Wiem, że dla wielu z Was to co napisze wyda się dziewne, ale....
przyznam się przed wejściem na to forum tylko raz słyszałam o
błogosławieństwie.Zawsze kojarzyło mi się z wiochą - wybaczcie
poprostu nie miałam świadomosci, że jest ten zwyczaj jest szeroko
stosowany. W mojej rodzinie nigdy nikt nikogo nie błogosławił w
ten "formalny" sposób!
No i mam problem. Błogosławieństwa nie planowalismy, po pierwsze
dlatego, że nie czulsmy takiej potrzeby. Po drugie dlatego, że
rodzice mojego N nienawidzą mnie i najchętniej pobłogosławiliby ale
w dniu naszego (jak sadzą rychłego) rozwodu - taki lajfik

((
Powiedzcie mi, czy cos jest nie-halo jesli nie ma tego
błogosławieństwa? Rodzice (buhaha)i rodzina N ostatnio podniosła
lament - że to nie uchodzi - ja już nic nie kumam.
Czy Wy wszystkie planujecie błogosławieństwo i całą oprawą? czy
naprawdę nie wystarczy jesli mama która dobrze nam życzy ucałuje nas
przed wyjściem do kościoła?