Dodaj do ulubionych

Mr & Mrs M | Pan i Pani M - relacja

25.09.09, 10:23
Wlasciwie, to prawie caly tydzien poczynajac od poniedzielku (14 wrzesnia) byl bardzo intensywny.
Przymiarki, fryzury, kwiaty, alkohole, transport gosci, winietki - co chwila cos, co chwila telefon i tak az do momentu wyjazdu z pod domu do USC.

Pogode mielismy cudna caly tydzien i chociaz ten jeden problem odpadl. Wiekszosc spraw szla zzgodnie z planem, rodzice sie integrowali, goscie zachwalali polskie jedzenie i ogolnie bylo pozytywnie.

Planowalam pojsc spac wczesniej w piatek, ale moja kochana swiadkowa, Magda, przygotowala mini wieczor panienski z tortem w ksztalcie penisa i zabawami, tak ze w koncu dojechalam do domu okolo 22:00.

Nie moglam zasnac, a nastepnego dnia rano tez obudzilam sie o 6:30 i juz dalej nie chcialo mi sie spac.

Dzien wczesniej odbieralysmy jeszcze kwiaty, kupowalysmy wstazki, robilysmy bukiet slubny i kupowalysmy znicze do lampionow (tak, tak wstawilismy do lampionow znicze i swietnie sie sprawdzily palac sie do poznych godzin nocnych).

Niby wszystko bylo rozlozone w czasie z zapasem, ale sie w pewnym momencie rozklad jazdy rozjechal, kiedy zapomnialam kwiatka do fryzury i potem z wywieszonym jezykiem gnalam do domu, zeby zdazyc przed samochodem z panem mlodym.

Panikowalam u wizazystki, ze makijaz za ciemny, ale jak sie okazalo niepotrzebnie zupelnie.

Moj wtedy jeszcze przyszly maz mi glowe smsami o 15:50 i zawracal jaka ma koszule zalozyc (przeciez mogl mamy spytac!), ale w sumie to dobrze, bo by zalozyl kremowa, a miala byc biala!

Wpadlam do domu o 16:05, a o 17:15 mielismy wyjezdzac do urzedu. Fotograf juz sie po domu krecil i robil zdjecia akcesoriom. Zdjecia wrzucil na swoim blogu.

Pstryknal kilka fotek jak wbiegalam po schodach, ale potem go wyprosilam, zeby sie szybko oplukac w wannie i wciskac sie w pancerz obsciskujacy. Jakos sie udalo, ale potem o malo nie fiknelam, kiedy mama z ciotka probowaly na mnie sukienke zalozyc: ja kucalam, a sukienka szla od gory - w pwenym momemcie mama cos zaczela kombinowac i stracilam rownowage. Smiechu bylo co niemiara). Jakies szmatki do tego mialam na twarzy, zeby sukienki nie pobrudzic od spodu, bo mogloby przeswitywac.

Potem juz mozna bylo zawolac fotografa do dalszego ubierania. Magda biegala po rekawiaczki. Zmienialam z siatekczkowych na nieprzezroczyste, a Magda ocierala mojej mamie pot z czola, bo tak sie denerwowala. Ciotka biegala z bizuteria do przymierzania, bo nie bylo zdecydowane co zkladam. W koncu zalozylam kolczyki, ktore dostalam wczesniej w prezencie, a na szyje malutki wisiorek kupiony pare godzin wczesniej.

Fotograf zniknal i jak sie potem okazalo, pstrykal fotki samochodowi - Warszawie M20 na podjezdzie, co znaczylo ze pan mlody z rodzicami i swiadkowie juz sa.

Jak juz bylam gotowa i pachnaca, chcialam zrobic 'wejscie', a konkretnie zejscie po schodach z fotkami, ale fotografa wcielo i stalam jak ta dziumdzia na schodach..., ale nie moge zlego slowa na fotografa powiedziec. Caly czas zasuwal jak maly samochodzik, w wyniku czego mamy ponad 1100 zdjec (razem z plenerem).

Fotograf sie odnalazl i moglam wreszcie zejsc ze schodow. Ojciec J i jego mama, zreszta sam J - tylko na mnie patrzyli, nic nie mowiac i przez chwile zwatpilam, czy przypadkiem ich nie zatkalo negatywnie, ale okazalo sie, ze nie. Ojciec J na wysciugi z mama wyciagli swoje aparaty fotograficzne, a w tym wszystkim z nimi fotograf konkurowal. Troche bylo zamieszania, poniewaz moja mama i tato nie byli jeszcze gotowi. Jeszcze krotka sesja rodzinna za domem na schodach do tarasu i chwile potem pakowalismy sie do odjazdowego samochodu. Jasko byl pod wrazeniem, a ja cala droge do miasta zagadywalam pana kierowce o parametry motoryzacyjne.

Pod urzedem bylismy 15 min przed cereminia. Okazalo sie, ze towarzystwo sie zebralo za wczesnie i zamiast tylko nas, wszyscy sie klebili przed wejsciem. Potem szybka rozmowa z pania urzedniczka, potwierdzenie danych i czekalismy na wyjscie poprzedniego slubu. Przyszla tez Ula, moja krawcowa i robila ostatnie poprawki w 'zawieszeniu' sukienki - prawde powiedziawszy do konca nie wiem, co robila...

Troche bylo zamieszania, bo nie wiedzielismy kto jak ma wchodzic do sali, wiec weszlam z Johnem jego tata i Magda. Tymczasem okazalo sie, ze tato chce mnie wprowadzic i iddac w rece przyszlegop malzonka, wiec wychodzilam z sali, kiedy reszta zdziwionych gosci wchodzila. Miny mieli nietegie, a ja zeby sie nieco odsmiach mowilam, ze wychodze, bo zmienilam zdanie big_grin

Potem, jak juz wszyscy, wlacznie z kierownikiem USC weszli, tato mnie wprowadzil. Zupelnie zapomnialam sie z nim 'pozegnac', czego troche zaluje, a z kolei tato o malo sie nie przewrocil, bo nadepnal na moja sukienke.

Ceremonia byla krotka, ale bardzo mila. Pan kierownik nie przynudzal, nie bylo nic o komorce spolecznej. Bylo cieplo i uroczyscie, a na koniec zlozyl nam barzo mile zyczenia. Johnowi po angielsku.

Potem zyczenia i szampan. Bardzo mila niespodzianke sprawila mi kolezanka, z ktora znamy sie od przedszkola, ktorej chcialo sie przyjsc na sam slub, mimo, ze na wesele nie byli zaproszeni.

Potem byly juz tylko toasty, tance i zabawy do 4 rano. Polski front zawiodl sromotnie i na polu walki ostali sie przewaznie tylko brytyjczycy.

Walc do Moonriver udal sie bez problemow. Zadalam sie calkowicie na Johna, ktory poprowadzil. Ogolnie nauka tanca nie poszla w las, bo moj wspanialy maz wywijal na parkiecie, a nie tylko z nogi na noge przestepowal. Bylam pod wrazaniem.

Rewelacyjnie sprawdzilo sie przedstawianie gosci, walczyk zapoznawczy, zabawa w przepioreczke i taniec swietlisty.
Zintegrowac towarzystwo pomoglo usadzenie: polscy goscie naprzeciwko brytyjskich, a nie polski i brytyjski stol oddzielnie.

Radosc w niewielkim stopniu przycmily problemy oragnizacyjne i brak profesjonalizmu ze strony kierownictwa lokalu. Zapomnieli nam powiedziec, ze stawka za dobe hotelowa, ktora nam podali obowiazuje tylko w noc weselna a za pozostale noce sa platne w calosci. Nie chcielismy gosci obarczac dodatkowymi kosztami i to byl nieprzewidziany wydatek. Poza tym napoje byly za cieple, dlatego ich malo poszlo. Wkurzylo mnie maksymalnie, ze na poprawiny (zostalo bardzo duzo jedzenia) zmuszeni bylismy dokupowac 25 porcji, mimo, ze to co zostalo uzupelnione o kilka porcji by wysrtarczylo. Nie wspominajac juz o tym, ze na poprawinach mialo byc 18 osob, wiec zupelnie nie rozumiem skad te 25 porcji. I na koniec, latka dla gosci - bylam zdegustowana, kiedy polscy goscie wystosowali 'wyslannika', ktory przyszedl prosic o whisky... zenujace.
Nie wiem z czyjej inicjatywy, ale nasz elegancki, prosty, bialy tort weselny zostal zupelnie popsuty przez dwie race. Nie wiem kto i po co je tam wsadzil, ale sie wkurzylam bo wygladalo kiczowato.

Mam nadzieje, ze po latach sie nie bedzie o tym pamietalo.


Zdjecia w tym watku.
Obserwuj wątek
    • caprichito Re: Mr & Mrs M | Pan i Pani M - relacja 25.09.09, 10:38
      O tym upiekszaniu tortow przez restauracje to juz sie duzo
      nasluchalam.
      Najwazniejsze, ze wszystko sie udalo i ze dobrze sie bawilas.
      Pieknie wygladalas.

      p.s. a jak zalatwiliscie te krowki z napisami i waszymi inicjalami?
      • inka323f Re: Mr & Mrs M | Pan i Pani M - relacja 25.09.09, 10:40
        Dzieki, caprichito .
        Krowki zamowilismy w firmie z Koszlina, a papierek John zaprojektowal, ale wiem,
        ze firma oferuje tez projekty. Jesli chcesz namiary wyslij mi mailana
        gazetowego. Minimalne zamowienie to 10kg i calosc z dostawa kosztowala okolo 350zl.
        • najta Re: Mr & Mrs M | Pan i Pani M - relacja 25.09.09, 12:10
          Bardzo fajna relacja smile Inka, a co to jest zabawa w przepióreczkę i taniec
          świetlisty? Na czym to polega?
          • inka323f Re: Mr & Mrs M | Pan i Pani M - relacja 25.09.09, 12:26
            Dzieki, Natja.
            Taniec swietlisty - kazda para dostaje swieczke i odpala ja od swieczki PM. Gasna swiatla i wszyscy tancza przy blasku swiec.

            Zabawa w przepioreczke do piosenki:

            Uciekła mi przepióreczka w proso,
            a ja za nią nieboraczek boso.
            Trzeba by się pani matki spytać,
            czy pozwoli przepióreczkę schwytać.

            A chwytajże mój syneczku, chwytaj,
            jeno jej się pióreczek nie tykaj,
            nie chwytaj jej za te złote piórka,
            bo to moja ukochana córka.

            A jakże ją, pani matko, chwytać,
            aby sie jej pióreczek nie tykać?
            Trza nastawić, mój syneczku, sieci,
            to ci sama przepióreczka wleci.

            Goscie stoja w rzedach po osiem osob. Przepioreczka ucieka w proso, czyli miedzy rzedy, po czym na haslo 'zmiana' kazdy sie obraca o 90 stopni w okreslona strone i lapie sie za rece z ludzmim z rzedu.
            Przepior musi tak kombinowac, zeby zlapac przepiorke w rzedzie.
            Troche zagmatwane, ale smiechu jest co niemiara.
            Potem przepior i przepioreczka wybieraja nastepna pare i zabawa od nowa sie zaczyna.
        • zia86 Re: Mr & Mrs M | Pan i Pani M - relacja 25.09.09, 12:29
          Fajna relacja. smile Taka emocjonalna i pisana na luzie. wink Fragment o
          fotografie bardzo mnie rozśmieszył i o krawcowej która nie wiadomo co
          do końca robiła. big_grin Krówki też mi się podobają bardzo. smile No i
          samochód super.
          Jak już pisałam wyglądaliście super. Tych niemiłych szczegółów na
          pewno nie będziesz pamiętać. Dziwne, że najdłużej bawili się
          Brytyjczycy a nie Polacy. Te race na torcie to jakaś zmora, ja sobie
          chyba w umowie pod groźbą kary zapisze ten punkt. wink
          Gratulacje! smile I mimo drobnych szczegółów to fajnie, że wszystko tak
          super wyszło. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka