Dodaj do ulubionych

Dajmy studentom więcej czasu

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.09, 05:33
Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
Obserwuj wątek
    • krl11 Dajmy studentom więcej czasu 23.10.09, 08:31
      Pan profesor uważa, że: "Jeśli uczelnia nie jest w stanie wykształcić własnych
      nauczycieli akademickich, nie jest uczelnią wyższą!" Chów wsobny to jest to ?
    • Gość: m.a Docenmy, a nie karajmy za czas dla studentow IP: *.chello.pl 23.10.09, 11:30
      Pan Rektor zapomnial napisac o jednej 'drobnej' sprawie takiej jak obecny system oceny nauczyciela akademickiego i jego konsekwencje dla poziomu nauczania na studiach.

      Czesto katastrofalny poziom maturzystow oraz masowosc ksztalcenia spowodowaly, ze olbrzymia czesc studentow, zwlaszcza tych na mniej 'renomowanych' uczelniach, wymaga OLBRZYMIEGO NAKLADU PRACY od odpowiedzialnych nauczycieli akademickich. Dotyczy to w szczegolnosci zajec prowadzonych na pierwszym roku.

      Alternatywy sa dwie:
      1. spychotechnika i przyzwolenie na sciaganie;
      2. olbrzymia ilosc DODATKOWEGO czasu poswiecoego tez na indywidualna prace ze studentami na konsultacjach, przygotowywanie dodatkowych materialow, opracowywanie niezliczonej ilosci ROZNYCH wersji zaliczen i egzaminow by ograniczyc/wyeliminowac mozliowosc sciagania.

      Na stany posrednie jest niewiele miejsca, a gdzie ono jest na drugi etat to jest dla mnie W OGOLE NIEZROZUMIALE.
      Podobny efekt maja NADGODZINY, ktore w raporcie OECD z 2007 r. zostaly okreslone jako usankcjonowana prawnie WIELOETATOWOSC w JEDNYM miejscu pracy.

      A jakie sa konsekwencje?

      Zachowanie typu 1 to wiecej czasu na zarabianie pieniedzy i pozoranctwo naukowe prowadzace do dalszego wspinania sie po administracyjnych szczebelkach kariery naukowej. Wystarczy sprawdzic ile stopni naukowych doktora habilitowanego i tytulow profesora belwederskiego otrzymanych za 'znaczace' osiagniecia naukowe nie znajduje najmniejszego potwierdzenia w bazach swiatowych. Naukowcy w ogole w nich nie pojawiaja sie, a co dopiero mowic o byciu cytowanymi :-(
      Pracownik samodzielny, moze juz zajac sie albo administrowaniem uczelnianym albo praca na drugim etacie i dopisywac sie do prac wychowankow chowu wsobnego. Dobrze jak SAM prowadzi zajecia dydaktyczne lub nie potwierdza prowadzenia fikcyjnych zajec dla rozliczenia pensum

      Zachowanie typu 2 to brak czasu na dodatkowy etat i... wlasny rozwoj naukowy. Efekt - taki pracownik otrzymuje ocene okresowa: nieprzydatny w przeciwienstwie kolegi z instytutu, ktory 'opublikowal' cos w jakichs zeszytach naukowych i uczestniczyl w jakiejs konferencji na rzecz podatnika. Wiecej!!! Srodowisko zrobi wszystko by sie takiej osoby pozbyc, bo uswiadamia studentom, ze istnieja 'inne' standardy niz te zbyt powszechnie obowiazujace na polskich uczelniach.

      Na polskich uczelniach w koncu nalezy wprowadzic pojecie workload w miejsce pensum, tak by wykluczyc sytuacje dylematu: odpowiedzialna dydaktyka lub wlasny rozwoj naukowy.

      A takze nalezy UNIEMOZLIWIC uzyskanie oceny pozytywnej przez osobe zaniedbujaca obowiazki dydaktyczne, jak rowniez przez szefa jednostki, ktory nie wywiazuje sie z obowiazku opieki naukowej nad 'niesamodzielnymi' pracownikami.

      Kiedy napisla do mnie absolwent renomowanej krakowskiej uczelni, ze przez cale studia spotkal zaledwie KILKU wykladowocw, ktorym na czyms zalezalo...
      No comments..

      • Gość: eso Re: Docenmy, a nie karajmy za czas dla studentow IP: *.net.autocom.pl 25.10.09, 01:02
        świetna analiza tego co się dzieje na uczelniach!
        Gratuluje obiektywnej analizy
    • flamengista pracuję na tylko jednym etacie 23.10.09, 14:48
      ale to nie rozwiązuje sprawy. Nawet gdyby wszyscy pracowali na tylko 1 etacie,
      są dodatkowe problemy które wpływają na jakość dydaktyki.

      Po pierwsze - mam za dużo zajęć. Co roku nadgodziny, których nawet nie ma kto
      inny wziąć. Niby to dodatkowe pieniądze, ale w tym czasie spokojnie znajdę
      zajęcie, które przyniesie więcej pieniędzy i będzie rozwijające.

      I największy problem - liczebność grup. Z wykładem to małe piwo, ale jakim cudem
      mam cokolwiek zdziałać na ćwiczeniach z grupą, w której mam 45 osób?! Takie
      ćwiczenia zamieniają się w farsę, referaty przygotowywane są w grupach po 7-8
      osób, więc praktycznie pracuje 1-2 studentów, a reszta się dopisuje. O dyskusji
      też można pomarzyć, w takiej masie studentów nie ma na to szans.

      Koleżanka w zeszłym roku zaproponowała wykład monograficzny, z zastrzeżeniem że
      limit studentów wynosi 50 osób. Chodziło o realizację projektów w grupach - jako
      podstawy zaliczenia, co wymagało stałego kontaktu z prowadzącym. Po rozpoczęciu
      zajęć, okazało się że studentów ma 150, dziekanat postawił ja przed "faktem
      dokonanym". Cała koncepcja prowadzenia zajęć rozwalona.

      Po prostu oszczędności idą w złym kierunku. Ale winny jest głupi rozdzielnik,
      wg. którego dotacja z ministerstwa uzależniona jest od liczby studentów, nie od
      jakości dydaktyki.

      Moim zdaniem powinno się iść w kierunku ograniczania ilości studentów
      przyjmowanych na dany kierunek - dopiero wtedy można myśleć o poprawianiu
      jakości. Przy egzaminowaniu 150-200 studentów nie ma mowy o egzaminie ustnym, w
      zasadzie pozostają jedynie testy.

      Na koniec sprawa ankiet - studenci nie wierzą w to, że one przynoszą efekt, co
      powoduje że mamy "samospełniającą się przepowiednię". Wystarczy przytoczyć
      sprawę UJ, gdzie odsetek wypełnionych ankiet jest tak mały, że wyniki są
      bezużyteczne. U nas wygląda to trochę inaczej, ankiety są obowiązkowe. Ale i tak
      często są wypełnione "na odczep się". Nie ma poczucia współodpowiedzialności za
      uczelnię. Student mówi: po co się mam starać przy ankiecie, skoro mnie to już
      nie pomoże. Ale może przecież pomóc jego młodszym kolegom, na co już nie zwraca
      uwagi...
      • Gość: m.a Re: pracuję na tylko jednym etacie IP: *.chello.pl 23.10.09, 18:05
        Zgodnie z raportem OECD jest Pan wieloetatowcem 'w jednym miejscu pracy' - zwlaszcza jezeli te nadgodziny sa na studiach niestacjonarnych.
        Ustawa PSW pozwala Panu odmowic prowadzenia zajec powyzej pensum + 25%. Czas byc asertywnym a nie narzekac.

        Problem liczebnosci grup i czasu trwania zajec to kolejna sprawa do uregulowania przez workload w miejsce pensum.
        • flamengista Pan mi o ustawie 23.10.09, 19:39
          a tu szef prosi, by wziąć bo w interesie jest, by te zajęcia trzymać w katedrze.
          Albo jeszcze gorzej - nikt tych zajęć nie może prowadzić poza mną.

          Ja wiem, że mogę odmówić ale tu chodzi o elementarną współodpowiedzialność za
          swoją uczelnię i za studentów. Tupnę nogą, nie zgodzę się i będzie się szukać
          kogoś "z łapanki", w trybie "last minute". Na pewno nie odbije się to pozytywnie
          na jakości dydaktyki.

          Nie mówiąc już o tym, że w niektórych katedrach po prostu nie ma czegoś takiego
          jak odmówienie prośbie szefa. Ja akurat mam ten komfort, tylko wiem że postawię
          go w bardzo trudnej sytuacji. A jedziemy na tym samym wózku.

          Więc bardzo fajnie tu mówić o przepisach, które pozostają jedynie na papierze.
          Za nadgodziny pracodawca też ma płacić - niech Pan popyta ile osób w prywatnych
          firmach zostaje po godzinach i ilu za to płacą... Mi przynajmniej płacą co do
          złotówki.
          • kontakt-gw Re: Pan mi o ustawie 24.10.09, 11:08
            Rozumiem, ze te nadgodziny to sytuacja wyjatkowa w tym roku. Inaczej Pana szef (przy Pana pomocy?) znalazl by juz rozwiazanie problemu - np. odpowiednia kompetentna osobe do prowadzenia zajec, w ktorych Pan jest obecie niezastapiony.
            No, ale po co sobie sprowadzac konkurencje i na codzien aktywnie rozwiazywac problemy, zwlaszcza w miejscu pracy, skoro latwiej narzekac od lat na roznych forach...

            Rachunek sumienia: Co Pan zrobil by zmienic ta sytuacje?
      • Gość: eso Re: pracuję na tylko jednym etacie IP: *.net.autocom.pl 25.10.09, 01:05
        dziwisz się?
        Na AGH zdarzało się, że prowadzący kazał wkładać ankietę z oceną
        jego pracy... w kolokwium zaliczeniowe. I jak tutaj napisać
        cokolwiek obiektywnie, kiedy masz pewność, że ankieta nie jest
        anonimowa. Te ankiety nie zmieniają nic. Wymogi - ilości profesorów
        i doktorów hab etc muszą być zachowane, więc nawet beznadziejny
        profesor, który powinien od 10 lat być na emeryturze jest trzymany,
        aż ktoś inny nie dostanie profesury. Farsa w czystej postaci!
    • kazetpe plagiaty, ściąganie 24.10.09, 00:12
      Z zażenowaniem czyta się tekst potępiający nieetyczne postępowanie studentów,
      w sytuacji gdy można łatwo udowodnić, że plagiaty bywają inspirowane przez -
      nielicznych na szczęście - promotorów, a pewna część kadry naukowej nie jest
      wolna od nietycznych działań w swojej przeszłości. Chociażby włączania do prac
      sygnowanych własnym nazwiskiem obszernych fragmentów tekstów, o istotnej
      wartości,innych autorów; bez powoływania się na pierwotne źródło.
      Obecnie, m.in. dzięki mediom elektronicznym można badać jednorodność
      stylistyczną, ocenić jakość cytowań itd. Nie wykorzystywanie tych możliwości
      to grzech zaniechania, którego nie tłumaczą niskie płace, a w konsekwencji
      wieloetatowość, brak czasu dla studentów itp.
      Ochrona przed ściąganiem jest coraz trudniejsza, bo nie jest już nawet
      konieczny tekst na papierze. Nota bene sformułowanie tekstu ściągi(synteza!)i
      własnoręczne jej napisanie było przynajmniej krokiem do zdobycia i utrwalenia
      wiedzy.
      Obecnie występuje fabrykacja ściąg elektronicznych; najczęściej pisanych pod
      spodziewaną przez oceniającego odpowiedź; pełnych stereotypów, uproszczeń,
      wręcz błędów.
      Od początku edukacji pozytywnie ocenia się niesamodzielność, znajomość
      schematów, regułek, zamiast premiować samodzielne myślenie, kojarzenie wiedzy
      z różnych źródeł,łącznie z nabytą przez doświadczenie.
      Póki porządek się nie odmieni szkoły opuszczać będą cwaniacy, niezdający sobie
      nawet sprawy, że otrzymując jakiś certyfikat nie wynoszą ze szkoły (średniej,
      wyższej) zdolności rozwiązywania problemów z jakimi spotkają się w życiu a
      szczególnie w pracy.
      Testy faktycznie nie są sprawdzianem zwłaszcza w naukach przyrodniczych. Parę
      słów ze studentem twarzą w twarz daje dobremu egzaminatorowi więcej, niż
      "najlepsze" testy, pisane pod kątem ułatwienia ich analizy, niż poznania
      wiedzy i umiejętności egzaminowanego.


    • Gość: obser Dajmy studentom więcej czasu IP: *.centertel.pl 25.10.09, 18:39
      Ha, ha, ha No to może niech wypowiadający się tu rektor zbada ile prac
      promocyjnych (lic i mgr) prowadzą jego pracownicy i pracownicy jego
      stanowiskowych kolegów. Wystarczy nałożyć obowiązek nieprzekraczania pewnej
      liczy i już po problemie. Jeśli ma się pod opieką kilkanaście/ dziesiąt prac
      to nie da się tego robić porządnie, a etap pisania i promowania daje bez
      problemu możliwość wyłapania fałszerstw. Niestety trzeba dać zarobić,
      promowanie = kasa, więc rektorze nie zamydlaj...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka