cusa
16.05.06, 15:22
Zaplanowany ślub na 09.09.2006,mamy sale, kościół, kucharki, orkiestre,
kamerzyste,fotografa, podroż poślubną na Kretę, prawie zamówiona sukienkę itd.
A mnie w sobotę tknęło,że to nie ten facet,że ja nie chcę z nim spędzić
reszty życia.Spojzałam na niego i stwierdziłam,że to nie to.
Jest bardzo przystojny (czarny zarost,piekne ciało,usta jak poduszki, tylko
sie zakochać)wszystkie koleżanki mi go zazdroszczą, poza tym jest bardzo
dobry dla mnie,gdy mógł to by gwiazdke z nieba mi dał,zawsze moge liczyc na
jego pomoc i nigdy nie zostawił mnie samej z problemami. Wiem,że bardzo kocha
mnie - ALE JA GO CHYBA NIE KOCHAM. Watpliwości nachodziły mnie juz
wcześniej,ale myślałam,że to stres przed ślubny,chyba oszukiwałam samą siebie.
Powiedziałam mu co czyję,a on na to,że nie wyobraża sobie życia beze mnie,
ale jak mam zamiar zrezygnować to lepiej teraz i że nie chcę abym wychodzila
za niego jesli nie jestem pewna,bo chcę żebym była szczęśliwa.
Zaskoczył mnie tą wyrozumiałością,ale chyba ma nadzieję,że zmienie zdanie i
nie do końca w to wierzy.Ale jak mu to wszystko powiedziałam to jakby kamień
spadł mi z serca.Poczułam,że jestem wolna i szcześliwa.
Mam nadzieję,że robię dobrze i że nie bedę to żałowała.
Wam życze wszystkiego naj,naj najlepszego z Waszymi przyszłymi mężusiami.
Buźka!!!