kropka.
02.07.02, 15:07
Stały nieruchomo wpatrzone w siebie. Jedna przykucnęła, druga sztywna, napięta
jak struna.
- Odczep się ode mnie i pozwól mi przejść, burknęła szatynka.
- Spadaj. To moja ścieżka, warknęła brunetka.
- No to stój sobie. I tak nic mi nie zrobisz, stwierdziła szatynka i usadowiła
się wygodniej na piętach. Brunetka zesztywniała jeszcze bardziej. Wydawało się,
że za chwilę skóra jej pęknie. Zdawała się hipnotyzować wzrokiem i tym sposobem
zmusić sąsiadkę do zejścia z drogi.
- Daj spokój, nie zaczepiaj, bo mała, ale wredna i pożałujesz - usiłowałam
załagodzić konflikt. Nawet nie drgnęła. Ślepa i głucha z nienawiści.
- cholera, zaraz będzie piekło, zdążyłam pomyśleć gdy nastąpił atak. Jedno,
byskawiczne, wściekłe uderzenie... zahamowane gwałtownie milimetry nad celem.
Dziki kwik, jazgot, bolesne skurcze ciała i nieprawdopodobna ilość toczonej
piany.
- Co się stało??!!! Czemu tak wrzeszczy?! przerażone dziecko wybiegło z domu.
- Też byś wrzeszczał, gdyby ci ropucha w pysk napluła. Odkręcaj kran! ciągnęłam
przerażoną sukę pod hydrant. Zobaczyłam jeszcze, jak żaba powoli i dostojnie
rusza w sobie tylko wiadomym kierunku.
Nie wszystko co małe jest słabe i bezbronne :-)
A jak Wam układają się stosunki z sąsiadami?
pozdrawiam