Dodaj do ulubionych

i po ślubie... 8.08.09

01.09.09, 10:35
Jak minął ten dzień? bardzo szybko smile najpierw rano, tak kolo 9, póki jeszcze na sali weselnej był spokój pojechaliśmy przećwiczyć pierwszy taniec żeby ogólnie wiedzieć jak z którego miejsca zacząć tańczyć, żeby zakończyć przodem do gości smile potem na 11 do fryzjera - tam mi się strasznie dłużyło na fotelu chociaż w zasadzie, to aż tak długo nie siedziałam, bo tylko godzinkę... po fryzjerze poszliśmy odebrać kwiaty na podziękowanie dla rodziców (miały być gotowe na 12, przy zamawianiu daliśmy zaliczkę!) i co? było kwadrans po 12 i kosze nie były jeszcze gotowe! dopiero jak przyszliśmy po odbiór to kobieta wielce zdziwiona że miały być (noż w końcu zamówienie miała przyczepione na tablicy nad kasą) i z przymusu zaliczyliśmy krótki spacer po placyku przy Hali Mirowskiej, zanim kwiaciarka z wielkim niezadowoleniem wykonała na poczekaniu kosze. Później odwieźliśmy kosze do sali weselnej i pojechaliśmy do domu przede wszystkim coś zjeść i szykować się. Ledwo co zjadłam obiad jak już przyjechała makijażystka. Ja więc na najbliższe dwie godziny zostałam uziemiona a w między czasie przyjechali nasi rodzice, świadkowie i fotograf. Później już zostało nie wiele czasu - ledwo 40 minut na ubranie się i błogosławieństwo. Na szczęście pogoda 8 sierpnia dopisała więc dużo tego ubierania nie było - tylko sukienka i buty. Z rajstop zrezygnowałam - ze względów pogodowych a i tak nikt nie zauważył. Natomiast problem pojawił się po ubraniu, gdy trzeba było sukienkę podszyć do stanika, coby ten drugi nie wystawał spod spodu - białe nici diabeł ogonem przykrył. Na szczęscie sukienka miała jeszcze wszyte miseczki, więc obyło się i bez stanika smile Później szybkie błogosławieństwo i wychodzimy smile Oczywiście nie obyło się bez wracania smile 1 - przyszły szwagier zostawił w szafie marynarkę smile 2 - stwierdziliśmy, że warto było by wsiąść aparat smile 3 - nie pamiętam już po co ale po coś było smile Po drodze do kościoła zahaczyliśmy jeszcze pod hotel po gości coby wiedzieli gdzie mają jechać i do kościoła. Przez cały czas humory nam dopisywały i jakoś żadne z nas nie odczuwało tremy ani nic takiego smile W kościele tylko trochę niepotrzebnie zaczęłam myśleć czy nie pomylę się w przysiędze (powtarzaliśmy za księdzem) i w rezultacie o mały włos zamiast 'nie opuszczę' byłoby 'nie dopuszczę' smile na moje własne życzenie bym się pomyliła smile później po wyjściu z kościoła wykorzystaliśmy naturalną infrastrukturę (jak to nazwaliśmy, czyli schody kościelne) do zrobienia takiej wspólnej zbiorowej foty ze wszystkimi gośćmi, a potem życzenia, gratulacje, ochy i achy smile Jak już wszyscy goście odjechali na salę pożegnaliśmy się z fotografem (wzięliśmy opcję tylko ślub i plener) i klucząc po osiedlowych uliczkach powoli ruszyliśmy na salę weselną smile

Uff... miało być krotko a wyszło na pół strony... nie wiem - chcecie ciąg dalszy? fotek na razie nie mam, ale jak już dostane to tez wstawię jeżeli byłoby zainteresowanie smile
Obserwuj wątek
    • emily_valentine Re: i po ślubie... 8.08.09 01.09.09, 10:38
      GRATULACJE!

      I oczywiście pisz dalej smile
      • superaga21 Re: i po ślubie... 8.08.09 01.09.09, 10:44
        pisz dalejsmile mnie to w sumie dopiero za rok czeka ale chetnie
        posłucham:0 no i oczywiśćie zdjęcia też chetnie zobacze;0
    • izolda-28 Re: i po ślubie... 8.08.09 01.09.09, 10:55
      GRATULACJE!smile oczywiście pisz dalej - jesteśmy ciekawe jak byłosmile
    • eiza.rrasay no to dalej :) 01.09.09, 11:57
      Przed salą gdzie czekali już wszyscy goście, odbyło się powitanie - chlebem i
      solą przez kierownika sali smile tyle, że cały ten bochen chleba to chyba makieta
      jakaś była - jakiś taki twardy i w ogóle smile Potem oczywiście tłuczenie
      kieliszków na szczęście - przy okazji wiem już jak rozpoznać wódkę od wody - o
      ile ta pierwsza jest dobrze schłodzona, a taka była podana to wydaje się być
      taka bardziej krystaliczna (lśniąca) od wody. Potem wniesienie przez próg, toast
      (tłuczenie odbyło się przed salą ze względów technicznych - w restauracji
      owszem, parkiet jest drewniany, ale na około niego tam gdzie stoją stoły jest
      taki dosyć gruby dywan). Oczywiście podano obiad, przy czym talerze wymieniane
      były wydaje mi się zbyt szybko - rosół, żeby zdążyć, to trzeba by mieć nieźle
      przyzwyczajone do gorącego gardło, bo już drugie danie przynosili. Poza tym na
      nic nie musiałam zwracać uwagi w sumie - obsługa sali, kuchnia i zespół
      sprawdzili się bez najmniejszego zarzutu. W dodatku każdy chwalił wędliny
      (zresztą robione specjalnie na wesela w prywatnej masarni właściciela sali -
      normalnie daaawno takich nie jadłam, co więcej nawet "niemiastowa" część naszych
      gości je chwaliła, a ci w sumie najlepiej znają się na tym, bo sami na co dzień
      robią własne wędliny). Ale wracając do tematu: z zespołem w sumie nie robiliśmy
      żadnych zastrzeżeń co mają grać a czego nie - wyszliśmy z założenia, ze jeżeli
      od 20 lat graja na takich imprezach, to sami potrafią dobrać muzykę pod gości -
      i to się sprawdziło. W sumie to nawet się nie obejrzałam, jak już była północ i
      oczepiny.
      Oczepiny zaczęły się od podziękowania dla rodziców. potem standardowo rzut
      welonem i krawatem. Potem musieliśmy wykupić welon i krawat od nowej młodej pary
      - śmiesznie wyszło, bo krawat złapał 10 letni bratanek męża, a welon jego rok
      starsza koleżanką z sąsiedztwa, o którą zresztą dzwonił dzień wcześniej, czy
      może zaprosić na wesele smile wykupiliśmy wiec w zamian za soki i czekoladę smile
      później były dwa konkursy - tradycyjne krzesełka tylko ze nie chodziło o
      wykonywanie różnych dziwnych rzeczy, ale dopóki muzyka grała, trzeba było
      tańcząc obracać się wokół krzesełek, a później zdążyć usiąść smile oraz wróżby -
      świadkowie przygotowali karteczki z tekstami w stylu np. 'będę codziennie
      wynosić śmieci' i były one losowo powrzucane do balonów, które przekłuwaliśmy smile
      kupa śmiechu z tego wyszła. Na koniec było tzw zbieranie na wózek, ale w taki
      sposób, ze to co zebrał mąż miało być, ze tyle kasy co miesiąc przynosił dla
      zony, a to co ja zebrałam, to tyle kasy mam miesięcznie wydawać na kosmetyki i
      fryzjera smile tez śmiesznie wyszło, zwłaszcza ze w moim koszyczku zebrało się
      więcej niż u męża smile
      Jeżeli chodzi o tance, to na początku były tradycyjne kołeczka (zapoznanie),
      lokomotywy, a później, jak już wszyscy się rozruszali, to już tak na przemian
      trochę samby dyskotekowej, czasem coś wolniejszego dla osób starszych.
      Generalnie była to muzyka lat głównie '80, '90 i współczesną. A i tak wszyscy
      bawili się tak dobrze, ze od około 3 to już praktycznie każda kobitka (ze mną
      włącznie) na parkiecie szalała bez butów smile
      Wesele skończyło się około 5 nad ranem, ale to był wymóg kierownika sali, ze nie
      może być dłużej, ponieważ była to restauracja hotelowa i do 7 musieli uprzątnąć
      sale na śniadania. Inna sprawa, że o tej porze i tak wszyscy już byli porządnie
      zmęczeni i po prostu dalej ciągnąć nie było by sensu.
      A co się na drugi dzień nachodziłam na kolanach, bo nogi bolały, to już moje.
      • eiza.rrasay PS: 01.09.09, 12:02
        Czego nie przewidziałam? Ze mi się sukienka prawie popruje smile A konkretnie cały
        system podwiązywania trenu - w związku z tym moja przestroga:
        jeżeli sukienka jest z trenem podwiązywanym na tasiemki - jeszcze w salonie
        przed jej odebraniem dopilnujcie, aby wiązanie było na tyle wysoko, aby cala
        sukienka była minimum ze 3-4 cm wyżej niż podłoga. Może to jest ładniej, jak
        jest idealnie do ziemi, ale w tańcu zawsze zdarzy się, że nawet jeżeli sama
        sobie nie przydepniesz tyłu, to zrobi to ktoś inny - w rezultacie u mnie cale to
        wiązanie się odpruło (było na jednej tasiemce) i na szczęście (!!!) zespół miał
        agrafki i można było tren podpiąć na agrafki. Bo z nićmi jak było pisałam
        wcześniej. big_grin
        • ga_lapagos Re: PS: 01.09.09, 23:18
          Serdeczne gratulacje Eiza smile
          Dzieki za relacje i przestrogi.
        • stworzenje Re: PS: 02.09.09, 11:17
          eiza.rrasay napisała:

          > Czego nie przewidziałam? Ze mi się sukienka prawie popruje smile A konkretnie cały
          > system podwiązywania trenu - w związku z tym moja przestroga:
          > jeżeli sukienka jest z trenem podwiązywanym na tasiemki - jeszcze w
          > wiązanie się odpruło (było na jednej tasiemce) i na szczęście (!!!) zespół miał
          > agrafki i można było tren podpiąć na agrafki. Bo z nićmi jak było pisałam
          > wcześniej. big_grin

          dokładnie ten sam przypadek miała moja znajoma, na tasiemki, w pierwszym tańcu-a
          salsę mieli niechcący pan młody nadepnął,tasiemka trach się urwała...Na
          szczęście panie kelnerki miały agrafki, przypinałam jej z nimi ten tren pod spód
          smile.Albo mieć Igłę i nici i zawsze można się ulotnić i z pomocą przyszyć smile.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka