lizzie_siddal
19.02.13, 19:09
Jestem zażenowana wywiadem z prezydent Zdanowską, który pojawił się w najnowszym numerze "Wysokich Obcasów" (nr 7/714). W zasadzie to "dzieło" powinno zostać opatrzone podpisami "Artykuł sponsorowany", bo inaczej tej czołobitności tandemu Gnacikowska-Wesołowski wytłumaczyć się nie da.
Jakiś czas temu przestałam kupować GW z "Wysokimi Obcasami", bo zaczęły być monotematyczne, a większość tekstów stanowiły teksty reklamowe. Postanowiłam wrócić do "WO" i dać im jedną szansę, a akurat trafiłam na wywiad z Łodzi. Myślałam, że dowiem się jak rzeczywiście wygląda przebijanie szklanego sufitu i jak to się dzieje, że kobieta zostaje prezydentką miasta. A czego się dowiedziałam? Że nasza "Pani Prezydentka" jest niezwykle wrażliwa na krzywdę łodzian, że drży o życie mieszkańców jak widzi wóz strażacki, że czas spędza w hipermarketach na pogawędkach z ludźmi (czytaj: plebsem), że lubi słuchać wielogodzinnych tyrad na temat problemów (nawet najdrobniejszych) mieszkańców, a o wizytach u Lyncha i o tym, że będziemy metropolią nie wiadomo jaką i centrum kultury nie wiadomo jakiej, bo będzie Fabryczny i dwa stadiony, to już nawet nie ma co wspominać. A do tego jest taka rodzinna! I wręcz się wstydzi, że ubiera się w drogich sklepach. Aż chce się zaśpiewać: "A przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek..."
Nie rozumiem, jak "Wysokie Obcasy" mogły zamieścić taki słodko-pierdzący wywiad... Z każdym kolejnym pytaniem (oczywiście pytań niewygodnych tak naprawę nie ma), coraz bardziej zbiera się na wymioty. Toż to pierwsza jaskółka kampanii wyborczej! Naprawdę wstyd!
Ale to mnie utwierdziło w tym, że szkoda pieniędzy na taką "literaturę".