Gość: Galahad Re: Premier Jarosław Kaczyński w Krakowie IP: *.chello.pl 20.11.06, 22:38 Troche nie myslisz. Po pierwsze Majchrowski generalnie "przespal" fundusze unijne - bardzo niewiele ich miasto wykorzystuje. Po drugie, po co dawac Majchrowskiemu fundusze, skoro albo je zmarnuje, albo jego Familia się nimi tak zajmie, że rozpłyną się w okamgnieniu. Jeśli Cie to nie przekonuje, to proponuje, zebys wplacil oszczednosci calego zycia na Krakowska Szkole Wyzsza. POdobny efekt ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: keriM Premier przyjechał wesprzeć b. narkomana i sadystę IP: *.chello.pl 21.11.06, 01:22 Polecam bardzo ciekawy ciekawy tekst o Ryszardzie Psie Terleckim, ktory z pewnoscia przebije rewelacje Pana Stechnija, tak ochoczo wykorzystywane przez PiS za posrednictwem Gazety Polskiej: Artykuł z numeru 44/2006 tygodnika "Przegląd". Dlaczego Ryszard Terlecki, kandydat na prezydenta Krakowa, wstydzi się dziś, że był hipisem? Stany Zjednoczone były w szoku po zamordowaniu prezydenta Johna Kennedy'ego. Trwały tam jeszcze zmagania o pełnię praw dla czarnoskórych obywateli USA. Interwencja amerykańska w Wietnamie była przedsięwzięciem nie tylko militarnym, ale i próbą konsolidacji społecznej, bo w dżunglach Indochin ramię w ramię walczyli biali Amerykanie z Południa USA i czarnoskórzy z miast Wschodniego i Zachodniego Wybrzeża. Ale wojna ta bezpośrednio przyczyniła się do rozwoju ruchu kontestacji młodych - dzieci kwiatów. Czy pierwsze komuny hipisów, jakie powstały w prawie bezludnych okręgach zachodnich stanów USA, skupiały uciekinierów obawiających się otrzymania karty powołania do wojska, czy też ruch miał podłoże ideologiczne - złamanie dotychczasowych postaw społecznych Amerykanów - trudno jednoznacznie ocenić. Nie bardzo wiadomo, jak i kiedy ruch hipisów dotarł do Polski. W drukowanym na łamach "Gazety Wyborczej" (19-20 sierpnia 2006 r.) fragmencie książki zatytułowanym "Polskie dzieci kwiaty" Kamil Sipowicz zastanawia się, kto był pierwszym u nas hipisem. Może był nim Grek Dimitrios Kourtis zwany Milo, może zaś "Pies" z Krakowa, czyli Ryszard Terlecki (dzisiaj profesor, szef krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na urząd prezydenta miasta Krakowa). Józef Pyrz znany jako "Prorok", "Jonasz" był "ideologiem" ruchu w Polsce. Pochodził z Gawłowa koło Bochni, miejscowości położonej na obrzeżach Puszczy Niepołomickiej. Uczęszczał do Szkoły Kenara w Zakopanem, a ukończył Liceum Sztuk Plastycznych w Kielcach. Następnie podjął studia w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Uzdolniony - rzeźbił w drewnie, malował, ale w Gawłowie uważany był za dziwaka. Właśnie on opracował swoisty manifest polskich hipisów "Jak stać się wolnym? (dla ludzi, którzy posiadają świadomość, że są zniewoleni)". Należy - dowodził w nim - "zerwać wszelkie kontakty ze środowiskiem niosące smród intelektualny", "rzucić dom, gdzie dojrzewało przyzwyczajenie i rutyna", "rzucić państwo, gdzie czyny twoje określane były przez prawo i obowiązki, a nie uczucie miłości", "wyjść z narodu, który rości sobie prawa wobec ciebie z powodu języka, krwi, rasy, granic", "zerwać z kulturą, która by mogła uczynić ciebie niewolnikiem schematu narodowego", "wyjść z państwa, które chce uczynić z ciebie mięso armatnie, nabój do kuli". Twierdził także, iż "seks jest spełnieniem", "seks należy w sposób szczególny uwolnić od wszelkich zahamowań". W środowisku polskich hipisów popularny był również "Skowyt" Allena Ginsberga, jednego z "ideologów" ruchu w Stanach Zjednoczonych. Pierwszą "krakowską" grupę hipisów Provos założył w październiku 1967 r. student UJ, który z tym ruchem zetknął się podczas wakacyjnego pobytu we Włoszech. W grudniu 1967 r. do Krakowa przyjechali hipisi z Warszawy. Ekscentrycznie ubrani, długowłosi, obszarpani i brudni, z kwiatami we włosach i malowanymi na twarzach, różnymi napisami na ubraniach, obwieszeni dzwoneczkami, łańcuszkami i tzw. pacyfą, czyli międzynarodowym znakiem ruchu, wzbudzali zainteresowanie przechodniów, czasem negatywne reakcje. Zwano ich "chrystusikami". Warszawiacy wrócili do stolicy, pojechał z nimi też m.in. Ryszard Terlecki. Tam krakowianie zapewne poznali zwyczaje hipisów, nauczyli się wdychać opary płynu "tri" (trójchloroetylen dostępny wówczas w każdym sklepie z artykułami gospodarstwa domowego służył do wywabiania plam). W środowisku polskich dzieci kwiatów ów surogat narkotyku nazywano "klejem" (niektóre grupy hipisów amerykańskich używały zamiast i oprócz narkotyków pewnych klejów wywołujących halucynacje, czasem i dzisiaj w Polsce praktykują to niektóre nastolatki), a seanse wdychania "kleingami". Były nawet (np. w Mławie) przypadki picia tego żrącego i oddziałującego na system nerwowy wywabiacza. Kilka osób zmarło, więcej odratowano po próbach samobójczych. W Krakowie leczono naćpanych w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Kobierzynie; pierwsze ofiary "tri" trafiły tu pod koniec lat 60.; lekarze psychiatrzy nazywali ich "trimanami". Jeżeli w 1960 r. w Kobierzynie leczyło się siedmiu narkomanów zażywających "klasyczne" środki odurzające, to w 1969 r. na leczeniu przebywało 29 narkomanów, w tym aż 18 z powodu wąchania "tri". Środek ów w 1970 r. wycofano ze sklepów i pralni chemicznych. Przy ul. Grodzkiej w zrujnowanej, przeznaczonej do wyburzenia oficynie regularnie spotykała się 14-osobowa grupa hipisów Ryszarda Terleckiego w tzw. hip-chatce. Tam wąchano klej, uprawiano wolną miłość z nieletnimi. Hipisi otaczali opieką nieletnich uciekinierów z domów rodzinnych, udzielali im schronienia; rodzice szukając dzieci, odwoływali się do pomocy milicji. Nic dziwnego, że MO inwigilowała to środowisko, które na dodatek oskarżano o obrazę moralności (nagie kąpiele w fontannie na Rynku, stosunki płciowe w miejscach publicznych. Potem doszły fałszerstwa recept lekarskich i włamania do aptek. Bywało, że pod wpływem środków odurzających i alkoholu byli sprawcami różnych wybryków, np. mycia nóg w ciepłym moczu). "Pies" aresztowany pod zarzutem spowodowania pożaru (oskarżano go o rozpalenie ogniska na krużgankach klasztoru ojców franciszkanów) zeznał podczas przesłuchania, że "grupa jest częściowo wzorowana na amerykańskich freaks i włoskich hippies. Nazywają ją "komuną", w której nie ma osobistej własności". Choć hip-chatka została zlikwidowana, od połowy maja 1968 r., grupa powiększa się; w Krakowie spotykają się m.in. w popularnej wówczas kawiarni Krzysztofory, w Noworolu (kawiarnia Sukiennice) przez tę młodzież określanym mianem "syfu", pod Ratuszem, w herbaciarni przy ul. Floriańskiej, w Klubie MPiK, na Plantach u wylotu Szewskiej. Znajdują nowe meliny. W listopadzie 1969 r. grupa hipisów zapaliła świeczki na Plantach, w pobliżu tzw. Drobnerówki (Pawilon Wystawowy BWA) i zbierała datki, a około 20 hipisów uczestniczyło w mszy żałobnej zorganizowanej ku czci lotników USA poległych na wojnie w Wietnamie. Zainteresowani tym ruchem socjolodzy przebadali ponad stu hipisów, w tym ok. jedną trzecią stanowiły dziewczęta. Byli to ludzie w wieku 16-23 lata, przeważali 19-, 21-latkowie. Połowa nie uczyła się ani nie pracowała. W badanej grupie byli nawet uczniowie szkoły podstawowej. Hipisi przeważnie wywodzili się z rodzin o średnim poziomie materialnym, niektórzy mieli znanych rodziców (ojciec Ryszarda - Olgierd Terlecki - był dziennikarzem w "Życiu Literackim"). W tej subkulturze istniała swoista hierarchia: "Podziemni" to mężczyźni w wieku 18-25 lat o długich włosach, ekstrawagancko ubrani, legitymujący się co najmniej średnim wykształceniem, a najmniej liczni "Wolni" ("przeciętni") to młodzież z dyplomami, która nie przyznaje się do formalnej przynależności, ale inspiruje i sympatyzuje z ruchem. Trzecia grupa to młodzi płci obojga z długimi włosami, ekscentrycznie ubrani, często brudni. Manifestują swą przynależność do hipisów, zdarzali się wśród nich upośledzeni umysłowo. Wagarowanie, ucieczki z domu, porzucenie nauki lub pracy usprawiedliwiali "ideologią" hipisów. Zdaniem prof. Marii Susułowskiej, psychologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, rozwojowi ruchu hipisów mogło sprzyjać szybsze dojrzewanie fizyczne, seksualne i intelektualne młodzieży, czemu nie towarzyszył rozwój emocjonalny. Brak samodzielności, odporności psychicznej i emocjonalnej powodował, że niepowodzenia życiowe prowadziły często do załamania, a wtedy łatwą ucieczką od rzeczywistości staje się narkotyk. Tempo życia, zaf Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: keriM2 Premier przyjechał wesprzeć b. narkomana i sadystę IP: *.chello.pl 21.11.06, 02:05 Tu znajdziesz ten tekst w całości: www.alternatywa.com/modules.php? name=News&file=article&sid=1044 Ciekawe są także wspomnienia Olgi Kory Jackowskiej o Psie z jej autobiografii Podwójna linia życia. Przedstawia go jako postać despotyczna, sadystyczna, lubiąca eksperymentować z seksem (w tym z nieletnimi) i narkotykami. Panie Premierze Kaczyński, panie Ministrze Sprawiedliwości Ziobro, Panie Rokita, czy to naprawde jest wasz kandydat, bo na pewno nie mój. Odpowiedz Link Zgłoś
krakowek Re: Premier Jarosław Kaczyński w Krakowie 21.11.06, 14:50 Familia Terleckiego Niejasne układy Terleckiego z Rokitą sięgają początku lat 90’tych i firmy „Arka” S.A. Od 1993 r. porobiła ona długi, mataczyła, tworzyła dziwne spółki córki i doprowadziła kilku polskich dostawców do bankructwa w tym firmę „Pro-Rynk”. Do dnia dzisiejszego długi te pomimo wyroków Narodowego Sądu Administracyjnego nie zostały spłacone. W tych latach prezes spółki był niejaki pan Ryszard Terlecki, a w jej zarządzie w ciągu lat zasiadał m.in.: Jan Maria Rokita, Mieczysław Gil, Tadeusz Schoen, Jan Polkowski, Krzysztof Bukowski. Dzisiaj Ci panowie mają czelność tworzyć razem honorowy komitet poparcia Ryszarda Terleckiego. Warto również przyjrzeć się jeszcze kilku ludziom zakładającym pierwszą spółkę Arka sp. z o.o. przekształconą później w firmie Arka S.A. Jako współzałożyciel pojawiają się również niejaki Ryszard Legutko. Dług wobec firmy „Pro-Rynk” rozpoczął swoja historię w 1994. Już wtedy upadał Krakowski Czas wydawany przez Arka S.A. a pod druk którego firma Pro-Rynk dostarczała papier. Dzisiaj nie ma już Krakowskiego Czasu, nie ma też firmy Pro- Rynk, a Arka S.A. jest w upadłości. Do dzisiaj Pan Jan Maria Rokita posiada 10 udziałów w firmie Arka S.A., ale nie wykazuje ich w swoich zeznaniach podatkowych. Niejasne interesy goni prokuratura. Ale pomimo wyroków NSA, komornik nie jest w stanie ściągnąć z masy upadłościowej Arka S.A. długów. Ktoś sprawę skutecznie blokuje. Czy Kraków ma podzielić losy Arku S.A. i firm z nią współpracujących? Odpowiedz Link Zgłoś
krakowek Re: Premier Jarosław Kaczyński w Krakowie 21.11.06, 14:56 zabierz premierze tam takiego kandydata Odpowiedz Link Zgłoś