Dodaj do ulubionych

adopcja gdy możemy mieć dzieci

02.01.09, 19:38
Jesteśmy z mężem prawie 3 lata po ślubie, mamy rocznego synka,
planujemy jeszcze jedno dziecko, ale myślimy również aby adoptować
dziecko. Czy w naszym przypadku jest jakaś szansa, skoro możemy mieć
własne dzieci? Jak długo trwają formalności?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 02.01.09, 20:43
      Sznsa jest, ale o ile wiem, raczej mlodsze dziecko niż Wasz synek. A
      ze o niemowle trudno, sadze, ze moze byc probem. bo osoby nie mogace
      miec dzieci raczej beda w kolejce przed Wami.
      Wazna jest tez motywacja - bo jesli chcecie wziąć dziecko z dobrego
      serca, aby dac maluchowi dom - to czarno to widzę, małych dzieci
      jest mniej niż chętnych.
      --
      Mops i kot

      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
      • martyneczkap Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 02.01.09, 21:01
        Strasznie to wszystko dziwne, że tyle niekochanych dzieci musi żyć w domach
        dziecka a jest taki duży problem z adopcją. Chodzi tutaj o względy prawne?
        Chcieli byśmy stworzyć dom jakiemuś dziecku, mimo, że mamy swoje. Może nie
        żyjemy w luksusach (mamy przeciętne dochody), ale miłości napewno by wystarczyło...
        • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 02.01.09, 21:25
          tyle niekochanych dzieci musi żyć w domach
          > dziecka a jest taki duży problem z adopcją. Chodzi tutaj o względy prawne?

          Tak, ale nie tylko. Czekają też dzieci chore, starsze.

          > Chcielibyśmy stworzyć dom jakiemuś dziecku, mimo, że mamy swoje.

          Zastanawiam się czasem nad motywacją par, które mają dzieci biologiczne, mogą
          mieć kolejne dzieci, a jednak chcą adoptować. Nie bardzo to rozumiem.
          --
          Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez
          wejście.
          • martyneczkap Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 02.01.09, 21:39
            Jesteśmy szczęśliwą rodzinką, więc pomyśleliśmy, że mimo że świata nie naprawimy
            to choć jedno niekochane dziecko było by szczęśliwsze. Natomiast doskonale
            rozumiem że pary które nie mogą mieć własnych dzieci mają pierwszeństwo, to
            oczywiste.
            • chmurka_257 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 02.01.09, 22:03
              Wszystko pięknie ,tylko czy pomyślałaś o tym ,co bedzie jak dziecko adoptowane
              nie spelni waszych oczekiwan??Powinnas liczyc sie z tym ,ze takie dziecko
              posiada bagaż pewnych niemiłych doswiadczen zyciowych i czasem ciezko sobie z
              tym poradzic.Trzeba włożyc wiele staran i wiele wysilku aby choc w minimalnym
              stopniu to załagodzic,czesto kosztem wlasnej rodziny.
              Nastepna sprawa to wiek dziecka ,tak jak ktos juz tu napisal ,dziecko adoptowane
              nie moze byc starsze niz to ,ktore posiadacie .Nie wiem ,czy dasz sobie rade z 2
              malych dzieci ,kazde z nich bedzie potrzebowalo Ciebie ,a szczegolnie to, ktore
              adoptujecie.Takie dziecko bedzie potrzebowalo o wiele wiecej ciepla ,milosci i
              zrozumienia ,takie dziecko ,nawet malusie czesto ma chorobe sieroca ,z ktora
              trzeba walczyc przez kilka miesiecy sad Tu nie chodzi tylko o samo kiwanie sie
              dziecka,tu chodzi o cos bardziej bolesnego typu :walenie glowka w poduszke
              ,sciane lub podloge ,turlanie sie przed zasnieciem ,nieumiejętność przytulania
              sie ...
              Na poczatku radze ci przeczytac kilka ksiazek o adopcji np."bociany przylatuja
              zima" ,"wieża z klocków" lub chociażby "już" .Byc moze te ksiazki choc w
              minimalny sposob naswietla ci temat adopcji.

            • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 02.01.09, 22:07
              > Jesteśmy szczęśliwą rodzinką, więc pomyśleliśmy, że mimo że świata nie naprawim
              > y
              > to choć jedno niekochane dziecko było by szczęśliwsze.

              oj
              Nie wiem, czy to dobra motywacja, nie jestem przekonana.
              A jeśli dziecko nie będzie szczęśliwe, to co wtedy?
              --
              Stirlitz szedł nocą przez las. Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
              - Sowa - pomyślał Stirlitz.
              - Sam jesteś sowa - pomyślał Bormann.
                • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 02.01.09, 22:32
                  Najpierw zastanów się, co rozumiesz przed stwierdzeniem 'uszczęśliwić dziecko'.
                  I co będzie, jeśli dziecko NIE będzie szczęśliwe, jeśli nie doczekacie się od
                  niego miłości. Co będzie, jeśli Was odrzuci?
                  --
                  Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                  – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                    • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 02.01.09, 22:47
                      > inna motywacja jest dla mnie bez sensu.

                      Inna niż uszczęśliwienie?
                      Repertuar motywacji jest bardzo szeroki. Na przykład - chcemy mieć dziecko i
                      chcemy, żeby dziecko miało nas, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Z
                      uszczęśliwieniem, wbrew pozorom, nie ma to nic wspólnego.
                      Sądzę, że po tych kilku latach, kiedy będziecie mieli dwójkę albo trójkę dzieci
                      biologicznych, pomysł z adopcją upadnie.
                      --
                      Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                      – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                        • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 02.01.09, 23:22
                          > A czy właśnie to że mamy siebie na wzajem to nie jest szczęście????

                          Niewątpliwie. Mam tylko nieodparte wrażenie (może się mylę), że tworzysz sobie
                          obraz dziecka szczęśliwego, wdzięcznego, że ma rodzinę, miłego dzieciaczka
                          zgodnie współpracującego z rodzeństwem bez zbędnych zgrzytów.
                          Na małe, względnie zdrowe dzieci czeka mnóstwo par bezdzietnych, więc nie trzeba
                          szczególnie angażować się w ich uszczęśliwianie, jeśli się ma dzieci biologiczne.
                          Motywacja w przypadku par bezdzietnych jest jednak inna, niż w przypadku par z
                          dziećmi. Pary bezdzietne zwykle po prostu chcą mieć dziecko ze wszystkimi tego
                          konsekwencjami. A czego mogą chcieć małżeństwa z dziećmi? Przecież dzieci już
                          mają. A litowanie się nad sierotką, współczucie - to nie są dobre pobudki.
                          --
                          Stirlitz szedł nocą przez las. Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
                          - Sowa - pomyślał Stirlitz.
                          - Sam jesteś sowa - pomyślał Bormann.
    • lipsmacker Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 03.01.09, 01:55
      kawko74 - rozszerz prosze temat motywacji ludzi majacych dzieci
      biologiczne a chcacych adoptowac. Widzisz, ja od malego dziecka
      myslalam o adopcji, naprawde. Pamietam dokladnie jak mialam 9 lat,
      czytalam o jakims osieroconym dziecku, rozmawialam z mama o adopcji
      i planowalam ze jak dorosne to dam osieroconemu dziecku dom.
      Oczywiscie dzis jako osoba dorosla opanowalam juz temat na tyle ze
      wiem ze sieroty sa w 99% spoleczne a nie naturalne, i ze w naszym
      kraju prawie kazde male dziecko znajdzie nowa rodzine o ile jest
      wolne prawnie. Ale moje marzenia nie odeszly, przeciwnie, przybraly
      forme silnej potrzeby, poczucia spolecznej odpowiedzialnosci. Mamy
      z mezem dwoje biologicznych dzieci i jestesmy w trakcie starania sie
      o kwalifikacje na rodzicow adopcyjnych. Jestesmy otwarci przede
      wszystkim na dziecko niepelnosprawne poniewaz uwazamy ze takiemu
      naprawde pomozemy jako ze ma zmniejszona szanse na adopcje, stawanie
      w kolejce po zdrowego bobaska byloby w naszym przypadku farsa.
      Niemniej jednak na codzien spotykam sie z podejrzliwoscia ludzka i
      musze te swoje motywacje przedstawiac i sie z nich tlumaczyc. I
      wychodze na dziwaczke...
      • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 03.01.09, 10:02
        Jestesmy otwarci przede
        > wszystkim na dziecko niepelnosprawne

        I tu jest pies pogrzebany, a nie w dawaniu szczęścia i takich tam.
        Autorka wątku ani słowem się nie zająknęła na temat ewentualnej
        niepełnosprawności czy upośledzenia dziecka.
        --
        Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
        – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
        • martyneczkap Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 03.01.09, 10:31
          Nie jestem na etapie na którym mogłabym powiedzieć że przyjmiemy bardzo chore
          dziecko (może tak ale nie będę puszczać słów na wiatr)ale napewno nie
          chcielibyśmy malutkiego dziecka - te niech zostaną parom które nie mogą mieć
          własnych dzieci. Nie wiem dlaczego ciągle próbujesz mi udowodnić że jestem
          egoistką i myślę o cudownym bezproblemowym dziecku. W mojej najbliższej rodzinie
          jest przypadek rodziny, która adoptowała dwoje dzieci: jedno faktycznie super,
          drugie niestety (co okazało się po kilku latach) z upośledzeniem umysłowym w
          stopniu umiarkowanym. Więc nie jestem idealistką, która biedne sierotki zna
          tylko z bajek. Jak już wcześniej napisałam nie wiem jeszcze na 100% czy się
          zdecydujemy ale przykro mi że już na początkowym etapie ktoś mi udowadnia ze
          myślę wyłącznie o sobie. Ja już swoje potrzeby macierzyńskie mam spełnione.
          • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 03.01.09, 11:41
            Nie obrażaj się, bo nie ma o co. Nie próbuję Ci niczego udowodnić (a o egoizmie
            nawet nie wspomniałam, to Twoje słowa), tylko zmusić do zastanowienia się, bo
            niewiele wiesz o adopcji i jej konsekwencjach (mimo przypadku w rodzinie). I mam
            coraz silniejsze wrażenie, że sama nie wiesz, dlaczego chcesz adoptować. Bo w
            tej chwili nie chcecie chorego dziecka (czyli pomoc dziecku, które ma małe lub
            zerowe szanse na adopcję, odpada - acz to nic zdrożnego, bo nie każdy może i
            chce), potrzeby macierzyńskie macie zaspokojone. Dziecka starszego, czyli
            sześcio- siedmioletniego, o zdecydowanie mniejszych szansach na adopcję, pewnie
            też raczej nie zaadoptujecie, choćby ze względu na wiek Waszych dzieci
            biologicznych (dziecko adoptowane nie powinno być starsze od nich).
            Może zastanówcie się nad rodziną zastępczą?
            --
            Stirlitz szedł nocą przez las. Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
            - Sowa - pomyślał Stirlitz.
            - Sam jesteś sowa - pomyślał Bormann.
            • verdana Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 03.01.09, 18:03
              Udane adopcje to niemal w 100% te, gdzie rodzice adoptują dziecko,
              bo bardzo chcą miec dziecko, czyli ze wzgledów egoistycznych, nie
              altruistycznych. Taka jest smutna prawda. Nie ma co mowic
              o "uszczęśliwieniu" dziecka zDD, bo małe dzieci i tak znajdą
              rodzinę, a co do starszych? Trzeba się liczyć z tym, ze przez parę
              lat nikt w rodzinie nie bedzie szczególnie szczęśliwy, nawet
              adoptowane diecko. Dzieci z dlugoletnim bagazem zaniedbywania czy
              sieroctwa czesto nie potrafia kochac i się przywiazać, sa
              niezadowolone i autentycznie nieszczęsliwe, mimo wysilkow rodziców.
              O ile para doroslych osób może sobie z tym poradzic, to
              dla "rodzonego" dziecka adopcja starszego dziecka z choroba sieroca
              moze byc prawdziwą traumą. Trzeba bowiem brac pod uwage, ze dziecko
              bierze sie na zawsze, nawet jesli przez rok czy dwa będzie biło i
              terroryzowało inne dzieci w domu, niszczylo rzeczy, zmieniało życie
              rodziny w pieklo - jest to nieodwracalne. Dlatego tez rodziny ze
              starszymi dziećmi (rodzonymi czy adoptowanymi) sa często ostrzegane
              i pouczane, zeby nie liczyly na rychle stworzenie szczęśliwej
              rodziny, ze nawet jesli to nastapi moze ich, a przede wszystkim
              dziecko - czekać kilka bardzo nieszczęśliwych lat. Znajoma,
              specjalistka od adopcji, opowiadala, ze takie altruistyczne
              podejście konczy się zbyt czesto rozwiazaniem adopcji - dziecko nie
              spełniło oczekiwań, rodzina nie dała mu szczęscia.
              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                • verdana Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 04.01.09, 16:37
                  jesli myslisz o adopcji jako dobrym uczynku i uszczęśliwieniu
                  jakiegoś biednego dziecka, to znacznie lepiej, abys o niej
                  zapomniala. Naprawdę. I to nie jest smutne.
                  --
                  Mops i kot

                  img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                  • martyneczkap Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 04.01.09, 17:23
                    Wszystko rozumiem z wyjątkiem jednego: skoro dziecku nie jest lepiej z rodziną
                    adopcyjną to po co je brać z domu dziecka, nawet przez rodziny bezdzietne, które
                    według was lepiej nadają się do adopcji??? Przecież takie rodziny również nie
                    robią tego tylko dla siebie!
                    • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 04.01.09, 18:16
                      Na razie rozpatrujemy adopcję przez rodziny z dziećmi biologicznymi. I takie
                      rodziny mają do stracenia o wiele więcej, bo także dobro dzieci już będących w
                      rodzinie.

                      Przecież takie rodziny również nie
                      > robią tego tylko dla siebie!

                      Robią to głównie dlatego, że chcą mieć dziecko, ponieważ rodzicielstwo
                      biologiczne w ich przypadku jest mocno utrudnione bądź całkiem niemożliwe.
                      W przypadku par, które mają dzieci, taka motywacja nie wchodzi w grę, co zresztą
                      sama napisałaś.
                      --
                      Stirlitz szedł nocą przez las. Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
                      - Sowa - pomyślał Stirlitz.
                      - Sam jesteś sowa - pomyślał Bormann.
                      • verdana Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 04.01.09, 20:38
                        Jesli adopcja ma być udana, trzeba własnie robić to przede wszystkim
                        dla siebie! Chęć bycia szlachetnym akurat w tym wypadku jest bardzo
                        niedobra motywacja, bo gdy dobre chęci nie zostaja docenione nie
                        pozostaje zaden powós do kontynuowania adopcji.
                        Trzeba tez liczyc sie nie tylko z dobrem adoptowanego dziecka, ale
                        też wlasnych dzieci. Trzeba zdac sobie sprawe, ze to one moga
                        ponieść najwieksze koszty przyjecia do domu nowego dziecka, o
                        uksztaltowanym już charakterze, ktoremu bardzo czesto rodzice będa
                        musieli poswiecić bez porownania wiecej czasu niz temu starszemu. I
                        że jesli będzie to dziecko trudne, to ofiara moze paść wlasnie to
                        poprzednie.
                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                        • liliowy.motylek Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 12.01.09, 12:56
                          Zupełnie nie rozumie Kobiety czemu tak siadłyście na martyneczkap,
                          przeczytałam wszystkie wypowiedzi i doszłam do wiosku ze waszym
                          zdaniem prawo do adopcji maja tylko małżeństwa bezdzietne, tylko one
                          maja właściwe motywacje .. a przeciez to zupełna bzdura... sama znam
                          małzeństwo gdzie majac 2 swoich dzieci zaadoptowali jeszcze 2 +
                          jedno mają w rodzinie zastepczej ale tez lada chwila sie to zmieni
                          i to trzecie dziecko tez adoptuja... i czy waszym zdaniem cos z
                          nimi jest nie tak, bo majac własna kochajaca rodzine postanowili
                          otworzyc drzwi swoich serc dla kolejnej trójki dzieci?....
                          kompletnie was nie rozumie...sad
                          • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 12.01.09, 20:27
                            Czym innym jest adopcja, kiedy dziecko jest w rodzinie zastępczej, która ma już
                            dzieci (albo nie), zżyło się z tą rodziną, a czymś zupełnie innym adopcja z
                            marszu. Nie widzisz różnicy? Bo ja owszem, ogromną.
                            --
                            Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                            – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                            • martyneczkap Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 14.01.09, 09:43
                              Rozumiem że rodziny bezdzietne, w przeciwieństwie do tych z dziećmi, są świetnie
                              przygotowane do adopcji "z marszu"... To skąd biorą się sytuacje rozwiązania
                              adopcji właśnie przez rodziny bezdzietne. Już brak mi słów na takie argumenty.
                              Rozmawiałam ostatnio ze znajomym psychologiem, który wyjaśnił mi skąd one się
                              biorą... p.s. co do adopcji przez rodziny z dziećmi ma kompletnie inne zdanie.
                              • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 14.01.09, 10:01
                                Przestań się złościć, ochłoń, dokształć się, bo nadal niewiele wiesz i niewiele
                                rozumiesz. Rozmowa z psychologiem, w dodatku znajomym, wiosny nie czyni.
                                Odczekaj kilka lat, doucz się, pozastanawiaj.
                                --
                                Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez
                                wejście.
                                • martyneczkap Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 14.01.09, 10:20
                                  Oczywiście że odczekam parę lat bo taki był od początku mój plan. Na forum
                                  chciałam się dowiedzieć wstępnie !!!! czy wogóle mam jakies szanse, bo nie
                                  miałam pojęcia jak to prawnie wygląda w Polsce. Tym czasem dowidziałam sie ze
                                  nie nadaje sie do tego wogole bo zapewne taka adopcja zostanie rozwiązana.
                                  Chciała bym na koniec dodac ze naprawdę niewiele o mnie wiecie i takie dorady
                                  zostawmy psychologom , którzy sie na tym znają!!!! a przynajmniej widza
                                  człowieka. A ochłonąć owszem muszę ale nie od tematu adopcji (bo w tej kwestii
                                  się nie gorączkuję - a dopiero wstępnie interesuje tematem) ale od waszych
                                  bezpodstawnych odpowiedzi!!!!
                                  • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 14.01.09, 10:33
                                    Złościsz się jak małe dziecko. Dostałaś konkretne odpowiedzi, a że nie są zgodne
                                    z Twoimi oczekiwaniami, to już naprawdę nie mój problem.
                                    --
                                    Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                                    – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                                    • martyneczkap Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 14.01.09, 10:40
                                      Tak, dostałam konkretne odpowiedzi tyle ze nie na moje pytanie... Czasem trudno
                                      ocenić człowieka znajomego a co dopiero kiedy się go nie widziało na oczy!!!
                                      Gdybym nie mogła mieć dzieci to pewnie dowiedziałabym się ze jestem świetną
                                      kandydatką na matkę adoptowanego dziecka - czy to nie jest trochę głupie???? i
                                      proszę zakończmy już ten temat bo nie widzę już sensu ciągnąc tego dalej.
                                      • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 14.01.09, 10:58
                                        > Tak, dostałam konkretne odpowiedzi tyle ze nie na moje pytanie...

                                        Nie tylko na Twoje pytania. Wyszło na wierzch kilka spraw, o których nie miałaś
                                        pojęcia.

                                        > Gdybym nie mogła mieć dzieci to pewnie dowiedziałabym się ze jestem świetną
                                        > kandydatką na matkę adoptowanego dziecka - czy to nie jest trochę głupie????

                                        Kandydatką do procesu kwalifikacyjnego raczej. Zresztą Verdana napisała, myślę,
                                        że dość jasno, dlaczego nie jest to takie głupie.

                                        > proszę zakończmy już ten temat bo nie widzę już sensu ciągnąc tego dalej.

                                        Też tak uważam, jednakowoż mam nadzieję, że się nad tym wszystkim zastanowisz,
                                        zamiast się obrażać.
                                        --
                                        Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez
                                        wejście.
                                          • leli1 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 14.01.09, 12:59
                                            cała ta dyskusja miała na celu głównie pokazanie co moze zdarzyc sie, kiedy adoptuje rodzina dzietna. Jest wiele spraw, z których sobie zupełnie nie zdaje sprawy, chocby z faktu "przygotowania" dziecka/dzieci do przyjęcia nowego członka rodziny i z faktu, że z tym przyjęciem może się wiązać wiele naprawde ciężkich problemów, które zaważą na życiu całej rodziny. Pamiętam, jak byłam mała i pod wpływem wizyty w Domu dziecka suszyłam mamie głowe o zabraniu stamtąd sierotki i dziwiłam się, że jakoś mama się do tego nie pali, przeciez trzeba pomóc tym dzieciom.....no ale niestety albo stety mama miała bardzo trzeźwe spojrzenie na świat.
                                            Nie jest tak, że adopcja tylko dla bezdzietnych, bo są przykłady na to, że rodziny z dziećmi bio stanowią fantastyczny "materiał" na rodzicow ado (wszak maja juz doswiadczenie w dzieciowym temacie), ale te pozytywne przykłady głównie tyczą adoptowanych niemowlaków, z dziećmi starszymi bywa różnie, o czym można przeczytac na stronie www.nasz-bocian.pl, tam tez był wątek o adopcji kilkuletnich sióstr (w domu bodajże byl straszy chłopiec-bio) i niestety historia bez haapy-endu.
                                            Wg.mnie adopcja kiedy ma sie dzieci bio jest zdecydowanie trudniejsza i tą trudnosc nalezy sobie uświadomic zanim podejmie sie kroki. Nie ma sie co obrażać, bo nikt Cie tu nie oceniał, jedynie "ocenie" podległa Twoja motywacja, z czym niestety sie zgadzam. Adoptowanie na zasadzie pomocy sierotce to chyba najgorsza z mozliwych motywacji, dlatego tu bezdzietni mają "lepiej" smile
                                        • asiasg Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 30.04.09, 10:56
                                          czytam Twoje odpowiedzi i się zastanawiam skąd ty jesteś taka mądra
                                          na ten temat. Popieram martynkap, bardzo dobrze (moim oczywiście
                                          laickim zdaniem) świadczy o niej, że bierze pod uwagę adopcję
                                          dopiero za parę lat.
                                          Ja też o tym myślę z mężem, ale najpierw chcemy dowiedzieć się jak
                                          najwięcej zanim podejmiemy ostateczną decyzję.

                                          p.s mamy dwójkę swoich dzieci
                                  • samwieszkimjestem Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 04.02.09, 09:43
                                    Aha, coś mi się dobrego dla Ciebie przypomniało. Swojego czasu był na Interii, w
                                    dziale bodajże Kobieta, ciekawy wywiad z rodzicami adopcyjnymi. Jedna z rodzin
                                    miała chyba 4 adoptowanych dzieci, bo adoptowali jedno, a potem drugie, ale to
                                    drugie miało rodzeństwo i to rodzeństwo biologiczne oni tez adoptowali. Bardzo
                                    podnoszący na duchu, polecam. Musisz poszukać w archiwum portalu, bo to było ok.
                                    1,5r. temu, może 2lata. Wpisz "rodzice adopcyjni wywiad" czy coś podobnego w
                                    wewnętrznej wyszukiwarce działu. Powinno się znaleźć. Pozdrawiam.

                                    --
                                    Mądry człowiek wie, czego nie wie. Głupi nie wie nawet tego, co wie.
                          • samwieszkimjestem Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 04.02.09, 09:38
                            Widzisz, po prostu ludzie nie rozumieją, że takie adoptowane dziecko można
                            pokochać. Tu bierze przyczynę ich pesymizm i podejrzliwość. Nieudane adopcje
                            biorą się być może z tego, że adopcyjni rodzice są źle przygotowani, a może z
                            tego, że nie rozumieją, że takie dziecko trzeba pokochać, żeby ta adopcja się
                            udała. Nie każdy jest w stanie to zrobić.

                            Nie chodzi tu o oczekiwania wobec dziecka, bo czego można oczekiwać od malucha
                            skatowanego przez życie? Trzeba próbować przebić jego pancerz miłością
                            bezinteresowną, bez wymagań, że ma być szczęśliwe i uśmiechnięte od rana do
                            wieczora.

                            Może też stąd biorą się nieudane adopcje, że rodzice oczekują po dziecku nie
                            wiadomo czego, a rzecz musi polegać na dawaniu i cierpliwości, do skutku. A że
                            łatwo nie jest, to dadzą radę tylko Ci, którzy to dziecko pokochają. I wracamy
                            do punktu wyjścia.

                            --
                            Mądry człowiek wie, czego nie wie. Głupi nie wie nawet tego, co wie.
                • weronisia_5 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 11.02.09, 21:43
                  Nie przejmuj się tym, co niektórzy piszą. Ja mam 23 lata a mój mąż
                  31. Mamy 7 miesięcznego synka a również myślimy o adopcji. Zawsze o
                  tym marzyliśmy. Jak tylko się poznaliśmy a to było 5 lat temu. Już
                  wtedy o tym rozmawialiśmy i do dziś nie zmieniliśmy zdania, mimo, iż
                  mamy swojego kochanego synka. Jest w nas tyle miłości, że wystarczy
                  i dla naszego synka i dla dziecka, które tej miłości nie ma.
                  Niektórzy nie mogą zrozumieć ludzi, którzy mają biologiczne dziecko
                  i chcą adoptować. Co w tym trudnego do zrozumienia. To, że mam swoje
                  dziecko nie znaczy, że nie mogę dać miłości dziecku, które zostało
                  pokrzywdzone przez los. I wiem na 100%, że jeśli nam się poszczęści
                  i adoptujemy dziecko, to będziemy je kochać tak samo, jak swojego
                  synka. Niestety musimy jeszcze zaczekać, bo jesteśmy dopiero 1,5
                  roku po ślubie. Ale napewno nie ustaniemy. I Tobie życzę tego
                  samego. W pełni cię popieram. Życzę, aby ci się udało.
                  Pozdrawiam
                  • kawka74 Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 07:37
                    > Nie przejmuj się tym, co niektórzy piszą.

                    Bo nie piszą tego, co by się chciało przeczytać? Że wszystko się jakoś ułoży i
                    to cudownie, że chcecie adoptować?

                    I wiem na 100%, że jeśli nam się poszczęści
                    > i adoptujemy dziecko, to będziemy je kochać tak samo, jak swojego
                    > synka.

                    Nie będziecie, po pierwsze dlatego, że jeszcze dziecko do Was nie dotarło i nic
                    o nim nie wiecie, a po drugie dlatego, że nie da się dwóch różnych osób kochać
                    tak samo.
                    Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, jakie to ogromne ryzyko, a stawka jest
                    wysoka, o wiele wyższa, niż w przypadku adopcji przez bezdzietnych?
                    --
                    Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez
                    wejście.
                    • iamkinia Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 08:01
                      Nie kawko, musisz trochę się rozejrzeć dookoła-na świecie wbrew pozorom są
                      ludzie którzy myślą nie tylko o sobie i mają na tyle zapału żeby swoje marzenia
                      o pomocy innym wcielać w życie - nie mówię już tylko o adopcji-skąd biorą się
                      np. wolontariusze-czy to taką przyjemność sprawia im podcierać komuś tyłek i to
                      zupełnie za darmo???? Wątpię. A jednak są tacy ludzie który robią to latami.
                      Mają taką potrzebą i już. Są także osoby które mimo że maja własne dzieci,
                      pomagają innemu. Twoich oczekiwań może nie spełniać także biologiczne dziecko i
                      to że nie oddasz go z powrotem bo nie masz gdzie wcale nie świadczy że będzie mu
                      lepiej z Tobą. Oczywiście że adopcja to nie bułka z masłem o tym chyba każdy wie
                      a domy dziecka nie wydają dzieci osobie która przyjdzie prosto z ulicy, więc
                      świadomość chyba każdy ma, a jeśli nie ma jej do końca to dotyczy to też rodzin
                      bezdzietnych. Zastanawiam się kawko dlaczego nie rozumiesz bezinteresownej
                      pomocy innym, chyba sama jej nie doświadczyłaś...
                      • kawka74 Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 08:19
                        więc
                        > świadomość chyba każdy ma,

                        No właśnie tak sobie czytam i wątpię.

                        Zastanawiam się Kawko [wielka litera] dlaczego nie rozumiesz bezinteresownej
                        > pomocy innym, chyba sama jej nie doświadczyłaś...

                        O, żebyś się nie zdziwiła. Zresztą o chęci pomocy się nie gada, tylko się
                        pomaga, prawda?
                        Wracając do adopcji - jak się ma chęć adoptowania małego zdrowego dziecka do
                        pomocy? Nijak. Już pisałam ze trzy razy, mogę i czwarty - takie dzieci pomocy
                        NIE potrzebują, bo jeśli mają uregulowaną sytuację prawną, nie czekają na
                        adopcję nawet chwili. Pomoc byłaby wtedy, gdyby któraś z pań wyraziła chęć
                        zaadoptowania czwórki rodzeństwa, dziecka z przewlekłą chorobą,
                        niepełnosprawnego, dziesięciolatka - takich dzieci, które mają marne szanse na
                        adopcję. Rozumiesz? Ale żadna z nich tego nie zrobi, bo nie chce, bo nie może,
                        bo nie ma warunków. Rodzina zastępcza też nie wchodzi w grę, choć bardzo by się
                        przydała. To gdzie ta pomoc?
                        --
                        Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                        – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                        • weronisia_5 Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 10:29
                          Masz rację, rodzina zastępcza nie wchodzi w grę, bo rozmawiałam z
                          panią z ośrodka i powiedziała, żebyśmy się zastanowili, gdyż
                          zakładając rodzinę zastępczą musimy mieć świadomość, że znajdzie się
                          rodzina adopcyjna i w każdej chwili mogą nam dziecko zabrać. A
                          przecież ja bym nie wytrzymała tego. Nauczyć się do dziecko, a potem
                          ci je odbierają? Bez sensu. A czy ja lub martyneczka napisałyśmy, że
                          nie adoptujemy dziecka chorego, czy też starszego? Ja nie mam
                          określonego wieku dziecka, które chciałabym adoptować.
                      • leli1 Re: do iamkinia 12.02.09, 08:23
                        nie porównywałabym adopcji do wolontariatu. Tu pomagasz np kazdy czwartek i piatek miedzy 16 a 18, a potem idziesz do domu. W kazdej chwili mozesz zrezygnowac. Pomagasz, ale nie odpowiadasz za ta osobe ani za inne (dzieci bio).
                        Adopcja to, jesli chcesz tak porownac, taki wolontariat 24 godziny na dobe.
                        • kawka74 Re: do iamkinia 12.02.09, 08:29
                          > Adopcja to, jesli chcesz tak porownac, taki wolontariat 24 godziny na dobe.

                          W dodatku bardzo trudno jest z takiego wolontariatu zrezygnować, jeśli w ogóle
                          można.
                          --
                          Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                          – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                          • iamkinia Re: do iamkinia 12.02.09, 09:11
                            Ten wolontariat to nie było porównanie do adopcji jak co niektórzy zrozumieli
                            ale pokazanie że coś takiego jak bezinteresowna pomoc nie funkcjonuje tylko w
                            teorii. Rozumiem argumenty wielu osób które z tematem adopcji mają więcej do
                            czynienia ale Pani Kawka (Z DUŻEJ LITERY) mam wrażenie ze odpowiada na każdy
                            post zaprzeczając wszystko, nawet te najbardziej oczywiste argumenty, żeby tylko
                            pokazać kto wie najlepiej. Chyba nie o to chodzi.
                            • kawka74 Re: do iamkinia 12.02.09, 09:35
                              No to poproszę o te oczywiste argumenty, tak w skrócie, bo mogłam je w zapale
                              przeoczyć.
                              I nie ma czegoś takiego, jak 'z dużej litery', temu z całą pewnością zaprzeczę.
                              --
                              Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                              – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                      • leli1 Re: do iamkinia 12.02.09, 09:32
                        Chcacy lub nie porównałaś wolontariat do adopcji. Adopcja nie ma być postrzegana jako pomoc bezinteresowana drugiej osobie. Absolutnie nie należy jej w takiej kategorii postrzegac.
                        Adopcja służy stworzeniu rodziny i w tych kategoriach trzeba o niej myslec. W rodzinie powołując dziecko na swiat nie myslisz o tym, aby mu pomóc, po prostu chcesz miec to dziecko, otaczac je miłością, patrzec jak rosnie, wychowywac, byc częścią jego życia, służyc oparciem i otaczac miłoscią bezwarunkową.
                        Jesli ktoś ma wielką potrzebę pomocy bezinteresownej, to tak jak pisała Kawka (z duzej litery wink ) jest tyle innych sposobów, że naprawde można coś z tego wybrać i się temu oddać całkowicie.
                        Małe, zdrowe dzieci takiej pomocy nie potrzebują, bo jest tysiące rodzin (z dziecmi bio i bez nich), które na nie z utęsknieniem czekają, bo chcą je mieć a nie im pomagac.

                        • martyneczkap Re: do iamkinia 12.02.09, 09:38
                          Zgadzam się z Tobą, ale przecież nikt (mam nadzieję) nie decyduje się na adopcję
                          dziecka tylko dlatego żeby mu było lepiej - koniecznym warunkiem jest też to że
                          chce mieć kolejne dziecko - to chyba tak oczywiste że nie trzeba o tym pisać.
                          • kawka74 Re: do iamkinia 12.02.09, 09:42
                            koniecznym warunkiem jest też to że
                            > chce mieć kolejne dziecko - to chyba tak oczywiste że nie trzeba o tym pisać.

                            I stąd się właśnie wzięły moje początkowe wątpliwości - przecież możecie mieć
                            kolejne dziecko biologiczne. A, tak jak Leli i ja pisałyśmy, małe zdrowe dzieci
                            pomocy sensu stricte nie potrzebują.
                            Wiem, że wracamy do punktu wyjścia, ale przyznam, że mnie to nadal nurtuje.
                            --
                            Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                            – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                            • martyneczkap Re: do iamkinia 12.02.09, 10:17
                              Ano właśnie stąd że ja wyniosłam z domu takie przyzwyczajenie że nie żyje się
                              tylko dla siebie - w mojej rodzinie zawsze się pomaga i to nie tylko sobie ale
                              też ludziom z zewnątrz. Może nie będę na forum o tym opowiadać ale napewno jest
                              o czym mówić. Ja nie upieram się koniecznie przy tej adopcji ale ją rozważam.
                              Skoro nie będziemy mogli adoptować dziecko starszego (bo adoptować malutkie jest
                              w naszym przypadku bez sensu) to pewnie pomysł legnie, no chyba że będziemy mieć
                              na tyle odwagi żeby adoptować dziecko chore (ale aż boję się o tym pisać bo
                              pewnie znowu dowiem się że nie jestem odpowiednią osobą - wiem wiem to nie takie
                              proste). Ale pomysł z rodziną adopcyjną to zdecydowanie nie dla mnie i to akurat
                              wiem napewno. A więc moja odpowiedz brzmi:

                              a+b=c, gdzie

                              a - Chęć posiadania kolejnego dziecka
                              b - Chęć pomocy jakiemuś dziecku
                              c - pomysł adopcji dziecka starszego*

                              * - jeśli to będzie prawnie możliwe a po drodze się nie zniechęcimy.
                              (jeśli już mówimy o zboczeniu zawodowym smile)
                              • kawka74 Re: do iamkinia 12.02.09, 10:27
                                no chyba że będziemy mie
                                > ć
                                > na tyle odwagi żeby adoptować dziecko chore

                                To wymaga nie tylko odwagi, ale i odpowiednich warunków. Nie każdy może i chce
                                to zrobić, bo zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń, i nie ma w tym nic złego.

                                > c - pomysł adopcji dziecka starszego*
                                >
                                > * - jeśli to będzie prawnie możliwe a po drodze się nie zniechęcimy.

                                Może być problem, ponieważ, jak już pisała Verdana, z reguły adoptuje się
                                dziecko młodsze, niż już obecne w rodzinie, żeby nie zakłócać pewnego porządku.
                                Zresztą, jeśli wejdzie w życie kilka pomysłów rządowych, problem rozwiąże się
                                sam, bo adopcji nie będzie prawie wcale.
                                --
                                Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                                – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                                • dosia1974 Re: do Kawka 13.02.09, 13:01
                                  Cyt: > Zresztą, jeśli wejdzie w życie kilka pomysłów rządowych,
                                  problem rozwiąże się > sam, bo adopcji nie będzie prawie wcale. "

                                  Jakie projekty rządowe? Ja o niczym nie słyszałam... Napisz proszę
                                  co ten wspaniały rząd kombinuje!...
                                  Pozdrawiam!
                            • evee1 Re: do iamkinia 12.02.09, 10:18
                              > I stąd się właśnie wzięły moje początkowe wątpliwości - przecież możecie mieć
                              > kolejne dziecko biologiczne. A, tak jak Leli i ja pisałyśmy, małe zdrowe dzieci
                              > pomocy sensu stricte nie potrzebują.
                              > Wiem, że wracamy do punktu wyjścia, ale przyznam, że mnie to nadal nurtuje.
                              Mnie prawde mowiac tez, ale raczej z drugiej strony smile. Sama nie wiem dlaczego
                              chce miec wiecej dzieci, ale wolalabym adoptowac. Moze dlatego, ze nie doceniam
                              tego, ze moglam sama bez problemu urodzic wlasne dzieci. Jak zaczynalismy
                              tworzyc nasza rodzine, to stwierdzilismy, ze lepiej sprobowac miec dzieci, bo a
                              nuz beda problemy, ale w ciaze zaszlam przy pierwszym podejsciu (druga to w
                              ogole nas zaskoczyla). Nie wiem co to czekanie na ciaze i marzenie o dziecku. Na
                              dodatek wcale nie tesknie za pierwszymi latami zycia dziecka, nie rozplywam sie
                              na widok (i nigdy nie bylam fanem) niemowlakow i malenkich dzieci. Powiem nawet,
                              ze gdybym mogla urodzic dwulatka, to moze bym sie na taka "ciaze" zdecydowala.

                              Ja rozumiem, ze podejmujac decyzje o adopcji trzeba miec na wzgledzie takze
                              dobro dzieci biologicznych, ale ta sama zasada tyczy sie przeciez rodzin, ktore
                              maja juz adoptowane dzieci. A takich jest pelno przeciez. Im nikt nie mowi - nie
                              adoptuj, bo ci nowy adoptus rozwali rodzine. A moznaby argumentowac, ze akurat
                              te rodziny powinny byc jeszcze bardziej ostrozne, bo dzieci adoptowane wczesniej
                              mialy wlasne problemy, a do tego chce sie dolozyc jeszcze problemy z kolejnymi
                              adoptowanymi dziecmi.
                              --
                              W mózgu kobiety jest taka maleńka komórka, w której mieszczą sie setki par butów.
                          • leli1 Re: do iamkinia 12.02.09, 09:59
                            martyneczkap, mogłabys sie zdziwić, ale są osoby podchodzace do adopcji z taką motywacją. Nie wiem, czy faktycznie tak mysla, czy tylko mówia bo tak ładnie wygląda i myslą, że czyni ich to kims wyjątkowym, ze oto ja, moge miec własne dziecko, ale jestem taka wspaniałą altruistką, że wezmę sierotkę z DD i jej pomogę.
                            Najczęściej są weryfikowani negatywnie po rozmowie z psychologiem.
                            To naprawde nie jest dobry powód do adopcji.
                        • kawka74 Re: do iamkinia 12.02.09, 09:39
                          wą.
                          > Jesli ktoś ma wielką potrzebę pomocy bezinteresownej, to tak jak pisała Kawka (
                          > z duzej litery wink )

                          Jestem uczulona na formy grzecznościowe ;p Zboczenie zawodowe.
                          --
                          Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez
                          wejście.
                        • evee1 Re: do iamkinia 12.02.09, 09:54
                          > Adopcja służy stworzeniu rodziny i w tych kategoriach trzeba o niej myslec. W r
                          > odzinie powołując dziecko na swiat nie myslisz o tym, aby mu pomóc, po prostu c
                          > hcesz miec to dziecko, otaczac je miłością, patrzec jak rosnie, wychowywac, byc
                          > częścią jego życia, służyc oparciem i otaczac miłoscią bezwarunkową.
                          No dobrze, ale dlaczego tego samego nie moze chciec rodzina majaca juz wlasne
                          biologiczne dzieci? Dlaczego jak mozna musi to byc dziecko biologiczne, a
                          adoptowane dopiero wtedy jak sie wlasnych dzieci miec nie moze.
                          --
                          W mózgu kobiety jest taka maleńka komórka, w której mieszczą sie setki par butów.
                      • weronisia_5 Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 10:24
                        kawko dlaeczego ty próbujesz zniechęcać ludzi do adopcji, bo tak
                        rozumiem, to co piszesz. Dlaczego trudno uwierzyć ci w to, że
                        istnieją ludzie, którzy naprawdę marzą, aby dać dziecku miłość,
                        której nie doświadczyło wcześniej? Nie znasz mnie dlaczego więc
                        twierdzisz, że nie pokocham dziecka adoptowanego tak samo jak
                        swojego? Są na świecie ludzie, którzy pragną pomagać niechcianym
                        dzieciom. I ja oraz martyneczka łaśnie do tych ludzi należymy.
                        • kawka74 Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 10:34
                          bo tak
                          > rozumiem, to co piszesz.

                          Źle rozumiesz. Zniechęcam do hurraoptymizmu, do 'dzielenia się miłością' jako
                          szlachetnej ale dość mglistej motywacji, do spełniania swoich marzeń kosztem
                          dziecka wystarczająco już skrzywdzonego.

                          Nie znasz mnie dlaczego więc
                          > twierdzisz, że nie pokocham dziecka adoptowanego tak samo jak
                          > swojego?

                          Bo już wystarczająco dużo widziałam i słyszałam, żeby nie wierzyć w takie
                          zapewnienia. Bo już nie raz i nie dwa czytałam przerażające, rozpaczliwe posty
                          'nie potrafię kochać adoptowanego dziecka'. Bo nikt nie jest w stanie
                          przewidzieć własnych emocji w niektórych sytuacjach.

                          Są na świecie ludzie, którzy pragną pomagać niechcianym
                          > dzieciom.

                          Już pisałam o tym, jakie są możliwości. Jesteś gotowa na duże dziecko? Na
                          dziecko upośledzone? Niepełnosprawne? Na trójkę dzieci? Na dziecko z FASem? Na
                          dziecko z RADem? To one potrzebują pomocy, nie zdrowe maluchy wolne prawnie.
                          --
                          Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez
                          wejście.
                            • kawka74 Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 10:48
                              A te
                              > które są zdrowe mają być w domu dziecka do 18-go roku życia? Gdzie
                              > tu sens?

                              Weronisiu
                              dziecko, aby być adoptowane, musi mieć czystą sytuację prawną, tzn. jego rodzice
                              zostają pozbawieni praw rodzicielskich lub się ich zrzekają. Takie dzieci, jeśli
                              są małe i względnie zdrowe, NIE CZEKAJĄ na adopcję, nie tkwią w domach dziecka i
                              nie potrzebują niczyjej pomocy. Czekają dzieci z czystą sytuacją, ale właśnie
                              chore, niepełnosprawne, starsze (starsze czyli w wieku szkolnym), upośledzone, z
                              dwójką czy trójką rodzeństwa. Poza nimi domy dziecka są pełne dzieci, którymi
                              rodzice nie chcą lub nie mogą się opiekować, ale jednocześnie wciąż posiadają
                              prawa rodzicielskie.
                              --
                              Stirlitz szedł nocą przez las. Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
                              - Sowa - pomyślał Stirlitz.
                              - Sam jesteś sowa - pomyślał Bormann.
                            • kawka74 Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 10:50
                              > Również Ty sama więc zrezygnuj z adopcji!!!

                              A to czemu? Ja nie zakładam, że na sto procent wiem wszystko i wiem jak będzie,
                              że nie wspomnę o tym, że nie mam dzieci biologicznych i opisywana sytuacja mnie
                              nie dotyczy.
                              --
                              Stirlitz szedł nocą przez las. Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
                              - Sowa - pomyślał Stirlitz.
                              - Sam jesteś sowa - pomyślał Bormann.
                              • iamkinia Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 11:01
                                Sama napisałaś że emocji nie da się przewidzieć - skąd wiesz jakie będą Twoje
                                emocje, czy pokochasz to dziecko, co będzie jeśli po paru latach okaże się że
                                jest jednak upośledzone, ma koszmarne problemy z nauką itp. Co w takiej
                                sytuacji? Ja bym za siebie nie miała odwagi gwarantować. Przecież bardzo często
                                (choć nie zawsze) praw zrzekają się matki alkoholiczki czy jeszcze gorzej, a to
                                przecież również rzutuje na dziecko. Oczywiście że wiele zależy od wychowania
                                ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. JAk jesteś pewna siebie w 100% to
                                chyba nie wiesz co mówisz.
                    • leli1 Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 08:19
                      mam wrazenie, ze kompletnie do co poniektórych nie dotarło, o czym się tu pisze.
                      Nikt tu nie neguje adopcji (jak sie ma dzieci bio) jako takiej. Cała ta dyskusja miała na celu "sprowadzenie na ziemie". Pokazanie, że adopcja to wcale nie musi byc sielanka, ze moze zdarzyc sie, że kompletnie nie wypali. Ze oprocz przygotowania siebie, trzeba przygotowac takze wlasne dziecko, że ono niekoniecznie musi akceptowac tą sytuacje i jesli tak jest, lepiej z adopcji zrezygnowac. Ze dzieci, zwłaszcza starsze mogą mieć przerózne problemy psychologiczne, nawet do tego stopnia, że utrudniają funkcjonowanie calej rodziny. I mnostwo mnostwo innych rzeczy, o których mam wrazenie, czytajac niektóre pełne entuzjazmu maile, ze niekoniecznie ludzie biorą pod uwagę.
                      Sama zostałam uświadomiona dopiero w trakcie procedury ado. Do tej pory także myslalam, że fantastycznie byłoby wziąc z DD dziecko skrzywdzone przez los, moze byc starsze. Ale po rozmowie z panią psycholog, która naświetliła mi z czym moge się zetknąć, czy jestem na to gotowa, czy zaakceptuje wszystko bezwarunkowo......no niestety nie okazałam się taka altruistką sad i z pomysłu zrezygnowałam.
                      Naprawde nie wystarczy powiedziec, że w naszym domu jest pełno miłosci i starczy jeszcze dla kogos. Teraz jest wszystko pieknie, problemy jesli sa to pewnie standardowe, jakie ma kazdy, a w sytuacji stresowej sama miłosc moze nie wystarczyc.
                      Rozważcie czy nie ma w tym troche racji zamiast pisac- co oni tam wiedzą, to oni są dziwni.
                      Nie wiem, dlaczego tak osobiscie to wszystko potraktowaliscie. Tak, jakby było imiennie powiedziane, ze np. martyneczka nie da sobie rady. Wszystko to pisane bylo ogolnie i wlasnie na zasadzie wylania kubła zimnej wody.
                      Nikt z was-oponentow nie napisał.......faktycznie macie racje w tej czy innej kwestii, nie zastanawiałam sie nad tym, nie pomyslalam ze tak sie moze zdarzyc, a na pewno dowiedzieliscie sie tutaj rzeczy, o ktorych nie mieliscie pojecia rozważając decyzję.
                      Nie jestesmy dziwni, po prostu jestesmy w tym dalej, a wiec z pewnoscia mamy wiecej doswiadczenia w temacie, którym to wlasnie sie z Wami dzielimy smile
                      • verdana Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 10:01
                        Problem w tym, ze ci, ktorzy tu pisza o "altruistycznej chęci
                        pomocy", albo nie wiedza o czym piszą, albo chcą sami sobie i
                        znajomym pokazać, jacy sa wspaniali - nie chodzi im o dobro dziecka,
                        tylko o stworzenie wlasnego, wymarzonego wizerunku osoby szlachetnej.
                        Male, zdrowe dzieci, z uregulowana sytuacją z DD nie potrzebują
                        zadnego altruizmu - zostaną adoptowane przez egoistycznych
                        bezdzietnych rodzicow, ktorzy wezma je do domu, aby sami być
                        szczęśliwi, a nie tylko dla dobra dziecka. Ubieganie się przez
                        rodziców z dziećmi o takie dziecko to unieszczęśliwienie jakiejść
                        bezdzietnej pary.
                        Napradwąe potrzebuja pomocy dzieci starsze i chore, dzieci z
                        problemami psychicznymi, z FAS, liczne rodzeństwa. Wziecie do domu
                        takiego dziecka, ze swiadomoscia, ze przez wiele lat czeka nas
                        ciężka praca, czasem piekło w domu, agresja, bez możliwosci
                        wycofania się - to rzeczywiscie jest altruizm i bardzo go cenię.
                        Znam pare takich osób, ktore dobrze radzą sobie z taka sytuacją i sa
                        szczęśliwe.
                        Ale - i tu jest wielkie ale - czy rodzice, mając w domu dziecko
                        (niezaleznie rodzone, czy wczesniej adoptowane) i obowiazki wobec
                        niego mają prawo powiedzieć "dla dobra innego dziecka zaryzykujemy
                        dobro tego,za ktoe już jesteśmy odpowiedzialni"? Wg. mnie - raczej
                        nie. Można podjąć decyzje, ze przez wiele lat bedzie ciężko, nie
                        powinno sie takiej decyzji podejmować w imieniu dziecka.
                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                          • verdana Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 13:09
                            Moi znajomi nie mieli wlasnych dzieci - sami radzą sobie z agresją i
                            trudnymi zachowaniami adoptowanych dzieci "po przejsciach". nie
                            mieli dziecka, ktore razem z nimi musiałoby znosić wyzwiska czy
                            bicie, ani też nie mają dzieci, dla ktorych nie starczyłoby czasu,
                            bo "nowe" dziecko wymaga rehabilitacji i uwagi matki 24 godziny na
                            dobę.
                            Więc Wy, decydując za poprzednie dziecko, ze nie zaszkodzi mu
                            mozliwa agresja czy brak czasu dla niego - na 100% nie jestescie
                            tacy, jak moi znajomi.
                            --
                            Mops i kot

                            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                            • mamaalex Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 13:28
                              bez przesady ,nie kazde dziecko adoptowany wrozy czarny scenariusz ,dlaczego
                              wiekszosc z Was zaklada zaraz ze "to" dziecko z problemami?rownie dobrze kobiety
                              nie powinny decydowac sie na drugie biologiczne dziecko ,no a nóż urodzi sie
                              chore np. z ADHD ,albo urodzi sie zdrowe lecz od poczatku bedzie stwarzało
                              problemy ,dlaczego taka matka ktora pragnie drugiego dziecka nie jest linczowana
                              ?przeciez mysli tylko o sobie ,a nie pomysli o tym dziecku ktore jest juz na
                              swiecie .Przeciez ono moze sobie nie zyczy rodzenstwa ,moze ono chce miec mame
                              tylko dla siebie...Badzmy ludzmi i nie robmy z igly widly .I tak naprawde jesli
                              martyneczka bedzie juz wiedziala na 100% tego ,ze chce adoptowac to uwierzcie
                              ale zrobi to na przekór wszystkim ,i na nic tu te wasze wypociny i pouczenia
                              oraz udawadnianie ,ze to nie takie proste.Kazdy ,nawet ten nie majacy stycznosci
                              z adopcja wie ,ze adopcja to kawal ciezkiej pracy.
                              • leli1 Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 13:39
                                mam nadzieje, że jednak ktos chcacy skorzystac z informacji tu zawartych, nie będzie tego traktował jako wypociny.

                                O dzieciach bezproblemowych nie ma co pisac, bo wtedy wszystko jest cacy. Z tym, że niekoniecznie takie nam sie trafi. A co do kolejnego dziecka w rodzinie......kiedy dziecko rodzi sie w rodzinie bio, najczęściej nie ma za sobą traumatycznych przezyc w rodzaju bicia/znęcania się/samotnosci/odrzucenia.....problemy z tym związane moga przerosnąć najwiekszych twardzieli.....tak wiem, zaraz ktos moze napisac, że czemu zaraz rozpatrujemy takie scenariusze.....ano temu, że MOGĄ się zdarzyc i to takze trzeba brac pod uwagę i przed takimi problemami należałoby chronic dzieci bio.
                                • mamaalex Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 13:51
                                  jasne ,ze moga ale nie musza i powiem Ci ,ze znam bardzo wiele rodzin
                                  adopcujnych ( ok. 30 par)i tak naprawde tylko jedna para ma problemy z dzieckiem
                                  (dziecko ma stwierdzone ADHD) ,za to znam ogrom rodzin biologicznych ,gdzie
                                  dziecki daje w kosc swoim rodzicom ...Wiec jak widzisz nie ma na to reguł .Przez
                                  takie wasze gdybanie rodzi sie tylko mit ,ze dzieci z dd to te gorsze
                                  ,agresywne,problemowe,nieuczace sie i bijace.Pozniej dziwimy sie ,ze nasze
                                  dzieci zostaja wytykane palcami na placu zabaw bo to te dzieci na krore mowi sie
                                  ,ze sa beeeeeesad
                                  • leli1 Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 14:07
                                    nie, nie przez nasze gdybanie rodzi sie mit. Przypisujesz temu forum chyba zbyt wielką moc smile
                                    Piszac o problemach nie mam na mysli dzieci nie uczących sie, bijacych itp..., tylko (co zreszta napisałam), dzieci z zaburzeniami typu choroba sieroca, FAS czy RAD, z tym w normalnych rodzinach bio sie raczej nikt nie zetknie.
                                    • mamaalex Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 14:12
                                      tak ,ale przeciez, jak sie chce dziecko zdrowe to nikt nam nie wcisnie dziecka z
                                      FAS albo RAD prawda?A martyneczka sama napisala ,ze interesuje ja dziecko juz
                                      troszke starsze wiec u takich dzieci sa juz wykryte tego typu choroby wiec nikt
                                      jej takiego nie bedzie proponowal.
              • titta Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 17.01.09, 20:11
                Wszystko zalezy i rogl nie ma, choc tzeba zawsze wiedziec jak
                najwiecej czego sie spodziewac. Przyklad z najblizszego otoczenia,
                bo kolega z ktorym dziele bioro (wiec tez przechodzilam troche przez
                proces). Majac 6 letniego synka, adoptowali mala dziewczynke z Chin.
                Przygotowania trwaly rok: syn wiedzial, ze gdzies tam w Chinach
                wlasnie sie narodzila lub niedlugo sie narodzi jego siostra. Rodzian
                jest niesamowicie ciepla, a chlopak madry. Rozumial i cieszyl sie.
                Razem pojechali po dziecko. Pierwsze spotkanie bylo szokiem, bo
                zamiast usmiechnietej (siedzacej) istotki ze zdjec, zastali
                drobniutkie, lezace dziecko, bez zadnego kontaktu. Tak bylo przez
                dwa tygodnie. Potem przez rok (za rada psychologow) mala byla
                wylacznie z mama,noszona, przytulana, spala z nia, nikt inny ja nie
                dotykal, choc oczywiscie nie izolowali ja od ludzi. Kolega stopniowo
                zwiekszal swoj kontakt z mala, w miedzyczasie maksimum czasu
                poswiecajac synowi. Dzs mala jest gadatliwa i towarzyska, "mala
                ksiezniczka", nie jest ropieszczona i nie jest rozpieszczana. Jest
                traktowana na tych samych prawach co syn.
                Z tym, ze motywem adopcji byla chec posiadania drugiego dziecka,
                przy obawie zajscia w ciaze. (Zanim urodzil sie syn, znajoma
                poronila kilkanascie razy).
          • samwieszkimjestem Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 04.02.09, 09:26
            Martyneczko, nie przejmuj się tymi podejrzeniami. Po prostu niektórzy nie
            dorośli do tego, żeby pomagać innym. Dlatego nie rozumieją, kiedy ktoś chce
            pomoc dziecku i węszą jakiś spisek.

            Ja dzieci jeszcze nie mam, ale po urodzeniu pierwszego chcę odczekać 5-7lat i
            adoptować młodsze. Po prostu dlatego, że uważam, że powinnam, jeśli będę mogła.
            Silniejsi społecznie powinni pomagać słabszym, a czy dziecko z domu dziecka nie
            jest słabsze? To prawdziwe wyzwanie, ale uważam, że warto próbować. Tak jak
            piszesz, to takie naprawianie świata w małym, rodzinnym wymiarze. Kto może, ten
            powinien. Każdy tak, jak umie. Niektórzy właśnie przez adopcję. Cieszę się, że
            Ty myślisz podobnie.

            P.S. To oni są dziwakami wink


            --
            Mądry człowiek wie, czego nie wie. Głupi nie wie nawet tego, co wie.
            • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 04.02.09, 10:25
              "Mądry człowiek wie, czego nie wie. Głupi nie wie nawet tego, co wie."

              Podoba mi się Twoja sygnaturka - weź ją sobie do serca.
              --
              Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez
              wejście.
                • leli1 Re: do samwieszkimjestem 05.02.09, 11:51
                  w zasadzie kawka74 powiedziala juz wszystko w temacie wink

                  Nie wiem czy trzeba dodawac ze to forum adopcja, wypowiadaja sie tu najczesciej ludzie zaangazowani w temacie, Ty wpadasz niz z gruchy ni z pietruchy i myslisz ze masz gotowe rozwiazania, ze wystarczy tylko chcec, ze to takie altruistyczne i w ogole ...... no gratuluje beztroski.
                  Nie osmielilabym sie nikomu doradzac np na forum Poronienia, bo guzik o tym wiem.....tyle co przeczytam, a to nie czyni mnie ekspertem.
                  • samwieszkimjestem Re: do samwieszkimjestem 10.02.09, 09:50
                    A co, pytałaś mnie, czy znam kogoś mającego dziecko z adopcji? Bo znam dwie
                    takie rodziny. Ale to Cię oczywiście nie interesuje, bo moje poglądy nie pasują
                    do twoich teorii. A przecież jedynie Twoje teorie są słuszne i zacne, czyż nie?

                    --
                    Mądry człowiek wie, czego nie wie. Głupi nie wie nawet tego, co wie.
                    • leli1 Re: do samwieszkimjestem 10.02.09, 12:25
                      no nie, nie są ani zacne ani jedynie słuszne, ani tylko teorie, wszak z adopcją mam do czynienia na gruncie praktycznym a nie wyłącznie teoretycznym (Jakie ma znaczenie to, że znasz rodziny ado, ja znam kobiety, które poroniły, ale dalej nie czyni mnie to ekspertem w tej dziedzinie.)
                      Teoria sobie a zycie sobie, sama widzę jak moje poglady się zmieniły z czasów sprzed adopcji.....głownie wlasnie dlatego, że z wielu rzeczy nie zdawałam sobie wówczas sprawy.


                        • kawka74 Re: do samwieszkimjestem 11.02.09, 18:15
                          Serio mam napisać? wink Proszsz... proponowałabym kurs w ośrodku adopcyjnym i
                          spotkania z psychologami i pedagogami, spotkania z rodzinami adopcyjnymi,
                          wymianę doświadczeń z innymi czekającymi i z już doczekanymi, najlepiej stałą i
                          długotrwałą, i nie z jedną ani nawet dwiema rodzinami.
                          Mnie od tej wiedzy, którą zmagazynowałam i magazynuję, brzuch bolał - ze
                          strachu. Kubeł lodowatej, już nawet nie zimnej, wody zdecydowanie mnie
                          otrzeźwił, i taki kubeł czeka każdego, kto decyduje się na adopcję, im prędzej,
                          tym lepiej.
                          Piszecie obie, że chcecie pomóc. Dziecko małe, względnie zdrowe, jak pisałam,
                          tej pomocy nie potrzebuje o tyle, że na adopcję czekać nie musi, znalezienie
                          takiemu dziecku rodziców to jak pstryknięcie palcami (o ile oczywiście ma ono
                          uregulowaną sytuację prawną). Pomocy potrzebują dzieci przewlekle, poważnie
                          chore, starsze, liczne rodzeństwa. Dlatego proponowałam Martyneczce
                          zastanowienie się nie nad adopcją, ale nad rodziną zastępczą. U nas praktykowane
                          są dość często rodziny zastępcze długofalowe, czasem z możliwością adopcji -
                          nikt przytomny nie będzie wyrywał dziecka, które w końcu zyskało jasną sytuację
                          prawną, z domu, gdzie mu dobrze, gdzie jest już 'swój', a rodzice zastępczy
                          wyrażają chęć zostania rodzicami adopcyjnymi.
                          Adopcja to ryzyko, a adopcja w rodzinie, gdzie jest już dziecko biologiczne,
                          jest ryzykiem przynajmniej pięciokrotnym. Chęć pomocy, skądinąd szlachetna, może
                          się skończyć dla rodziny bardzo źle. Nie twierdzę, że takie adopcje się nie
                          udają, ale prawdopodobieństwo niepowodzenia niestety wzrasta. Sam entuzjazm i
                          dobre serce - bez ironii tym razem, naprawdę - nie wystarczy, trzeba być do tego
                          przygotowanym najlepiej jak się da, brać pod uwagę najczarniejszy scenariusz.
                          --
                          Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                          – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                          • martyneczkap Re: do samwieszkimjestem 11.02.09, 19:14
                            Rodzina zastępcza to nie jest dobre rozwiązanie - moja siostra ze szwagrem
                            stanowili rodzinę zastępczą dla 7 letniego chłopczyka - po roku, kiedy Łukaszek
                            oswoił się, nauczył przytulać itp. (na początku nie odpowiadał nawet na
                            najprostsze pytania, siedział sam itp.)ośrodek doszedł do wniosku że sytuacja w
                            jego biologicznej rodzinie poprawiła się - prawda była niestety jednak inna -
                            pijaństwo i przemoc było dalej. Wiem co wtedy przeszedł Łukasz, jak płakał
                            kiedy go odwozili, kiedy żegnał się z kolegami w swojej nowej szkole, nie mówiąc
                            już o siostrze, która traktowała go już jako kolejnego syna i nagle musiała go
                            oddać. Najgorsze było to że wiedziała że wraca do swojego piekła. Nie mam
                            sumienia na takie sceny.
                    • kawka74 Re: do samwieszkimjestem 10.02.09, 19:39
                      Bo znam dwie
                      > takie rodziny.

                      Obawiam się, że to mniej więcej tak, jakbyś usiłowała sobie wyrobić poglądy na
                      temat smaku sushi widząc, jak wcina je para przy sąsiednim stoliku.
                      --
                      Stirlitz szedł nocą przez las. Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
                      - Sowa - pomyślał Stirlitz.
                      - Sam jesteś sowa - pomyślał Bormann.
                      • martyneczkap Re: do samwieszkimjestem 11.02.09, 09:34
                        kawka74 napisała:

                        > Bo znam dwie
                        > > takie rodziny.
                        >
                        > Obawiam się, że to mniej więcej tak, jakbyś usiłowała sobie wyrobić poglądy na
                        > temat smaku sushi widząc, jak wcina je para przy sąsiednim stoliku.


                        Obieczałam sobie ze juz sie tutaj nie bede odzywać ale jak widze tego typu
                        wypowiedz to az mi sie gotuje smile Według tego co mówisz to nikt by sie nie
                        nadawał do adopcji bo kto rodzi się z jako rodzic adopcyjny - każdy przechodzi
                        ten pierwszy raz - niestety eksperymentalny - bo cóz tak naprawde wie o adopcji
                        - tyle co dowiedział sie od innych i tyle!!!!! Z kontekstu wynka ze Ty również
                        czekaż dopiero na dzieci - wiec czy potrafisz zagwarantować ze sie do tego
                        nadajesz a dzieci spełnią Twoje oczekiwania - NIE!!!!! Jesteś wyłącznie ekspert
                        teoretyk !!!
                        • kawka74 Re: do samwieszkimjestem 11.02.09, 09:42
                          > Obieczałam sobie ze juz sie tutaj nie bede odzywać

                          I szkoda, że nie dotrzymałaś obietnicy, naprawdę szkoda.
                          --
                          Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                          – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                          • martyneczkap Re: do samwieszkimjestem 11.02.09, 09:49
                            kawka74 napisała:

                            > > Obieczałam sobie ze juz sie tutaj nie bede odzywać
                            >
                            > I szkoda, że nie dotrzymałaś obietnicy, naprawdę szkoda.


                            Szkoda również że Ty robisz z siebie eksperta, choć jasno widać że jesteś
                            wyłącznie "książkowa" a sama widzisz że jak przychodzi co do czego to ucinasz
                            albo odpowiadasz na to co wygodne.
                            • kawka74 Re: do samwieszkimjestem 11.02.09, 10:15
                              Martyneczko, nie tup nóżką.
                              Ty i Twoja koleżanka-entuzjastka musicie się jeszcze wiele nauczyć. Mnie już
                              wylano kubeł zimnej wody na głowę, Wy obie tego na klatę przyjąć nie potraficie,
                              bo 'wiecie lepiej', bo znacie całe dwie rodziny adopcyjne (w sumie obie znacie
                              chyba cztery, zawsze to więcej). Możecie się, oczywiście, wspierać, podniecać
                              pomysłem i znacząco trącać łokciem, ale nadal będziecie tupiącymi nóżką
                              neofitkami, które o adopcji wiedzą tyle, co z programu 'Kochaj mnie'.
                              Idąc tropem sushi, nadal pozostajecie klientkami restauracji, które widzą na
                              cudzym talerzu coś ciekawego, ale ani wiedzą, jak smakuje, jak się je i jak się
                              to robi. Ja przynajmniej umiem to przyrządzić i taka jest różnica.
                              --
                              Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                              – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                              • mamaalex Re: do samwieszkimjestem 11.02.09, 10:37
                                Kawka zawsze masz tu duzo do powiedzenia ,czasem piszesz madrze a czasem
                                zwyczajnie w swiecie dowalasz komus udajac madrzejsza.Tak naprawde to Ty rowniez
                                nie powonnas wypowiadac sie w tym temacie bo tak jak martyneczka nie
                                posmakowalas jeszcze tego przyslowiowego sushi i nadal jestes kijentka tej samej
                                restauracji co dziewczyny ,moze z mala roznica Ty juz stoisz w kolejce a
                                dziewczyny jeszcze sie zastanawiaja tak jak kiedys Ty.Z tego co pamietasz bardzo
                                dlugo sie nad tym zastanawialas i nie bylas gotowa ,wiec pozwol teraz
                                martyneczce sie zastanowic bo ma do tego prawo!
                                • kawka74 Re: do samwieszkimjestem 11.02.09, 11:38
                                  he
                                  a nawet hehehe
                                  Zabawne jest to o tyle, że właśnie usiłuję, i chyba nie tylko ja, skłonić
                                  Martyneczkę i tę drugą panią do tego, żeby się zastanowiły. A tu zonk, jedna i
                                  druga obrażona za krytykę, a trzecia - wybacz - wcina się między wódkę a
                                  zakąskę, i to zupełnie od czapy.
                                  Jeśli któraś z Was ma ochotę mi podokuczać, zapraszam na priva, bo szkoda
                                  zaśmiecać wątek, z którego jeszcze ktoś może coś wyciągnąć konkretnego - jest w
                                  nim sporo wartościowych informacji i przemyśleń.
                                  Jeśli Leli skasuje tę pyskówkę, to nawet i lepiej.
                                  Także z mojej strony EOT.
                                  --
                                  Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                                  – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                                  • martyneczkap Re: do samwieszkimjestem 11.02.09, 12:06
                                    Naprawde nie należe do osób w gorącej wodzie kąpanych-nakazie temat adopcji to
                                    dla mnie czysta teoria i realnie rzecz biorąc to naprawdę nie wiem (może nawet
                                    bardziej wątpię) czy odważymy się z mężem przejść do tego tematu w sposób
                                    bardziej praktyczny. Ale wkurza mnie jeśli osoba która w praktyce tyle samo na
                                    ten temat wie prawi mi morały że się do tego nie nadaję. Chcesz mi powiedzieć że
                                    to "sushi" jest wstrętne i napewno mi nie będzie smakowało.A skąd wiesz jak sama
                                    nie jadłaś??? tylko ktoś Ci powiedział jaki ma smak. Może Tobie też nie będzie
                                    smakowało, może nawet bardziej niż mi.A jeśli chodzi o moją "koleżankę" to
                                    wybacz ale ja od samego początku mam takie samo zdanie na ten temat i nikt nie
                                    musi mnie w niczym wspierać.
      • iamkinia Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 16.01.09, 19:46
        Przeczytałam cały temat i prawdę mówiąc nie bardzo was rozumiem. Co jest złego w
        tym że dziewczyna myśli (bo jak sama napisała nie jest jeszcze zdecydowana) o
        adopcji? Mam dziwne wrażenia że macie jej troszeczkę za złe (może podświadomie)
        że ona ma dzieci a wy nie (przepraszam za szczerość ale tak właśnie mi się
        wydaje a ja niestety też mam problem z zajściem w ciążę). Przecież ona nie jest
        zainteresowana malutkim dzieckiem (gdzieś tak napisała) o które "zabijają" sie
        "bezdzietni". Moi znajomi mają trójkę własnych dzieci i czwarte adoptowane z
        pobudek wyłącznie altruistycznych!!! Są bardzo szczęśliwi choć młody zwłaszcza
        na początku nieźle dawał czadu. Dodam jeszcze że wcale go wcześniej nie znali
        więc "szli w ciemno". Może czasem warto pomyśleć o innych - może nie każda
        adopcja motywowana dobrem dziecka kończy się rozwiązaniem !!!
        • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 16.01.09, 23:04
          Mam dziwne wrażenia że macie jej troszeczkę za złe (może podświadomie)
          > że ona ma dzieci a wy nie

          Zwłaszcza Verdana, która, o ile mnie pamięć nie myli, ma troje dzieci smile

          Przecież ona nie jest
          > zainteresowana malutkim dzieckiem (gdzieś tak napisała) o które "zabijają" sie
          > "bezdzietni".

          Ale ma małe szanse na zaadoptowanie dziecka starszego niż jej biologiczne. Takie
          są reguły - raczej nie zdarza się tak, że dziecko adoptowane jest starsze niż
          dzieci będące już w rodzinie.

          Moi znajomi mają trójkę własnych dzieci i czwarte adoptowane z
          > pobudek wyłącznie altruistycznych!!! Są bardzo szczęśliwi

          A dzieci?

          > Może czasem warto pomyśleć o innych

          O kim konkretnie?
          Widzisz, adopcja to złożony i trudny proces, na tyle trudny i złożony, że czasem
          kandydaci są wręcz zniechęcani. Więcej - jest to jedna wielka niewiadoma, gdzie
          przykład znajomych w obliczu setek czy tysięcy przeprowadzanych adopcji i tych X
          rozwiązywanych niewiele znaczy. To jest ich historia, przy czym Ty też nie wiesz
          wszystkiego.
          Nie ma co się burzyć i obrażać, trzeba się uczyć i myśleć. A że Martyneczka
          zirytowała się, bo nie została poklepana po ramieniu i pochwalona za dobre
          serce, to już - jak wyżej napisałam - jej problem.
          I warto zastanowić się nad tym, że krytyczne uwagi wyszły od osób, które o
          adopcji wiedzą jednak ciut więcej, niż statystyczny Polak.
          --
          Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
          – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
          • martyneczkap Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 17.01.09, 11:32
            Tylko cały szkopuł w tym że owa Martyneczka smile wcale nie oczekiwała poklepania
            po ramieniu (ma ją kto klepaćsmile, a jedynie ogólnej informacji czy ma
            kiedykolwiek szanse na adopcje, jako osoba z własnym dzieckiem a niestety nie
            otrzymała informacji od żadnej ze specjalistek ("wiedzą jednak ciut więcej, niż
            statystyczny Polak"), ale to już szczegół smile - już taką informację posiadła z
            innych źródeł smile
            • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 17.01.09, 12:29
              Czyli Martyneczka dostała głaska w innym miejscu i OK. Ale może dzięki temu
              wątkowi jakaś inna chętna do pomocy dzieciom osoba zastanowi się nad tym, co robi.
              --
              Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
              – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
              • ingeborg_1 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 03.02.09, 12:10
                No właśnie czytam, bo mam podobne myśli, jak Martyna. I motywację też zblizona.
                Myslę sobie: nasza rodzina dobrze funkcjonuje (jest w niej 3 dzieci), wiec gdyby
                włożyć w ten układ jeszcze jedno dziecko, to może zamiast rozwalić nasz domowy
                układ, poddałoby się zastanemu porzadkowi i bez "robienia sprawy" z całej
                adopcji niepostrzezenie i przy okazji stałobysię zwykłym dzieckiem z normalnego
                domu. My, zwykła rodzina, mielibysmy przewage liczebną, myśle, ze naprawde mozna
                liczyć, ze nowe dzecko dołączy do stada. Znam przykład udanej adopcji trojga
                dzieci naraz (rodzeństwo w wieku przedszkolnym) - przez rodzinę bezdzietną co
                prawda. Na ich przykładzie zauwazyłam, że dzieci z DD sa dosć uległe - myslę, ze
                trzeba mieć odwage dobrze to wykorzystać.

                A tak w ogóle, kiedy ralnie myśle o adopcji, to zastanawiam się, czy
                rzeczywiscie sa dzieci z uregulowaną sytuacja, po które - przepraszam za
                niedelikatne sformułowanie - nie czeka kolejka chętnych rodziców.

                I jeszcze jedno: myślę, ze ci, którzy maja pozytywny stosunek do swoich
                przedsięwzięc i się ich nie boja, maja większa szanse na ich szczęsliwa
                realizację. Te osoby sa bardziej zdeterminowane i przeprowadzają swoje cele w
                spokojniejszej atmosferze. Może nie warto wylewać martynce wiadra zimnej wody
                na głowe - może ona jest takim niezłomnym typem, który spojrzy trudnosciom w
                oczy, zapozna się z sytuacja, a potem da radę?
                • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 03.02.09, 14:45
                  gdyb
                  > y
                  > włożyć w ten układ jeszcze jedno dziecko, to może zamiast rozwalić nasz domowy
                  > układ, poddałoby się zastanemu porzadkowi i bez "robienia sprawy" z całej
                  > adopcji niepostrzezenie i przy okazji stałobysię zwykłym dzieckiem z normalnego
                  > domu. My, zwykła rodzina, mielibysmy przewage liczebną,

                  Chcesz adoptować czy idziesz na wojnę?
                  Na takim myśleniu możesz się naprawdę mocno, ale to mocno sparzyć.

                  Na ich przykładzie zauwazyłam, że dzieci z DD sa dosć uległe - myslę, z
                  > e
                  > trzeba mieć odwage dobrze to wykorzystać.

                  Szczerze mówiąc mocno w to wątpię.
                  --
                  Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez
                  wejście.
                  • ingeborg_1 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 06.02.09, 13:09
                    Przewaga liczebna oznacza, że dziecko może obserwować wiele osób, które
                    postępuja w akceptowany w domu sposób , i szybciej uczyć się panujących tam
                    reguł. Może tez łatwiej wybrać sobie kogoś, kogo zaakceptuje. Poza tym jest
                    przecież przyzwyczajone do życia w towarzystwie innych dzieci. Może też
                    zauwazyc, ze te same reguły dotyczą nie tylko jego - jako jedynego dziecka, ale
                    wszystkie dzieci w domu.

                    A z ta uległością - sama byłam zdziwiona, gdy to zauważyłam w rodzinie, o której
                    wspomnialam w poprzednim poście. A potem pomyślałam sobie, że przecież w DD
                    obowiazuje dyscyplina i dzieci sa przyzwyczajone do tego, że dorosli rządzą.
                    Wiadomo, że nie ma reguły, poza tym im starsze dziecko, tym trudniej (ja cały
                    czas myślę o przedszkolakach). Ale naprawdę wydaje mi się, że nie mozna
                    powiedzieć, że adopcja oznacza murowane kłopoty.

          • titta Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 17.01.09, 20:24
            Ale dzieci, te biologiczne tez, maja to do siebie ze rozna. Przy
            maluchu adopcja rzeczywiscie, rowniez z powodow organizacyjno-
            praktycznych byla by trudna. Ale jak dzieciak bedzie mial 5-6-7 lat?
            Temat adopcji to nie cos co pojawia sie nagle i o juz, dziecko.
          • titta Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 17.01.09, 20:39
            Ach i jeszcze jedno. Mam wrazenie, ze postrzegasz dzieci jako
            istoty, dla ktorych pojawienie sie kolejnego brata czy siostry to
            jakas zmora i przeklenstwo. Tym czasem czesto motorem adoptowania
            dziecka, czasem kolejnego, sa wlasnie wlasne dzieci. (Tak, na
            poczatku ciesza sie z troce takiej interaktywnej lalki, a potem maja
            kolejnego "swojego" czlowieka".
            Rekordem pod tym wzgledem (niezmiernie podziwianym przeze mne) jest
            znajoma rodzina, ktora majac 12 (!) swoich, adoptowala kolejne 9.
            (Pojedynczo, w rytmie przychodzenia dzieci na swiat). Decyzja o
            adopcji pierwszego zostala wlasciwie podjeta przez dzieci. Pozniej
            tez czesto one wyszukiwaly rozne takie "bidy" - czesto skazane na
            smierc w lokalnym przytulku. (Mieszkaja w bardzo biednym rejonie
            swiata). Dzis czesc dzieci jest dorosla, czesc studjuje, czesc
            niedlugo bedzie, dwoje - na zawsze pozostanie dziecmi. Bedac z nimi
            oczymuje sie niezwykla dawke sily i ciepla, chociaz wyzwania tez
            maja niezwykle...
            A zaczelo sie od marzenia pewnej dziewczyny, z "dobrego"
            i "noramalnego" domu, w bogatym kraju, ze chciala by cos zrobic dla
            jakiegos dziecka, tak z serca...
      • samwieszkimjestem Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 04.02.09, 09:29
        A czy zaopiekowanie się dzieckiem porzuconym, MIMO posiadania własnych, nie jest
        jeszcze bardziej piękne i wzniosłe?

        Opieka nad własnym dzieckiem jest biologicznym egoizmem, ponieważ dbasz o to,
        żeby Twoje geny przetrwały. W tym kontekście adopcja to czysty altruizm.

        --
        Mądry człowiek wie, czego nie wie. Głupi nie wie nawet tego, co wie.
    • titta Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 17.01.09, 20:52
      A czy patrzac z perspektywy dziecka, nie jest lepiej dla niego, gdy
      rodzice maja juz wlasne dzieci (idealnie lepiej niz jedno), nie maja
      idealistycznego _(jak wiele osob bezdzietnych) obrazu macierzynstwa,
      wiedza, "z czym to sie je", zmierzyli sie z problemami wychowawczymi?
      Czy obecny schemat adopcji, nie sluzy do "uszczesliwiania ludzi"?
      Tyle, ze doroslych, tych ktory nie moga miec wlasnych dzieci?

      Nie mowie, ze to jest zly system ale jak ktos juz tak zawziecie
      broni dobra dziecka...
      • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 17.01.09, 23:02
        Tylko ktoś naiwny albo głupi wierzy, że wychowanie jednego dziecka daje mu
        patent na wychowanie kolejnego. Co najwyżej może popisać się doświadczeniem w
        pielęgnacji, ale to akurat żadna sztuka.
        W dodatku nie wolno zapominać, że rodzicielstwo adopcyjne to jednak co innego,
        niż rodzicielstwo biologiczne. Tym bardziej więc doświadczenie z dziećmi
        biologicznymi psu na budę się zdaje.
        --
        Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
        – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
        • titta Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 17.01.09, 23:43
          Na pewno jednak na wiecej sie zdaje niz zadne.
          (Np. czasem po tym jednym wymarzonym okazuje sie, ze czlowiek nie
          powinien de fakto miec zadnego, choc to jedno kocha).
          Choc w pelni zgadzam sie ze jedno dziecko, a i trojka patentu nie
          daje...
          • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 09:10
            > Na pewno jednak na wiecej sie zdaje niz zadne.

            I to jest pułapka, w którą ochoczo wpadają rodzice dzieci biologicznych, którzy
            chcą adoptować dziecko.
            --
            Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
            – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
            • iamkinia Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 11:31
              Ale chyba nie powiesz że matkę (jej doświadczenie w wychowywaniu) która ma 9
              swoich własnych dzieci można porównać z kimś kto nie ma ich wcale!!! choć
              oczywiście każde dziecko to indywidualność. Nawet jedno dziecko to nie to samo
              co żadne!! To tak jak z jazda na nartach-wydaje Ci się ze jeździsz świetnie,a tu
              nagle gleba i noga w gipsie, ale chyba prawdopodobieństwo wypadku jest znacznie
              mniejsze, niż osoby z oślej łączki smile Co do zazdrości dzieci biologicznych to
              niestety zawsze ona towarzyszy pojawieniu się nowego członka rodziny, nawet
              biologicznego. Pamiętam jak urodził się mój brat to prosiłam tatę żeby go zabrał
              do parku i zabił... Mimo że adoptowane dziecko pewnie wymaga jeszcze więcej
              uwagi to myślę że wiele przykładów pokazuje ze da się potem wyjść na prostą z
              korzyścią dla wszystkich.
              • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 12:32
                > Ale chyba nie powiesz że matkę (jej doświadczenie w wychowywaniu) która ma 9
                > swoich własnych dzieci można porównać z kimś kto nie ma ich wcale!!

                Zważywszy, że matka dziewięciorga dzieci nie jest w stanie poświęcić zbyt
                wielkiej uwagi swoim dzieciom (wszak musi ją podzielić, prawda?), to mam pewne
                wątpliwości.

                Widzisz, ja pracuję w szkole kilka ładnych lat. Wydawałoby się, że wiem więcej i
                lepiej, niż nauczycielka przychodząca dopiero co do pracy. Te lata nauczyły mnie
                jednak rzeczy bardzo prostej - NIE MA patentów. Nie ma schematów, sposobików i
                sposobów, nie ma utartych dróg. Patenty mogą dotyczyć zbijania gorączki, ale nie
                wychowania, zwłaszcza wychowania małego człowieka, który przecierpiał więcej,
                niż niejeden dorosły. I tu nawet dziesięcioro dzieci nie pomoże.
                --
                Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
                – Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
                • iamkinia Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 12:50
                  Oczywiści że nie ma patentów, zresztą to napisałam, ale jako nauczycielka z
                  dłuższym stażem napewno wiecej widziałaś, z wiekszą ilością problemów się
                  spotkałaś i jest większa szansa (choć nie reguła) że jak jakiś problem
                  zaistnieje to lepiej sobie poradzisz. Wiem coś o tym bo sama też jestem
                  nauczycielką - narazie 3 rok i w trudnych sytuacjach często się radzę starszych
                  nauczycieli. A jeśli chodzi o wychowywanie w dużej rodzinie to pewnie zauważyłaś
                  w pracy , że bardzo często dziecko wychowane w dużej rodzinie (oczywiście nie
                  patologicznej) jest lepiej wychowane niż nie jeden wychuchany i rozbuchany
                  jedynaczek, którego rodzice gonią na pieniędzmi a dziecko wychowuje świetlica
                  szkolna. Doświadczenie wiec to nie złota recepta ale duża pomoc. A sytuacja
                  gdzie matka 9 dzieci jeszcze adoptuje oczywiście nie zdarza się codziennie, z
                  reguły rodzice mają 2 czy troje własnych dzieci.
                  • verdana Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 14:03
                    Nie ma równiez reguly, ze jedynak jest gorzej wychowany niż dziecko
                    z duzej rodziny. W wielu wypadkach dzieci z dużej rodziny tez
                    wychowuje świetlica...
                    Wg. badan rzeczywiscie rodzice dziecka biologicznego czesto lepiej
                    radza sobie z wychowaniem adopcyjnego, niż bezdzietni. Tyle, ze
                    zalezy to tez od tego, dlaczego adoptuja. W tym wypadku
                    najgroxniejsze jest przeswiadczenie, ze adoptuje sie, aby
                    uszczęśliwić nie siebie, a dziecko - bo bardzo czesto dzieci
                    adoptowane wcale nie wyglądaja na szczęśliwe.
                    Adoptowanie niemowlecie, ktore blyskawicznie "zadomowi" sie w
                    rodzinie jest mało prawdopodobne - pierwszeństwo będą mialy osoby
                    bezdzietne. Czyli prawdopoodobnie dziecko bedzie starsze, a to już
                    jest klopot. Czy rodzice, ktorzy oczekują, ze dadza szczęście i dom
                    dziecku wytrzymaja, gdy dziecko będzie mówilo "nienawidze
                    was", "jestescie wstrętni", "nie jesteście moimi rodzicami"? A to
                    się zdarza.
                    Czy wtedy uznaja adopcję za udaną?
                    --
                    Mops i kot

                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                  • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 14:28
                    jako nauczycielka z
                    > dłuższym stażem napewno wiecej widziałaś, z wiekszą ilością problemów się
                    > spotkałaś i jest większa szansa (choć nie reguła) że jak jakiś problem
                    > zaistnieje to lepiej sobie poradzisz.

                    Bardzo chciałabym, żeby tak było.

                    bardzo często dziecko wychowane w dużej rodzinie (oczywiście nie
                    > patologicznej) jest lepiej wychowane niż nie jeden wychuchany i rozbuchany
                    > jedynaczek, którego rodzice gonią na pieniędzmi a dziecko wychowuje świetlica
                    > szkolna.

                    Czy ja wiem... Najwięksi egoiści, jakich znam, wywodzą się z rodzin wielodzietnych.
                    Tak czy siak, wszystko sprowadza się do tego, o czym napisała Verdana - do
                    motywacji. Jeśli ktoś chce dzieciom pomagać, lepsza (moim zdaniem) będzie
                    rodzina zastępcza, która działa na innej zasadzie, niż rodzina adopcyjna.
                    Wracając na chwilę do Martyneczki i jej altruistycznych motywacji - na chore
                    dziecko nie jest gotowa, starszego dziecka adoptować raczej nie może, bo wiek
                    dzieci jest dość ściśle związany z kolejnością pojawiania się w rodzinie (tam,
                    gdzie jest dziecko na przykład trzyletnie i roczne, raczej nie dojdzie do
                    adopcji sześciolatka), a na niemowlaki czy wczesne przedszkolaki czeka kilkaset
                    bezdzietnych par, które zwykle mają nieformalne pierwszeństwo. Czysta matematyka
                    wystarczy do stwierdzenia, jak wysokie są szanse.
                    --
                    Stirlitz szedł nocą przez las. Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
                    - Sowa - pomyślał Stirlitz.
                    - Sam jesteś sowa - pomyślał Bormann.
                    • lipsmacker Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 18:34
                      Oj dziewczyny...to dobrze ze uswiadamiacie mlodej napalonej istocie
                      ze nie zawsze chec naprawy swiata jest dla tego swiata zbawienna.

                      Moze jednak uznacie ze nie kazda adopcja przez osoby posiadajace
                      dzieci bologiczne jest z gory skazana na niepowodzenie? Spotkalam
                      sie ze stwierdzeniami zarowno osob z wieloletnia praktyka w osrodku
                      adopcyjnym jak i psychologow ze dla niektorych dzieci wlasnie
                      rodziny majace juz dzieci biologiczne sa pozadane i poszukiwane. A
                      wiec na cos to nasze doswiadczenie sie chyba nadaje? Do tego nie
                      kazde adoptowane dziecko musi zafundowac swojej nowej rodzinie
                      koszmar choc bezspornie jakies problemy wynikajace z jego
                      wczesniejszych doswiadczen napewno beda.
                      • martyneczkap Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 20:36
                        "Oj dziewczyny...to dobrze ze uswiadamiacie mlodej napalonej istocie
                        ze nie zawsze chec naprawy swiata jest dla tego swiata zbawienna"

                        hahaha nie jestem ani napalona - nie wiem już w jakim języku to pisać żeby
                        dotarło ani specjalnie młoda (niestety smile )

                        Jestem tylko ciekawa jaką inną motywację, niż altruistyczną mają rodziny z
                        własnymi dziećmi adoptujące dziecko. Wiadomo że chcą mieć dziecko - to oczywiste
                        - w innym przypadku to bez sensu, ale przecież mogli by sobie strzelić swoje
                        własne i to bez większych formalności smile a oni jednak z adopcji. Nie mówię tutaj
                        o dzieciach które już wcześniej znali ale o zupełnie anonimowych z domu dziecka.
                        Więc niech mi ktoś w punktach wypisze te zdrowe motywacje w takim przypadku.
                      • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 20:47
                        Adopcja przez ludzi mających dzieci biologiczne może być udana, nikt nie
                        twierdzi, że nie. Jest jednak znacznie więcej czynników ryzyka, to pewne, bo w
                        grę wchodzi dobro innych dzieci i wszystkie złożone po wielokroć relacje,
                        skomplikowane bardziej, niż w rodzinie, gdzie dziecko/dzieci adoptowane są
                        jedynymi dziećmi.
                        Być może są dzieci, dla których rodzina 'dzietna biologicznie' byłaby lepsza - w
                        przypadku kilkumiesięcznego dziecka jednak ciut trudno to stwierdzić, a tylko
                        takie w przypadku autorki wątku wchodzi w grę. Z tym, że - moim zdaniem - mniej
                        o umiejętności wychowawcze rodziców chodzi, a bardziej o potrzeby dziecka
                        adoptowanego, które mogą zostać zaspokojone nie tyle dzięki doświadczeniu
                        rodziców (bo niby w czym miałoby pomóc, jeśli chodzi o np.chorobę sierocą?), ile
                        dzięki obecności innego dziecka.
                        --
                        Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez
                        wejście.
                        • verdana Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 21:31
                          W przypadkach mi znanych motywacja były
                          - nieudane kolejne ciąże, jedno dziecko się urodziło, ale rodzice,
                          bardzo pragnący kolejnego dziecka nie mieli już siły i ochoty na
                          szerego kolejnych prób
                          - adoptowanie dziecka przyjaciół, ktorzy się zapili i nie mogli
                          wychowywać własnej corki
                          -śmierc poprzednego dziecka. To stara historia - dziecko zmarło tuz
                          po urodzeniu, we wrzesniu 1939. Po wojnie uznano, ze jest za późno
                          na kolejne biologiczne (to była adopcja mojego wujka, udana zreszta)
                          - koszmarny, patologiczny strach przed kolejnym porodem
                          - i wreszcie miłość od pierwszego wejrzenia. Tzn para weszła do DD
                          zostawic dary i zobaczyła dziecko - powaznie chore zreszta. To bylo
                          ICH dziecko. Nie mogli go tam zostawić.
                          --
                          Mops i kot

                          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • ingeborg_1 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 03.02.09, 11:23
          Ale kiedy naprawdę wychowując biologiczne dzieci zdobywamy doświadczenia! Myślę,
          że ośrodkowi jest też np. łatwiej przeprowadzić kwalifikacje takiej rodziny - co
          pozwala łatwiej ocenić, jakie ryzyko niesie ze soba taka adopcja.
          Nie demonizujmy, proszę.
    • lipsmacker Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 23:22
      Jeszcze cos Wam opisze co przyszlo mi na mysl po lekturze rownolegle
      pokazujacego sie postu o rozwiazywaniu adopcji, a mianowicie kwestie
      ktora tam poruszyla forumowiczka leli. Otoz od dluzszego czasu po
      studiowaniu wielu postow, glownie na bocianie, odnosze wrazenie ze
      mlode bezdzietne pary adoptujace dziecko czesto (nie zawsze) nie
      maja pojecia jakie zachowanie dziecka nie odbiega od normy.
      Czytalam juz takie kwiatki jak "kaze mu sie rano ubrac a on nas
      prowokuje bo przez 10min patrzy sie na sciane i kopie noga w lozko"
      albo "nie chce odrabiac lekcji, pyskuje pani w szkole" - i dalej
      omawianie kwesti jako problemu wyniklego z adopcji. W tym momencie
      pozwole sobie niesmialo zasugerowac ze rodzic posiadajacy potomstwo
      biologiczne przeszedlby nad takimi zachowaniami do porzadku
      dziennego.

      Druga refleksja jest taka ze rodzice adopcyjni czesto staraja sie
      rekompensowac dziecku tragiczna przeszlosc poprzez nadmierna
      poblazliwosc i brak konsekwencji w wychowywaniu, co moze zaowocowac
      problemami wyniklymi ze wzmozonej sklonnosci takich dzieci do
      manipulacji rodzicami. W rodzinie dano mi bylo zaobserwowac dwa
      takie przyklady na przelomie blisko 30stu lat. W pierwszym
      przypadku byla skrajna roznica w wychowywaniu przez adopcyjna matke
      a ojca - matka byla bardzo surowa i kontrolowala syna na kazdym
      kroku i absolutnie mu nie ufala, nie dala szansy zapracowac na to
      zaufanie, a ojciec z kolei pozwalal na wszystko - za plecami matki,
      i de facto pomagal synowi ja oszukiwac. Dzis minelo 27 lat od tej
      adopcji, chlopak ma 32 lata a oni mowia ze gdyby dalo sie odwrocic
      czas to nie adoptowaliby.

      W drugim wypadku rodzicami zostalo mlode malzenstwo nie mogace miec
      dzieci, adoptowali kolejno dwojke. Dzieci maja po kilka latek a
      doslownie chodza im po glowach. Zyja kawa, cola i slodyczami, sa
      zasypywane zabawkami, odmawiaja chodzenia do przedszkola, zasypiaja
      przed polnoca, slowem totalna anarchia u przedszkolakow. Rodzice
      absolutnie nie radza sobie z wrzaskiem i odruchami agresji (3-latka
      ktorej zasugerowano zjedzenie na sniadanie kanapki zamiast czekolady
      wali matke po glowie zabawka) ktory powstaje gdy nastepuje proba
      ukierunkowania ich zachowania. Jestem gotowa zalozyc sie ze Ci
      ludzie za 10 lat tez beda pisac na jakims forum o nieudanej adopcji,
      nie mowiac juz o trudach adopcji jako takiej.
      • kawka74 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 18.01.09, 23:41
        Mnie z kolei nasunęły się - w związku z tym, co napisałaś, w związku z wątkiem i
        w ogóle adopcją - kolejne refleksje. smile

        W tym momencie
        > pozwole sobie niesmialo zasugerowac ze rodzic posiadajacy potomstwo
        > biologiczne przeszedlby nad takimi zachowaniami do porzadku
        > dziennego.

        Między innymi dlatego, że nie może zwalić tego na niesławne geny, którymi
        straszy się rodziców adopcyjnych. Jego usprawiedliwienia nie sięgają dalej poza
        'taki wiek' (przecież nie powie, że to na skutek jego błędów wychowawczych wink ).
        Rodzic adopcyjny ma do dyspozycji jeszcze jedno wyjaśnienie, a im dziecko
        adoptowane było w chwili adopcji starsze, tym jest to bardziej prawdopodobne.

        >
        > Druga refleksja jest taka ze rodzice adopcyjni czesto staraja sie
        > rekompensowac dziecku tragiczna przeszlosc poprzez nadmierna
        > poblazliwosc i brak konsekwencji w wychowywaniu,

        Co ciekawe, rodzice biologiczni, którzy są na przykład po rozwodzie, robią
        dokładnie to samo - jeden rodzic stara się zrekompensować dziecku brak drugiego
        rodzica.

        Jestem gotowa zalozyc sie ze Ci
        > ludzie za 10 lat tez beda pisac na jakims forum o nieudanej adopcji,
        > nie mowiac juz o trudach adopcji jako takiej.

        Gdyby taka sytuacja dotyczyła rodzicielstwa biologicznego (i nikt mi nie powie,
        że w rodzinach bio takie rzeczy się nie zdarzają), nikt by nawet się nie
        zająknął o nieudanym rodzicielstwie. A przecież przyczyna jest ta sama -
        nadmierne pobłażanie.
        --
        Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez
        wejście.
        • verdana Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 19.01.09, 14:54
          Niestety, ja zauwazylam jeszcze jedno - rozsadni rodzice
          biologiczni, ktorzy mają klopoty z dzieckiem, szukaja przyczyn nie
          tylko w dziecku, ale także w swoim wlasnym zachowaniu. Rodzice
          adopcyjni (czasami, nie zawsze oczywiscie) zamiast zastanowic się,
          co spowodowalo, ze ich dziecko sprawia kłopoty, co sami powinni
          zmienić w swoim zachowaniu, tlumacza, ze oni robia dobrze, ale te
          geny, wiek, trudna przeszlość. Rzeczywiscie, tak bywa - ale nie
          zawsze.

          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • leli1 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 19.01.09, 19:10
            oczywiscie ze tak byc moze jak pisze verdana, co wiecej znam kilka par, ktore "rozwydrzenie" swojego biologicznego potomka (jak juz nie maja sie do czego przyczepic) komentują 'jakos sie tak wyrodził, bo my wszyscy w rodzinie grzeczni bylismy" smile
            Poki co, nie weszlam jeszcze w etap zwalania moich ewentualnych porazek wych.na geny. Synuś charakterologicznie jest naszym kompletnym przeciwienstwem, czasem mnie to denerwuje (bo nie nadążam, ja flegmatyk a on żywioł), ale wszystko to było wliczone smile w ryzyko. Adoptując musimy sobie z tego zdawac sprawe, bo inaczej kazda pierdoła moze byc zwalana na geny, bo tak łatwiej. Co wiecej, czasem jakiejs drobnostki nie bedzie nam sie chcialo w dziecku "naprawiac" wlasnie z powodu tejze prostej wymowki.
            • zofijkamyjka Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 20.01.09, 22:56
              leli1 napisała:
              > Co wiecej, czasem
              > jakiejs drobnostki nie bedzie nam sie chcialo w
              dziecku "naprawiac" wlasnie z p
              > owodu tejze prostej wymowki.

              Albo też naiwnie będziemy wierzyć że nasze dziecko da sie "naprawić"
              niedoceniając jednak genów i wtedy ....klapa. Tyle sie staramy i nic.
              A tu jeszcze presja społeczna ciążąca na rodzicach adopcyjnych.
              To może być trudne.

              • with-out Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 21.01.09, 02:16
                Niestety wiele z powyższych wypowiedzi ma rację bytu w realnych sytuacjach..
                A może niesłusznie uogólniam.
                W każdym razie w moim - naszym przypadku coś na rzeczy jest..
                Zacznę od początku..
                Tak jak niektóre przedmówczynie, o adopcji dziecka myślałam od baardzo dawna.
                Kiedyś twierdziłam, że na świecie jest tak dużo opuszczonych dzieciaków, że nie
                muszę rodzić dziecka, by je mieć.
                Czyli adoptuję i będę miała swoje dziecko, a ono będzie miało rodzinę.
                Z czasem, po odnalezieniu się z mężem, który znał moje podejście do adopcji i je
                podzielał, stwierdziłam, że jednak zdecyduję się na urodzenie dziecka biologicznego.
                Wtedy decyzję tą motywowałam lękiem, iż w przyszłości stwierdzę, że w życiu
                ominęło nas coś bardzo ważnego.
                Teraz myślę, że dopadł mnie 'gruby' instynkt macierzyński ;D
                W każdym razie synek urodził się po wielu komplikacjach w czasie ciąży.
                Fakt smutnego okresu ciąży utwierdził mnie w decyzji, że chciałabym adoptować
                następne dziecko.
                Zawsze żywiłam przekonanie, że kwestia biologiczne - niebiologiczne dziecko nie
                będzie istniała w moim przypadku.
                Mam wyższe wykształcenie 'społeczne' i wierzyłam w procesy uspołeczniania i
                takie tam ;D
                Generalnie podejście bardzo optymistyczne, zero wątpliwości.
                Dodam, że postanowiliśmy przyjąć dziecko w ramach rodziny zastępczej, z
                możliwością odebrania praw rodzicom. Wiem, że dzieci z unormowaną sytuacją mają
                wielkie szanse na znalezienie rodziny. Starsze dziecko 'odpadało' ze względu na
                wiek naszego synka.
                Nasz OAO deklarował się, że pomoże w procesie odebrania praw (oczywisty przypadek).
                Efekt jest taki, że od kilku miesięcy jest z nami niespełna dwuletni chłopczyk.
                Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to co czuję..
                Mały jest fajny, uśmiechnięty, a ja cały czas czuję do niego dziwny dystans.
                Ciężko zaakceptować (to nie jest odpowiednie słowo, ale na chwilę obecną nie
                mogę znaleźć lepszego) mi pewne zachowania, które nie są wcale 'patologiczne'..
                Nie wiem jak mam nazwać te swoje odczucia. Sama się ich wstydzę przed sobą. Nie
                wiem dlaczego.. Sama tego chciałam, a teraz taki negatywny stosunek..
                Próbuję rozłożyć na części pierwsze pewne odczucia, łączę je z pewnymi
                sytuacjami..
                A może 'genów' nie da się oszukać..? Mój mąż w żartach stwierdził, że mały jest
                pewnym rywalem dla naszego biologicznego (wiekowo dwa lata różnicy) i ja jako
                biologiczna mama-zwierzę, staram się bronić swoje młode ;D
                Może i coś w tym jest..
                Dodam, że mąż nie ma kłopotu z 'tego typu' uczuciami.
                Ten post to ogromny skrót wszystkiego, co chciałabym powiedzieć.
                Nie wiem nawet czy ujęłam to właściwie..
                Mam nadzieję, że z czasem będę w stanie 'równo' traktować obu synków. Że nie
                będę musiała walczyć z takimi naturalnymi reakcjami, które są podpowiadane 'sercem'.
                Może znacie jakieś podobne przypadki? Jak 'sprawy' toczą się z czasem?
                Ehhh, teraz wiem, że nauka i socjalizacja to jedno, a biologia i uczucia to drugie.
                To paradoks biorąc pod uwagę czas i moje wykształcenie...
                • zofijkamyjka Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 21.01.09, 20:03
                  Oczywiście że genów oszukać sie nie da. Ja w ogóle bardzo wierzę w
                  znaczenie genów i w to że mamy jednak ograniczony mocno wpływ na to
                  jakie będzie nasze dziecko.
                  Adoptując dziecko należy przyjąć je "z całym dobrodziejstwem
                  inwentarza" i być przygotowanym na różne niespodzianki. Trzeba być
                  też łagodnym dla siebie, dać sobie czas i miejsce na odczucia także
                  negatywne bo ta miłość może być trudna, niewdzięczna, może też
                  dłużej rozkwitać.
                  Dzieci biologiczne mogą niestety być dodatkową komplikacją dla całej
                  rodziny.
                  • ingeborg_1 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 03.02.09, 11:42
                    Myślę, że to nawet nie chodzi o to, że geny adoptowanego dziecka nie są nasze,
                    ale o fakt, że mamy tego świadomość. To furtka, przez którą wchodzi to poczucie
                    bezradności, gdy dziecko zachowuje się jakoś inaczej, niz byśmy sobie
                    wyobrażali. Nie wiem, czy da się tego uniknac, bo nie mam adoptowanego dziecka,
                    choć o tym myślę - dlatego czytuję to forum.
                    • with-out Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 03.02.09, 14:38
                      Mówiąc o genach, nie mam na myśli 'złych' zachowań, ale raczej mój stosunek do
                      małego.
                      Zachowania potrafię zrozumieć i zaakceptować je lub nie - tak jak w przypadku
                      naszego biologicznego dziecka.
                      Problemem jest fakt, że nie czuję tego samego do obu chłopców. Być może jest to
                      kwestia czasu. Zauważam pewne zmiany, powoli przełamuję się..
                      Jednak nigdy nie podejrzewałam, że ten proces będzie dla mnie tak trudny!
                      • evee1 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 04.02.09, 03:07
                        > Problemem jest fakt, że nie czuję tego samego do obu chłopców.
                        Byc moze wlasnie powinnas miec dwojke biologicznych dzieci smile, zeby zobaczyc,
                        ze nawet do wlasnych dzieci mozna miec rozny stosunek, szczegolnie jak sa bardzo
                        rozne i wymagaja innego rodzaju zaangazowania ze strony rodzicow.

                        Ja akurat nie mam dzieci adoptowanych, ale bardzo bym chciala i to dzieci
                        starsze raczej. Mam dwojke dzieci biologicznych (12 i 13 lat) i chcialabym miec
                        wiecej dzieci, ale wlasnie niekoniecznie poprzez ich rodzenie - zreszta teraz
                        juz jestem za stara smile). Poza tym bylam juz w ciazy, mialam w domu niemowlaki,
                        mam to za soba (i wcale do tego nie tesklnie), ale akurat tego okresu dobrze nie
                        pamietam, wiec to nie jest cos co mnie wiaze z moimi dziecmi. Mnie wiaze z nimi
                        codziennosc, chociaz nie zawsze bywa lekko. I czuje, ze moglabym dac milosc,
                        poczucie bezpieczenstwa i fajny dom dzieciom, ktorym sie to od losu tak jak moim
                        biologicznym dzieciom nie trafilo.

                        Podobnie jak w przypadku moich wlasnych dzieci, ktore kocham, z ktorymi dziele
                        swoje zycie i ktore dostarczaja mi wielu doswiadczen i nie oczekuje od nich za
                        to wdziecznosci, nie widze powodu dlaczego mialabym zaczac oczekiwac tego od
                        dzieci adoptowanych. Raczej to ja jestem wdzieczna losowi za to, ze one sa, ze
                        moge je znac, patrzec jak rosna, jak sie rozwijaja i przechodza przez kolejne
                        etapy zycia. I ja to mam szanse widziec to "od podszewki". To wspaniale uczucie,
                        ale tez wielki przywilej. A fakt, ze to sa dzieci, ktore ja urodzilam jest dla
                        mnie sprawa drugorzedna. Moze dlatego, ze dzieci mialam bardzo latwo (hm, az za
                        latwo) i nie mialam nawet okazji poczuc potrzeby posiadania dziecka. Tak w ogole
                        to nie czuje, ze adopcja bylaby jakas moja misja zbawiania swiata. Jezeli juz to
                        raczej czuje wielki zal, ze nie moge adoptowac, mimo, ze chcialabym miec wiecej
                        dzieci w domu.
                        Poza tym swietnie zdaje sobie sprawe, ze dzieci adoptowane (szczegolnie te
                        starsze) przychodza z bagazem doswiadczen i ze wcale nie jest latwo takie dzieci
                        wychowywac. Jest inaczej, trudniej, ale kto powiedzial, ze wychowywanie dzieci i
                        zycie w ogole ma byc latwe?

                        Niestety w moim przypadku jest to bardziej akademicka dyskusja, bo moj maz
                        wiecej dzieci juz by wolal nie miec (w kwestii genow i ewentualnych trudnosci
                        wychowawczych ma podobne zdanie co ja). O ile w przypadku wlasnego musialby z
                        jego narodzinami sie pogodzic, o tyle w przypadku adoptowanego musialby sie sam
                        swiadomie na ten dodatek do naszej rodziny zgodzic.

                        Rodzina zastepcza w naszym przypadku, z roznych powodow, odpada. Tez o tym
                        myslalam, ale wlasnie dlatego, ze moja potrzeba adopcji nie wynika z potrzeby
                        pomocy dzieciom (w kazdym razie nie wprost) to doszlam do wniosku, ze to nie to.
                        --
                        W mózgu kobiety jest taka maleńka komórka, w której mieszczą sie setki par butów.
                      • ingeborg_1 Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 06.02.09, 13:24
                        To ciekawe, co piszesz. Szczerze mówiac, gdy myślę o adopcji, tych rzeczy
                        właśnie sie boję. Że własnego i adoptowanego dziecka nie będę przytulać tak
                        samo. Albo, że będziemy już po kwalifikacji, zobaczę dziecko i nie będe
                        wiedziała, czy uda mi się z tym konkretnym dzieckiem zbudować odpowiednią
                        bliskośc. Bo gdy rodzi się dziecko, wiadomo, że to jest to jedyne i nie można go
                        zamienić, a przy adopcji mamy prawo nie zaakceptować proponowanego nam dziecka i
                        tu się otwiera niebezpieczny obszar...
                        Trudne te sprawy, szkoda, że tak mało rodziców którzy maja biologiczne i
                        adoptowane dzieci jednocześnie sie wypowiada. Pewnie was mało.
    • samanoca Re: adopcja gdy możemy mieć dzieci 10.02.09, 10:17
      Od dłuższego czasu i w naszym domu wraca temat adopcji.
      Jesteśmy już biologicznymi rodzicami, nasz synek ma 4 lata. Niestety kolejne
      dziecko biologiczne pociąga za sobą pewne ryzyko związane z genetyką.
      Do adopcji dojrzewamy i myślę, że jeszcze sporo czasu upłynie zanim postanowimy
      podjąć pierwsze kroki. Niemniej temat ten wraca do nas jak bumerang. Myślimy
      raczej o adopcji dziecka starszego, 2-4 latka, choć zdajemy sobie sprawę z tego,
      że im starsze dziecko, tym może być trudniej zdobyć jego miłość i zaufanie.
      Ktoś tutaj napisał, że trzeba brać pod uwagę, że dziecko adoptowane może nie
      spełniać naszych oczekiwań. Przepraszam, ale kompletnym bezsensem wydaje mi się
      taki tok rozumowania. Trzeba pamiętać, że biologiczne dzieci, naszych marzeń,
      planów, czy ambicji mogą również nigdy nie spełnić. Żadne dziecko (ani
      biologiczne, ani adoptowane) nie jest od tego, by być takim, jakim je sobie
      wymarzyliśmy.
    • martyneczkap Re: Czy ostatnio jest jakiś wysyp idealistów? 12.02.09, 11:29
      więc w Twoim przypadku jest takie samo zagrożenie że ta adopcja się nie uda.
      Wiem że oczywiście napiszesz że na wiele się napatrzyłaś, wiele czytałaś , Twoja
      wiedza jest naj... itp. ale kiedy ja czy mi podobne osoby dojdziemy kiedyś do
      bliższego etapu adopcji (jeśli wogóle to kiedyś nastąpi) to też się wcześniej
      nasłuchamy, naczytamy itp. Bez obaw nikt dzieci nie wydaje takim
      "hurraoptymistom" jak m.in mnie nazwałaś, choć naprawde niewiele wspólnego ma
      to określenie ze mną. Więc pozwól pozastanawiać się trochę innym, a nie sprawiaj
      wrażenia ze jesteś jedyną osobą na forum (i chyba na całym świecie) która jest
      urodzona do adopcji, bo możesz się bardzo sparzyć na takim podejściu (czego Ci
      nie życzę). jak nie masz nic do powiedzenia na dany post to łyknij trochę zimnej
      wody, policz do 10,naprawde nic się nie stanie jak jakiejś z odpowiedzi nie
      skomentujesz smile