Dodaj do ulubionych

O ślubie tzw. "mieszanym"

15.09.06, 19:26
Jestem właśnie po pierwszym kontakcie z księdzem w sprawie ślubu. Odnoszę wrażenie że takie małżeństwa są jakby dyskryminowane. Rozumiem, że kościół nie musi wspierać osoby niewierzącej. Jednak w takim małżeństwie jest też druga strona - osoba wierząca, która chce wziąć ślub w swojej wierze, zgodnie z własnymi przekonaniami bez wysłuchiwania dziwnych komentarzy, zniechęcania itp. a wręcz przeciwnie, ze wsparciem i zrozumieniem. W końcu jak się ktos decyduje na taki ślub to wie z czym się to wiąże. I zamiast dreszczyku podniecenia z powodu ustalenia daty ślubu mam niesmak i poczucie winy że robię coś niewłaściwego. Paranoja!
Obserwuj wątek
    • malgoszac Re: O ślubie tzw. "mieszanym" 15.09.06, 19:28
      to zmien wyznaniesmile... mnie taka mysl przychodzi tym czesciej im wiecej mam
      zalatwiac formalnosci koscielnych(a moja sytuacja jest niby standardowa)
      • fandorin Re: O ślubie tzw. "mieszanym" 15.09.06, 19:42
        W tym rzecz że wyznanie mi sie podoba, nie podobają mi się formalności. Nie zmienię wiary tylko z tego powodu. Ale zaskakuje mnie podejscie niektórych księży, że niby nie problem ale jednak problem... To chyba dobrze że katolik chce wziąć ślub w kościele? Nie rozumiem tego...
        • ozi29 Re: O ślubie tzw. "mieszanym" 15.09.06, 20:53
          dlaczego ludzie tak utrudniaja zycie innymwink
        • malgoszac Re: O ślubie tzw. "mieszanym" 15.09.06, 21:55
          ehh no wg mnie to wlasnie roznego rodzaju formalnosciami-niuansami roznia sie
          katolicy i luteranie - Ci drudzy wiedza, co to zdrowy rozsadek (niestety tylko
          oni...)
    • a_weasley A tak konkretnie, Eraście Piotrowiczu? n/t 15.09.06, 21:07
      • fandorin Re: A tak konkretnie, Eraście Piotrowiczu? n/t 15.09.06, 21:19
        A tak konkretnie to np. jesli osoba tzw. niewierząca ma chrzest to w zasadzie wg koscioła nie jest niewierząca, bez względu na jej osobiste przekonania. I albo musi przyjąć bierzmowanie albo musi otrzymać dyspensę. Ale żeby ją otrzymac musi napisać coś w rodzaju oświadczenia wyjaśniającego czemu jest niewierząca. I dopiero jak biskup zezwoli na ślub z ta osobą, może sie on odbyć.
        Jeśli osoba nie ma chrztu to tez szopka. Musi przyprowadzić 2-3 świadków którzy przysięgną że ta osoba jest kawalerem/panną. Dla mnie to smieszne. A przeciez takie oświadczenie chyba z USC i tak trzeba pobrac jak mi sie wydaje.
        • a_weasley Re: A tak konkretnie, Eraście Piotrowiczu? n/t 15.09.06, 21:38
          Fandorin napisał:

          > A tak konkretnie to np. jesli osoba tzw. niewierząca ma chrzest to
          > w zasadzie wg koscioła nie jest niewierząca, bez względu na jej
          > osobiste przekonania. I albo musi przyjąć bierzmowanie albo musi otrzymać
          > dyspensę.

          Zgadza się. Katolik musi mieć bierzmowanie, a niewierzący dyspensę (to znaczy,
          ściśle biorąc, katolik musi mieć dyspensę na ślub z niewierzącym). I o ile nie
          do końca rozumiem sens dyspensy - którą i tak dostaje się z automatu - o tyle
          zobowiązanie do nieprzeszkadzania w katolickim wychowaniu dzieci rozumiem.

          > Jeśli osoba nie ma chrztu to tez szopka. Musi przyprowadzić 2-3 świadków
          > którzy przysięgną że ta osoba jest kawalerem/panną. Dla mnie to smieszne.

          U mnie (ślub międzywyznaniowy) było jeszcze zabawniej. Musiałem przynieść
          zaświadczenie od pastora, że jestem stanu wolnego. Pastor najpierw przez telefon
          powiedział, że spoko, ale zanim dojechaliśmy, to stwierdził, że to trochę bez
          sensu, bo co on wie?
          I napisał tyle, ile wie: że nie zawarłem związku małżeńskiego w Kościele
          Ewangelicko-Metodystycznym oraz według jego najlepszej wiedzy .
          Bogu dzięki, to księdzu wystarczyło. Ale ja mogłem spokojnie mieć jedną żonę w
          Kościele Bożym w Chrystusie, drugą u Świadków Jehowy, a trzecią w Najwyższej
          Świątyni Czcicieli Wąża. Bylem się tymi wszystkimi podbojami nie chwalił
          pastorowi oraz omijał związki wyznaniowe mające sytuację uregulowaną ustawą, bo
          tam ślubu kościelnego bez cywilnego nie dostanę.
          • a_weasley Errata 15.09.06, 21:39
            jest

            > I napisał tyle, ile wie: że nie zawarłem związku małżeńskiego w Kościele
            > Ewangelicko-Metodystycznym oraz według jego najlepszej wiedzy .

            winno być

            > I napisał tyle, ile wie: że nie zawarłem związku małżeńskiego w Kościele
            > Ewangelicko-Metodystycznym oraz według jego najlepszej wiedzy również
            > w żadnym innym.
          • fandorin Re: A tak konkretnie, Eraście Piotrowiczu? n/t 15.09.06, 21:52
            Ale widzisz, to nie jest oświadczenie o nieprzeszkadzaniu w katolickim wychowaniu potomstwa. Bo to uznaję akurat za słuszne. To jest wyjaśnienie dlaczego się nie chce przyjąć zaległych sakramentów i brac ślub jako nie-katolik. I nie wiem po co to, bo skoro osoba przychodzi z takim postanowieniem to co tu wyjaśniać? Nie wierzy w Boga i to chyba wystarczajacy powód? A czy chrzest, komunie i bierzmowanie miała to nie ma kompletnie znaczenia! A ksiądz mimo to uparcie twierdzi że skoro chrzest był to osoba jest wierząca...
            • a_weasley Re: A tak konkretnie, Eraście Piotrowiczu? n/t 15.09.06, 22:47
              fandorin napisała:

              > To jest wyjaśnienie dlaczego się nie chce przyjąć zaległych sakramentów
              > i brac ślub jako nie-katolik. I nie wiem po co to, bo skoro osoba przychodzi
              > z takim postanowieniem to co tu wyjaśniać?
              > Nie wierzy w Boga i to chyba wystarczajacy powód?

              Faktycznie jest to całkiem niezły powód, żeby nie przystępować do sakramentów.
              Powiem więcej, bardzo mnie irytują ludzie, którzy nie wierzą, a przystępują dla
              świętego (?) spokoju. Jednego takiego znam, co chce w ciągu roku przystąpić do
              pięciu sakramentów (jako że dotąd w swoim 25-letnim życiu nie dostąpił żadnego).
              I wcale się nie nawrócił, tylko tak mu wygodniej.
        • istota Re: 16.09.06, 00:51
          moj narzeczony ma tylko chrzest. Jest w zasadzie nie wierzacy i dlatego nie
          zamierza przyjmowac innych sakramentow.
          Nie mielismy nigdy zadnych problemow z tego powodu, ani nie musial skladac
          zadnego oswiadczenia.
          Bedzie brac slub jak osoba wierzaca, tyle ze nie przystapi do komunii.
          • fandorin Re: 16.09.06, 12:54
            To ciekawe co piszesz. Nam ksiądz nie zaproponował takiego rozwiązania. Czyli w tej sytuacji nie musisz otrzymywac dyspensy?
            • a_weasley Re: 16.09.06, 17:14
              Fandorin napisał:

              > To ciekawe co piszesz.

              Powiem więcej, to bardzo ciekawe. Ksiądz wyraźnie przekroczył swoje uprawnienia.

              > Nam ksiądz nie zaproponował takiego rozwiązania.

              Widocznie nie ma zwyczaju przekraczać swoich uprawnień.
          • trusia29 Re: 16.09.06, 22:59
            ja mimo iż jestem ochrczona, byłam bierzmowana to w chwili zawarcia małżeństwa
            nie bylam juz wierzaca i tez nie szlam do spowiedzi, a komunii nie było dla
            nikogo (ksiądz to pominął, jak nam wyjaśnil - żeby nie dawać złego przykladu
            innym, ze mozna slub bez spowiedzi brac), natomiast przysiegę skladalismy
            oboje "normalną", jak katolicy... jak teraz o tym myslę, to mi farsa
            pachnie ,ale cóz, tak było....
    • mynia0 Re: O ślubie tzw. "mieszanym" 16.09.06, 10:28
      rozumiem, że nie czujesz się najlepiej, ale tak naprawde nie wiem, na czym
      polega ta dyskryminacja.

      to, że ksiądz pyta o poprzednie zwiazki, o to, czy narzeczony jest kawalerem z
      odzysku czy nie to wg. mnie żadna dyskryminacja. mnie też pytał - to są pytania
      standardowe. katolik przedkłada zaświadczenie z parafii, w której brał chrzest -
      w księgach chrzcielnych jest zapisane wszystko - data I komunii, bierzmowania
      i ewentualnie ślubu - dlatego to zaświadczenie wystarczy, aby ksiądz nie
      musiał Ciebie pytać o przeszłość. o Twoim narzeczonym nie wie nic, bo nie ma
      dokumentów / narzeczony jest niewierzący/. ksiadz musi skądś odnaleźć
      potrzebne informacje, stąd pewnie ten wymóg ze świadkami
      potwierdzającymi "tożsamość" Twojego narzeczonego. zaświadczenie z USC nie
      wystarczy - ślub kościelny w niektórych obrządkach można brać bez cywilnego.

      jeśli chodzi o Ciebie - ksiadz ma obowiazek pouczyć Cię o konsekwencjach ślubu
      z osobą innej wiary lub niewierzącą. chodzi przede wszystkim o kwestię
      wychowania dzieci w wierze - Ty, jako katoliczka się do tego zobowiazujesz.
      inną sprawą jest to, w jaki sposób to robi - delikatny, spokojny i rzeczowy,
      czy atakując czy zniechęcając. ale musisz być pouczona o wszystkich
      konsekwencjach, inaczej ślub może być nieważny.

      powodzenia!
      • fandorin Re: O ślubie tzw. "mieszanym" 16.09.06, 12:52
        Chodzi generalnie o podejście. Moim zdaniem osoba wierząca jeśli bierze ślub z ateista to zdaje sobie sprawę z konsekwencji takiego małżeństwa i nie powinna wysłuchiwać komentarzy i fatalistycznych wizji przyszłości. A ksiądz walnął taki wykład jakby chciał żeby wogóle z tego ślubu zrezygnować i poszukać sobie kogoś wierzącego. Uważam że takie podejście księdza przynosi więcej złego niż dobrego. Bo z góry zakłada że osoba niewierząca będzie miała zły wpływ na wierzącą. A ja się z tym nie zgadzam i uważam że może byc odwrotnie.
        • minerwamcg No i tuście utrafili w sedno 16.09.06, 13:52
          >A ksiądz walnął taki wykład jakby chciał żeby wogóle z tego ślubu zrezygnować
          >i poszukać sobie kogoś wierzącego. Uważam że takie podejście księdza przynosi
          >więcej złego niż dobrego.

          O. I tuście, Eraście Pietrowiczu, w sedno utrafili. Takie właśnie podejście
          zaprezentował mój proboszcz, mimo, że sprawa nawet nie dotyczyła niewierzącego,
          tylko chrześcijanina innego wyznania. Usłyszałam, że wychodząc za kogoś takiego
          ryzykuję utratę zbawienia. Miałam na końcu języka, że rozmawiając z księdzem
          proboszczem jestem o krok od tejże, bo jak go zamorduję, to na pewno pójdę do
          piekła, alem się powstrzymała.
          Stwierdziliśmy z Weasleyem zgodnie, że księdzu prałatowi już dziękujemy, i
          udaliśmy się do proboszcza "właściwego dla miejsca zamieszkania strony
          niekatolickiej", czyli tego, na którego terenie mieszka Weasley. Ten problemu
          nie robił, Weasleya zresztą znał, był całkiem sympatyczny.
          No niestety. Wytyczne Kościoła Katolickiego mówią, że w sytuacjach małżeństw
          mieszanych należy postępować delikatnie. Mimo to jednak są duchowni, dla
          których wzorem delikatności mógłby być TIR z przyczepą.
          • nionczka Re: No i tuście utrafili w sedno 16.09.06, 17:21
            Mezowi mojej znajomej (niewierzacej, slub jednostronny) ksiazd powiedzial, ze
            szkoda, ze nie spotkaja sie w niebie bo ona pojdzie do piekla. I w sumie byl to
            jeden z niewielu momentów kiedy w ogole zwrocil na nia uwage. Poza tym
            zachowywal sie jakby jej tam nie bylo. Chyba sobie myslal, ze slub jednostronny
            to jednoosobowy.
            • a_weasley Re: No i tuście utrafili w sedno 16.09.06, 19:09
              nionczka napisała:

              > Mezowi mojej znajomej (niewierzacej, slub jednostronny) ksiazd powiedzial, ze
              > szkoda, ze nie spotkaja sie w niebie bo ona pojdzie do piekla.

              Prawdę rzekłszy, nadzieja zbawienia niewierzących jest, oględnie mówiąc, słabo
              zakorzeniona w Biblii.
        • mynia0 Re: O ślubie tzw. "mieszanym" 16.09.06, 21:46
          czyli jest tak, jak myślałam... ksiądz postąpił z delikatnoscią szczotki
          ryżowej...

          no cóż, trudno. nie poradzisz. co nie zmienia postaci rzeczy, że musisz być
          świadoma tego, co robisz, a i obowiązkiem księdza jest to przekazać.

          idź do jakiegoś koscioła zakonnego. tam sa normalniejsi duchowni.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka