Nakrzyczałam na mojego narzeczonego (ha, dobre sobie, skoro nawet się nie oświadczył),żeby się wynosił z mojego życia, padło parę niecenzuralnych słów

Sory, ale nie umiałam czekać na ruch z jego strony

((, więc klasa (moja) tez odpłynęła w siną dal.... A oni ? Oni podobno tak się kochają, że kiedy ja odwoływałam przyjęcie w reatauracji to on biegł szybko, zeby złapać zwolniony termin. No cóż - w końcu on się będzie żenił w październiku i będzie miał weselisko w "naszej" restauracji, tylko narzeczone mu się zmieniły. Ona oczywiście żałuje wyjazdu do US i oczywiście cały czas go kochała

A wiecie co jest najgorsze? Że przez 2,5 roku byłam zapchajdziurą

((( I nie wiem, jak się teraz pozbierać...