Gość: krakus
IP: *.koko / *.internetdsl.tpnet.pl
16.03.06, 11:56
Przykład:
Załóżmy, że linia 4 czy 8 jedzie od pętli do pętli 50 minut.
Załóżmy, że miasto (ZDiK) poszło po olej do głowy, przeczytało uchwały własnych radnych o priorytecie dla komunikacji zbiorowej, znalazło fachowców którzy poprawili światła, tu i ówdzie zawiesili tabliczki "przystanek podwójny", fachowcy z ZUE dłubnęli tu i tam w torowiskach, w rezultacie czas jazdy od pętli do pętli spadł do 40 minut.
Co się okazało - że zamiast 120/10 = 12 składów tramwajowych (1 co 10 min), potrzebujemy tylko 100/10 = 10 składów tramwajowych na daną linię, przy tej samej przepustowości. Dodatkowo wszyscy jadący daną linią dojeżdżają do celu kilka chwil wcześniej.
A uzyskane składy można skierować na nową, akurat potrzebną linię.
Ciekawe, czemu to się nam nie opłaca?
Taniej jest snuć wizje "szybkiego tramwaju" (z przodu szybki, z boku szybki, cha cha), "priorytet dla komunikacji zbiorowej wczoraj, dziś i jutro", "zahamowanie trendu odwrotu ludzi od komunikacji miejskiej" itd itp.
/a teraz zapłaćcie ładnie podatki, a jak się nie podoba, to sio!/