radca
12.08.05, 21:52
miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35590,2867785.html
" Dombrowicz i "łowca skór"
Adam Czerwiński, Anna Twardowska 12-08-2005 , ostatnia aktualizacja 12-08-
2005 20:42
Fundacja założona przez bohatera nekroafery w łódzkim pogotowiu złożyła
propozycję współpracy bydgoskiemu ratuszowi. Prezydent Konstanty Dombrowicz
od "Gazety" dowiedział się, z kim ma do czynienia
Chodzi o Fundację "Na Ratunek". Jej założycielem jest Tomasz S., jeden z
głównych podejrzanych w sprawie "łowców skór". S. pracował w łódzkim
pogotowiu jako sanitariusz i starszy dyspozytor, później odpowiadał za nadzór
nad pracownikami i był rzecznikiem prasowym. Jak ujawniliśmy, to on
zorganizował - jeszcze w 1991 roku - system brania pieniędzy od firm
pogrzebowych. Prokuratura postawiła mu zarzut wzięcia od nich co najmniej 60
tys. zł. Bada też, czy S. - jako dyspozytor - nie opóźniał wyjazdów karetek
do umierających pacjentów. Tomasz S. został aresztowany, ale po odwołaniu
wyszedł na wolność.
O pomysłach jego fundacji było już głośno w kraju. "Na Ratunek" chciała
szkolić z ratownictwa medycznego łódzkich policjantów oraz organizować kursy
dla nauczycieli. A ostatnio zaproponowała łódzkiemu magistratowi pomoc w
ratowaniu mieszkańców.
Bogusław Tyka, dyrektor łódzkiego pogotowia: - U nas znają ich już
policjanci, strażacy, urzędnicy. Nikt nie daje się nabrać na chwytliwe hasła,
którymi szermuje fundacja. Dlatego jej członkowie gdzie indziej szukają
ludzi, dla których są anonimowi. Co ciekawe ich pomoc nie jest
bezinteresowna. Zawsze proszą o jakieś wsparcie lub proponują pomoc w kupnie
drogiego sprzętu.
Kiedy "Na Ratunek" oferowała pomoc łódzkiemu Urzędowi Miasta, prosiła o
sprzęt warty około 80 tys. zł. - m.in. laptop, specjalistyczną kamerę,
agregat prądotwórczy. - Według naszej oceny ta fundacja nie ma ani jednego
fachowca medycyny ratunkowej - dodaje Tyka. - Osoby, które ją tworzą nie
powinny zajmować się medycyną. Przy chorych mogą jedynie wykonywać takie
czynności jak świadkowie wypadków drogowych. Ponieważ nie są pielęgniarkami,
ani lekarzami, nie mają nawet prawa zrobić komukolwiek zastrzyku.
Tymczasem 8 lipca doszło do pierwszego spotkania prezydenta Bydgoszczy z
Fundacją "Na Ratunek". Uczestniczyli w nim również przedstawiciele pogotowia
i wydziału zarządzania kryzysowego Urzędu Miasta. - To było tylko spotkanie
robocze. Nie zapadły na nim żadne decyzje - twierdzi Robert Dobrosielski,
zastępca dyrektora wydziału. - Czekamy do września. Wtedy Fundacja ma nam
przedstawić raport dotyczący sprzętu, jakim dysponuje i fachowców, którzy dla
niej pracują.
Z pierwotnego założenia wynikało, że Fundacja miałaby pomagać bydgoskim
służbom w akcjach ratunkowych w przypadku katastrof.
Prezydent Dombrowicz, kiedy usłyszał od "Gazety", że w "Na Ratunek" działa
Tomasz S., nie krył zdziwienia. - Dziękuję za informację, nie miałem o tym
pojęcia. Wprawdzie nas interesował bydgoski oddział fundacji, ale w tej
sytuacji musimy się zastanowić nad ewentualną współpracą - zapowiedział.
Komentarz - s. 2"