pjpb
26.04.07, 10:48
wydaje mi sie ze dochodzi do pomieszania dwoch pojec: zarzadzanie nauka i
interesy korporacyjne. zarzadzania nauka - to dazenie do merytorycznej oceny
pracy i badaczy - czyli wplyw ludzi nauki na rozdzial pieniedzy podatnikow.
wszedzie to dziala - a kto sie tylko zetknal z polskim systemem przyznawania
grantow ten wie, ze dziala on nedznie. druga rzecz to interesy korporacyjne
obecnych moznowladcow polskiej nauki. trzeba miec wiele dobrej woli aby
oczekiwac od ludzi, ktorzy po danej drabinie sie wspieli na szczyt i rozsiedli
na najwyzszym szczeblu, ze beda lamac te drabine budujac nowa. podobnie jak w
kazdej grupie interesow jest silna inercja - gdzie ci ktorzy juz zdobyli
szczyty sa gleboko zainteresowani utrzymaniem status quo - i wypowiadaja sie
jako glos srodowiska w tym duchu. dotyczy to profesorow, prawnikow,
urzednikow, gornikow itp itd. pytanie tylko, jak czesto te partykularne
interesy sa zbiezne z dobrem calego srodowiska - czy szerzej spoleczenstwa.
dla przykladu: w przypadku kariery naukowej w polsce - jakos wiele sie pisze o
tym, ze jest ona zupelnym przezytkiem, skonstruowanym w silnie hierarchicznym
ukladzie dla zachowania kontroli nad ludzmi wchodzacymi w ta piramide. gdzie
tu jest daznosc do wolnosci nauki? do przyciagania najlepszych? instytucji
mianowan, habilitacji itp itd nie bronia naukowcy mlodzi - a raczej ci, ktorzy
te szczeble maja za soba. i do swej obrony dopisuja cala mitologie...