keridwen
28.06.04, 00:32
25. VI. 2004 – XXXIII Masa Krytyczna i Dzień bez samochodu – Łódź
Godzina 17.45 - pasaż Schillera
Na pasku jest już wiele znanych z poprzednich Mas twarzy, wszyscy zadowoleni,
wymieniają uwagi, śmieją się i dyskutują, okoliczni mieszkańcy z
zaciekawieniem wyglądają z okien, przechodnie i ogródkowicze ‘irona’ nie mogą
się nadziwić skąd tyle rowerów w jednym miejscu.
Godzina 17.55
Na pasaż docierają m. in. Malina i Uerbe taszcząc ze sobą flagi Masy
Krytycznej, które w znacznej większości po kilku minutach okazują się być
protestami przeciw wojnie w Iraku i manifestami ekologicznymi ;o). Powstaje z
tego małe zamieszanie organizacyjne, które szybko znika w natłoku innych
spraw. Puszczamy w obieg pierwszą część naklejek, by masowicze mogli
poobklejać siebie i swoje rowery – stać się widocznymi członkami Masy.
Godzina 18.05
Malina wspina się z megafonem na jedną z pergoli [ czy jakkolwiek to
nazwać ;o) ] i zaczyna pokaz oratorstwa co i róż przerywany przez szwankujący
sprzęt ;o). W końcu wszyscy dochodzą do wniosku, że bez zbędnych ceregieli
XXXIII Łódzką Masę Krytyczna czas zacząć.... Na oko jest nas przeszło setka,
czyli ciut więcej niż w maju. Przekrój wiekowy szerszy niż zazwyczaj –
najmłodsza masowiczka miała około 10 lat ).
Godzina 18.15
Nareszcie wyruszamy! Skręcamy z pasażu w lewo i kierujemy się by przeciąć Al.
Mickiewicza i jechać dalej ulicą Piotrkowską. Masa rozciąga się na
kilkadziesiąt metrów, za każdymi światłami postój, by wszyscy zdążyli
przejechać. Malina przez megafon wykrzykuje: ‘Miasto dla rowerów, nie dla
samochodów’, ‘jesteśmy Masą Krytyczną’ itp. Niektóre samochody trąbiąc szybko
nas wymijają, inni rozumieją i spokojnie jadą za nami. Pasażerowie autobusów
i tramwajów machają nam zza szyb, ogólnie można powiedzieć, że Masa ma
wzorcowy przebieg, spotyka się z pozytywnym odbiorem mieszkańców Łodzi.
Godzina 18.35 – okolice Łódzkiej Katedry, ulica Piotrkowska
Wszystko co dobre szybko się kończy. Pojawia się pierwszy patrol policji.
Najpierw spokojnie jadą za nami, później równolegle, powoli przyglądają się
masowiczom, włączają światła na kogucie, mają otwarte okna, więc część z nas
doskonale słyszy o czym mówią. ‘Wypatruj tego z megafonem, to organizator,
trzeba go zgarnąć’. Przyspieszam, wymijam radiowóz, jadę na przód do Maliny,
mówię co słyszałam. Dalej jedziemy już bez nagłośnienia, chyba, że za takowe
można uznać nawoływania panów z radiowozu, byśmy jechali prawym pasem.
Dziwne, bo wszyscy bez wyjątku takowym żeśmy się poruszali ;o).
Godzina 18.50 - okolice Ronda Lotników Lwowskich
Dojeżdżamy do ronda. Nasz plan? Zamknąć na kilka minut ruch dla samochodów.
Paradoksalnie, dzięki pomocy panów mundurowych udaje nam się to. Stają
radiowozem w poprzek ronda zmuszając spalinówki do ustąpienia nam
pierwszeństwa. I TO BYŁ BARDZO POWAŻNY BŁĄD! ;o), który w mgnieniu oka
wykorzystaliśmy, zamykając pętlę wokół całej rozciągłości ronda. Po kilku
minutach policjanci stwierdzają, że to już najwyższy czas podziękować nam za
korki i starają się spowodować, byśmy zjechali w stronę Al. Politechniki....
blokują prawy pas i kierują masowiczów na ulice Łodzi... My – jak na sprytne
rowerowe bestyje przystało zsiadamy z naszych rumaków i przeprowadzamy je
przez pobliskie przejście dla pieszych, tym samym wracając na rondo ;o).
Przybywa drugi radiowóz, zaczyna padać deszcz. Władza liczy na to, ze
przestraszymy się wody... Popełniamy jeszcze dwa okrążenia i zjeżdżamy w
kierunku wjazdu do szpitala im. Kopernika. Kryjemy się pomiędzy filarami.
Dojeżdża trzeci patrol, masowicze w świetnym humorze żartują i degustują
barwiące lizaki. Ktoś idzie poczęstować słodkościami policjantów, którzy
niestety nie okazują dobrej woli współpracy z obywatelami. Kilku rowerzystów
jeździ po chodniku [ pustym z powodu ulewy ], lawiruje pomiędzy
radiowozami. ‘Dokumenty proszę’, a my w śmiech... Pytamy się dlaczego spisują
kolegów... ‘ Bo popisują się na rowerach, a nie jeżdżą normalnie’... Czym
różni się ‘normalna’ jazda od ‘popisywania się’ niestety nie potrafiono nam
wyjaśnić ;o)... Następuje krótkie dochodzenie pt. ‘Kto jest organizatorem?
Gdzie jest ten chłopak z flagą?’, które niestety kończy się fiaskiem ;o).
Uerbe ukrył dowody rzeczowe i wyruszyliśmy dalej....
Godzina 19.25
Jedziemy ul. Pabianicka w kierunku DH Central. Ku naszemu zdziwieniu patrole
rozpływają się jak we mgle. Znów jesteśmy sami. Przejeżdżamy koło Placu
Reymonta, wyjeżdżamy na ul. Piotrkowską. Szybkie przeliczenie masowiczów daje
nam pokaźna liczbę przeszło stu dwudziestu osób! Tuż za Katedrą znów pojawia
się znajomy samochód władzy. Tym razem jedzie spokojnie, sprawia wręcz
wrażenie eskortowca Masy. Gdy naszym oczom ukazuje się skrzyżowanie
Piotrkowskiej z Mickiewicza słyszymy pisk opon, jadący z naprzeciwka radiowóz
gwałtownie zawraca, wyprzedza nas, blokuje nam przejazd. Zsiadamy zatem z
rowerów, kierujemy się na chodnik i dalej w dół przez przejście podziemne,
gdzie już czekają na nas zwarta gromadą panowie w żółtych kubraczkach. Znów
proszą o dokumenty. Część z nas zostaje, część niesie rowery na górę, by
jechać dalej, w kierunku Placu Wolności. I tu kolejna niespodzianka – koło
przystanku autobusowego stoi zaparkowana ‘suka’ i coś na kształt starych
peerelowskich więźniarek ;o). ‘Nic, tylko spakują nas z rowerami i zabiorą na
komisariat...’. zaczyna się kolejna tura kontroli dokumentów. Na pytanie
dlaczego panowie służbiści nie zwracają uwagi pieszym idącym po ścieżce w
odległości 10-15 metrów od nas, wytłumaczono mi, ze piesi mogą po niej
chodzić ruchem poziomym, tj. przekraczać ścieżkę W KAŻDYM DOWOLNYM MIEJSCU
JEJ BIEGU, następnie zaczęli szemrać miedzy sobą i ustalać do czego tak
naprawdę służą te dwa paski wymalowane na chodniku, po czym stanowczo
stwierdzili, ze są tu w tym momencie od czego innego i pieszym zwracać uwagi
nie maja zamiaru najmniejszego.
Godzina 19.55
Z Piotrkowskiej zjeżdżamy w Pasaż Schillera. Ktoś podjął decyzję, że jednak
tym razem pomijamy tradycję i zadowalamy się tym, co do tej pory
osiągnęliśmy. Następuje trzecia tura kontroli obywateli ;o) [ Czy oni nigdy
nie maja dosyć? ]. Przechodnie z zainteresowaniem pytają się masowiczów o co
chodzi, czemu policjanci z takim uporem i zawzięciem nas legitymują. Gdy
słyszą nasze wyjaśnienia, następuje gromki śmiech. W międzyczasie stosujemy
małą propagandę rozdając resztę naklejek ‘bezrowerowym’. Ufffff, w końcu
mundurowi sobie poszli. Malina zwołuje wszystkich na koniec Pasażu. Tym razem
megafon nie zawodzi: ‘WYGRALIŚMY BITWE!!!’. Flaga Masy powiewa nad głowami,
wszyscy klaszczą i trąbią. Gratulujemy sobie nawzajem wytrwałości i
pomysłowości. Za miesiąc znowu tam będziemy. Z pomocą Władz czy bez – Łódzka
Masa Krytyczna, w każdy ostatni piątek miesiąca, odbywać się będzie ;o).