Dodaj do ulubionych

Jestem podłamana

23.08.05, 12:44
Mam powoli dosyć. Bardzo cieszyłam się na nasz ślub. Płacimy za wszystko z
narzeczonym sami, więc wstępnie zaplanowaliśmy uroczysty obiad. Oczywiście
nasi rodzice po długich dyskusjach przekonali nas do "normalnego" wesela, bo
rodzina się obrazi i takie tam. No dobrze... Zorganizowalismy (organizujemy)
wesele w osrodku nad jeziorem, razem z noclegami, aby było wygodniej. Ślub
jest 17 września i prosiliśmy o potwierdzenie przybycia do 17 sierpnia.
Zgadnijcie co się stało... otóż na 90 osób, które zaprosiliśmy (głównie
najbliższa rodzina) potwierdziło ...37 ):
A najgorsze z tego wszystkiego są te tłumaczenia: bo nie mamy pieniędzy, bo
za daleko, bo córka składa na mieszkanie, bo druga córka jeszcze się uczy i
nie zarabia... Czy ja jestem normalna? Co się dzieje z ludźmi... Mogliśmy
przecież zrobić sympatyczny obiad dla najbliższych, a tak będziemy się szukać
po ogromnej sali. Nie wiem co powiedzieć... A najgorsze jest to, że najbliżsi
przyjaciele mojego narzeczonego (u wszystkich był na weselu, są przyjaciółmi
od dziecka, z byle jakiego powodu (za daleko, 300 km, wszyscy mają samochody,
no i zapewniliśmy noclegi) wystawili go "jak jeden mąż".
Pozdrawiam
Iwona
Obserwuj wątek
    • annajustyna Re: Jestem podłamana 23.08.05, 13:00
      W zupelnosci rozumiem, tez bym sie podlamala...
    • m_wait Re: Jestem podłamana 23.08.05, 13:01
      Bardzo mi przykro,nie wiem skąd jesteś.Ja jestem z Wa-wy i u mnie jest sporo
      możliwości...
      Może udało by się wam zamienić wesele na obiad dla rodziny połączony z tańcami
      np.do godz.1Płacenie za transport gości,wesele etc.zaczęło Was przerastać.
      Ja na Twoim miejscu najpierw bym sobie popłakala,a później zastanowiła co zrobić
      by Ci którzy nie przyszli gorzko tego żałowali.
      Możesz dla przybyłych zoorganizować niezapomiane atrakcje np.uszyć małe woreczki
      z delikatnego materiału i włożyć do nich np.migdaly w lukrowej polewie,
      możecie zamowić( albo zrobic) pudełka zapałek i kupić małe pachnące
      świeczki-poprosić gości by po powrocie z wesela rozpalili w domach plomień
      rodzącej się miłości...
      Nie mysl o tych co nie przyjdą (tylko się tym trujesz)-doceń tych co będą
      i działaj-masz mało czasu.Ale wystarczająco dużo ,by zrobić coś fajnego.
      Nigdy nie wiesz czego spodziewać się po ludziach -zwłaszcza po najbliższych.
      • aldialdi Re: Jestem podłamana 23.08.05, 13:16
        Po pierwsze i najważniejsze nie smutaskuj się bo nie warto. wiem co mówię,
        13.08 miałam slub i wesele, z 90 osob zostało mi 66 i bawili sie super,a Ci co
        nie byli niech żałuja. To ich strata. Doceń tych co przyszli bez względu na
        kilometry czy kasę a nie zamartwiaj się tymi którzy widać nie są dośc dorośli.
      • jontos Re: Jestem podłamana 23.08.05, 13:18
        Dziękuję, naprawde jesteście kochane.
        Niestety nie mam dużych możliwości lokalowych, bo wesele jest w małej
        miejscowości i dużego wyboru nie ma. Musi pozostać tam gdzie jest... Też
        myślałam o tym, żeby jakoś w specjalny sposób podziękować gościom. Dziękuję za
        pomysły. Myślałam również o tym, żeby wysłać specjalne podziękowania z naszym
        ślubnym zdjęciem. Może jakaś mała niespodzianka na stołachm - fajny pomysł z
        tymi świeczkami. Jeszcze raz dzięki , mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
        Pozdrawiam
        Iwona
      • jontos Re: Jestem podłamana 23.08.05, 13:19
        Zawsze można na Was liczyć... Dziękuję
        • aldialdi Re: Jestem podłamana 23.08.05, 13:25
          Mam dla Ciebie jeszcze jeden pomysł. Na samym początku zamierzalismy miec pokaz
          ogni sztucznych na weselu, potem ze względow finansowych zrezygnowaliśmy ale
          kiedy już było wiadomo że troche osób nie przyjdzie postanowiliśmy go zrobić.
          Dla nas i naszych najbliższych przyjaciol to nie nowość, mój mąz (hihih, jk
          fajnie to powiedziec) z naszym świadkiem robią takie pokazy na codzień ale dla
          gości to była nielada atrakcja. W pewnym momencie wygłosilismy podziękowania
          dla wszystkich obecnych i zadedykowaliśmy im ten pokaz. Podobała sie bardzo, do
          dzisiaj ciągle to wspominaja.
    • new_woman Re: Jestem podłamana 23.08.05, 13:29
      Całkowicie Cię rozumiem. Z mojej strony nie przyjdzie ok. 16 osób, a ze strony
      Narzeczonego też coś koło tego. Najlepsze jest to, że większość z nich nie
      przychodzi ze względów finansowych tzn. powiedzieli, że na ślub przyjdą i dadzą
      prezent (od niektórych dostaliśmy koperty już podczas wręczania zaproszeń) ale
      na wesele nie przyjdą.
      Postanowiłam się tym zbytnio nie przejmować. Ale i tak jest to dosyć smutne, że
      wiele osób z rodziny nie chce przyjśćsad
    • jontos Re: Jestem podłamana 23.08.05, 13:37
      Od parunastu lat mieszkam w Poznaniu, a wesele i ślub jest w miejscu, z którym
      jestem związana emocjonalnie( ok. 80 km od Poznania). Nie wiem gdzie można
      zogranizować w tak krótkim czasie tego typu pokazy ogni sztucznych.
      Ale co myślicie o czymś takim; co jakiś czas orkiestra będzie dedykowała jedną
      piosenkę dla poszczególnych gości?
      Pozdrawiam
      • bubster Re: Jestem podłamana 24.08.05, 12:41
        jest to całkiem sensowny pomysl
    • raton Re: Jestem podłamana 23.08.05, 13:49
      Nie wiem, czy Cie to pocieszy, ale ja tez jestem w takiej sytuacji. Planowalismy
      male wesele (ok. 60 osob), dla najblizszej rodziny i naszych znajomych, ktorzy
      mieli stanowic wiekszosc gosci. Na 6 tyg. przed slubem, na wyrazona dopiero
      wtedy prosbe rodzicow narzeczonego "dopraszalismy" jeszcze 7 osob z jego dalszej
      rodziny. Troche pozno, ale co tam! Wesele ze niecale 3 tygodnie (10 wrzesnia), a
      z prawie 70 osob zrobilo nam sie ok.40-45, a wykruszyli sie niestety prawie
      wylacznie nasi znajomi. I tym sposobem bedziemy mieli "impreze emerytow" :o)))
      Problem w tym, ze wszyscy mlodzi (oprocz swiadka) sa z Wawy i Poznania, bo tam
      studiowalismy/mieszkamy etc, i chociaz bardzo entuzjastycznie reagowali na
      wiadomosc o naszym slubie, to jak przyszlo co do czego, stwierdzili, ze wybranie
      sie na Pomorze, skad pochodzimy i gdzie bedzie slub, to dla nich za duzy
      wysilek. Szkoda, ze nie stawiali sprawy jasno od poczatku, zrobilibysmy obiad
      dla najblizszych i pojechali na jakas super wycieczke. Tak sie caly czas
      cieszylam tymi wszystkimi przygotowaniami, a teraz stwierdzam, ze to wszystko
      bez sensu, bo dla kogo? Robilismy to dla gosci, bo ich lubimy, cenimy,
      chcielismy, by swietowali razem z nami, ale jak widac, nie bedzie nam dane...
      Mam tylko nadzieje, ze i Tobie i mnie humory sie jeszcze zdaza poprawic i wesela
      sie jednak udadza. Powodzenia!
      • gocha80 Re: Jestem podłamana 23.08.05, 13:57
        My tez na poczatku planowalismy cichy, skromny slub a potem obiad dla
        najblizszych, ale rodzoce sie uparli na wesele. Wiec za 3 dni bedzie wesele.
        Ale nie zaluje. W sumie bedzie 60 osob, troche zaproszonych sie wykruszylo z
        roznych dziwnych powodow, glownie rodzinka. Za to znajomi spisali sie na medal
        i wiekszosc z nich przybedzie, nawet z bardzo odleglych miejsc (Dania,
        Finlandia). Ogromnie sie ciesze bo to zgrana paczka i zapewne bedziemy sie
        swietnie bawic. A tym ze kilka osob z rodzinki nie bedzie i nawet nie byli zbyt
        chetni zeby nas informowac postanowilam sie nie przejmowac. Ich strata. Zrob
        tak samo i baw sie dobrze.
      • jontos Re: Jestem podłamana 23.08.05, 13:59
        Raton dziękuję za miłe słowa, ale nie pociaszają mnie twoje smutki. Naprawdę
        głupia sytuacja. Czasami mam wrażenie, że tym ślubem stworzyłam tylko problemy
        tym, których zaprosiłam.
        Ale co tam... Trzymam kciuki za Ciebie 10 września. Jak będziesz po, to się odezwij.
        Ode mnie wszystkiego co najlepsze i wspanialych niezapomnianych chwil!
        • raton Re: Jestem podłamana 23.08.05, 14:31
          No wlasnie, ja tez sie tak troche czuje, jakbym oczekiwala Bog wie czego, ale
          chyba po prostu popadam juz w lekka paranoje ;o)
          Serdecznie dziekuje za zyczenia, mozesz miec pewnosc, ze sa odwzajemnione. Z
          calego serca zycze Tobie i innym pannom mlodym, zeby wszystkie wesela male i
          duze pieknie sie udaly mimo roznych przeszkod!
          Wszystkiego dobrego!
    • lila23 Re: Jestem podłamana 23.08.05, 14:39
      Wiem, że Cię to nie pociesza, ja jestem kolejną osobą z podobnym problemem. Ten
      sam schemat, tj. Tesciowie uparli sie na klasyczne wesele, a ja już wiem że
      połowa co najmniej gości nie dopisze, m.in. też z powodu odległości, braku
      pieniędzy, etc., Brak mi słów. Jeśli możesz tak zrobić w swoim loklau, to może
      jakoś przearanżuj ściany ( jeśli mają np. ściany przestawiane - tak się czasem w
      lokalach, hotelach zdarza) to zmniejszy się lokal i bedzie lepiej.
      Mimo wszystko głowa do góry i nie przejmuj się tym.
      Pozdrawiam
      • annajustyna Re: Jestem podłamana 23.08.05, 14:46
        Bo to wszystko przez ten szal z lokalami: powinno byc tak, ze sie wybiera
        lokal, jak juz goscie potwiedza udzial badz odmowia... A tak trzeba lapac sale
        w ciemno...
        • a_weasley O przezornym sal łapaniu 23.08.05, 17:31
          annajustyna napisała:

          > Bo to wszystko przez ten szal z lokalami: powinno byc tak, ze sie wybiera
          > lokal, jak juz goscie potwiedza udzial badz odmowia... A tak trzeba lapac
          > sale w ciemno...

          To prawda, jednakowoż po pierwsze - zawsze można rozesłać listy ze zmianą w
          rozkładzie jazdy (w końcu skoro termin się nie zmienia, to co im za różnica),
          po wtóre - nawet jak się w ostatniej chwili zmieni, to przecież goście najpierw
          przychodzą na ślub. Można sobie zawczasu zarezerwować dwie i jedną odmówić, te
          500 zł traktując jak koszty ubezpieczenia.
      • jontos Re: Jestem podłamana 23.08.05, 15:18
        Dzięki. Ścian nie da się raczej przestawić, ale rzeczywiście porozmawiam z
        właścicielami lokalu o specjalnej aranżacji, aby "zmniejszyć" optycznie salę.
        Też się trzymaj i jeszcze raz dzięki.
    • viinga Re: Jestem podłamana 23.08.05, 14:57
      nam tez odmówiło troche osób, więc doprosiliśmy sobie dalszą rodzine. Od strony
      męza wszyscy praktycznie koledzy których zaprosił go olali, więc doprosił
      innych którzy z miła chęcią przyszli mimo iz dostali zaproszenie tydzień przed
      weselem.
      • jontos Re: Jestem podłamana 23.08.05, 15:24
        Wiesz, też tak myślałam, żeby kogoś doprosić, ale stwierdziliśmy z narzeczonym,
        że ktoś taki może się poczuć urażony, wiesz na zasadzie "zapchajdziury". Ale to
        chyba zależy od osoby zapraszanej, my nie zaryzykowaliśmy.
        Pozdrawiam
    • bubster Re: Jestem podłamana 23.08.05, 15:24
      jest jeszcze czas - zapros dalsza rodzine i dalszych znajomych
      • jontos Re: Jestem podłamana 23.08.05, 15:25
        Myślisz, że nie będzie głupio? Dostali już zawiadomienia.
        • emiliag Re: Jestem podłamana 23.08.05, 15:29
          jeśli postawisz sprawę delikatnie i szybko się uwiniesz z dopraszaniem to nie.
          Niekorzystne wrażenie powstaje, gdy jest się dopraszanym na ostatni dzwonek. A
          opis twojego wesela brzmi zachęcająco
        • bubster Re: Jestem podłamana 23.08.05, 15:45
          nie - jezeli tylko odpowiednio to rozegrasz
          mozesz jeździć osobiście i zapraszać a na zdziwione miny odpowiadać -
          zawiadomienie było wczesniej, ponieważ nie miałas czasu przyjechac, a chcialas
          wszystkich osobiscie zaprosic

          mozesz powiedziec tez ze zawiadomienie było swoja droga, wczesniej by goscie
          mogli czas zaplanowac, a teraz zapraszacie

          byle szybko

          bo jak 2 tyg przed slubem to wtedy zle to wyglada
        • a_weasley Mogę mówić za siebie 23.08.05, 17:26
          jontos napisała:

          > Myślisz, że nie będzie głupio? Dostali już zawiadomienia.

          Ja bym się na ich miejscu nie czuł urażony, choćbym nawet się domyślał, co jest
          grane.
          Można zawsze powiedzieć "okazało się, że możemy sobie pozwolić na większą
          imprezę" albo coś takiego.
          • a_weasley P.S. 23.08.05, 17:27
            Ewentualnie rżnąć głupa, że przez pomyłkę wysłaliście im zawiadomienie zamiast
            zaproszenia na wesele (co skądinąd naprawdę się w życiu zdarza).
    • jontos Re: Jestem podłamana 23.08.05, 15:52
      Dzięki za rady, muszę jednak przedyskutować sprawę z moim narzeczonym, jest
      bardzo dumna osobą i już zapowiedział, że nie będzie się nikomu prosił, ale
      widzę, że go to gnębi.
      Pozdrawiam
      • bubster Re: Jestem podłamana 23.08.05, 15:55
        nie musi prosic tych co juz prosił ?(zreszta tu powinni wkroczyc rodzice) ale
        isc i prosic dalsza rodzine - przyjaciol - znajomych
        • jontos Re: Jestem podłamana 23.08.05, 15:56
          Wiesz, znam go "trochę" i czuję, że będzie trudno, ale spróbuję oczywiście.
          Pozdrawiam
          • bubster Re: Jestem podłamana 23.08.05, 15:58
            powiedz mu ze to jest raz na całe życie (ślub) i że zależy Ci by było dużo gości
    • hanka2501 Re: Jestem podłamana 23.08.05, 16:00
      Rozumiem Cię doskonale. U mnie goście też przegięli ale w drugą stronę.
      Mieliśmy ograniczone możliwości finansowe. Wesele na 80 osób i kasa wyliczona
      prawie na styk. Dużo rodziny było przyjezdnej i dlatego zapraszaliśmy bez
      dzieci. Co się okazało? Nie dość, że nikt do nas nie oddzwonił aby potwierdzić
      swoją obecność to jeszcze wszyscy przyjechali z dziećmi. Dodam, że w lokalu
      płaciliśmy od osoby więc kiedy zobaczyłam wszystkich z dziećmi wpadłam w
      panikę. Czy wszyscy będą mieli gdzie usiąść. Okazało się, że parę osób też nie
      przyjechało i dzieci "weszły" w ich miejsce. Gdyby nie to nie weim co bym
      zrobiła. W końcu okazało się, że było dokładnie tyle osób za ile zapłaciliśmy.
      Jest to jenak nie potrzebny dla nas młodych stres a także brak ogłady ze strony
      gości. To jest moje zdanie. Po czasie wiem, że tak naprawdę szkoda naszych
      nerwów. Dołączę się do rad moich poprzedniczek abyś się tym wszystkim nie
      martwiła. To strata gości. Zaproszenie na wesele to wyróżnienie a skoro ktoś
      tego nie docenia to... Nie martw się to przecież Twój dzień.
      • jontos Re: Jestem podłamana 23.08.05, 16:03
        Dzięki, wiedziałam, że mogę na Was liczyć.
        • bubster Re: Jestem podłamana 23.08.05, 16:05
          jeszcze masz czas
          jeszcze wszystko mozesz zorganizowac
          moze powinni wkroczyc rodzice ? i pogadac z paroma osobami?
          • solgard Re: Jestem podłamana 24.08.05, 10:29
            JONTOS rozumię cię i wspieram w Twoim problemie. Też bym się podłamała.
            Tak to jest, jak rodzicę się uprą i organizują nam życie. A znowu jak my im się
            postawimy i uprzemy, to mają do nas pretensję jak coś nie wypali.
            Myślę, że w tej sytuacji (skoro to rodzice się uparli na większe wesele)
            usiądźcie wszyscy razem (teście, rodzice i Wy) i zastanówcie się co zrobić. Jest
            jeszcze czas, więc może zaprosić "innych" (co nie znaczy zapchajdziurę) znajomych.
            Jeśli ktoś z zaproszonych gości nie przyjeżdza z powodu kwestii finansowej,
            zadzwońcie do nich i ponówcie zaproszenie. Powiedźcie, że nie zapraszacie ich ze
            względu na prezenty, ale ze względu na to, że są dla was ważni i będziecie się
            bardzo cieszyć z ich przybycia. Zapewnijcie, że nie oczekujecie prezentów czy
            pieniążków (choćby prawda była zgoła inna, jeśli i tak musicie zapłacić za nich
            mimo że ich nie będzie to chyba więcej nie stracicie).
            Jeżeli chodzi o wystrój sali, balony na ścianie oraz udrapowany zwiewny materiał
            tu i ówdzie pomniejszy optycznie sale.
            Pomysł z prezencikami dla gości (woreczki, świeczki, zdjęcie,
            specjalne-wyjątkowe podziękowanie na czerpanym papierze, dla dzieci małą
            maskotka, "nie mam więcej pomysłów smile") jest świetnym pomysłem.
            Polecam jakiś specjalny pokaz. Sztuczne ognie, pokaz walk rycerskich. Ja
            osobiście mojej siostrze zorganizowałam inscenizację ślubu słowiańskiego. Było
            porwanie Panny Młodej, walki wojowników, wianki, miód pitny, zaklęcia, nauka
            tańca. Myślę, że goście na długo to zapamiętają. Tymbardziej, że Pan Młody
            musiał odbić swoją ukochaną z rąk "podłych" wikingów.
            • jontos Re: Jestem podłamana 24.08.05, 10:39
              Dzięki za wsparcie. Jakoś staram się z tym pogodzić. Ale jak ktoś już napisał na
              tym forum; powinnam zrozumieć osoby, które nie chcą przyjechać - jest to
              zaproszenie a nie obowiązek uczestnictwa. Ale mimo wszystko jest przykro,
              zwłaszcza, że podejrzewam iż jest to po prostu brak chęci, a nie kwestie finansowe.
              Pozdrawiam
    • a_weasley Czego chcieć od ludzi... 23.08.05, 17:23
      jontos napisała:

      > rodzina się obrazi i takie tam. No dobrze... Zorganizowalismy (organizujemy)
      > wesele w osrodku nad jeziorem, razem z noclegami, aby było wygodniej. Ślub
      > jest 17 września i prosiliśmy o potwierdzenie przybycia do 17 sierpnia.
      > Zgadnijcie co się stało... otóż na 90 osób, które zaprosiliśmy (głównie
      > najbliższa rodzina) potwierdziło ...37 ):

      Ile z pozostałych 53 się wymówiło, a ile po prostu nie rozumie, co to
      znaczy "prosimy o potwierdzenie"?

      > A najgorsze z tego wszystkiego są te tłumaczenia: bo nie mamy pieniędzy, bo
      > za daleko, bo córka składa na mieszkanie, bo druga córka jeszcze się uczy i
      > nie zarabia... Czy ja jestem normalna? Co się dzieje z ludźmi...

      A co się ma dziać? Jedni nie mają kasy, drudzy czasu, niektórzy jednego i
      drugiego.

      > A najgorsze jest to, że najbliżsi
      > przyjaciele mojego narzeczonego (u wszystkich był na weselu, są przyjaciółmi
      > od dziecka, z byle jakiego powodu (za daleko, 300 km, wszyscy mają samochody,

      300 kilosów i z powrotem, 50 l benzyny po cztery z groszami, plus przecież z
      pustymi rękami się nie przyjdzie.
      Pół dnia w drodze, wesele, zarwana noc i z powrotem pół dnia.
      I jeszcze z dziećmi, o ile się takowe ma, coś trzeba zrobić.
      I wytłumacz to wszystko żonie albo dziewczynie, która może mieć coś lepszego do
      roboty niż jechać na wesele kumpla swojego Jedynego.
      My akurat mamy świeżo za sobą taką akcję. Tyle, że pociągami. Z Krakowa do
      Gdańska i z powrotem. Ale primo, nie mamy dzieci, secundo, też nie do każdego
      byśmy tak jechali.
      • bubster Re: Czego chcieć od ludzi... 23.08.05, 17:27
        nie tak ostro...

        zrozumiałe że dziewczyna chce by wesele było jak najwspanialsze....

        i przecież - jak ma rodzinę rozproszoną - wszystkim dogodnie dojazdu nie
        umożliwi

        nie uważam by olewanie kogoś - bo mi się nie chce jechać 300 km było dobrą
        wymówką

        zła sytuacja finansowa - ok
        to rozumiem
        zdrowie - to też rozumiem
        wypadki losowe - ok

        ale w innych przypadkach nie ma wytłumaczenia
        • a_weasley Re: Czego chcieć od ludzi... 23.08.05, 17:55
          bubster napisała:

          > nie uważam by olewanie kogoś - bo mi się nie chce jechać 300 km było dobrą
          > wymówką

          WYmówką to nie wiem, ale dostatecznym powodem jest na pewno.

          > zła sytuacja finansowa - ok
          > to rozumiem
          > zdrowie - to też rozumiem
          > wypadki losowe - ok

          > ale w innych przypadkach nie ma wytłumaczenia

          Zaraz, czegoś tu nie rozumiem. Gości się ZAPRASZA. Nie WZYWA. ZaPROSIĆ to
          znaczy, że ktoś PROSI, żebym przybył. Moja wolna wola z tego zaproszenia
          skorzystać lub nie. Przy takim układzie, jak w omawianym przypadku, o jakichś
          obowiązkach można by mówić w przypadku rodzeństwa. Można by się zastanawiać
          przy pierwszym kuzynostwie. ALe dalsza rodzina? Koledzy?
          Ludzie mają swoje życie. Wyobraź sobie, że masz dwoje dzieci w wieku 3 i 1 lat,
          a mąż przychodzi "Kochanie, jedziemy za miesiąc na wesele Franka". Nie ma, że
          po drodze idziecie na inne, że trzeba albo się trajdać z tymi maluchami przez
          pół kraju, albo zwalić je na głowę babci, "jedziemy na wesele Franka i w ogóle
          nie ma innej możliwości".
          W takiej właśnie sytuacji jest jeden mój przyjaciel. Nawet odległość się
          zgadza. Zaproszony na mój ślub kościelny i wesele odpisał, że prawdopodobnie
          przyjedzie sam. Ale nie każda kobieta to zniesie. I nie każda rodzina - on jest
          wolnego zawodu, przeważnie pracuje w domu.
          Jak pisałem - ja w takiej sytuacji pojechałem. Ale najpierw spytałem moją
          Cywilną: kochanie, jest wesele Jasia, zaprosił nas, chcesz jechać? Gdyby nie
          chciała, nie nastawałbym, egal, czy by powiedziała "nie, wiesz przecież, że
          jesteśmy cienko z kasą", czy "nie, chcę pobyć przez wikend we dwojetydzień temu
          byliśmy na weselu twojego innego kolegi, za dwa tygodnie jedziemy na chrzciny
          twojego bratanka, ile można?".
          • jontos Re: Czego chcieć od ludzi... 24.08.05, 08:38
            Cześć dziewczyny.
            Chcialabym wyjasnic parę kwestii:
            - sytuacja finansowa osób które odmówiły jest bardzo dobra, lepsza niż nasza
            - najblizsi przyjaciele narzeczonego mają bardzo dobre samochody i nie posiadają
            dzieci
            Jedynym wytłumaczeniem jest brak chęci.
            Ale, masz rację, nikt nikogo nie zmusza, ale zaprasza. Ale ślub ma się raz w
            życiu i jest to pewien hołd oddany młodej parze, a nie stwarzanie poczucia, że
            ślubem robi się komuś problemy.
            Pozdrawiam
            • jontos Re: Czego chcieć od ludzi... 24.08.05, 09:07
              Przepraszam hołd to może głupie słowo, ale może dowód, że w tym dniu chce się
              być z ludźmi, którzy biorą ślub.
              Pozdrawiam
              • daisy555 Re: Czego chcieć od ludzi... 24.08.05, 11:09
                No właśnie... to słowo "hołd" nie najlepiej zabrzmiało smile

                Rozumiem rozczarowanie jontos, ale rozumiem też tych gości, którzy nie mogą lub
                po prostu nie chce im się jechać 300 km w jedną stronę. Każdy ma prawo do
                podjęcia takiej a nie innej decyzji.
                Wasze wesele, to Wasz dzień, dla Was najważniejszy - dla innych (niestety)
                pewnie trochę mniej.

                Co do "dopraszania" gości: został Ci jeszcze miesiąc i moim zdaniem, nie jest
                wcale za późno. My z mężem dostaliśmy kiedyś zaproszenie od przyjaciółki z
                czasów liceum na 3 dni przed weselem! Nie kontaktowaliśmy się ze sobą przez
                parę lat, ona jakoś znalazła nasz numer telefonu (co nie było łatwe),
                przeprosiła, że tak "skandalicznie" wink późno zaprasza, przyznała, że dużo osób
                zrezygnowało w ostatniej chwili... itp. itd. Podobno była pewna, że w takiej
                sytacji odmówimy, ale zaryzykowała. smile
                Poczułam się trochę dziwnie, ale jej szczerość i trud jaki sobie zadała
                szukając nas w innym mieście, odległym o 400 km - ujęły nas i sprawiły, że
                wsiedliśmy w pociąg i pojechaliśmy.
                Bawiliśmy cudownie do białego rana. A przyjaźń odżyła na nowo i trwa po dziś
                dzień smile

          • bubster Re: Czego chcieć od ludzi... 24.08.05, 12:33
            ja to mówiłam właśnie w kontekście najbliższej rodziny - bo taką mi się
            wydawało Jontos zaprosiła

            wiem, że wszystko można zorganizować - dzieci z teściami zostawić itd.

            "nie ma wytłumaczenia" użyłam w sensie "nie zależy im" (osobom, które mogą ale
            im się nie chce przyjechać)
          • ewcia1980 Re: Czego chcieć od ludzi... 24.08.05, 15:52
            bardzo mi przkro, ze przed ślubem spotykaja cie takie przykrości.
            dla mnie zaproszenie na wesele jest swojego rodzaju wyróznieniem i nie
            wyobrażam sobie, zeby komus odmowic czy to ze wzgledów finansowych czy
            odleglosci.
            w lipcu byłam na slubie znajomych gdzie musiałam jechac 550 km w jedna
            strone!!! i to naprawde nie jest taka tragedia. jechalismy ze znajomymi którzy
            maja 6 miesieczne dziecko i jakos dali rade wyrwac sie na weekend (a wszyscy
            pracujemy i wcale duzo nie zarabiamy). wiec moim zdaniem wszystko zalezy od
            checi.
            napewno niewiele jest w stanie cie pocieszyc, ale mysle, ze przyjda osoby
            którym na was zalezy i mimo wszystko bedzie to udany dzien.
            pozdrawiam
    • asia_ba Re: Jestem podłamana 24.08.05, 11:17
      Nie napiszę nic nowego - na ślub i wesele zaprosiliśmy ok 120osób, potwierdziło
      ok. 80, a potem okazało się, że z tych co potwierdziło i tak 10 osób nie
      przyszło... Prawda jest taka, że jeżeli komuś zależy na obecności na Waszym
      ślubie, to przyjedzie - my od niektórych osób dostaliśmy bardzo skromne ale za
      to pomysłowe prezenty, ale nam nie o to chodziło - bo jeżeli już się ktoś
      decyduje na wesele, to nie zależy mu raczej na prezentach, ale na obecności
      najbliższych... Zresztą przed ślubem gdy nas się pytano, czy chcemy w prezencie
      pieniądze, mówiliśmy, że nam na pieniądzach nie zależy - prezenty zazwyczaj
      taniej wychodzą niż 'koperty' i nie chcieliśmy, żeby ktoś nie przyjechał ze
      względów finansowych (chociaż wiadomo, że są jeszcze inne wydatki - sukienka,
      dojazd). Największy żal mam do mojego chrzestnego, który ma kasę, ale po prostu
      nie chciało mu się na mój ślub przyjechać sad
      • jontos Re: Jestem podłamana 24.08.05, 11:27
        Hej, właśnie nam też się wydaje, że wielu osobom się po prostu nie chce, ale
        trudno. Zmuszać nikogo nie chcę, ale coś takiego w sercu jest, że żal.
        Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
        • bubster Re: Jestem podłamana 24.08.05, 12:36
          jest to pewnego rodzaju test - komu na Was zalezy komu nie

          mnie np. zdziwiła kuzynka która powiedziała że nie ma dziecka z kim zostawić
          (wesele 10 km od domu, a w domu teść i teściowa którzy "by się zabić dali",
          zeby tylko pobyć z dzieckiem)

          i koleżanka która mimo iż miała egzamin i 300 km - przyjechała tylko na slub!!!!

          więc jest to BARDZO DUŻY TEST
          • pepperann Re: Jestem podłamana 24.08.05, 12:45
            Hej,
            Rozumiem Cię świetnie, chociaż u nas frekwencja lepsza (miejsc 80, zaprosiliśmy
            na zapas 95 osób, będzie 75). Za to nie przyjedzie rodzona siostra narzeczonego
            bo musi... pracować w sobotę. Wie o dacie ślubu od pół roku. Nie jest to jej
            nowa praca, więc trudno uwierzyć nam, że "nic się nie dało zrobić". W dodatku
            zawiadomiła nas tydzień przed ślubem smsem w stylu: "sorki, muszę pracować w
            sobotę, więc nie przyjadę na wasz ślub, bawcie się dobrze". Bardzo przykro jest
            się dowiedzieć, że czasem najbnliższa rodzina ma cię w d.
    • jontos Re: Jestem podłamana 24.08.05, 12:51
      Wiecie, ja nie chce nikogo osądzać, ale najbliższa rodzina, to jest najbliższa
      rodzina. I te wytłumaczenia są jakieś takie niejasne. Ale siostra rodzona? Musi
      pracować? To jest bardzo przykre... Mnie przynajmniej siostra nie wystawiła.
      Trzymaj się
    • erieri Re: Jestem podłamana 24.08.05, 15:29
      Właśnie mam podobną sytuację, tj. nie konkretnie ja ale moja koleżanka na
      której wesele się wybieram. Z zaproszonych koleżanek z czasów studenckich
      (nawet z tego samego pokoju akademika) jadę tylko ja. Powody są takie jak
      piszesz - że daleko (np. 250 km), że nie ma z kim iść albo inna jakaś super
      ważna sprawa. Koleżanka też zapewnia noclegi. Ja jadę chociaż nie powiem na
      początku nie skakałam z radości bo dla mnie to 600 km w jedną stronę, nietrudno
      wyliczyć że to dość droga impreza. Z uwagi na te koszty dojazdu planujemy dać
      200 zł - niestety na więcej nas w takiej sytuacji nie stać i mam nadzieję że
      koleżanka to zrozumie. Sama mam wesele za rok i wiem że jeśli ktoś nie
      przyjedzie wymigując się w taki sposób to będzie mi przykro. W końcu wesele ma
      się raz w życiu - to z jednej strony. Z drugiej - problem z takimi dojazdowymi
      weselami polega na tym że to naprawdę droga impreza i dla tych co wyprawiają i
      dla tych co mają przyjechać. Licząc że to tylko 300 km w jedną stronę (600 w
      obie) to jak już tu ktoś napisał 50 l benzyny czyli 200 zł. Plus jakaś
      sukienka, ewentualnie fryzjer niech będzie tylko 100 zł. I oczywiście prezent
      licząc skromnie 200 zł - wychodzi 500. To duże pieniądze a dla niektórych nawet
      ogromne - trzeba to zrozumieć.
      • inezz_a Re: Jestem podłamana 24.08.05, 15:33
        a co jeżeli wesela najbliższych ludzi odbywają sie w tym samym dniu w niejscach
        oddalonych od siebie o ponad 300 km? Ja też będę musiała komuś odmówić i wcale
        nie jest mi z tym lekko, bo strasznie chciałam byc na obydwu weselach.
    • misia_pysia79 Re: Jestem podłamana 24.08.05, 15:51
      Miesiąc czasu to wystarczająco,żeby zaprosić osoby których wcześcniej nie
      braliście pod uwagę! My dostaliśmy kiedyś zaproszenie miesiąc wcześniej,
      poszliśmy na wesele i było super - a nie byli to nasi dobrzy znajomi - kolega z
      pracy, a pany młodej nigdy wczesniej nie widziałam na oczy.
      Bierz się za wysyłanie zaproszeń - przez pocztę, priorytetem, albo osobiście,
      tylko szybko!!!!
      Im więcej młodych ludzi na weselu, tym zabawa będzie lepsza, wierz mi!!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka