rudula
14.10.11, 23:17
W dniu dzisiejszym chciałam zrobić zakupy dla siebie i mamy w szeroko reklamowanej ofercie jednego z supermarketów. Zakupy (w tym jeden asortyment z promocji – banany) rozłożyłam na 2 paragony. W sumie nie kupowałam więcej niż limit na jednego klienta. Przy kasie okazało się, że banany mogą być tylko na jednym paragonie. Poprosiłam o kontakt z osobą decyzyjną. Przyszła pani, która powiedziała, że nie mogę takiego zakupu zrobić bo mają takie ustalenia (wywieszona informacja mówi tylko o limicie na 1 klienta), gdy jednak upierałam się przy zakupie w ostentacyjny sposób zabrała banany z taśmy i odeszła. To było preludium dalszych „ciekawych” zdarzeń. Gdy odnalazłam i podeszłam do tejże pani (kierowniczki?) poprosiłam o podanie nazwiska, usłyszałam - a pani jak się nazywa? Przedstawiłam się i dostałam odpowiedź, że nie poda swoich danych i że w ogóle mnie nie zna, nie widzi i nie wie o co chodzi. Zaproponowałam aby podała swój nr (rozumiem, że jakoś pracownika powinno się dać zidentyfikować), usłyszałam - numery były w Oświęcimiu i pani ponownie szybko odeszła. Świadkiem całego zdarzenia był ochroniarz i tu c.d.. Ochroniarz (firma zewnętrzna) zasłonił swój identyfikator i również nie chciał się ujawnić, podobnie uczynił jego kolega.
Nie wiem czy w supermarkecie pracują i go ochraniają ludzie widma, czy pracujący na czarno a może tylko nie przeszkoleni bądź na niewłaściwych stanowiskach? Rozumiem ideę wprowadzenia limitów sprzedaży, choć sposobu realizacji już nie, a tego co się działo później nie da się ująć w żadne ramy hasła „Pozytywnie każdego dnia”.