Dodaj do ulubionych

Dziki Zachód

22.12.04, 19:32
Cześć, przeczytajcie moje nowe opowiadanko.

Na Dzikim Zachodzie jest sobie miasteczko, w którym rządzi szeryf Jack. Jakiś czas temu grupa mieszkańców wzięła kredyty w banku i wybudowała sobie farmy. Ale dolar spada, bo na Alasce wybuchła gorączka złota. Więc bankier przychodzi do szeryfa, i mówi: "Jack, zdecydowałem, że dam ci kredyt na domy dla wszystkich włóczęgów w mieście, pod warunkiem, że postawisz je na rynku". Jack cieszy się jak dziecko, myśli, że zrobi bankiera w bambuko. Mieszkańcy znają włóczęgów, i wiedzą, że jeżeli jest ich więcej niż dwóch razem, to w promieniu pięciu mil zniknąć może nawet krata z okna więzienia. Więc protestują. Jack żali się bankierowi: "Bez serc są ci wredni mieszkańcy". Bankier, uśmiechając się pod wąsem: "Nigdy bym na to nie wpadł, że im to nie przypadnie do gustu". W końcu zaczyna się budowa. Mieszkania na rynku nie są warte złamanego centa. Bankier pisze płaczliwą odezwę do dłużników, że ich hipoteki nie zabezpieczają jego praw, z powodu nieprzewidzianego spadku cen. Więc przejmuje mieszkania, a resztę mają mu spłacić w ciągu trzydziestu lat. Tymczasem sędzia przyznaje rację mieszkańcom (nowym włóczęgom), i przytułek na rynku nie powstaje. Szeryf biegnie z płaczem do bankiera. Bankier mówi - "No co za pech, Jack. Byłem przekonany, że się uda." Ale umowa jest umową, i dopiero z dużą stratą miasta da się odkręcić obiecany kredyt. Szeryf Jack cieszy się, że dzięki swej wyjątkowej przemyślności uratował ile się dało. Bankier ma mieszkania (których wartość znowu poszła w górę), wdzięczność szeryfa i pieniądze u mieszkańców. I wszyscy są zadowoleni...

Pozdrowienia,
Raciborek
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka