la_felicja
15.10.26, 12:23
Mam koleżankę, koło sześćdziesiątki, wykształcona, zawód medyczny, zdrowa, aktywna, pracuje. Ma czwórkę dorosłych dzieci - fakt, ma do nich daleko, ale są. Ma też psa i dwa koty.
I ona mi niedawno powiedziała, że właściwie to powinna już umrzeć, bo nie jest już nikomu potrzebna. Zupełnie poważnie.
Każdy z nas chyba zna jakieś młode małżeństwo, któremu rodzice/teściowie chcą meblować życie i wpierniczają się w to życie z butami - bo "chcą się czuć potrzebni"
A już rekord pobiła jedna baba, która przy obiedzie rodzinnym przygotowanym przez synową z brewkami uniesionymi pod niebo krytykowała każdą potrawę, nawet mówiąc coś w rodzaju "przepraszam cię bardzo, ale to jest niejadalne" - a kiedy reszta rodziny chwaliła jedzenia, mówiła - "a bo wy się nie znacie, wy młodzi to wszystko zjecie" A kiedy synowa była bliska łez, mąż i szwagrostwo ją pocieszali - Nie przejmuj się Kasia, wszystko jest pyszne, mama tylko tak mówi, bo chce się czuć potrzebna
Ja jako bezdzietna lambadziara tego nie rozumiem - ale może wy też tak macie? Panikujecie na myśl, że wasze dzieci mogą być całkiem szczęśliwe bez was?
Macie jakieś popisowe potrawy, na które nikomu nie dacie przepisu, bo ktoś by nie daj boże ugotował to tak samo pysznie?
Jakieś ciasta, które tylko wam mają prawo wyjść, a jak synowa upiecze coś podobnego to jest foch i łzy?