dotera
17.01.26, 07:19
Jest niezwykle filmowa.
W tym czasie gdy bojówki Trumpa ruszyły na ulice USA terroryzować obywateli , mnisi buddyjscy zza granicy rozpoczeli cichy marsz południowymi stanami do Waszyngtonu. Czyli stanami Trumpa. Marsz stał się głośny gdy jeden z nich stracił nogę w wypadku samochodowym i raptem zaczeły wychodzić tysiące ludzi na ich szlak.
W Waszyngtonie mogą wyjść miliony . Trump będzie musiał się jakoś do tego ustosunkować.