zakup sukni w moim przypadku był banalnie prosty - w ciągu godzinnej przerwy
lunchowej. Ale buty! - jeju, to był prawdziwy koszmar!!! Nic, totalnie nic mi
się nie podobało. W żadnym sklepie... A kiedy ja byłam skłonna się poddać i
kupić akceptowalne z wyglądu i wygody obuwie, mój narzeczony ostro protestował
(esteta jak ja

). Tak upłynęło mi półtora miesiąca (tyle czasu zmarnowane z
powodu jednej pary butów, hehehe)... ale w końcu SĄ!

Koniec mordęgi... A
oto i one:
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/6319ecf169418824.html
tak tylko chciałam się podzielić moją radością z tego zakupu.

)))