Gość: Środa
IP: 90.149.22.*
22.09.10, 09:05
W środku Europy, przynajmniej tej geograficznej. W środku Polski. Miasto zabytek. Wielkie skupisko ścisłej secesyjnej zabudowy. Teraz gnijącej. Urbaniści proponują wyburzenie całego zabytkowego centrum Łodzi, bo mówią, że po stu dwudziestu latach bez remontu, tego wyremontować się już nie da.
To było prawie milionowe miasto. Oficjalnie, według meldunków, zostało siedemset tysięcy mieszkańców. Faktycznie o wiele mniej – wyjeżdżający łodzianie zazwyczaj się nie wymeldowują. Ci wykształceni i świadomi nie robią tego specjalnie – chcą tu płacić podatki, aby część ich pieniędzy szła na to miejsce, które ciągle uważają za swoje. Pozostali nie zawsze nawet wiedzą, że istnieje coś takiego jak zameldowanie. Zresztą, zameldowanie nie jest już obowiązkowe, więc nie muszą wiedzieć.
Trudno więc powiedzieć, ilu ludzi mieszka w Łodzi. Na peryferiach widać ich więcej, bo na peryferiach są blokowiska, a w Łodzi mieszkanie w bloku to luksus. Łódzka „klasa średnia” mieszka w czymś, co wygląda jak warszawskie Bródno - i bardzo to sobie chwali. Łódzka „klasa średnia” jest szczęśliwa, że uciekła z centrum. Bo centrum to zagrzybione, przegniłe rudery, wyglądające jak odrobinę mniej zniszczona dzielnica popowstaniowej Warszawy. Tyle że tu powstania nie było…
Fasady odrapane, z odpadającym tynkiem, albo – za sprawą śmiesznych, absurdalnych działań zwanych tutaj rewitalizacją - obite czymś w rodzaju ohydnego aluminiowego sidingu, od razu zresztą demolowanego przez łódzkich złomiarzy (tak jest na ulicy Nawrot). Złomiarze kradną też ostatnie łódzkie tabliczki z nazwami ulic (te ładne, metalowe, z przedwojennym liternictwem). Do tego - potworne bruki, połamane chodniki, asfalt na jezdni z dziurami o głębokości ćwierć metra. I tonące w gnoju podwórka, wybrukowane przeważnie gęsto nasadzonym gównem, nie tylko psim. W domach przy ulicy Wschodniej ludzie mieszkają w mieszkaniach bez drzwi wejściowych.
Nic dziwnego, że ludzie stąd uciekają. Najpierw uciekła inteligencja, do Warszawy. Potem ci wszyscy, którzy w ogóle byli w stanie pracować – do Manchesteru i Dublina. Zostali tylko ci, którym coś bardzo utrudniało mobilność: matki z dziećmi, emeryci, alkoholicy. W jednym roku w Łodzi zbankrutowało 2000 sklepów. Przybywa wyłącznie sklepów z alkoholem. Kiedy się wprowadziłem, miałem dwa pod domem. Teraz, kiedy się wyprowadzam, mam ich już cztery.
Nie mam zamiaru kiedykolwiek wracać do Łodzi. Żal mi jest łodzian. Widać w nich resztki dawnej łódzkiej mentalności – robotniczej, pepesiackiej. Ludzie pracowici, inteligentni, a skromni. Na szczęście nie muszę jeździć do Łodzi, żeby ich spotykać. Większość moich przyjaciół-łodzian nie mieszka już w Łodzi.
Wiem, że ich ranię pisząc te rzeczy – łodzianie zwykle kochają swoje miasto i wypierają bolesną prawdę. Kiedy im tę prawdę mówię, odpowiadają: „Przecież tak jest wszędzie, nie tylko w Łodzi”. Albo: „W Warszawie też widziałem parę zrujnowanych domów”. Jednym ze sposobów wypierania prawdy jest obsesyjne zajmowanie się wspaniałą łódzką przeszłością. Ale częstsze jest obsesyjne zajmowanie się wspaniałą łódzką przyszłością. Bo łódzka przyszłość jest obowiązkowo wspaniała! Przecież w Łodzi zbudowano wspaniałą Manufakturę! (stylowe centrum handlowe, które odebrało klientów sklepom i restauracjom Piotrkowskiej, przeobrażając tę ulicę w jedną wielką zarzyganą pijacką kebabiarnię, bankrutującą zresztą). Przecież w całym centrum miasta zostanie kiedyś wykonane to, co nazywam najkrótszym łódzkim dowcipem na „R” (Co to jest? REWITALIZACJA, oczywiście). Powinien być to raczej dowcip na „G”, bo przez rewitalizację Urząd Miasta rozumie gentryfikację i to wyjątkowo gó...aną. Niszczy się zabytkową fasadę jakimś mega-sidingiem, albo usuwa gzymsy i tynkuje na biało, żeby zabytek secesji wyglądał jak apartamentowiec na Kabatach.
Moja żona, Hania, która jest łodzianką, nazywa tę strategię: „czekaniem na Wspanialców”. Że niby wyrzucamy pogardzanych łódzkich żuli z budynku, tynkujemy grzyba na biało, a potem spokojnie czekamy, aż klasa średnia z Warszawy, skuszona niskimi cenami, sprowadzi się tutaj i zmieni oblicze tej ziemi, łódzkiej ziemi. Na takiej strategii opierał się nieudany łódzki szwindel stulecia, czyli Nowe Centrum Łodzi. Pod pozorem budowy obiektów kulturalnych, przy dworcu Fabryczna miał powstać plastikowy kompleks handlowo-biurowo-apartamentowy. Notable i inwestorzy aż gulgotali z zachwytu: „Klasa średnia znużona bezduszną Warszawą przeniesie się tutaj, gdzie wszystko jest bardziej prawdziwe i charakterystyczne”. Na pewno: w ciągu kilku dni mój syn raz widział jak kilku chłopaków gwałci dziewczynę w bramie, a za drugim razem ktoś mu próbował wyciąć nożem napis „JUDE” na czole. Taka charakterystyczność sprawi, że Wspanialcy zlecą się do Łodzi jak do miodu. Szczególnie ci, którzy mają dzieci.
Właśnie: kultura. Nowe Centrum Łodzi jest dobrym przykładem tego, jak wygląda ożywianie Łodzi przez kulturę. Podobnie jest z pomysłem, żeby Łódź za kilka lat została Europejską Stolicą Kultury. No bo wtedy przyjadą jeszcze wspanialsi Wspanialcy, bo już nie Warszawo-Wspanialcy, ale Euro-Wspanialcy. Przyjadą i odmienią oblicze tej ziemi, łódzkiej ziemi.
No ale Euro-Wspanialcy, ci z klasy średniej, ci co mają kasę, to wprawdzie szukają wrażeń, ale nie aż takich wrażeń. Przy okazji mistrzostw koszykówki przyjechało do Łodzi trochę Euro-Wspanialców, zwymiotowali i wyjechali. I długo jeszcze wymiotowali w mediach i w internecie na temat potworności Łodzi (które to reakcje budziły w łodzianach, jak zawsze, szczere zdumienie).
Raz brałem tam udział w dyskusji na temat tego, co zrobić z Łodzią. Powiedziałem tam, że mamy do czynienia ze śmiercią miasta i że powinien powstać Narodowy Plan Ratowania Łodzi. Państwo musi przygotować go natychmiast, bo zaraz już nie będzie co ratować i Łódź będzie wykorzystywana jedynie jako dekoracja do filmów wojennych oraz boisko do paintballa. A jeżeli nie możemy liczyć na pomoc narodu i państwa, to proszę bardzo, nastawiajmy się na Euro-Wspanialców, tyle że trochę innych. Nie tych z klasy średniej, nie tych kasiastych, ale tych, którzy są odpowiednio wytrzymali i mogą dać Łodzi bardziej prawdziwe ożywienie kulturalne. Amsterdam właśnie likwiduje swoje squaty, powiedziałem, zaprośmy squattersów do Łodzi. Zróbmy tu mega-squatternię, niech powstają nieformalne lokale, teatry, centra kultury rewolucyjnej, jak zwał, tak zwał. A że się zjadą pańczury, to bardzo dobrze, wreszcie spuszczą wpie...kibolom, tym z Widzewa i tym z ŁKS-u, bo