Jak to było u Was? My niestety nie możemy pozwolić sobie na organizację przyjęcia za własne pieniądze, więc zaproponowaliśmy, że zrobimy cichy ślub, bez zbędnych kosztów. I jedni i drudzy rodzice się nie zgodzili, argumentując, że jak to, że przecież oni zapłacą!
No to jak przyszło do szukania sali, to jedni chcieli na maksa tanio (bo jeszcze w kolejce kilkoro dzieci czeka do wydania za mąż/ożenku), a drudzy "na pałacowo", bo jedynaka żenią.
I tutaj powstaje pierwszy konflikt. Nam podoba się miejsce dość drogie (podstawa to 270 od talerzyka, a co dopiero mówić o kosztach poza tym), na co jego rodzice zgodzili się bez problemu, a moi mają problem by za 210 zł za osobę zrobić. Ostatecznie mogą się zgodzić na 270 od talerzyka, ale kosztem gości (zamiast 120, robi się 70). Niestety każą wykreślić przyjaciół i znajomych, bo rodzina to ma w komplecie zostać...
W tym momencie odechciewa mi się tego wesela. Chciałabym móc zaprosić wszystkich i w takie miejsce, które mi się marzy i w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia, ale nie będę przecież pożyczki brać
Iść na kompromis i wybrać tańszą opcję (co niekoniecznie znów podoba się jego rodzicom) czy po prostu powiedzieć jasno, że albo robią, jak mi się marzy i płacą albo wcale nie robią i my bierzemy ślub w USC ze świadkami, bez żadnych wesel (co nam też się podoba, ale rodzice nie chcą o tym słyszeć)...
Jak to było u Was? Kto płacił a kto/i decydował?