Gość: wojo
IP: *.77.classcom.pl
08.06.04, 22:49
Byłem dzisiaj po południu w Wydawnictwie Literackim przy ul. Długiej.
Kto był to wie, stylowa kamienica, mroczna, ale mająca dużo uroku klatka
schodowa. Po spotkaniu na drugim piętrze, schodząc po schodach zauważyłem
przez uchylone okno dość ładne podwórko, po którym spacerowały trzy dorodne
kocie postacie. Nie namyślając się wiele wyciągnąłem aparat, który prawie
zawsze mam przy sobie, aby uwiecznić ten sielski obrazek. I tu się zaczęło...
-NIE WOLNO!
Ze służbówki przy wejsciu wyskoczył zwykle ospały strażnik w mundurze,
bardziej przypominający klawisza więziennego, a nie portiera w kulturalnej,
bądź co bądź, instytucji jaką jest wydawnictwo.
-Ale czego nie wolno?
-Filmować obiektu nie wolno! Pozwolenie jest?
-A zakaz jest, bo nie zauważyłem tabliczki?
-Prywatny obiekt to jest i bez pozwolenia nie wolno! Nie dość ze filmuje
z okna prywatnego obiektu to jeszcze filmuje z niego obiekt po
drugiej stronie!
-No tak, ale którego obiektu nie wolno, tego który śpi w doniczce, czy tego
który muchę łapie? - spytałem, mając na myśli koty, które nieświadome
obdarzenia ich mianem obiektów co najmniej strategicznych, z zadowoleniem
rozkoszowały się leniwym popołudniem.
-Nie dyskutować prosze! I obiekt opuścić bo tu bez pozwolenia nie wolno
przebywać!
Po wyjściu na ulicę spojrzałem odruchowo do kalendarza żeby upewnic się czy
nieopatrznie nie wpadłem po drodze w dziurę czasoprzestrzenną.
Był wtorek, ósmy czerwcza 2004 roku, a ja stałem gdzieś bardziej po środku,
niż na skraju nowoczesnej wspólnej Europy...