Gość: Michał M.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
30.04.10, 08:33
"Ksiądz Pana wini Pan Księdza, a nam prostym zewsząd nędza".
Nie było kiedyś tych cholernych spółek, było jedno, złe, komunistyczne PKP.
Ale pociągi jeździły. Rozkład zmieniał się raz do roku na podobny do
poprzedniego. Pociągi się spóźniały i były brudne.
Ale ktoś uznał, że trzeba to "reformować" po polsku (czyli zepsuć jeszcze
bardziej). I do spieprzonych 4 reform buzkowych dołączyła kolejna:
prywatyzacja kolei.
Efekt: Rozkład zmienia się w sposób ciągły, nigdy nie wiadomo czy jutro
pojedzie pociąg, który dziś kursował. Z miesiąca na miesiąc pociągów ubywa.
Nadal się spóźniają i nadal są brudne.
PR kłóci się z PKP PLK. W tej złej komunie było to nie do pomyślenia (bo jak
można kłócić się z samym sobą). Na tarciach siłą rozdzielonych i skłóconych
spółek tracą pasażerowie.
Pasażer przychodzący na stację czuje się zagubiony liczbą rodzajów pociągów.
Czy w Polsce naprawdę nic się nie da zrobić dobrze? Czy wszystko musimy
spieprzyć? Czy jesteśmy tak durnym narodem?
Pociągi na świecie, Niemczech czy Francji, jeżdżą 2 razy szybciej niż w
Polsce. W Czechach i na Słowacji kupuje się w kasie "bilet na pociąg do...",
nie trzeba się zastanawiać ani nad jakimiś spółkami ani nad tym czy to
pośpiech czy osobowy (inny cennik jest tylko na ekspresy). A w Polsce trzeba
było zrobić źle.