jontos
23.08.05, 12:44
Mam powoli dosyć. Bardzo cieszyłam się na nasz ślub. Płacimy za wszystko z
narzeczonym sami, więc wstępnie zaplanowaliśmy uroczysty obiad. Oczywiście
nasi rodzice po długich dyskusjach przekonali nas do "normalnego" wesela, bo
rodzina się obrazi i takie tam. No dobrze... Zorganizowalismy (organizujemy)
wesele w osrodku nad jeziorem, razem z noclegami, aby było wygodniej. Ślub
jest 17 września i prosiliśmy o potwierdzenie przybycia do 17 sierpnia.
Zgadnijcie co się stało... otóż na 90 osób, które zaprosiliśmy (głównie
najbliższa rodzina) potwierdziło ...37 ):
A najgorsze z tego wszystkiego są te tłumaczenia: bo nie mamy pieniędzy, bo
za daleko, bo córka składa na mieszkanie, bo druga córka jeszcze się uczy i
nie zarabia... Czy ja jestem normalna? Co się dzieje z ludźmi... Mogliśmy
przecież zrobić sympatyczny obiad dla najbliższych, a tak będziemy się szukać
po ogromnej sali. Nie wiem co powiedzieć... A najgorsze jest to, że najbliżsi
przyjaciele mojego narzeczonego (u wszystkich był na weselu, są przyjaciółmi
od dziecka, z byle jakiego powodu (za daleko, 300 km, wszyscy mają samochody,
no i zapewniliśmy noclegi) wystawili go "jak jeden mąż".
Pozdrawiam
Iwona