Task podczytuję Wasze forum, choć jestem mężatką od 11 lat. Dość często
przetacza się tu dyskusja o drobnych prezentach zamiast kwiatów i oczywiście
pojawiają się odpowiedzi o dwuznaczności charytatywności na czyjś koszt. Otóż
oczywiście, że znacznie szczytniej jest dawać po cichu, bez rozgłosu, ale
ślub jest okazją do zebrania znacznie większej ilości czegokolwiek, niż sami
jesteśmy w stanie komuś ofiarować "po cichu". Mało kto jest w stanie kupić z
własnych pieniędzy słodycze, czy przybory szkolne w takiej ilości w jakiej
uzbiera w trakcie ślubu. Poza tym "dawania" trzeba się uczyć tak jak
wszystkiego w życiu. Dużo większe jest prawdopodobieństwo, że będąc w domu
dziecka, czy gdziekolwiek indziej właśnie z takimi darami, ktoś "wsiąknie" na
dłużej, niż jeśłi tam nie pojedzie wcale, bo po prostu zawsze jest coś
pilniejszego. Często zdarza się tak, że przyjeżdża ktoś tylko raz,
okazjnalnie i zobaczywszy zachwycone oczy dzieci, ich ogromną radość, po
prostu wraca z kolejną pomocą, tym razem kupioną za własne pieniądze. Tak
powoli rodzi się bezinteresowna miłość do innych, kompletnie obcych ludzi.
Jest spora szansa, że po takiej wizycie na świecie będzie jeszcze jedna para
ludzi więcej, którzy poza własnym czubkiem nosa spostrzegą innego,
potrzebującego człowieka.
Jest jeszcze druga kwestia. Obdarowane dzieci, opiekunowie psów, kotów itp.
naprawdę cieszą się z tych podarunków. Oni ich potrzebują, więc zamiast
wytrząsać się nad beznadziejnością pomysłu przynoszenia do kościoła kociej
karmy, lepiej pomyśleć o tych co te rzeczy dostaną, o ich radości. Wtedy taki
pomysł przestaje być aż tak bardzo niedorzeczny. Co się zaś tyczy estetyki,
to są przecież ładne torby, w które można wsadzić worek z karmą. Workie te
też są w różnych rozmiarach i niekoniecznie trzeba wędrować przez pół miasta
z worem 18 kg. Trochę wyrozumiałości życzę oraz empatii i sympatii względem
drugiego człowieka

)