Gość: Richard 27
IP: *.marketingserwis.pl
12.06.03, 12:58
Jak teraz wyglada życie nocne w Lublinie?. Kiedyś, to wbrew pozorom i
ciągłemu biadoleniu że zaścianek itd., to się działo... Może trochę
prowincjonalne, ale życie nocne kwitło. Głowa bolała, oj jak bardzo...
Czasami zaczynałem w takiej śmiesznej knajpce koło miasteczka
uniwersyteckiego na ulicy Weteranów, gdzie był tylko długi bar, za plecami
ściana z wieszakami na ubrania, a obok 2 małe stoliki. Pamiętam, jak mój
barowy sąsiad zagadnął mnie kiedyś, czy nie wziąłbym udziału w jego
konkursie. Odparłem, że z przyjemnością, a on skoczył po... dwie główki
kapusty. Połozył je na barze i powiedział, że konurs polega na tym kto
pierwszy obgryzie do głąba. Przegrałem. Jeszcze lokal ten istnieje?
No ale w "tramwaju" było otwarte tylko do 21 i potem trzeba było się
prtzenieść do oddalonego na tej samej ulicy o jakieś 150 m. Grolsh Pubu. tam
nic się nie działo, ale można było spotkać znajomych i trochę się doprawić.
A potem. No cóż, to zależało od gustów i stanu upojenia. Klub Graffiti? Czemu
nie, można było podrywać takie ala hipisowskie panny i siedzieć przy barze,
trzymając się takich fajnych fallusów wystających z blatu. A gdy
pseudonawiedzone artystycznie panienki były aktualnie niezbyt atrakcyjne,
trzeba było ruszyć dalej. Gdy mieliśmy w czubie i byliśmy juz odporni na
doznania artystyczne, obieraliśmy kierunek na klub MC. Pamietam gdy powstawał
i był taki rockowy, a mieścił się w takim niewielkim pomieszczenia w teatrze
w budowie.
Gdy biesiadnicy trzymali się ledwo na nogach, szli do Colloseum. Oj tam, to
było takie fajne towarzycho - panienki w kozakach i panowie z medalami na
piersiach. Ale cholera, Colloseum również zamykali przed świtem. Sprawdzenie
funduszów w kieszeni i jak jeszcze coś w nich zostało, kurs taksówką do
takiej zjazdówy w piwnicy. Skręcalo się w taką uliczkę za pl litewskim, a
potem przez kratę i do piwnicy. Straszne dresiarstwo i syf tam był. No ale
otwarte do rana, więc je..., je.., je... jeeszcze jedno piwo poproszę.
Przyjemnie dopić się można było na przeciwko Ratusza, w takiej knajpie, co to
wchodziło sie do niej długo pod górę po schodach. Gdy ostatnio byłem w
Lublinie, na oknach tej knajpy widziałem napis, że lokal do wynajęcia, czy do
kupienia, nie pamietam. W ogóle nie pamietam już nazw tych wszystkich
przybytków, ale sentyment pozostał. Ciekawe, jak jest teraz, gdzie się teraz
chodzi i jakie towarzystwo można tam spotkać? czy dalej są takie podziały, że
np. w Grafitti goście alternatywni, a w Colloseum wieśniaki i można dostać w
twarz, więc idzie się tam na własne ryzyko? Starówkę w dalszym ciągu lepiej o
2 w nocy omijać, bo wszystko na skoble pozamykane i można sobie ewentualnie
zagwizdać, albo uważać, żeby nikt nam buzi nie obił?