joannabarska
26.05.06, 13:46
Czytam tekst Pawła Reszki w "GwL" na temat wyjasniania przez prokuratorow IPN
kulis zamknięcia szkoły Urszulanek. "Prokuratorzy czekają jeszcze na
informacje z Archiwum Państwowego, gdzie są akta osobowe członkow PZPR z
Lublina. Chodzi o personalia i adresy osób z ówczesnej WRN i komitetu
miejskiego i wojewódzkiego partii, ktorzy mieli wpływ na zamkniecie szkoły".
Będzie to zwykłe tzw. bicie piany. Co komu da ujawnianie nazwisk? Sztuka dla
sztuki. Decyzję o likwidacji szkoły podjęto w 1955 roku. Jak znam ówczesne
stosunki, to bez aprobaty owczesnego I sekretarza KW PZPR nie zrobionoby nic.
W latach 1953-1955 I sekr.KW był Paweł Wojas, a w latach 1955-1956 - Bazyli
Hołod. Poniewaz zmiana na stanowisku I sekr.KW nastąpiła 8 lutego 1955
r.,obwiniac nalezałoby Hołoda ,ale ten zrobił prokuratorom IPN na złośc i
umarł. Sprawa, o której mowa, działa się 51 lat temu. W owym czasie raczej
ludzie w srednim wieku dzierżyli władzę, mozna więc w 99,9 proc. uważać, ze
nikt z nich nie jest już w gronie zyjących. A ja tak przy okazji pozwolę
sobie zauwazyc, ze w tym samym 1955 roku - dzięki staraniom własnie KW PZPR-
utworzono w Lublinie (6 sierpnia) Wyższą Szkołę Rolniczą (od 1975 r -
Akademia Rolnicza). Juz w pierwszym roku na jesieni zaczęło na niej studia
1500 osob. Mówię o tym po to, by przypominać nie tylko to, co może było i
złe, ale i to, co dobre. Historia kołem sie toczy - dziś religia będzie i na
maturze. Za pół wieku może to zostac uznane za "zbrodnię na organiżmie
młodzieży"! Smieszne? A bo ja wiem...