weronka77
06.12.06, 12:53
W zasadzie powinnam się cieszyć i odstresowywac ale wcale mi nie do
śmiechu..Rezonans robiłam w Instytucie Pediatrii i żeby dostać się do
pracowni a raczej pięknej siedziby prywatnej spółki mieszczącej się w
podziemiach musiałam przejśc niemal przez wszystkie przychodnie..I myślałam
że mi serce pęknie..korytarze pełne zrozpaczonych,zmęczonych czekaniem
rodziców z dziećmi na rękach-zupełnie malutkimi,w wieku mojej Juleczki i
starszymi..Dzieci zapłakane,udręczone ale niestety każdy musi odstać
swoje..No właśnie,czy każdy..? W podziemiach płacz i cisza bo oddział
hematologii o onkologii..Maluszki czekające cierpliwie na swoją kolej
badania,zapłakane w chusteczkach na głowach.Mikołaj chodzący po
korytarzu,próbujący rozweselić dzieci,rodzice ukrywający rozpacz za
sztucznym,wymuszonym uśmiechem i żartami..I wiem że taka sytuacja to nic
nowego,ma miejsce w każdym szpitalu,w kazdym mieście,wszędzie..Dołuje i
dobija mnie fakt że średnio na badanie typu rezonans czeka się kilka
miesięcy,dzieci na oddziale tydzień-dwa.Ja termin miałam wyznaczony
błyskawiczny-niemalże na drugi dzień.I nie dlatego żebym była pacjentem
szczególnie chorym,potrzebującym szybko diagnozy.Tylko dlatego ze wykonałam
badanie prywatnie..Zapłaciłam tak jak za każde badanie,analizę,konsultację,
profesjonalną diagnostykę swoją,czy córeczki.Wtedy "wszystko" jest od
zaraz,wynik tego samego dnia,analityk przyjeżdza nawet do domu żeby pobrać
materiały do badań od dwulatki..Tylko co mają zrobic rodzice,ludzie którym
brak funduszy nie pozwala na opłacenie leczenia,diagnostyki..Pozostaje im
grzeczne czekanie w kolejkach na swoją kolej bo przecież niejednokrotnie
nawet odmawia im się współczucia,odrobiny empatii,wsparcia-od przychodni
poczawszy na szpitalu skończywszy..Nie rozumiem zawiłości finansowania służby
zdrowia,nie wiem gdzie znikają pieniądze,dotacje,nie rozumiem, wysokich
uposażeń ministrów,ich "luksusowej otoczki",wydatków,zbędnych inwestycji..Ale
szlag mnie trafia że wciąż pacjentów dzieli się wedle zasobności i możliwości
portfela.I oczywiście że możemy pomagać,przekazywać
pieniądze,fundacjom,osobom prywatnym które tego wsparcia potrzebują.Tylko że
to kropla w morzu..a całej niezrozumiałej dla mnie może tylko machiny nie
zmieni..I pewnie posypią się gromy na moją głowę za to że "inwestuję"
ironicznie mówiąc w służbę zdrowia,pojawią się dociekania,kpiny ale..nie dbam
o to. Wcale nie czuję się lepiej,komfortowo i bezproblemowo z powodo że mnie
akurat "stać".Wręcz przeciwnie.Taką sytuację wymusza poniekąd system
zarządnia służbą zdrowia-oczywiście idąc dalej nie tylko tym jednym,jedynym
resortem bo tak jest wszedzie niestety.I po co płacimy podatki,a raczej może
gdzie te pieniądze potem idą? Skoro i tak w ostatecznym rozrachunku za
wszystko trzeba extra zapłacić.