Dodaj do ulubionych

Jak to jest .... ?

18.01.02, 00:22
Bardzo często zadaję sobie pytanie, czy ktoś kiedykolwiek mnie kochał nie
będąc przeze mnie do tej miłości zmuszony ? Tak było ze mną zawsze, ale też
zadaję sobie pytanie, czy jest ktokolwiek na tym świecie z kim byłoby inaczej ?
Bo widzicie – jakoś nie wierzę w te wszystkie historie, w których dwoje ludzi
spotyka się nagle, i kocha jakoś tak łatwo i pięknie, oboje są wolni ale
oddani sobie, żadne z nich nie ma wątpliwości, żadne nie odczuwa
przedwczesnego żalu. Nie wierzę, że to się zdarza – nie, nigdy – nawet wśród
bardzo młodych ludzi.
Każda relacja pomiędzy człowiekiem a człowiekiem jest zawsze konstelacją
problemów, niezgodnych poglądów a także starć i upokorzeń. Każdy zmusza
każdego – nie tyle co prawda , żeby ten zmuszany zrobił coś, czego naprawdę
nie chce, ale raczej żeby zrobił coś, o czym nie wie, czy tego chce czy nie, bo
przecież prawie nikt nie wie, CZEGO NIE CHCE , a tym bardziej nikt nie wie
CZEGO CHCE. Przecież to niemożliwe abyśmy wiedzieli czego chcemy.
Gdyby nikt na świecie nikogo do niczego nie zmuszał, świat usnąłby bardzo
szybko, wszystko zawisłoby w wiecznym niezdecydowaniu. Na zawsze.

Obserwuj wątek
    • Gość: laser Re: Jak to jest .... ? IP: *.devs.futuro.pl 18.01.02, 10:34
      Jeżeli to miłość prawdziwa łączy dwoje ludzi,to nawet robiąc to czego nie
      chcesz - robisz z przyjemnością,bo przyjemnie jest robić komuś przyjemnie.
      ps.tak idealnie to niestety nie zawsze... (:o)
      • silverstone Re: Jak to jest .... ? 18.01.02, 10:43
        przede wszystkim kocha sie POMIMO, a nie ZA. I nawet jesli czegos nie lubie albo nie mam ochoty,
        to jesli moge to zrobic dla ukochanej osoby, bedzie to w jakis sposob przyjemne....
        • Gość: laser Re: Jak to jest .... ? IP: *.devs.futuro.pl 18.01.02, 10:56
          taaak...Silwer, w samej rzeczy,tak powinno być...-nie tylko w książkach. (:o)
          • Gość: laser Re: Jak to jest .... ? IP: *.devs.futuro.pl 18.01.02, 10:57
            ..no ,ale powinno też być Silver przez "v" -wybacz.
            • silverstone Re: Jak to jest .... ? 18.01.02, 11:52
              wybaczam lazer :)))))

              wiesz - jesli spotkam kiedys kogos, dla kogo bede wstanie zrobic duzo wiecej niz dla siebie, to to
              bedzie wlasnie TEN. Tak mi sie wydaje przynajmniej :))))
    • Gość: valdi Re: Jak to jest .... ? IP: *.globaldial.com 18.01.02, 11:51
      Niestety wytlumaczenie wielu zjawisk zwiazanych z tak zwana miloscia jest
      bardziej brutalne, niz bysmy sobie tego zyczyli. (osoby wrazliwe prosze o
      zaprzestanie dalszego czytania)
      Definiujac tzw milosc musimy dojsc do prostego wniosku, ze jest to rodzaj
      otumanienia mozgu spowodowany przez druga osobe (okazuje sie, ze niekoniecznie
      innej plci) - krotko mowiac choroba psychiczna. Osoba dotknieta ta choroba
      zatraca moznosc rozsadnego postrzegania otaczajacych ja zjawisk, a w
      szczegolnosci ich logicznego interpretowania (mowi sie, ze milosc jest slepa).
      Dlugotrwalosc choroby zalezna jest od wielu uwarunkowan, ale bardzo rzadko
      przekracza okres dluzszy niz kilka lat (pozniej to jedynie przyzwyczajenie,
      czyli tzw druga natura czlowieka). Jako przyklad na poparcie tego twierdzenia
      mozna posluzyc sie statystyka.
      Szacunkowo co najmniej 75% zwiazkow zbudowanych na kanwie tzw milosci rozpada
      sie po pewnym czasie - nie mowimy tu o przelotnych milostkach (wtedy statystyka
      bylaby absolutnie przytlaczajaca) - mowimy o zwiazkach trwalych, a przynajmniej
      takich, ktore za trwale chciano uwazac.
      Nie jest tajemnica, ze liczba rozwodow w wolnym spoleczenstwie siega 45-50% w
      stosunku do zawartych malzenstw. Naiwnoscia byloby wierzyc, ze ta druga polowa
      zwiazkow zyje dlugo i szczesliwie - o nie. Mozemy spokojnie zalozyc, ze na
      skutek roznego rodzaju naciskow (rodzinnych, majatkowych, spolecznych,
      religijnych itp) co najmniej polowa z tej liczby meczy sie ze soba nie mogac
      sie zdecydowac na rozejscie.
      I to jest fakt. Mamy wiec ok 3/4 wszystkich wielkich milosci obdartych z
      pieknych slow i czczych obietnic, ktore przeciez nie mogly byc dochowane - bo
      nasi chorzy wyzdrowieli (tzw milosc wygasla).
      Pozostala 1/4 - no coz, polowa z nich to malzenstwa z rozsadku - tam nie bylo
      mowy o uczuciach, nie bylo wiec rozczarowan, wiec przetrwali.
      I wreszcie ta najmniejsza grupka, mniej niz polowa tej ostatniej 1/4. Tzw
      milosc przeradza sie w przyjazn, a wiec jedno uczucie zostaje zastapione innym,
      dojrzalszym i cenniejszym. Gratulacje, jedynie im sie w tej dziedzinie naprawde
      powiodlo.
      Podsumowujac - czym wiec jest ta choroba psychiczna zwana powszechnie miloscia,
      atakujaca znienacka, otumaniajaca bezlitosnie jak najlepszy narkotyk i tak
      silnie, ze w jej imie mozna zabic! Dlaczego trwa tak krotko, mimo, ze chce sie
      ja przy sobie zatrzymac?
      Prawda jest banalna - utrzymanie gatunku, czyli sex, sex i jeszcze raz sex.
      Masz w swym zyciu wypelnic role przedluzenia tego gatunku, do ktorego nalezysz
      i w tym celu sie tzw zakochujesz (jest to od ciebie absolutnie niezalezne).
      Po zapadnieciu w te chorobe, otrzymujesz okreslony przedzial czasowy, w ktorym
      ma sie to dokonac - masz wypelnic swoje zadanie wobec natury -(rok, dwa, moze
      piec) - potem uczucie wygasa (ponoc kazde nastepne dziecko w zwiazku potrafi go
      przedluzyc o ok nastepne 3 lata, co jest zrozumiale, poniewaz dziecko wymaga
      wtedy najintensywniejszej opieki - tez instynkt).
      Tzw milosc wygasla, ale to nie znaczy ze na zawsze. Nadal jestes sie w stanie
      zakochac - jeszcze mnogo mnogo raz, i tak tez sie stanie.
      Natura jest nieublagana i nie pyta cie o zdanie.
      Ale nie badz uparty(a) nie staraj sie ratowac czegos, czego uratowac sie nie
      da, bo to cos juz nie istnieje - zostaly jedynie wspomnienia - nie szargaj ich
      glupio - kiedys beda naprawde cenne...
      • Gość: laser Re: Jak to jest .... ? IP: *.devs.futuro.pl 18.01.02, 13:25
        Podchodzisz mocno biologicznie do tematu i mówisz o instynktach.
        Odwołam się więc do biologii.Zdecydowana większość zwierząt ,jak
        nazwałeś"wypełnia swoje zadanie wobec natury" i wszystko się kończy.
        Jak jednak odnieść się do niektórych zwierząt,ktore łączą się w pary raz na
        całe życie ? Nie podejrzewamy ich chyba o wyrafinowanie,o wyższe uczucia chyba
        też nie,a więc nawet w świecie zwierząt nie tylko "sex,sex i jeszcze raz sex".
        W świecie ludzi też nie można mówić,a nawet tym bardziej nie,że tylko sex nas
        łączy i potrzeba przedłużenia gatunku, bo paląc papierosy,biorąc
        narkotyki,alkohol -to z biologicznego punktu widzenia prowadzi do
        samozagłady,więc nie tylko to nami kieruje.Sami sobie świadomie wybieramy pewne
        wartości,ktorymi się w życiu kierujemy,a sex jest rzeczywiście siłą stymulującą
        pewne zachowania, ale niekonsekwencją jest twierdzenie,że tylko na tym opierają
        się relacje między ludźmi.
        ...a teraz lecę na obiad,bo się "przyzwyczaiłem" do obiadków żonki...
        Pozdrawiam - laser (:o)
        • Gość: valdi Re: Jak to jest .... ? IP: *.globaldial.com 18.01.02, 15:25
          Gość portalu: laser napisał(a):

          > Podchodzisz mocno biologicznie do tematu i mówisz o instynktach.
          > Odwołam się więc do biologii.Zdecydowana większość zwierząt ,jak
          > nazwałeś"wypełnia swoje zadanie wobec natury" i wszystko się kończy.
          > Jak jednak odnieść się do niektórych zwierząt,ktore łączą się w pary raz na
          > całe życie ? Nie podejrzewamy ich chyba o wyrafinowanie,o wyższe uczucia chyba
          > też nie,a więc nawet w świecie zwierząt nie tylko "sex,sex i jeszcze raz sex".
          > W świecie ludzi też nie można mówić,a nawet tym bardziej nie,że tylko sex nas
          > łączy i potrzeba przedłużenia gatunku, bo paląc papierosy,biorąc
          > narkotyki,alkohol -to z biologicznego punktu widzenia prowadzi do
          > samozagłady,więc nie tylko to nami kieruje.Sami sobie świadomie wybieramy pewne
          >
          > wartości,ktorymi się w życiu kierujemy,a sex jest rzeczywiście siłą stymulującą
          >
          > pewne zachowania, ale niekonsekwencją jest twierdzenie,że tylko na tym opierają
          >
          > się relacje między ludźmi.
          > ...a teraz lecę na obiad,bo się "przyzwyczaiłem" do obiadków żonki...
          > Pozdrawiam - laser (:o)


          Laserze, masz duzo racji, z tym, ze troche rozszerzyles temat. O czywiscie, ze u
          zwierzat jest roznie - bo zwierzeta sa rozne. Ja mialem na mysli ten specyficzny
          rodzaj zwierzecia, ktory zwa 'czlowiekiem'.
          A i w tym przypadku jedynie jego zachowanie rujowe - czyli tzw milosc.
          Oczywiscie, ze ludzie podejmuja wiele przeroznych decyzji majacych wplyw na ich
          zywot, ale ponownie - temat byl scisle skoncentrowany na tym przedziwnym uczuciu,
          nad ktorym, przyznasz, nie masz absolutnie zadnej kontroli i Twoja (czy moja)
          wola i chec podjecia jakiejkolwiek decyzji w tej sprawie zupelnie, ale to
          zupelnie sie nie licza.
          To spada na nas jak grom i przynosi ze soba burze.
          Ale tak jak kazda burza, ta rowniez ma swoj koniec (niestety).
          I na to tez niestety nie ma rady. Wystarczy rozejrzec sie dokola.

          A teraz: wspomniales o zwierzetach, ktore lacza sie na cale zycie.
          Zaciekawila mnie ta informacja. Czy bylbys tak dobry i podal jakies przyklady?
          Mowimy oczywiscie o laczeniu dobrowolnym, a nie w klatce (zart).

          pozdrawiam
          • ulv Re: Jak to jest .... ? 18.01.02, 16:16
            Na całe życie łączą się Wilki - chociaż stado wilcze skałda się z wielu osobników płci obojga tylko
            dominant i dominanta mają się prawo rozmnażać (tzw samiec i samica alfa)
            No chyba że się jeden z dominantów zmieni a drugi nie - co bywa rzadkością.

            A takie bardziej klasyczne trwałe związki 1:1 bez przyległego stada tworzą
            Cierniki (ryby) i niektóre gatunki ptaków - ale nie jestem dobry w ornitologii
            • Gość: valdi Re: Jak to jest .... ? IP: *.globaldial.com 19.01.02, 00:31
              ulv napisał(a):

              > Na całe życie łączą się Wilki - chociaż stado wilcze skałda się z wielu osobnik
              > ów płci obojga tylko
              > dominant i dominanta mają się prawo rozmnażać (tzw samiec i samica alfa)
              > No chyba że się jeden z dominantów zmieni a drugi nie - co bywa rzadkością.
              >
              > A takie bardziej klasyczne trwałe związki 1:1 bez przyległego stada tworzą
              > Cierniki (ryby) i niektóre gatunki ptaków - ale nie jestem dobry w ornitologii

              Ulv, niestety nie odnalazlem potwierdzenia Twoich informacji.
              Wilki zyja glownie osobno, laczac sie w stada jedynie w celu latwiejszego
              przetrwania. Stada sa przypadkowe, a wiec nie ma mowy o jakimkolwiek trwalym
              zwiazku pomiedzy dwoma konkretnymi egzemplarzami. Sorry...
              A co do ciernikow, pozwolisz, ze przytocze bezposrednio haslo z encyklopedii:

              Ciernikowate (Gasterosteidae), rodzina drobnych (długość do 15 cm) kolczastych
              (od 2-17 kolców na grzbiecie) ryb żyjących w wodach słodkich i słonawych
              Euroazji, Afryki Północnej i Ameryki Północnej. Bogato ubarwiony w okresie tarła
              samiec toczy, śmiertelne boje z konkurentami, buduje gniazdo z roslin i zagania
              do niego kilka samic, które składają ikrę, a następnie sam opiekuje się
              potomstwem. Nie ma znaczenia gospodarczego.

              Jak widac obywatel meski tego gatunku ma raczej inklinacje haremowe - gdzie mu
              trwaly zwiazek w glowie...

          • Gość: Paul Re: Jak to jest .... ? IP: *.proxy.aol.com 18.01.02, 16:53
            Gość portalu: valdi napisał(a):

            > Gość portalu: laser napisał(a):
            >
            > > Podchodzisz mocno biologicznie do tematu i mówisz o instynktach.
            > > Odwołam się więc do biologii.Zdecydowana większość zwierząt ,jak
            > > nazwałeś"wypełnia swoje zadanie wobec natury" i wszystko się kończy.
            > > Jak jednak odnieść się do niektórych zwierząt,ktore łączą się w pary raz n
            > a
            > > całe życie ? Nie podejrzewamy ich chyba o wyrafinowanie,o wyższe uczucia c
            > hyba
            > > też nie,a więc nawet w świecie zwierząt nie tylko "sex,sex i jeszcze raz s
            > ex".
            > > W świecie ludzi też nie można mówić,a nawet tym bardziej nie,że tylko sex
            > nas
            > > łączy i potrzeba przedłużenia gatunku, bo paląc papierosy,biorąc
            > > narkotyki,alkohol -to z biologicznego punktu widzenia prowadzi do
            > > samozagłady,więc nie tylko to nami kieruje.Sami sobie świadomie wybieramy
            > pewne
            > >
            > > wartości,ktorymi się w życiu kierujemy,a sex jest rzeczywiście siłą stymul
            > ującą
            > >
            > > pewne zachowania, ale niekonsekwencją jest twierdzenie,że tylko na tym opi
            > erają
            > >
            > > się relacje między ludźmi.
            > > ...a teraz lecę na obiad,bo się "przyzwyczaiłem" do obiadków żonki...
            > > Pozdrawiam - laser (:o)
            >
            >
            > Laserze, masz duzo racji, z tym, ze troche rozszerzyles temat. O czywiscie, ze
            > u
            > zwierzat jest roznie - bo zwierzeta sa rozne. Ja mialem na mysli ten specyficzn
            > y
            > rodzaj zwierzecia, ktory zwa 'czlowiekiem'.
            > A i w tym przypadku jedynie jego zachowanie rujowe - czyli tzw milosc.
            > Oczywiscie, ze ludzie podejmuja wiele przeroznych decyzji majacych wplyw na ich
            >
            > zywot, ale ponownie - temat byl scisle skoncentrowany na tym przedziwnym uczuci
            > u,
            > nad ktorym, przyznasz, nie masz absolutnie zadnej kontroli i Twoja (czy moja)
            > wola i chec podjecia jakiejkolwiek decyzji w tej sprawie zupelnie, ale to
            > zupelnie sie nie licza.
            > To spada na nas jak grom i przynosi ze soba burze.
            > Ale tak jak kazda burza, ta rowniez ma swoj koniec (niestety).
            > I na to tez niestety nie ma rady. Wystarczy rozejrzec sie dokola.
            >
            > A teraz: wspomniales o zwierzetach, ktore lacza sie na cale zycie.
            > Zaciekawila mnie ta informacja. Czy bylbys tak dobry i podal jakies przyklady?
            > Mowimy oczywiscie o laczeniu dobrowolnym, a nie w klatce (zart).
            >
            > pozdrawiam
            Napisze cos co pewnie zdziwi szanownych forumowiczow. Ja w dozgonna
            milosc "wierze", nawet jestem pewien, ze istnieje. I nie mam tu wcale na
            mysli "milosci z urzedu" - milosc matczyna, milosc do rodzenstwa, etc. Jesli juz
            rozbierac milosc na czynniki pierwsze i poddawac ja iscie laboratoryjnym
            badaniom, to sklanial bym sie w strone wariantu "choroby psychicznej zwanej
            miloscia". Z tym, ze uwazam, ze owa "choroba", nie musi koniecznie pokrywac sie
            z "okresem rujowym" (potomstwo i jego wychowanie), moze byc w swych obiawach
            przewlekla. I teraz pytanie o ta "cienka czerwona linie miedzy rozsadkiem, a
            szalenstwem". Milosc przewlekla, do szalenstwa, moze okazac sie okrutnie
            destruktywna w skutkach, za rowno dla kochajacego i kochanego. Tak wiec ludzie
            szukaja zlotego srodka, zwanego "miloscia dojrzala", co w gruncie rzeczy tlumaczy
            sie na gotowosc do oddania "rzeczy" nam najdrozszej (w razie potrzeby, czy
            zaistnialej sytuacji) w imie owej "rzeczy" - obiektu naszej milosci i otoczki
            zwiazanej z alchemia calego uczucia. Jako ze kocham sie w paradoksach, uwazam,
            ze by kochac trzeba czasami zaprzeczyc samemu sobie, swoim odruchom i "objawom"
            milosci, by owa milosc zachowac, byc jej wiernym. Milosc o ktorej pisze jest
            nierozerwalna z wiernoscia - nie koniecznie fizyczna, uwazam, ze zdrada
            psychiczna/duchowa jest o wiele bardziej niszczaca, choc nie mam na mysli rowniez
            tzw. "otwartych zwiazkow", zwyczajnie dopuszczam mozliwosc zdrady, o ile nie
            staje sie to regula. Na koniec pozwole sobie sparafrazowac pewien znany text:
            Milosc? Musze ja kiedys poddac analizie. Miesci sie w niej namietnosc
            posiadania. Miesci sie w niej wiele rzeczy, ktore bysmy chetnie odrzucili,
            gdybysmy sie nie obawiali, ze podniosa je inni. Pozdrawiam.
            Paul

            • Gość: empi Re: Jak to jest .... ? IP: *.ltk.com.pl 19.01.02, 09:37
              laser, podobno orły tworzą piękne związki na całe życie.Smierć partnera
              powoduje wręcz samobójczą śmierć współpartnera.
          • Gość: laser Re: Jak to jest .... ? re:Valdi IP: *.devs.futuro.pl 18.01.02, 16:57
            Z tym gromem z jasnego nieba co na nas spada,to sę absolutnie z Tobą zgadzam
            i dzięki naturze za to.To,że ta burza przechodzi to też dzięki naturze za
            to ,bo nie dalibyśmy chyba rady na takim dopingu przez całe życie...(:o)
            Daleki jestem jednak od tego by te "błyskawice i grzmoty" nazwać miłością.To
            właśnie po nich przychodzi to coś trwałego,bardziej stabilnego.
            Jedni nazwą to przyzwyczajeniem inni miłością.To nie potrzeba sexu każe Ci się
            denerwować ,gdy partnr godzinę się spóżnia do domu,nie sex każe Ci się
            cieszyć,że partner coś osiągnął i nie potrzeba sexu każe Ci warować pod
            drzwiami szpitala gdy z partnerem jest naprawdę żle.I czy to jest rok,pięć,czy
            osiem lat/jak dalej to już nie wiem/ po ślubie -zawsze jest podobnie.
            Przyzwyczajam się do mojego samochodu,ulubionej kanapy,ale emocje z tym
            związane - żadne. To,że dużo rozwodów,cóż takie czasy.Mamy teraz znacznie
            ważniejsze sprawy/w naszym mniemaniu/ niż miłość.
            To,że w wększości rodzin dzisiaj żona siedzi w domu z dziećmi sama od rana do
            nocy,a mąż przychodzi na noc by coś zjeść i się przespać, napewno nie zacieśnia
            więzów rodzinnych i w zasadzie w takich związkach każdy żyje swoim życiem.
            Nie każdy może się z tym pogodzić,szuka więc gdzie indziej spełnienia.

            Jeśli chodzi o te zwierzaki co to raz na całe życie to upewnię się ,które to
            żeby tu bzdur nie pisać,ale sam byłem zdziwiony kiedyś jak oglądalem film
            przyrodniczy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka