b, wapnia,
omega-3, oleju z wiesiołka...(przepisane przez bioenergoterapeutkę)
kąpię się regularnie w wywarze z płatków owsianych.
A teraz po radosnej nowinie (co by nie było, mam nadzieję, że to właśnie
lamblie są przyczyną mojego tragicznego stanu skóry) zamierzam zacząć
stosować Vernicadis (który mam od homeopatki), aloes - kolejny nabytek w
poszukiwaniu ratunku dla skóy oraz zaopatrzyć się w Balsam Kapucyński (po
leczeniu Metronidazolem).
Rozumiem, że powinnam stosować jakiś konkretny schemat leczenia.
Co polecacie - czy po metronidazolu zrobić najpierw serię balsamem, później
vernicadis i na końcu aloesem czy może jakaś inna kolejność.
Co jest bardziej pomocne w tej walce vernicadis czy balsam.
Pozdrawiam.
Kurcze, znowu mi uśmiech wrócił na buzię - przynajmniej wiem z czym walczę

