Mojemu lubemu strrrrasznie zalezalo, zebym zmienila nazwisko na jego, bo wtedy czulby sie ze mna jeszcze bardziej jak rodzina, niz wtedy, kiedy razem zamieszkalismy. Ale ja oczywiscie absolutnie sie nie zgadzalam, bo po pierwsze moje nazwisko uwazam za przesliczne, a jego za takie, powiedzmy brzydko, wiejskie

a po drugie jestem z moim nazwiskiem bardzo zzyta, mam taki adres mailowy, po nazwisku zwracaja sie do mnie znajomi i po prostu za nim przepadam. Moglabym nawet dodac, ze jestem aktywna feministka, ale w sumie tu to nie ma znaczenia, bo jakby mial takie ladne jak ja, to pal to licho, moglabym zmienic

Polaczenie nazwisk odpada, brzmi tragicznie

(
Mam oto rozdwojenie - z jednej strony pozostaje pod wplywem tej patriarchalnej kultury, czy mi sie to podoba czy nie, i nie umiem oczekiwac od mojego lubego, ze zmieni nazwisko na moje (a nie zmieni, pytalam). Z drugiej - nie chce przyjac jego naziwska, bo jest brzydkie. Nie chce tez, po urodzeniu dziecka, nazywac sie inaczej niz ono, chcialabym, zeby nazwisko nas scalalo, a nie bedzie scalalo, jesli mama i tata beda sie nazywali inaczej.
Wiem, wiem, bylo takich watkow z 10, wiem, wiem, sama musze zdecydowac.
Chcialam sie Wam zwyczajnie wyzalic. Nie wiem, co zrobic, lubie sie ladnie nazywac, ale lubilabym tez uszczesliwic jego przyjeciem jego nazwiska i jako rodzina nazwyac sie tak samo, a nie przybijac do drzwi tabliczke z napisem w rodzaju "Ania Nowak i Jan Kowlaski i dzieci Kowalskie".
Jestem w kropce, a lada moment musze ustalać w USC termin na maj i podać wtedy decyzję w sprawie nazwiska.
Tak to jest mieć rozbieżne wartości. Ech.