Drogie Panie
Proszę o radę, bo ja już nie wiem, czy to ja upadłam na głowę czy
może ktoś inny. Panną młodą nie jestem, zostałam natomiast
zaproszona wraz z moim chłopakiem na ślub. Mój Najdroższy (

) )
jest bratem Pana Młodego i będzie jego świadkiem. Co oczywiście
implikuje siedzenie razem z Młodymi przy stole (a dodam, że z
rodziny Najdroższego znam tylko jego rodziców - brata na oczy nie
widziałam) i tego typu historie.
Od jakichś dwóch miesięcy latam więc po centrach handlowych w
poszukiwaniu sukienki idealnej, coby dobrze się rodzinie
Najdroższego zaprezentować. A więc lekko za kolano, bez głębokich
dekoltów, stonowana, nie pstrokata. Oczywiście nie biała i nie ecru.
I tutaj pojawia się problem, bo takich sukienek wcale za dużo nie
ma. Znalazłam piękną, w Taranko - leżała super, niestety - tylko
czarna. Była jeszcze taka sama, tylko że fioletowa - niestety nie
mieli mojego rozmiaru i w całej Warszawie też go nie było. Kupiłam
więc czarną. Trochę pomarudziłam, że czarna, ale z drugiej strony -
sukienka jest na cieniutkich ramiączkach, i tak muszę coś na nią
włożyć i znając mnie - pewnie tego z siebie nie zdejmę przez całą
imprezę - zatem dodatki kupię w innym kolorze i będzie spoko.
Do czasu.
Wychodzimy z Najdroższym ze sklepu, idziemy na parking. Telefon.
Dzwoni brat Najdroższego, spytać, jaką kupiłam sobie sukienkę
(wiedział, że dzisiaj będziemy kupować). 'Mam nadzieję, że nie
czarną'.
No i zaczęła się jazda.
Od wczoraj Najdroższy pertraktuje z bratem, jego narzeczoną,
rozmawia z rodzicami (którzy akurat nie widzą nic zdrożnego w
kolorze sukienki - mama Najdroższego i Pana Młodego też ma czarną
sukienkę i jasne bolerko

). Narzeczona stanęła okoniem i twierdzi,
że czarna kiecka na ślubie przynosi pecha, śmierć, zniszczenie i
pewnie jakiś totalny armageddon. I nawet nie prosi Najdroższego,
żeby jakoś mi tę sukienkę wyperswadował - w pierwszej rozmowie
'zażyczyła sobie porozmawiać ze mną, aby pouczyć mnie na temat
zwyczajów weselnych' (Najdroższy, wietrząc jakąś awanturę nie dawał
mnie do słuchawki, z resztą, to miałaby być nasza pierwsza rozmowa w
ogóle), w drugiej natomiast oświadczyła, że jeśli przyjdę w czarnej
sukience, to przesadzi mnie gdzieś na koniec stołu, bo jak będzie
musiała na mnie patrzeć to ją 'szlag trafi' (cytat).
I co ja mam w takiej sytuacji zrobić? Przyjść w tym co kupiłam,
wymienić/oddać tę sukienkę i przyjść w innej, a może w ogóle na to
wesele nie iść? Sama nie wiem, pewnie bym ustąpiła, gdyby nie ten
idiotyczny szantaż...
Pozdrawiam