Gość: dustin hoffman
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
10.05.04, 17:59
Czytałem powyższą relację z mieszanymi uczuciami, bo maraton to impreza
masowa, na której statystykę robią amatorzy lub półamatorzy, a kolorytu
dodają dziwacy, powodowani różnorodnymi motywacjami, by zmagać się z samym
sobą na każdym z 42 kilometrów. Sam co roku staram się dobrać najbardziej
adekwatną "intencję" dla tej katorgi i zapewnie nie jestem w tym odosobniony.
Tak to już jest z amatorami, którym przecież nie w głowie główna nagroda, ani
myślą o uzbrojeniu się w tętnomierze i inne buzery, a o trenerze z pierwszych
stron gazet nie śmią nawet marzyć. Po prostu wyciskają z siebie siódme poty z
nadzieją, że mają w sobie jeszcze dośc płynów na ósme. Spoglądając na maraton
z takiej perspektywy fałszywie pobrzmiewają mi wątki, jak to Autor z Rychem,
Robertem, Włodkiem i innymi tuzami lekkoszołbizatletyki przeżył tę imprezę.
Ja wybieram samotność długodystansowca, może wolniejszą, ale też
swobodniejszą.