Jak minął ten dzień? bardzo szybko

najpierw rano, tak kolo 9, póki jeszcze na sali weselnej był spokój pojechaliśmy przećwiczyć pierwszy taniec żeby ogólnie wiedzieć jak z którego miejsca zacząć tańczyć, żeby zakończyć przodem do gości

potem na 11 do fryzjera - tam mi się strasznie dłużyło na fotelu chociaż w zasadzie, to aż tak długo nie siedziałam, bo tylko godzinkę... po fryzjerze poszliśmy odebrać kwiaty na podziękowanie dla rodziców (miały być gotowe na 12, przy zamawianiu daliśmy zaliczkę!) i co? było kwadrans po 12 i kosze nie były jeszcze gotowe! dopiero jak przyszliśmy po odbiór to kobieta wielce zdziwiona że miały być (noż w końcu zamówienie miała przyczepione na tablicy nad kasą) i z przymusu zaliczyliśmy krótki spacer po placyku przy Hali Mirowskiej, zanim kwiaciarka z wielkim niezadowoleniem wykonała na poczekaniu kosze. Później odwieźliśmy kosze do sali weselnej i pojechaliśmy do domu przede wszystkim coś zjeść i szykować się. Ledwo co zjadłam obiad jak już przyjechała makijażystka. Ja więc na najbliższe dwie godziny zostałam uziemiona a w między czasie przyjechali nasi rodzice, świadkowie i fotograf. Później już zostało nie wiele czasu - ledwo 40 minut na ubranie się i błogosławieństwo. Na szczęście pogoda 8 sierpnia dopisała więc dużo tego ubierania nie było - tylko sukienka i buty. Z rajstop zrezygnowałam - ze względów pogodowych a i tak nikt nie zauważył. Natomiast problem pojawił się po ubraniu, gdy trzeba było sukienkę podszyć do stanika, coby ten drugi nie wystawał spod spodu - białe nici diabeł ogonem przykrył. Na szczęscie sukienka miała jeszcze wszyte miseczki, więc obyło się i bez stanika

Później szybkie błogosławieństwo i wychodzimy

Oczywiście nie obyło się bez wracania

1 - przyszły szwagier zostawił w szafie marynarkę

2 - stwierdziliśmy, że warto było by wsiąść aparat

3 - nie pamiętam już po co ale po coś było

Po drodze do kościoła zahaczyliśmy jeszcze pod hotel po gości coby wiedzieli gdzie mają jechać i do kościoła. Przez cały czas humory nam dopisywały i jakoś żadne z nas nie odczuwało tremy ani nic takiego

W kościele tylko trochę niepotrzebnie zaczęłam myśleć czy nie pomylę się w przysiędze (powtarzaliśmy za księdzem) i w rezultacie o mały włos zamiast 'nie opuszczę' byłoby 'nie dopuszczę'

na moje własne życzenie bym się pomyliła

później po wyjściu z kościoła wykorzystaliśmy naturalną infrastrukturę (jak to nazwaliśmy, czyli schody kościelne) do zrobienia takiej wspólnej zbiorowej foty ze wszystkimi gośćmi, a potem życzenia, gratulacje, ochy i achy

Jak już wszyscy goście odjechali na salę pożegnaliśmy się z fotografem (wzięliśmy opcję tylko ślub i plener) i klucząc po osiedlowych uliczkach powoli ruszyliśmy na salę weselną
Uff... miało być krotko a wyszło na pół strony... nie wiem - chcecie ciąg dalszy? fotek na razie nie mam, ale jak już dostane to tez wstawię jeżeli byłoby zainteresowanie