longwehicle
15.07.05, 06:37
W odległej krainie ,gdzie miesza się gwara ukraińska z polską była mała gmina
w której znajdowała się szkoła gminna!!!.Z całej gminy,furmankami ,na
nogach,pod górę szła do szkołu chmara dzieci!!!.Wyróżniał się w niej syn
sekretarza partii ,którego do szkoły czarną wołgą podwoził kierowca
sekretarza.
Jako jedyny miał skarpetki na nogach-inne dzieci musiały się zadowolić
drewniakami,a w zimie walonkami.W przerwie synek-Klik-wchodził do pokoju
dyrektora i przy jego biurku zasuwał kanapki z szyneczką.Inne dzieci,z
zwieszoną głową jadły to co znalazło się im znależć w lesie.
c.d.n.