kapturak
25.06.05, 01:16
Rzecz się ma tak:
na kleparzu czy tam innym placu imbramowskim widzę stragany gdzie leżą
zapleśniałe owoce, gnioty totalnie zmasakrowane, jakby je świnia bez dopłat
zjadła i wypluła a chłop co jedzie na targ siedział na nich całą drogę do
miasta, no więc takie obleśne owoce gnilne leżą i zawsze - ale to zawsze! -
jest taka adnotacja: NA KOMPOT.
Wskazuję na pleśniowy placek ze zgniecionych truskawek i pytam małorolnego:
Panie, a co to jest - toto - na kompot?
A on mi tak rzecze:
Ano dajesz pan toto do wody trochu cukra i kompot masz pan...
Czy rzeczywiście z tej pleśni i owocowej pulpy robi się kompoty?