misio20044
08.06.04, 13:00
nie kłamię,,, a przynajmniej wierze że tak zrobiłem, utopiłem robala, ale nie
wiem czy definitywnie..
ale po kolei,,, nalałem sobie cztery kielonki - znaczy sie nie ja sobie
lałem, tylko pokazywałem, żeby mi tyle wlano ;o) pełen wesołości tajemniczej,
nieświadomy niczego zaczałęm nakładać nowy zapachowy krem ochronny na usta,
które później stały sie nota bene - śliwkowe... Gdy podszedłęm do lustra
zderzyłem sie spojrzeniem z robakiem, który z cichapękł i zapachem
przywiedzion zaczął wić się po mej bujnej grzywce.
w związku z tym iż było już sporo po 19 a ja przywdziałem wdzianko
do robienia kolacji i nie chciało MISIE zakładać kaftanik do chodzenia po
podwórzu zeby go tam zostawić, spróbowałem go zalać. Koledzy z pracy
opowiadają często że zalewają robaka. Postanowiłem zrobic to samo. Mowią ze
zalewają Lodową rocznik `88(nie wiem czemu tą akurat - chyba jakis sentyment)
nie był to zbyt mądry pomysł nie wiem czy pomysliło mi sie z kotem czy co...
<przeciez to koty się zalewa albo WYRZUCA z II piętra...> nie ważne, w kazdym
badz razie nalałem mu na łeb 1 butelke wódki, okazalo się jednak ze pod
wpływem wody rozmiękczył mu się odwłok. Wrzuciłem go wiec do rondelka w
którym pływał, żeby może sam spróbował sobie dołączyć go do swoje główki
posługując się własnymi nibynóżkami . Nie czekajac na efekt poszedłem
spać ... O MATKO! Wtedy sie zaczelo... Ten przklety robak robił tyle hałasu w
tym rondlu, charczał, pluskał niemiłosiernie próbując przyczepić sobie
odwłok do główki, że aż nie moglem zasnąć. Jajeczka na maksymilianka, takich
hałasów nie zycze nikomu < że też musiał tyle narozlewać wody i w ogóle...
kurka wodna >
Rano gdy poszedłem sprawdzic ujrzałem pełno krwi, biedak roztrzaskał głowke o
ściankę rondelka... nie udało mu się ;-((...
Mam dla Was dobra rade jeśli będziecie chcieli zalać jakiegoś robaczka to
spróbujcie skombinować jakiś większy rondelek bo 10cm x 10cm to za mało. i
nawet opychanie się kremem zapachowym nic nie pomaga na zszargane nerwy ;o) a
poza tym czy robaki umieją śpiewać bo ten w agonii śpiewał I will survive...
pozdrawiam