Gość: mouset
IP: *.ghnet.pl / 192.168.5.*
23.01.03, 08:15
Oto co dziś jest w Dzienniku:
Odjazd pod presją
Praca kierowców autobusów MPK nie należy do łatwych - zróżnicowane warunki
atmosferyczne, kiepski stan nawierzchni dróg, korki. Z drugiej strony
pasażerowie korzystający z komunikacji zbiorowej też podlegają różnego
rodzaju niedogodnościom - często mokną lub marzną, z trudem wciskają się do
przepełnionych autobusów (lub w ogóle nie udaje im się wsiąść). Niekiedy
autobus przyjeżdża z dużym opóźnieniem (korki) lub go w ogóle brak - no cóż -
awaria!.
Niestety, zdarza się, że pasażer przychodzący na przystanek w ogóle
autobusu nie widzi, choć wiernie na niego czeka 10 - 15 minut. I nie doczeka
się, gdyż miało miejsce "nadspieszenie autobusu". To oryginalne określenie
oznacza, że autobus odjechał za wcześnie, czyli że pasażer pomimo tego, że
przyszedł o właściwej godzinie, to jednak przyszedł za późno (...). Pewnym
problemem może być to, że najbliższy autobus odjedzie (według rozkładu)
dopiero za godzinę.
Chciałbym opisać problem, jaki od 2 lat istnieje w rejonie al. 29
Listopada i os. Gotyk. W ostatnim okresie wybudowano tutaj kilkanaście
budynków wielorodzinnych i wciąż powstają nowe. Początkowo mieszkańcy tego
rejonu Krakowa mieli do dyspozycji aż 5 linii autobusowych. Mankamentem było
jednak to, że wszystkie jechały z podkrakowskich miejscowości mocno już
przepełnione (niekiedy w ogóle nie można było wejść do środka), poza tym
autobusy poszczególnych linii kursowały rzadko (np. raz na 3 godziny); często
zostawały kilkudziesięciominutowe przerwy.
Wielką radością dla mieszkańców było utworzenie przez MPK nowej linii
autobusowej (...). Wkrótce jednak okazało się, że chcąc mieć gwarancję, że
odjedzie się autobusem, należy ustawić się na przystanku co najmniej 10 minut
wcześniej (...). Autobusy odjeżdżały bowiem zgodnie z rozkładem jazdy,
który "nie jest skonstruowany tak jak rozkład dla pasażera" (cytat z pisma
otrzymanego od MPK). Nagminnie powtarzała się sytuacja, kiedy to autobusy
linii obsługujących tę część miasta odjeżdżały zbyt wcześnie 1 - 7
minut "nadspieszając". W przypadku małej częstotliwości odjazdów jest to
wyjątkowo dotkliwe dla niedoszłych pasażerów. W przypadku przesiadek z
autobusów innych linii (podczas powrotu z centrum miasta) pasażer nie ma
żadnych szans na skorzystanie z nadspieszonego autobusu, mimo że przychodzi
na przystanek przed deklarowanym odjazdem (...).
Przez pewien czas z należytym zrozumieniem przyjmowano zażalenia
telefoniczne, odpowiadano pisemnie, odbywały się rozmowy bezpośrednio
zainteresowanych stron. Wkrótce okazało się, że wszystkie podjęte ze strony
pasażerów działania są bezskuteczne. Po telefonicznym zgłoszeniu przez
pasażera u dyspozytora ruchu faktu nadspieszenia, ten łączy się radiowo z
kierowcą, aby zapytać, gdzie jest w danym momencie. A kierowca mówi nie gdzie
jest, tylko gdzie powinien być, więc wszystko jest w porządku (...).
Ale aby nie sugerować, że pasażerowie nic nie mogą zrobić, posłużyć się
można przykładem. Otóż pewnego razu "wcześniejszy odjazd nastąpił pod presją
pasażerów" - jak wyjaśniono po interwencji tych, którzy bezskutecznie czekali
na przystanku.
Piotr Pacholarz