paliwoda
08.10.10, 15:42
Było tak: wieczorem 30 kwietnia 1984 roku zostałem po krótkim pościgu pojmany przez milicję. Miałem za pazuchą stary „Biuletyn KOR” i ulotki zachęcające do pochodu 3-majowego. Poszedłem na dołek na 48 i co do minuty, 2 maja wypuścili mnie. O dziwo, ulotki oddali. Nie wiedziałem dlaczego, ale zaraz się dowiedziałem: kiedy opuszczałem komisariat podjechała suka, zostałem przeszukany, znaleziono przy mnie oczywiście ten sam biuletyn korowski i rzeczone ulotki. Tym razem nie siedziałem całych 48, (na innym oczywiście komisariacie) wypuścili mnie już 4 maja rano przedstawiając zarzuty. Dość błahe zresztą, dostałem miesiąc później grzywnę na kolegium, chodziło przecież tylko zapuszkowanie delikwenta na cztery dni.
Wtedy to było oczywiste: komuna, deptanie praw człowieka… itd. Wolność i sprawiedliwość odzyskaliśmy dziesięć lat później. Mamy już swoje, niewielkie prawa człowieka zagwarantowane przez konstytucję RP.
Ja więc w sprawie czysto formalnej.
Oczywiście, przeciwny jestem dopalaczom i cwaniakom bogacącym się kosztem małoletnich kretynów przez wykorzystywanie luk w prawie, chętnie nawet przyłączę się do tłuszczy skandującej „POWIESIĆ DRANIA!”, ale jednak..….
Od nałożenia kajdanek (czyli pozbawienia wolności) Davidowi Bratce minęło już ponad 48 godzin. Dotychczas wydawało mi się, że konstytucja nie pozwala pozbawiać wolności obywatela RP na dłużej niż te 48 godzin bez wyroku sądu. Skoro wyroku sądu nie ma, delikwenta należy wypuścić. Tak mi się wydawało. Ale okazuje się, że racji nie mam.
Czy ktoś może wytłumaczyć, na jak długo można w Polsce pozbawić wolności człowieka bez wyroku sądu za zerwanie plomby inspektora sanitarnego i sprzedawanie specyfiku, który nie jest zakazany przez prawo?