p8
25.06.05, 00:04
moja kocica wykonała skok życia. skacząc z okna na okno na wyskości drugiego
piętra (budynek w kształcie litery "L") złapała locie nietoperza... po chwili
zabawy wyrwał się jej i spodobał mu się mój sufit (taki malutki i całkiem
sympatyczny gacuś). walczyłem z nim ze dwie godziny ze szczotą w dłoni, ale
jak mnie przyatakował lotem koszącym to cofnąłem się na z góry upatrzoną
pozycję (za drzwiami). potem zgasiłem światło (może sam sobie pójdzie?) i
poszedłem spać do drugiego pokoju. zdążyłem zamknąć oczy gdy wtoczył się mój
brat z kolesiami i zaczęło się rozkminianie jak się pozbyć problemu. po
kolejnych dwóch godzinach prób i błędów zostało nam już tylko Gacusia ubić.
tylko czym i właściwie to za co??? wtedy ktoś wpadł na zbawienny pomysł i
zadzwonił do inżyniera miasta czy jak się tam ta szajka nazywa. o 4.10
przyjechał fachowiec - stasznie sfochowany że nie mógł dospać do końca dyżuru
- "czterech chłopa i nietoperza nie mogą zdjąć" -> cwaniaczek sam miał
specjalną siatkę. qrwa, gdybym miał siatkę to nie wzywałbym jakiegoś
zestresowanego mamlasa. a Gacuś w reklamówkę ni ch..a nie dał się złapać.
pzdr
B
ps.broń chemiczna zawiodła - poszło pół odswieżacza sosnowego...
ludzie, takiej nocy jeszcze w życiu nie miałem. różne osobistości i
osobliwości gościłem w moim pokoju, ale nietoperz wpadł pierwszy raz. a
właściwie został "zaproszony" przez moją kocicę :)
najlepsze jest to że z rana był gostek z radia pogoda i mój skacowany brat
udzielał mu wywiadu...