marek_p
07.02.03, 23:06
Stare, ale jare :)
• Czy Gorzów ma jakieś "magiczne miejsca" ?
medias@poczta.gazeta.pl 10-10-2001 09:36
klimat, nastrój, widok, pora roku ...
Gość portalu: LAP 10-10-2001 15:06
Polecam wzgorze przy schodach do nikad. Szczegolnie teraz jesienia jest
tam nieziemsko. Cale miasto tonie w kolorach jesieni.
Wszyscy moi znajomi, ktorych przez wiele lat spraszalem do Gorzowa z roznych
stron Polski byli tym widokiem zachwyceni. Teraz na obczyznie wzdycham za
takimi miejscami. Znalazlem w innych miastach wiele innych "magicznych
miejsc".
To szczegolnie wyraznie utkwilo mi w pamieci.
Gość portalu: b.G. 12-10-2001 21:40
Dla mnie magicznym miejscem byl park roz. Zwlaszcza ten prostokat, w ktorym
bylo mnostwo posadzonych roz. Kiedys, jako maly dzieciak przebywalem tam
dosyc czesto. Oczywiscie w tym czasie najbardziej interesowaly mnie hustawki,
jednak te rozyczki jakos utkwily mi w pamieci.
Gość portalu: benek 14-10-2001 12:17
Plac Grunwaldzki. Tam w 1410 odbyła się bitwa. Wygraliśmy wowczas z Apatorem
Malbork 75 : 15.
Gość portalu: x 13-10-2001 10:03
Przy pętli tramwajowej na Silwania. Jest magiczna pijalnia piwa, leją
i patrzą czy równo puchnie.
Gość portalu: Pretty 23-10-2001 19:26
Mam swoje magiczne miejsce, ale pod Gorzowem- rezerwat "Zdroiskie Buki".
Pięknie wiosną, pięknie latem, ale najpiękniej jesienią.
Kiedyś, pewnego jesiennego ranka, zdarzyło mi się uciąc sobie spacerek tą
trasą z Górek Noteckich do Zdroiska. Było to przed paru laty, ale pamietam
do dziś.
Gość portalu: Marek P. 31-10-2001 21:10
Gorzów jest miastem położonym w urozmaiconych i bardzo atracyjnych okolicach.
Moje magiczne miejsca ?
Pierwszym z miejsc, które przyciągają swoim pięknem jest skwerek koło
wodospadu w okolicach I LO, naprzeciw Hotelu le'Moule (były młyn wodny).
Niejedna randka miała miejsce w cieniu pobliskich kasztanów, niejeden
pogromca rekinów o mało nie złapał tu rekordowego pstrąga.
Szkoda tylko, że chłopakom też podoba się to miejsce.
Robią tu czasem analizy na obecność siarki w jabcoku z zielonej butelki.
Drugim równie malowniczym miejscem był mostek na Kłodace (Owocowa).
Niestety był, bo remont mostku co prawda znacznie poprawił jego
przepustowość, ale klimat bezpowrotnie wyparował. Teraz panuje tu hałas,
w powietrzu zapach spalin... a kiedyś... w drewnianej konstrukcji mostku
co roku wiła sobie gniazdko pliszka... szybkim lotem niczym strzała,
tuż nad powierzchnią wody mknął zimorodek, z rzadka tylko zatrzymując się
w bezruchu nad powierzchnią wody, by potem spaść jak strzała w pogoni za
kilkucentymetrową płotką. Zimą z pobliskiego, największego z gorzowskich
wodospadów, zwisały sople lodu, które dla miejscowej dzieciarni były trofeum
godnym ryzyka zimowej kąpieli...
Przychodził marzec, głębina przy wodospadzie wypełniała się okazałymi
szczupakami gromadzącymi się na tarło..., potem w pobliskiej płyciźnie
zadomawiały się minogi, do połowy zakopywały się w rzecznym mule...
Miejscami wartki nurt Kłodawki, głazy, korzenie, stare, pogruchotane
dachówki, stanowiły doskonałe kryjówki dla głowaczy, ślizów, raków...
Płycizny porastała jasozielona roślinność rodna.
To taki świat, którego już nie ma, niepowtarzalny, bo nigdzie powyżej Gorzowa
na Kłodawce nie ma niczego podobnego.
Spytacie skąd tak dokładnie znam ten świat ?
To świat mojego dzieciństwa. Niejednego szczepaka złapałem tu na podbierak
lub kosz na ziemniaki.
Trzecim niepowtarzalnym miejscem, które podzieliło losy ostoi nad Kłodawką
jest dróżka w Parku Słowiańskim, prowadząca w stronę pobliskiego poligonu.
W niedzielny zimowy poranek chadzałem tu ze swoimi pociechami na stacer,
czasem z sankami.
To było niepowtarzalne miejsce, blisko dużego osiedla, a zarazem tak daleko
miejskiego zgiełku. Z jednej strony tej, kiedyś wąskiej dróżki na wysokim
zboczu porastały okazałe buki i klony, towarzyszyły im gdzieniegdzie niskie,
najwyżej półmetrowe grupki drzewek. Z drugiej strony drogi królowały sędziwe
świerki i daglezje. Teraz trwa tam budowa przedłużenia ulicy Słowiańskiej,
tłoczno tam i huczno. Cieszy mnie prowadzona tam inwestycja, jednak wydaje mi
się, że władze miasta będą miały do spłacenia względem ludzi takich jak ja
dług... Powinni dać nam jakiś odasfaltowany skrawek ziemi...
Wiele ich jest w Gorzowie, tyle, że niektóre trzeba posprzątać z folii, gruzu
i pamiątkach po "naszych co tu byli"...
Obecność takich przejawów bytowania najszlachetniejszego ze ssaków,
usprawiedliwia następnych przedstawicieli naszego gatunku do podobnych
zachowań.
Wydaje mi się, że miastu powinno zależeć na współpracy ze społeczeństwem
w tej materii. Znam ludzi, których również interesuje coś poza programem TV.
Gorzów to nie jest znowu tak duże miasto, żeby oczekiwać, że ekologią będą
zajmowały się setki ludzi skupionych w stowarzyszeniach, może miasto
chciałoby za pośrednictwem internetu współpracować z jego mieszkańcami.
Oczywiście kompromisy są niezbędne, następnym kompromisem MUSI BYĆ droga
przez Park Kopernika. W zamian trzeba dać nam trasy rowerowe, w zamian też
trzeba w różnych, pięknych, a nieodwiedzanych miejsc wywieźć śmieci, tam
gdzie ich miejsce...
Żeby nie kończyć tak pesymistycznie: napiszę o jednym jeszcze
niepowtarzalnym, pięknym miejscu.
Po poligonie brygady saperów pozostał poligon położony na wzgórzach
morenowych wzgłuż Warty. Rozciągają się z tamtąd cudowne widoki na rzekę...
Piękna tych wzgórz nie da się opisać, trzeba tam być.
Wiosną kwitną krzewy żarnowca, porastające zbocza dolin osiki witają szumem
liści, sosny zakorzenione na piachu, który żadnej trawie przeżyć nie da,
stepowa równina z rzadka porośnięta krzewami głogu...
Aż żyć się chce...
Wiele pięknych miejsc pominąłem. Chociażby wzgórze z pozostałościami
wczesnosłowiańskiego grodu w okalającym muzeum parku, wąskie, kręte uliczki
na wzgórzu koło byłych koszar saperów, park ze wspaniałymi okazami
tulipanowca przy szpitalu psychiatrycznym, stawek nieopodal Pałacyku Ślubów,
dolina Kłodawki i Marwicy na wysokości Chwalęcic...
Nie tylko nasza mała pstrągowa rzeczka warta jest opowieści.
O Warcie też pisać warto, wiosenna, pełna kwitnącego, żółtego mniszka łąka,
piękna panorama miasta, a w wodzie: bolenie, szczupaki, sumy, jesienią
miętusy.
Gość portalu: medias 23-11-2001 16:06
Zgodnie z obietnicą dziś, uzupełnienie:
1. Lokalne górki, wystarczy jadąc Walczaka do góry wystarczy skręcić w lewo
drogą przez park (niestety jest to nielegalne - zakaz wjazdu).
Uprzedzam samochód dostaje dziwnej wibracji (to nie samochód się rozpada to
wyprofilowanie kostki) mijamy wjazd do hotelu, mostek i wreszcie...najwyższe
miejsce z którego rozciąga się jeszce jedna panorama Gorzowa niestety w
porach bezlistnych.
Jest się w linii prostej na 6 może 7 piętrze Urzedu Wojewódzkiego.
Chwila i dalej stromo w dół obok amfiteatru do Drzymały - uwaga na wielką
dziure w jezdni. Nic nadzwyczajnego tylko ta dawka adrenaliny jak rwie się
stromo do góry drogą na której nie można się minąć. Posiadaczom maluchów
szczególnie gasnących rzecz jasna odradzam, na piechotę też jest pięknie.
2. Dzielnica gdzie kiedyś mieszkałem - Zawarcie a może tylko jej fragment
ulica Wawrzyniaka z dostępem do kanału.
Gdzież tu magia : a rechot żab od strony kanału i to taki że zasnąć trudno
a najgęstsza w Gorzowie mgła w listopadzie, kamienne schodki przed wejściami
do budynków na których latem siadują ludzie i leniwie sobie pogadują.
Wreszcie kanał i jego otoczenie, kawałek prawdziwie sielskiego Gorzowa kto
był ten wie, oczka wodne, pasące się konie i niedzielni wędkarze i zielona
przestrzeń ograniczona niebem i wałami przciwpowodziowymi.
Żelazny most którym pociąg przejeżdża raz moze dwa razy dziennie, gdy Warta
wylewa jest najwspanialszą platformą do obs