chyba się zaczyna nerwówka przedślubna... dzisiejszej nocy miałam koszmar:
jadę odebrrać od krawcowej suknię ślubną, okazuje się, że szyła mi ją mama
(!). Zakładam, patrzę w dół po sobie i stwierdzam, że to nie ta! Rękawy jakieś
do łokcia, chaftowana, płócienna, z guzikami pod szyję... Krzycze więc: "to
nie moja suknia!" i przez sen zaczynam opowiadać jak moja miała wyglądać. Na
to krawcowa (we śnie moja mama) mówi: "niestety był wypadek i Twoja suknia się
podarła". A ja w ryk... gdzie teraz w dwa tygodnie kupię sukienkę? co ja mam
zrobić. Uszyj mi ją jeszcze raz... a za chwilę mówię, że to nie ma sensu, bo
znowu coś się stanie... I rycząc jak bóbr nie wiedziałam co zrobić. Czułam się
bezradna i oszukana... Powtarzałam cały czas: po co było tyle czasu zajmować
się szyciem i co ja teraz zrobię...
Ale mi ulżyło, kiedy się obudziałam

)
w tym tygodniu jadę po kieckę do krawcowej i mam nadzieję, że to nie był sen
proroczy