Dodaj do ulubionych

żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w tym

11.04.05, 15:40
" Kraj PAP, jkl /2005-04-11 15:24:00

Sanitariusz: Handel "skórami" od wielu lat



Proceder handlu informacjami o zgonach w łódzkim pogotowiu był powszechny
już kilkanaście lat temu - mówił podczas rozprawy były sanitariusz pogotowia
Andrzej N.

N. jest oskarżony m.in. o zabójstwo czterech pacjentów i przyjmowanie
pieniędzy od zakładów pogrzebowych.

Poniedziałek był kolejnym dniem składania przez b. sanitariusza wyjaśnień w
procesie, który toczy się przed Sądem Okręgowym w Łodzi. Podczas rozprawy
odczytywane są jego zeznania, które składał w śledztwie. Może to potrwać
nawet kilka dni.

Za informacje o "skórze" (tak nazywano w pogotowiu zwłoki) zespół karetki i
dyspozytor otrzymywał od firm pogrzebowych od 900 zł do ponad 1,5 tysiąca zł,
które dzielili między sobą.

"Pracowałem w pogotowiu przez 12 lat i już gdy zaczynałem, to słyszałem, że
ten proceder trwał. Wszyscy chyba o tym wiedzieli, bo wiele osób brało
pieniądze, a do siedziby pogotowia przyjeżdżali ludzie z zakładów
pogrzebowych" - powiedział N.

B. sanitariusz konsekwentnie utrzymuje, że nie zabijał pacjentów i odwołuje
swoje wcześniejsze wyjaśnienia, którymi obciążył drugiego oskarżonego
sanitariusza i jednego z lekarzy. Przyznaje się natomiast do brania pieniędzy
od zakładów pogrzebowych i fałszowanie recept, dzięki którym pobierał
pavulon - lek zwiotczający mięśnie, którym, zdaniem prokuratury, zabijano
pacjentów.

W toku śledztwa N. przyznał się do zabijania pacjentów. Cały czas podkreśla,
że składał takie zeznania pod silną presją, a prokurator oferował mu za to
uniewinnienie lub złagodzenie kary, która groziła mu za fałszowanie recept i
branie łapówek.

N. twierdzi, że pavulon, który pobierał z magazynu pogotowia, miał, za
pośrednictwem jednego z lekarzy, zostać sprzedany weterynarzom. Nie potrafi
jednak wskazać żadnego weterynarza, który kupił, bądź chciał kupić pavulon.

36-letni Andrzej N. i o dwa lata starszy Karol B. są oskarżeni o zabójstwo w
sumie pięciu pacjentów, poprzez podanie im pavulonu. Do zabójstw miało dojść
w 2000 i 2001 r. Obok byłych sanitariuszy na ławie oskarżonych zasiadają
również dwaj lekarze - 49-letni Janusz K. i 33-letni Paweł W., którzy
odpowiadają za narażenie łącznie 14 pacjentów na bezpośrednie
niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne doprowadzenie do ich śmierci.

Cała czwórka jest też oskarżona o przyjęcie w ciągu kilku lat od 12 do ponad
70 tys. zł od firm pogrzebowych w zamian za informacje o zgonach pacjentów.
B. sanitariuszom grozi kara od 12 lat więzienia do dożywocia, a lekarzom do
10 lat pozbawienia wolności.

W styczniu 2002 r. "Gazeta Wyborcza" i Radio Łódź ujawniły, że w łódzkim
pogotowiu handlowano informacjami o zgonach, a być może też celowo zabijano
pacjentów. Media podały, że istnieją poszlaki, iż niektórym chorym podawano
lek zwiotczający mięśnie, co w określonych przypadkach powodowało śmierć
pacjentów.

Prokuratura zapowiada kolejne akty oskarżenia w tej sprawie. Główne wątki
śledztwa dotyczą korupcji oraz pozbawiania życia pacjentów poprzez stosowanie
niewłaściwej terapii medycznej lub niewłaściwych leków. W wątku korupcyjnym
podejrzanych jest 41 osób - pracowników pogotowia oraz pracowników i
właścicieli zakładów pogrzebowych; w drugim wątku - czterech lekarzy, którym
dotąd zarzucono popełnienie 26 przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu. "
Obserwuj wątek
    • radca Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w 11.04.05, 16:22
      a co na to TOMASZ SELDER ?

      radca
      • radca Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w 11.04.05, 18:08
        czyli nie ma sprawy ?

        oj sie obudzicie,ale juz moze byc kostnica

        radca

        ps. jakos nie widac potępienia takich haniebnych czynów
        • radca Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w 11.04.05, 18:23
          Handel "skórami" istniał od roku 1990

          To fakt. Zarabiali wszyscy. Dyspozytorzy mieli "swoje" zespoły, które wysyłali
          do zgonów. A mechanizm na poczatku był prosty. Ludzie (rodzina) w czasie zgonu
          osoby najbliższej nie wiedziała co dalej. Zespół wypisywał kartę zgonu (nie
          mylić z aktem, ten wypisywano w Urzedzie) i zawoził do "zaprzyjaźnionej" firmy
          pogrzebowej. I transakcja szła z ręki do ręki. Piniądze, za katre zgonu. Po
          powrocie należało sie podielić zarobionym groszem. Poźniej urosło to do
          procederu. No cóż pecunia non olet.



          ~StalislaFF LODZ, 2005-04-11 16:01 "
        • Gość: srodpol Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w IP: *.alpat.net 11.04.05, 18:28
          od siebie moge napisać tylko tyle:
          wiem że ten proceder trwał jeszcze dobrze przed rokiem '91.
          • radca czy tutaj chodzi o Tomasza Seldera ? 11.04.05, 18:37
            a co z niejakim Tomaszem S. ????

            "Pod koniec lutego 2002 roku policjanci z Centralnego Biura Śledczego w Łodzi
            zatrzymali Tomasza S., przewodniczącego Krajowego Związku Pracowników
            Ratownictwa Medycznego. Po ujawnieniu afery zapowiadał on podjęcie akcji
            protestacyjnej "przeciwko szkalowaniu dobrego imienia pracowników pogotowia".
            S. trafił do aresztu, a prokuratura zarzuciła mu przyjęcie co najmniej 60 tys.
            zł łapówek w zamian za informacje o zgonach, nakłanianie rodzin zmarłych do
            korzystania z usług konkretnych firm pogrzebowych oraz naruszenie tajemnicy
            zawodowej.
            Miesiąc później Tomasz S. został zwolniony z aresztu, bo sąd uznał m.in.,
            że "zebrany materiał dowodowy na obecnym etapie postępowania nie uzasadnia
            przesłanki, że S. popełnił zarzucane mu czyny".

            No i co? Popełnił czy nie popełnił?




            ~carbo medicinalis, 2005-04-11 17:01 "
            • radca "Doktor Ebrantil" 11.04.05, 21:59
              Kraj
              PAP, MFi /2005-04-06 06:58:00

              Proces "łowców skór" - wersja sanitariusza



              "Gazeta Wyborcza": Andrzej N. - "Doktor Ebrantil" (od nazwy jednego z leków,
              których miał używać do zabijania) lub "Koń".
              • radca oni wyli proszac o pomoc, a mysmy palili papierosy 12.04.05, 20:30
                " Łowcy skór: zgony cieszyły nas wszystkich

                Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak, Łódź 12-04-2005, ostatnia aktualizacja 11-04-
                2005 19:39

                Kilka minut po podaniu pavulonu ustawał oddech, ciało wiotczało. Ale serce
                stawało dopiero po 15 minutach, a czasem później. Zdarzało się, że - aby
                uzyskać zgon - cała załoga wychodziła z karetki, np. na papierosa.

                To chyba najbardziej wstrząsający fragment procesu łowców skór - wczoraj sędzia
                Jarosław Papis zdanie po zdaniu czytał wyjaśnienia sanitariusza Andrzeja N.
                złożone w śledztwie. Wtedy - po zatrzymaniu - N. przyznał się do co najmniej 12
                morderstw przy użyciu pavulonu. Opowiadał też o zbrodniach, których mieli
                dopuścić się jego wspólnik sanitariusz Karol B. oraz lekarze, z którymi
                jeździli w karetce.

                Sala w głębokim milczeniu słuchała zeznań. Posłuchajmy ich i my:

                Czy już? Czy jeszcze?

                Proceder handlu "skórami" istniał od początku mojej pracy w pogotowiu 12 lat
                temu. Pieniądze brali wszyscy: każda załoga kilkaset razy, więcej niż mam
                włosów na głowie. Handel organizowali dyspozytorzy pogotowia, z których
                najważniejszy to Tomasz S. (...) W początku 2000 r. zacząłem rozmawiać z
                Karolem B., że nieraz babci można pomóc umrzeć.

                Pavulon podałem co najmniej dziesięciu pacjentom w domu albo w karetce. Jeden z
                przypadków podania pavulonu w karetce miał miejsce podczas przejazdu do
                szpitala im. Kopernika. Pacjentka siedziała, Janusz K. [jeden z oskarżonych
                lekarzy] kiwnął do mnie głową, odebrałem to jako zachętę do podania pavulonu.
                Ok. pięciu minut od podania nachyliłem się do przodu i powiedziałem: "Lekarz,
                chodź, pacjentka już kituje".

                Przekazywałem też pavulon Karolowi B. Mówił mi, że używał go 10-15 razy.
                Najpierw - jak mówił - przetestował działanie na kotach.

                (...) Nie mieliśmy oporów w rozmowach z Karolem B. o zabijaniu pacjentów. To
                przybrało rozmiary szaleństwa. Pożyczaliśmy sobie wzajemnie pavulon, kiedy nam
                go brakowało. B. użył go kilkanaście razy. Lekarz Paweł W. [drugi oskarżony
                lekarz] co najmniej tolerował zachowanie Karola B. Kiedy jeździł ze mną,
                tolerował też podawanie pavulonu przez mnie.

                O podawaniu przez nas pavulonu wiedzieli lekarze K., W., i J. Paweł W. nawet
                cieszył się, kiedy miał dyżur z kierowcą Markiem J. i ze mną, bo liczył, że
                znajdzie się pacjent, którego będę mógł uśmiercić pavulonem.

                Lekarze ci pytali często mnie: "czy już? [zmarł]" albo "czy jeszcze? [żyje]".
                Potem wszyscy byli zadowoleni , bo zgony cieszyły nas wszystkich.

                Czasem umierali sami

                Lekarz Paweł W. i kierowca Marek J. mieli układy u dyspozytorów. Ci dawali im
                często wyjazdy do zgonów lub do starych, konających osób. Często bywało, że
                wtedy chorzy sami umierali i nie było potrzeby podawać im pavulonu (...)
                Zdarzały się też przypadki opóźniania udzielania pomocy. Gdy np. były trzy
                zgłoszenia - dwa do zgonu i jedno do kobiety krwawiącej z dróg rodnych -
                jechaliśmy najpierw do zgonów, żeby szybko sprzedać skórę. (...)

                Pamiętam jak Karol B. mówił, że "puknął" pacjentkę z wysypką. Tak
                mówił: "Patrz, trafiło jej się umrzeć po drodze. Jakie to rzeczy się ludziom
                zdarzają?". To było już totalne przegięcie, całe pogotowie mówiło o tym
                przypadku. (...)

                B. miał inną metodę zabijania, nosił pavulon już nabrany do strzykawki w
                kieszeni fartucha. Czasem na nocnych dyżurach opowiadał o zabijaniu przy
                kierowcy. Ten mówił mu: "Nie gadaj tyle, lepiej idź spać" i ostrzegał
                nas: "Chłopaki, wy to kiedyś umoczycie".

                Wycie o pomoc

                Podczas jednego z pierwszych przesłuchań Andrzej N. opisał prokuratorowi, jak
                umiera pacjent, któremu podał pavulon. To wiedza ekskluzywna, próżno jej szukać
                w podręcznikach medycyny, bo ratując pacjenta pavulonem, anestezjolog zapewnia
                mu sztuczny oddech.

                Z wyjaśnień N.: Pojawiało się drżenie kończyn górnych i dolnych. Niepokój,
                próby poderwania się z noszy. Pacjenci próbowali krzyczeć (...) ten krzyk o
                pomoc był w praktyce wyciem.

                Kilka minut po podaniu ustawał oddech, ciało wiotczało. Ale serce stawało
                dopiero po 15 minutach, a czasem znacznie później. Zdarzało się, że - aby
                uzyskać zgon - cała załoga wychodziła z karetki, np. na papierosa. Najczęściej
                takie przypadki miały miejsce, gdy dyżurował doktor Janusz K.

                Wczoraj sędzia zdążył odczytać wyjaśnienia z zaledwie czterech pierwszych
                przesłuchań Andrzeja N. Zostało ich jeszcze 34. Dziś kolejny dzień procesu."
    • Gość: wojtek Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.05, 21:28
      Skończcie już z tą makabrą.
      To jest nieprawdopodobne, niewiarygodne i mam głęboką nadzieję, że jest
      nieprawdą.
      • Gość: wojtek Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.05, 21:55
        Aha, jakie są TWARDE dowody, że oni to robili? Są zeznania sanitariusza (z
        zeznaniami różnie może być) i opowieść dziennikarzy, ale to nie są DOWODY.
        Wiadomo, że sprzedawali informacje, ale co do mordowania (i to jeszcze przez
        kilka osób) - takich dowodów nie ma. Poczekajmy na to, co powie sąd. Na FK taki
        sąd już się odbył i naprawde strach to czytać, więc nie przenośmy tej ohydy
        tutaj.
        • Gość: były dowody leżą w ziemi pacanie IP: 217.153.131.* 13.04.05, 11:06
          chcesz trochę podyskutować, pojarać się? Handel informacjami o zgonach
          funkcjonował odkąd pamietam w każdym pogotowiu w kraju. Ale nie w każdym
          zabijano pacjentów. To, ze teraz jeden z drugim łachudrą odwołują zeznania
          dowodzi tylko tego, że Polsce mozna pleść co się chce przed sądem. Niczego
          więcej. Jasne , że pierwsze zenznaia składał pod presją, bo sobie przeliczył i
          dotarło do niego, że nie ma przebacz. Nasrał w gacie, a teraz mówi, ze to nie
          jego gó... Podobno ma takie prawo.
          • Gość: wojtek Re: dowody leżą w ziemi pacanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 13:42
            Dlaczego zaraz "pacanie", "pojarać się"? Musisz być napastliwy, bo ktoś ośmiela
            się kwestionować niezbite prawdy? Nie wiem, jak było, ale skąd TY jesteś taki
            pewny, że zabijali i że dowody leżą w ziemi? Byłeś przy tym? Czy wyczytałeś w
            gazecie?
            • radca Re: dowody leżą w ziemi pacanie 13.04.05, 23:01
              Gość portalu: wojtek napisał(a):

              > Dlaczego zaraz "pacanie", "pojarać się"? Musisz być napastliwy, bo ktoś
              ośmiela
              >
              > się kwestionować niezbite prawdy? Nie wiem, jak było, ale skąd TY jesteś taki
              > pewny, że zabijali i że dowody leżą w ziemi? Byłeś przy tym? Czy wyczytałeś w
              > gazecie?

              - te wojtek....

              podobnie klepiesz co ten TOMASZ SELDER .... ten sam styl i te same idiotyzmy
              w pory robisz juz ze strachu ? a udajesz jeszcze

              radca
          • fak.ow Re: dowody leżą w ziemi pacanie 13.04.05, 19:20
            ??
      • Gość: dyżurny Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w IP: *.lublin.mm.pl 13.04.05, 08:36
        to nie jest kwestia ani twoich ocen, ani twoich nadziei.
        • Gość: wojtek Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 09:33
          Dzięki za przywołanie mnie do porządku. A od czego jest forum? Co w ogóle
          chcesz powiedzieć? Nie ja jeden mam dosyć tej eskalacji makabry, która staje
          się coraz mniej wiarygodna (w tekście jest według mnie co najmniej jeden gruby
          błąd merytoryczny). Mam obowiązek w 100% wierzyć pp. Patorze i Stelmasiakowi i
          dać się wpuścić w kanał, w którym traci się zdrowy rozsądek i buzują podsycane
          przez nich emocje?
          Nie do nas należy skazywanie ludzi, ale do sądu. A swoje nadzieje i opinie mam
          prawo wyrażać na forum.
          • Gość: dyżurny Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w IP: *.lublin.mm.pl 13.04.05, 09:41
            nie do nas należy też ich uniewinnianie.
            • Gość: wojtek Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 09:52
              Czego też nie robię - to zadanie sądu. Mam tylko wątpliwości
              • Gość: dyżurny Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w IP: *.lublin.mm.pl 13.04.05, 10:48
                Łudzisz się. Zadaniem sądu nie jest uniewinnianie, lecz wyrokowanie ( w czym
                mieści się i ta opcja)
                • Gość: wojtek Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 13:45
                  Jeśli już musisz się czepiać słów, to owszem. Zadaniem sądu jest osądzanie,
                  czyli skazywanie, o czym pisałem wyżej, lub oczyszczanie z winy, o czym było
                  niżej.
              • radca Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w 13.04.05, 23:04
                Gość portalu: wojtek napisał(a):

                > Czego też nie robię - to zadanie sądu. Mam tylko wątpliwości

                - sad sadem, a sprawiedliwosc sie nalezy

                za smierc i morderstwa niewinnych ludzi

                radca
            • radca Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w 13.04.05, 23:03
              Gość portalu: dyżurny napisał(a):

              > nie do nas należy też ich uniewinnianie.

              - ale napewno potepienie mordercow

              radca
          • radca Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w 13.04.05, 23:02
            Gość portalu: wojtek napisał(a):

            > Dzięki za przywołanie mnie do porządku. A od czego jest forum? Co w ogóle
            > chcesz powiedzieć? Nie ja jeden mam dosyć tej eskalacji makabry, która staje
            > się coraz mniej wiarygodna (w tekście jest według mnie co najmniej jeden
            gruby
            > błąd merytoryczny). Mam obowiązek w 100% wierzyć pp. Patorze i Stelmasiakowi
            i
            > dać się wpuścić w kanał, w którym traci się zdrowy rozsądek i buzują
            podsycane
            > przez nich emocje?
            > Nie do nas należy skazywanie ludzi, ale do sądu. A swoje nadzieje i opinie
            mam
            > prawo wyrażać na forum.

            i widac te twoje poglady,az nadto

            radca
            • Gość: wojtek Re: żeby tylko nie przeżył - pomożemy mu w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 23:38
              Jasne, wszyscy muszą myśleć jednakowo, prawda?
              Ja mam poglądy, a ty masz ewidentna obsesję.
              • radca jak zabic tesciową ? 13.04.05, 23:54
                Gość portalu: wojtek napisał(a):

                > Jasne, wszyscy muszą myśleć jednakowo, prawda?
                > Ja mam poglądy, a ty masz ewidentna obsesję.

                " Łowcy skór: Jak zabić teściową


                Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak 13-04-2005, ostatnia aktualizacja 12-04-2005
                18:55

                Z wyjaśnień Andrzeja N.: Karol B. opowiadał mi, że nie udało mu się "puknąć"
                pacjenta, bo lekarz się zorientował. I jedna ampułka pavulonu poszła na marne.

                Już czwarty dzień sędzia Jarosław Papis odczytywał wyjaśnienia złożone w
                śledztwie przez Andrzeja N. sanitariusza oskarżonego o zamordowanie pavulonem
                czterech chorych. Część z nich dotyczyła wspólnika N. - Karola B. (oskarżony o
                zabicie jednego chorego). Większość wyjaśnień z prokuratury N. wczoraj
                odwoływał. Także opowiedzianą prokuratorowi historię o "zmarnowaniu" przez B.
                jednej ampułki pavulonu. Obaj sanitariusze ukradli ich z apteki w pogotowiu
                prawie sto.

                Co jeszcze mówił N. prokuratorowi o swoim wspólniku od pavulonu? Ze szczegółami
                opowiedział, jak ten wielokrotnie namawiał go do zabicia swojej teściowej.
                Karol B. miał bowiem (to nie makabryczny żart) problemy mieszkaniowe -
                "gnieździł się" z teściową, żoną i dwójką dzieci. Rzekomo sam podtruwał
                teściową lekami, ale bał jej się zabić, bo "żona wiedziała, że jej nie lubi i
                miała na niego wzgląd". Plan więc był taki: kiedy teściowa się przeziębi, B.
                wezwie pogotowie i poprosi dyspozytora, żeby do teściowej przyjechał zespół
                Andrzeja N. A ten wówczas jak zwykle wstrzyknie pavulon.

                N. tłumaczył prokuratorowi: "Odmawiałem Karolowi B., bo to już by była
                przesada".

                Sanitariusz N. opowiadał też, jak Karol B. okradał pijanych pacjentów. Najpierw
                miał ich bić lub kopać drewnianym trepem w głowę, by stracili przytomność.
                Później zabierał pieniądze. To się nazywało w pogotowiu "wyciąć z pacjentem
                kujawiaka". Wersje o biciu pacjentów trepem potwierdzili w śledztwie inni
                świadkowie.

                B. został w końcu złapany na kradzieży. Wpadł, gdy zabrał dużą sumę...
                lekarzowi, któremu pogotowie udzielało pomocy. Za skradzione wtedy pieniądze
                sanitariusz wyremontował sobie mieszkanie, kupił "pralkę, lodówkę i poloneza na
                gaz".

                Później sąd odczytywał wyjaśnienia, jakie N. składał dwa tygodnie po
                zatrzymaniu i później. Jak uznał prokurator, w nich - w odróżnieniu od
                pierwszych - podejrzany ewidentnie kłamał, starając się pomniejszyć swoją winę
                i obciążyć innych. Twierdził m.in., że pavulon podawał na wyraźne polecenie
                lekarzy i kierowców.

                Z notatnika sądowego

                Słysząc wyjaśnienia sanitariusza, Paweł W. (lekarz oskarżony o spowodowanie
                śmierci czterech chorych) śmiał się pogardliwie. Aż sędzia Papis musiał
                przywoływać go do porządku. - Pana rozbawienie nie przystaje do tego, co mówi
                się na tej sali, także o panu!

                Skąd ta radość lekarza? Wczoraj przed sądem Andrzej N. kolejny dzień udawał
                niewiniątko. Przy tym w szczegółach co rusz zmieniał wyjaśnienia. Przy każdej
                okazji powtarzał jak mantrę: "Nie podawałem pacjentom pavulonu".

                Sędzia pytał: - Czy rozmawiał pan z B. o podawaniu pavulonu?

                Andrzej N.: - Nie.

                Sędzia: - Czy świadek A. mógł słyszeć pana rozmowy z B. o podawaniu pavulonu?

                Andrzej N.: - Tak.

                Sędzia: - Jak mógł słyszeć, jeśli nie rozmawiał pan o pavulonie?

                Zdenerwowany sędzia pytał oskarżonego: - Co jest? Śniadanie panu zaszkodziło
                czy co?

                N. (sprawiał wrażenie obrażonego na cały świat) dalej udawał, że nie rozumie
                pytań.

                Radości z tego nie kryli obrońcy obu oskarżonych lekarzy. Czy nie
                przedwcześnie? Ich klienci zasiedli na ławie oskarżonych nie tylko z powodu
                wyjaśnień Andrzeja N. Kluczowe do ich oskarżenia były zeznania biegłych, a ci
                nie będą przed sądem bełkotać jak sanitariusz."
    • ixtlilto [radca] 12.04.05, 21:48
      Nie znudziło Ci się jeszcze gadanie do siebie?
      Jak masz taką silną potrzebą pisania i wklejania różnych wypowiedzi to załóż
      sobie bloga, co?
    • fak.ow ZOBACZCIE TO 12.04.05, 22:21
      lodz.naszemiasto.pl/forum/wiadomosci/71280_251166.html
      • radca cała szajka 14.04.05, 15:44
        " SĄD. Echa szpitalnej afery w Inowrocławiu

        Mózg szajki skazany


        Sanitariusz Dariusz I., jeden z głównych oskarżonych o wyłudzenie ubezpieczeń
        zdrowotnych, na pierwszej rozprawie przed sądem w Inowrocławiu dobrowolnie
        poddał się karze. Podobnie uczyniło jeszcze 17 osób.


        45 oskarżonych - spośród około 150 pacjentów i lekarzy Szpitala
        Powiatowego w Inowrocławiu zamieszanych w aferę korupcyjną - stanęło we wtorek
        przed Sądem Rejonowym. Oskarżeni są o wyłudzenie ubezpieczeń zdrowotnych. Już
        na początku rozprawy wyłączono zarzuty wobec 18 z nich - złożyli bowiem wnioski
        o poddanie się dobrowolnej karze. W tej grupie byli pacjenci lecznicy i średni
        personel medyczny, pośredniczący w załatwianiu z niektórymi lekarzami fałszywej
        dokumentacji. Na jej podstawie wyłudzano pieniądze z PZU Życie SA, Towarzystwa
        Ubezpieczeń i Reasekuracji "Heros" SA czy Commercial Union.
        Przypomnijmy, że aktem oskarżenia w tej największej aferze korupcyjnej w
        naszym regionie objęto prawie 120 pacjentów, 6 lekarzy i kilka osób średniego
        dozoru medycznego. Dokumentacja zaistniałych wypadków i odniesionych obrażeń
        była fałszowana przez medyków, którzy w zamian przyjmowali łapówki w wysokości
        500-1000 zł. Natomiast "poszkodowani" odbierali z firm ubezpieczeniowych
        odszkodowania od 2400 do 5200 zł. Największa zaś "dola" (prawie 82 tys. zł)
        trafiła do kieszeni Dariusza I., będącego mózgiem szajki. Skazano go na 2 lata
        pozbawienia wolności (wykonanie kary warunkowo zawieszono na 5 lat) i 900 zł
        grzywny. Poza tym sąd orzekł zwrot trzem firmom ubezpieczeniowym 81 860 zł. Z
        kolei pielęgniarka Beata S. i pielęgniarz Piotr S., także na skutek wniosku o
        poddanie się dobrowolnej karze, otrzymali wyrok po roku pozbawienia wolności
        (wykonanie kary warunkowo zawieszono na 3 lata), uiszczą po 600 zł grzywny oraz
        oddadzą firmom ubezpieczeniowym 16 680 zł i 8220 zł). Pozostała piętnastka
        oskarżonych została skazana na kary po 6 miesięcy pozbawienia wolności
        (wykonanie kary zawieszono na 2 lata), grzywny od 200 do 300 zł, a także
        zobowiązana do naprawienia szkody firmom ubezpieczeniowym. Wyroki nie są
        prawomocne.
        Inni oskarżeni, w tym m.in. lekarze: Artur Sz., Marianna J., Jarosław K.,
        Ali S., za poświadczenie nieprawdy będą odpowiadać przed sądem w innym
        terminie.

        14 Kwietnia 2005 "

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka