trudny2002
07.03.05, 22:08
Wąski plan ,
ale sugestywne zółte tulipany, w kadrze z prawej sympatyczna blondynka,
a za ( nomen omen) okragłym lecz małym stolikiem ,
starannie uczesany, otyły były dziennikarz, towarzysz sekretarz, pełniący
obowiązki Pierwszego.
Pierwszego Obywatela Rzeczypospolitej.
Jakbym tego nie widział oczęty własnemi , jakbym uchem swoim tego nie
slyszał, to daje słowo - nie uwierzyłbym.
Nie uwierzyłbym,ze postać
rozmawiajaca z Pania Monika O. to Prezydent kraju w Europie, teraz , dziś w
2005 roku, a w dodatku MOJEGO KRAJU.
Ubolewam i jestem rozczarowany, ze obietnica niegdysiejsza byłego
dziennikarza i towarzysza, dotycząca spiewów i tańca przed Komisją ( fakt że
inna to była Komisja jednak równiez Sejmowa, również specjalna śledcza i
równiez na okoliczność afery czy przestępstwa duzych rozmiarów- no i co ważne
świadek repetycyjny i jakby stały) nie zostanie dotrzymana.
Wierze, ze tylko mizernym umiejętnościom wokalnym, a pewnie i zastanym
goleniom zawdzieczam ten smutny fakt.
Wierze że takim niedostatkom, bowiem nijak mi wierzyć, ze to strach czy tylko
niechęc do zmutowanych ubeków.
Swoją drogą to okropny miał kiedys wybór ten Rakowski, jeśli musiał zamiast
solidnemu towarzyszowi z lewej oddać stołek królowi..i co z tego że przez
duze K. jesli okazuje się, ze to nie monarcha, a zmutowany ubek.
Podoba mi się też opowieść byłego dziennikarza o czasie przygotowania
materiału do druku czy emisji.
Fachowiec, nie ma co.
Towarzyszu były i dziennikarzu były, dziś nie trzeba tekstów cenzurować, nie
trzeba przesyłać do innych towarzyszy, fotografie mozna przekazać telefonem
komórkowym, a i obróbka nie wymaga wyprzedzenia . Ciach, raz i drukujemy...
Skądinąd , żałość bierze jesli były dziennikarz nie dostrzegł iż ogłosił
decyzję, a godzinę później pojawił sie w programie Pani Moniki...programie
ramowym, żywym, i z pewnoscią na dzis zaplanowanym bez przekroczenia czasu i
z innym interlokutorem.
Pora zapominac powoli o starych dziejach, pora zwijac manele, i pora przestać
straszyc społeczeństwo w imieniu instytucji Prezydenta jakimiś rojeniami,
teoriami spiskowymi, zmutowanymi ubekami.
Pan miał łączyć a nie dzielic, być Prezydentem to nie poletko
doświadczalne ,nie eksperyment z gwarantowanym wiktem, strażą, pałacykiem.
Smutne widac końce wydaniu byłych towarzyszy, źle pewnie znosza rozstania,
źle odrywanie od stołka, smutne i załosne...aż niewiarygodne. Jak oni sami.