Gość: tetetka5
IP: *.dialog.net.pl / *.dialog.net.pl
17.07.05, 08:36
opiszę wam historię jaka zdzrzyła się wczoraj około godziny 20 mojej 17
letniej córce.Wracała ze swoim chłopakiem z zakupów w Carrfurze w
Przybyszewskiego .W pewnym momencie podbiegło do nich dwóch zakapturzonych
nastolatków i wyrwało jej z kieszeni spodni portfel w którym było 110 zł
reszty z zakupów ,legitymacja szkolna i migawka.Przebiegli przez jezdnię
wpadli do odjeżdżającego tramwaju i tyle ich widziała.Sytuacje tę widziało
kilka osób ale nikt nie zareagował.Zadzwoniła do mnie do pracy (pracowałem na
noc)cała roztrzęsiona.Pomyślałem -trudno,najważniejsze ,że córce nic się nie
stało.Kiedy przyjechałem rano do domu usłyszałem od córki niesamowitą
historię.Otóż około 22 domofonem zadzwoniła matka jednego z tych chłopaków
oddając portfel ze wszystkimi pieniędzmi,legitymacją i migawką .Przeprosiła
za zachowanie syna i poszła sobie.Chciałem podziękować tej pani za jej
postawę i mam nadzieje że wytłumaczyła syna że źle postąpił.Z historii
wyplywa wniosek ,ze warto czasami wierzyć w ludzi.